Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Kobiece. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Kobiece. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 maja 2021

Historia pewnej nieustraszonej księżniczki...| Zefiryna i księga uroków

Będąc w gimnazjum i dopiero wkraczając w świat książek, wyjątkową sympatią darzyłam historie o księżniczkach, powieści rozgrywające się w pałacach, z dworskimi intrygami, rycerzami, surowymi władcami i pięknymi sukniami. Jedną z moich ulubionych serii w tamtym okresie były Rywalki. Po kilku latach wyrosłam już z tego typu literatury, ale kiedy zobaczyłam opis Zefiryny i księgi uroków, poczułam że strasznie chcę przeczytać tę książkę i przenieść się trochę w czasie do nastoletnich lat, kiedy to opowieści o księżniczkach sprawiały mi niesamowitą frajdę. Takim oto sposobem, Zefiryna trafiła w moje ręce. :)

Udostępnij

sobota, 17 kwietnia 2021

Książka idealna dla każdego, niezależnie od wieku! | Był sobie pies 2

Muszę Wam powiedzieć, ze gdyby nie maraton Zaksiążkowanych (ten zimowy - recenzję napisałam jeszcze w grudniu, ale zapodziała mi się w wersjach roboczych i publikuję dopiero teraz :D), pewnie nieprędko sięgnęłabym po tę książkę. Dostałam ją na zeszłoroczne święta, więc przeleżała na mojej półce prawie rok... No ale finalnie udało mi się po ją przeczytać i bardzo się z tego powodu cieszę, bo to był strzał w dziesiątkę i na pewno jedna z lepszych książek roku. :)


Udostępnij

środa, 2 grudnia 2020

Fascynująca historia pilotek w czasie II wojny światowej | Dziewczyny w przestworzach

W okresie jesienno - zimowym nachodzi mnie ochota na czytanie książek związanych z wojną, dlatego też bardzo zaintrygowała mnie powieść Noelle Salazar - Dziewczyny w przestworzach - która opowiada historię kobiet - pilotkami. Przyznam szczerze, że niewiele słyszałam o pilotkach z czasów II wojny światowej, dlatego tez, kiedy przyszła do mnie paczka z Taniej Książki, od razu zabrałam się za czytanie.

Siła jest kobietą - zasadę tę zdecydowanie podkreślają historie kobiet, które w czasach wojny nie poddawały się w nierównej walce. Sanitariuszki, łączniczki i... pilotki. Kobiety za sterem pełniły jedną z najważniejszych funkcji podczas II wojny światowej.


Audrey Coltrane od małego fascynowała się lotnictwem - jej największym marzeniem zawsze było posiadanie własnego, prawdziwego lotniska. Znalazła w sobie ogrom determinacji i samozaparcia, by zrealizować wyznaczone cele: pobierała lekcje latania u ojca, a choć jej matka starała się uchronić ją od tak poważnej decyzji, Audrey wkrótce została instruktorką latania na Hawajach. Wydawać by się mogło, że nowe, samodzielne życie w otoczeniu bliskich koleżanek i pierwsze poważniejsze uczucie do mężczyzny mogą prowadzić tylko ku lepszemu. Aż do jednej, pamiętnej daty, która całkowicie odmieniła jej spojrzenie na lotnictwo...

7 grudnia 1941 roku - atak na Pearl Harbor, utrata bliskiej osoby, chęć odwetu za niesprawiedliwość i okrucieństwo świata - te wszystkie sytuacje, połączone w całość pokierowały Audrey do najważniejszego wyboru w jej życiu. Coltrane dołączyła do korpusu pilotów. Stała się kobietą, która za wolność swoich bliskich położyła na szali własne życie - pokazała, jak ważne w życiu są rodzina, przyjaźń i walka o własne prawa.

 

Na samym początku trochę ciężko było mi się wgryźć w tę historię i sama do końca nie wiem czym było to spowodowane, bo język i styl jakim posługiwała się autorka jest naprawdę przyjemny i książkę czytało mi się stosunkowo szybko, chociaż miałam kilka dłuższych przerw w czytaniu, bo długi czas nie mogłam się przemóc żeby kontynuować lekturę, chociaż muszę zaznaczyć, że książka mi się podobała, więc nie wiem dlaczego jej czytanie szło mi aż tak opornie. Może to wina jakiegoś chwilowego zastoju czytelniczego.

 
Powieść pisana jest z perspektywy głównej bohaterki, która polubiłam. Podobało mi się jej dążenie do celu i nie poddawanie się, była na swój sposób uparta i zawzięta. Audrey jest kobietą silna i niezależną, a ja bardzo lubię takie bohaterki, dlatego też czytanie książki z jej perspektywy było bardzo przyjemne. Podobało mi się to w jaki sposób autorka ukazała siłę kobiet, ich niezależność i odwagę, którą niejeden raz wykazywali się bohaterowie książki.


Przyczepić muszę się jednak do początkowych rozdziałów książki. Pierwsze sceny rozgrywają się już w czasie kiedy na świecie trwała wojna (październik 1941 rok), a klimat w tych początkowych rozdziałach jest wręcz sielankowy. Nie pasowało mi to do mojego wyobrażenia o wojnie i na wstępie zapaliła mi się w głowie lampka ostrzegawcza, że z wojną ta powieść nie będzie miała wiele wspólnego. Na szczęście ten sielankowy klimat powieści nie trwał zbyt długo i po kilkudziesięciu stronach akcja zdecydowanie się zmieniła, a powieść nabrała tempa.

 
Jeśli lubicie wątki wojenne w literaturze, jeśli cenicie sobie silne, odważne i wytrwałe kobiety w książkach, jeśli ciekawi was historia pilotek w czasach wojny, to polecam wam sięgnąć po najnowszy bestseller wydawnictwa Kobiecego - Dziewczyny w przestworzach. Mimo tego, iż czytanie tej książki szło mi dosyć opornie, a pierwsze rozdziały nieco mnie zniechęciły, przez zbyt lekkie podejście do tematu wojny, to i tak uważam, że jest to ciekawa lektura, z którą warto się zapoznać. Na długie, zimne wieczory nada się idealnie. :)

Tę i inne nowości znajdziecie na Taniej Książce. :)

Udostępnij

środa, 7 listopada 2018

Wreszcie trafiłam na dobrą książkę! | Serce z cierni

Jak mogliście zauważyć, ostatnio na moim blogu pojawiały się raczej negatywne recenzje książek - w ostatnim czasie w ogóle nie miałam szczęścia do czytanych powieści i większość była po prostu kiepska - chyba jakaś październikowa, książkowa klątwa mnie dopadła. Na szczęście wreszcie trafiłam na naprawdę dobrą historię, a mianowicie - Serce z cierni.


Odkąd wiedźma zabiła matkę Mii, dziewczyna pragnie zemsty. Szkoli się aby polować na wiedźmy, które wszyscy nazywają Gwyrach. Potrafią one zabijać poprzez zwyczajny dotyk. Każda kobieta może być czarownicą. Mia w przyszłości chce polować na Gwyrach i odnaleźć tą, która zabiła jej matkę. Nieoczekiwanie ojciec postanawia wydać ją za mąż za księcia Quinna i tak oto nastolatka trafia wraz z siostrą do pałacu, gdzie ma spędzić resztę życia. Jak potoczą się losy bohaterki?

Od samego początku zaintrygował mnie opis tej książki. Zapowiadało się bardzo ciekawie, trochę magicznie, a potrzebowałam historii w takich klimatach. Pierwsze rozdziały są dość spokojne, ale absolutnie nie nużące - po prostu autorka stopniowo nas wprowadza w wykreowany przez nią świat, po to aby strona za stroną rozpędzać akcję i budować napięcie. Ma przy tym bardzo lekki i przyjemny styl, przez co jej powieść czyta się bardzo szybko.


Mia to zdecydowana, waleczna dziewczyna, która właściwie od razu zyskała moją sympatię. Dziewczyna wie czego chce, jest zdeterminowana i po prostu - da się lubić, a z racji tego, że jest ona główną postacią tej książki, fakt że polubiłam ja już od pierwszych rozdziałów był dodatkowym atutem powieści. Pozostali bohaterowie byli mi raczej obojętni, sądzę że dość szybko o nich zapomnę. Dialogi między postaciami były naturalne, dzięki czemu powieść pani Barton nabierała autentyzmu i dodatkowo intrygowała. To po prostu chciało się czytać.

Sama historia i pomysł na nią była ciekawa - z zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów i razem z nimi przeżywałam różne emocje. Bree Barton wciągnęła mnie w świat jaki stworzyła na kartach swojej książki i sprawiła, że trudno mi było oderwać się od czytania. Ta powieść to idealna pozycja dla tych, którzy szukają nie tylko sposobu na zabicie nudy, czy spędzenie czasu z książką w ręku, ale również wartkiej akcji, fabuły która trzyma w napięciu i silnej głównej bohaterki.


Serce z cierni to porywająca i wciągająca lektura, którą będę bardzo mile wspominać. Cieszę się, że miałam okazję ją poznać i wraz z Mią przeżywać wiele przygód opisanych na kartach tej książki. Jeśli lubicie literaturę młodzieżową, to nie możecie przejść obojętnie obok tej historii - na pewno dostarczy wam świetnej rozrywki na listopadowe wieczory i sprawi, że nie będziecie się mogli od niej oderwać. Polecam! :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Kobiece :)


Udostępnij

wtorek, 30 października 2018

No i znowu się zawiodłam.... | Krwawy księżyc


Sięgając po Krwawy księżyc oczekiwałam wciągającego thrillera, przy którym poczuję dreszczyk emocji i najzwyczajniej w świecie - spędzę przyjemnie czas. Liczyłam na nietypową i oryginalną opowieść... No i niestety spotkało mnie rozczarowanie...

Victoria i Thomas są małżeństwem pisarzy. Prowadzą spokojne, szczęśliwe życie... do czasu gdy Thomas oznajmia żonie, że planuje napisać kryminał o Księżycowym Zabójcy, który zabija podczas gdy na niebie pojawia się Krwawy Księżyc. Od tego czasu kobieta odczuwa niepokój, którego nie jest w stanie wyjaśnić, zaczyna też miewać dziwne sny - przerażające koszmary. Po wydaniu książki Toma, w mieście pojawia się zabójca, który naśladuje postać stworzoną przez Thomasa. Kto jest mordercą? Dlaczego Victorię dręczą koszmary?


W ostatnim czasie mam pecha do książek. Zabieram się za jakąś pozycję, która zapowiada się bardzo obiecująco, a potem okazuje się, że w moich oczach okazuje się kompletnym niewypałem. No i niestety tak było również w przypadku Krwawego Księżyca. Najbardziej mnie wkurza, kiedy wyrobię sobie w głowie jakiś tam obraz danej historii, na podstawie przeczytanego opisu i postawię dość wysoko poprzeczkę, a potem ze strony na stronę, czuję coraz większe rozczarowanie.... To taki kubeł zimnej wody wylany na głowę czytelnika - liczysz na coś fajnego i spotyka cię zawód....

Pierwsze kilka stron zapowiadały się naprawdę obiecująco, chociaż od samego początku dało się zauważyć specyficzny styl pisania autorki. I szczerze powiedziawszy, to nawet nie potrafię wam powiedzieć na czym tak do końca polega ta specyficzność. Było tak jakbyśmy siedzieli w głowie głównych bohaterów i mieli przed oczami ich myśli. Autorka nie bawiła się w zbędne opisy miejsc, czy też bohaterów - skupiła się głównie na ich przemyśleniach. Bardzo często przez taki zabieg w Krwawym Księżycu pojawiał się mały chaos - natłok myśli postaci, w których niejednokrotnie się gubiłam.


Akcja toczy się szybko, czasem trochę za szybko. W pewnych wątkach autorka - moim zdaniem - chciała szokować czytelnika, budzić strach, niepokój, jednak miałam wrażenie, że wszystko zostało przedstawione w sposób przerysowany, który zamiast budzić we mnie wyżej opisane emocje, sprawiał że czułam obojętność, często też znudzenie. Miałam problem ze zrozumieniem tej historii - sama szczerze nie wiem jakie były motywy działań bohaterów, dlaczego stało się to co się stało, jaki to wszystko miało sens - według mnie sensu i logiki w tej historii było raczej niewiele....

Krwawy księżyc to niezwykle specyficzna pozycja, napisana w oryginalny sposób - styl autorki jest naprawdę niecodzienny. Niestety całość mnie nie zachwyciła, często byłam zdezorientowana, akcja toczyła się szybko - za szybko. Zamiast przerażenia, czułam znudzenie, chciałam jak najszybciej skończyć tę książkę byle tylko zabrać się za coś innego. To zdecydowanie jedna z najdziwniejszych powieści jakie miałam okazję czytać, na pewno szybko o niej zapomnę i spokojnie mogłam się bez niej obejść - niestety skusiłam się bardzo ciekawym i zachęcającym opisem.... I spotkała mnie niemiła niespodzianka. Niestety nie mogę wam polecić tej książki - była dziwna, nudna i po prostu słaba.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Kobiece :)

Udostępnij

środa, 18 kwietnia 2018

Trzy i pół sekundy | Amanda Prowse | opinia

Co trzy i pół sekundy ktoś na świecie umiera z powodu sepsy



Grace i Tom wreszcie doczekali się dziecka. Chloe jest oczkiem w głowie rodziców - bardzo kochaną dziewczynką, która wprowadziła do życia bohaterów wiele radości. Kiedy jednak dziewczynka umiera z powodu sepsy, jej rodzice pogrążają się w niewyobrażalnej rozpaczy. Wydawać by się mogło, że już nigdy nic ich nie uszczęśliwi, a żałoba na zawsze będzie wisiała w powietrzu. Co gorsza oboje stopniowo się od siebie odsuwają. Czy jest możliwe normalne życie po tak olbrzymiej tragedii? Czy Tom i Grace będą w stanie powrócić do normalności? Jak potoczy się ich relacja?

Za Trzy i pół sekundy nijak nie mogłam się zabrać. Zawsze trafiała mi się inna lektura, którą czytałam i przerywałam powieść pani Prowse po kilku rozdziałach na rzecz czegoś innego. Kilka dni temu szukałam czegoś do poczytania i mój wzrok padł na Trzy i pół sekundy. Stwierdziłam więc, że spróbuję kolejny raz przeczytać tę powieść - a nuż się uda. Tym razem nie odłożyłam jej po kilku stronach i bardzo się z tego powodu cieszę, bo poznałam niezwykle wartościową i wzruszającą historię.


Po śmierci Chloe jak nietrudno się domyślić powieść ma wyjątkowo smutny, przytłaczający klimat. Czytelnik obserwuje żałobę rodziny dziewczynki i zachowania rodziców. Jesteśmy świadkami bólu, cierpienia, żalu i smutku jakiego nie da się nawet wyobrazić. Powieść Amandy Prowse dołuje, ale jednocześnie pokazuje jak wygląda życie po śmierci kogoś naprawdę bardzo, bardzo bliskiego. Bohaterowie muszą się mierzyć z szarą rzeczywistością, podczas gdy ich świat runął jak domek z kart. Mimo przykrego tematu jaki porusza ta książka, czyta się ją naprawdę bardzo dobrze, a autorka potrafi wywołać w czytelnikach wiele emocji.

Na początku ciężko mi było się wczuć w tę historię. Autorka stosuje dość sporo przydługich i momentami nudnawych opisów, co zniechęcało mnie do kontynuowania lektury. Ale! Co najbardziej zaskakujące - pomimo tych momentami aż za bardzo rozwlekłych opisów, książkę czyta się naprawdę dobrze. Amanda Browse ma przyjemny sposób pisania dzięki czemu szybko skończyłam Trzy i pół sekundy. A skoro już mowa o końcu, to muszę wam powiedzieć, że łezka mi się w oku zakręciła jak przewracałam ostatnie strony powieści. Duży plus za wywołanie we mnie takich emocji, bo bardzo rzadko wzruszam się podczas czytania książek, do tego stopnia, żeby mieć łzy w oczach.


Każdy z bohaterów w nieco inny sposób przeżywa tragedię. Jednak wszyscy odczuwają ten sam żal i przygnębienie. Zdecydowanie nie jest to lekka i przyjemna opowiastka. Trzy i pół sekundy to książka, która zmusi nas do refleksji, wywoła chwilę zadumy i wprowadzi w przykry, smutny nastrój. Jednak o to w tej powieści chodzi - o wywołanie emocji i zwrócenie naszej uwagi na chorobę, która jest bardzo poważna, a niewiele tak naprawdę nam o niej wiadomo. Przed każdym rozdziałem autorka napisała kilka słów o sepsie - w formie ciekawostek na jej temat, co pozwala nam bliżej poznać tę chorobę i lepiej zrozumieć przyczynę śmierci Chloe.

Trzy i pół sekundy to bardzo smutna powieść o śmierci dziecka i wielkiej żałobie, smutku rodziców. Pokazuje nam jak każdy z bohaterów na swój sposób radzi sobie z tragedią, która spadła na nich w najmniej oczekiwanej chwili. Jest to książka, która porusza przykry temat i zostawia czytelnika z oczami pełnymi łez. Jeśli szukacie lekkiej, przyjemnej książki, która będzie dla was odskocznią po ciężkim dniu to nie polecam wam powieści pani Prowse. Jeśli jednak chcecie poczytać coś co skłoni was do zadumy i refleksji, nie będzie błahą historią, o której szybko zapomnicie, to zapiszcie sobie gdzieś tytuł Trzy i pół sekundy. Jest to historia pełna smutku i bólu, ale jednocześnie pokazująca, że życie płynie dalej i trzeba umieć dźwignąć się na nogi i spróbować jakoś w miarę normalnie funkcjonować po ciężkich przeżyciach. Sami musicie zdecydować czy macie ochotę na taką historię. Mnie osobiście się podobała i chętnie przeczytam inne książki tej autorki.

Udostępnij

poniedziałek, 5 marca 2018

Najgorsza bohaterka książkowa? | Srebrny łabędź, Amo Jones | opinia

Srebrny łabędź to książka, która wpadła mi w oko jeszcze w styczniu podczas przeglądania lutowych zapowiedzi. Kiedy tylko zobaczyłam tę śliczną okładkę i ciekawy opis, bardzo chciałam ja przeczytać. Teraz kiedy jestem już po lekturze, czuję się rozczarowana i troszkę zniesmaczona. 

Srebrny łabędź | Amo Jones | 2/10 | wyd. Kobiece

Kiedy matka Madison Montgomery dokonuje zabójstwa, po czym pozbawia się życia, świat nastolatki wywraca się do góry nogami. Dziewczyna pochodzi z bardzo zamożnej rodziny i po jakimś czasie jej ojciec żeni się ponownie, po czym przeprowadzają się, a Madison trafia do szkoły prywatnej w zupełnie nowym miejscu. Stopniowo zawiera nowe przyjaźnie, ale wpada też w oko pewnej elitarnej grupie - Elite King’s Club. Chłopaki rozsiewają wokół siebie aurę tajemniczości, a nawet grozy. Dlaczego są tak zainteresowani Madi? Czy dziewczyna rozwiąże zagadki, które krążą wokół tej grupy?

Dużo wulgaryzmów


Na samym początku zaznaczę, że Srebrny łabędź to absolutnie nie jest książka dla młodszych, albo wrażliwszych czytelników, ze względu na dużą ilość wulgaryzmów, brutalności i erotyzmu. Przyznam się szczerze, że podczas czytania, kilka razy byłam naprawdę zniesmaczona zachowaniem głównej bohaterki, słownictwem jakim posługiwali się bohaterowie, albo niektórymi scenami opisywanymi przez autorkę. Było to po prostu niesmaczne i miałam ochotę zamknąć książkę, schować gdzieś głęboko w szafie (co nawet zrobiłam :D) i już nigdy więcej do niej nie wracać. Ale...


...ale po upewnieniu się, że Srebrny łabędź spoczywa dobrze schowany w najczarniejszym zakamarku mojej szafy, pomyślałam sobie, że może by tak warto dać tej książce jeszcze jedną szansę i spróbować przymknąć oko na tą całą masę wulgaryzmów, okropne zachowanie Montgomery (o czym będzie osobny akapit trochę niżej) oraz niektóre sceny opisywane w niesmaczny i ordynarny sposób. Tak więc po dłuższym namyśle wyciągnęłam Srebrnego łabędzia z powrotem aby ujrzał jeszcze raz światło dzienne i kontynuowałam lekturę.

Tajemnice, sekrety, zagadki...


Teraz jak tak o tym myślę, to wydaje mi się, że głównie za sprawą niekończącej się ilości zagadek, tajemnic i pragnieniu odkrycia tego o co trak właściwie chodzi w całej tej historii, dałam tej powieści drugą szansę. Bo musicie wiedzieć, że autorka sypie tajemnicami i niedopowiedzeniami właściwie od początku książki. Najlepsze jest to, że po jej zakończeniu, dalej nie wiem o co w tym wszystkim chodziło i dlaczego Elite King’s Club było tak tajemniczą i elitarną grupą, o której krążyło mnóstwo plotek, ale tak właściwie nic dokładniejszego nie było wiadomo o jej członkach. Liczyłam na to, że przynajmniej część zagadek z tej powieści zostanie rozwiązanych, że autorka rzuci trochę światła na niektóre wątki, a tu... nic. Zero wyjaśnień, tylko kolejne zagadki. Irytujące uczucie, bo można było odnieść wrażenie, że pani Jones sądzi, iż wiemy co siedziało w jej głowie w czasie pisania książki więc nie będzie marnowała papieru na niepotrzebne według niej wyjaśnienia.


A nagroda dla najgłupszej książkowej bohaterki wędruje do...


Kwestia fabularna mniej więcej poruszona, przejdźmy zatem do naszej WSPANIAŁEJ głównej bohaterki Madison, bo wyżej obiecywałam wam osobny akapit poświęcony na tę wyjątkową postać. Tak irytującej, infantylnej i głupiej bohaterki dawno nie spotkałam. Sadzę, że jeśli kiedyś stworzę ranking na najgorsze damskie postacie (hmm - całkiem niezły pomysł, tak swoją drogą) to nasza Madi dostanie (nie)zaszczytne pierwsze miejsce. O ile na początku książki zachowywała się w miarę przyzwoicie, o tyle im bliżej końca, tym bardziej nieznośna się robiła. Ta dziewczyna nie miała żadnego szacunku do siebie samej. Kurde - ona wskakiwała do łóżka każdemu chłopakowi, który miał na to ochotę, wliczając w to bohaterów, którzy jej grozili, byli wobec niej brutalni i otwarcie nią pogardzali. Kiedy było już po wszystkim biedulka użalała się nad sobą twierdząc, że została wykorzystana jak zabawka... po czym wskakiwała do łóżka kolejnemu facetowi. Madison - ależ ty jesteś zajebista! -,-

Wciągająca fabuła, ale nic poza tym


Srebrny łabędź to powieść, w której znajdziecie naprawdę dużo wulgaryzmów, scen erotycznych (które były niezbyt subtelnie opisane), bohaterkę, która swoją głupotą i brakiem szacunku do siebie bije wszelkie rekordy, elitarną grupę, której członkowie to chamscy nastolatkowie, którzy myślą że dosłownie wszystko im wolno, oraz pełną nierozwiązanych zagadek fabułę, która - trzeba to przyznać - mimo tych wszystkich wad była dosyć wciągająca. Na plus tej pozycji może być fakt, że czyta się ją naprawdę szybko i potrafi czytelnika wciągnąć (bo liczy się na to, że w końcu poznamy rozwiązanie przynajmniej części zagadek), a autorka ma prosty styl co tylko ułatwia czytanie. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego i cóż - jestem rozczarowana. Może drugi tom będzie lepszy, ale chyba nie mam ochoty na kolejne spotkanie z Madison i skończę swoją przygodę z twórczością pani Jones na pierwszym tomie jej serii. Mówi się trudno! :)

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Kobiece!  

Udostępnij

poniedziałek, 19 lutego 2018

Dziewczyna, która wróciła, Susan Lewis | opinia

Dziewczyna, która wróciła to książka od której ciężko się oderwać. Kiedy już zaczniesz ją czytać, będziesz obsesyjnie przewracać kartki byle tylko dowiedzieć się co się dalej stanie i jak potoczą się losy tytułowej dziewczyny oraz matki jej ofiary. To intrygujący i wciągający thriller psychologiczny, obok którego nie da się przejść obojętnie.

Dziewczyna, która wróciła | Susan Lewis | 8/10 | wyd. Kobiece

Daisy jest oczkiem w głowie swoich rodziców - Jules i Kiana. Jest ich największym skarbem i miłością, ponieważ bardzo długo starali się o dziecko, a Daisy nieoczekiwanie pojawiła się w ich życiu, kiedy oboje zaczynali tracić nadzieję na potomstwo. Rodzina wiodła szczęśliwe życie, mieli w życiu wszystko czego im było trzeba - wymarzony pub - Syrenkę, kochającą rodzinę i przyjaciół. Jednak pewnego dnia ich świat legł w gruzach. Ukochana Daisy została zamordowana przez Amelię Quentin. Po trzech latach, morderczyni wychodzi z więzienia. Jak będzie wyglądało dalsze życie Jules ze świadomością, że kobieta, która odebrała jej dziecko chodzi swobodnie na wolności? Czy dojdzie do konfrontacji zrozpaczonej matki i morderczyni jej córki?

Wciąga od pierwszych stron


Nie sądziłam, że ta książka tak mnie pochłonie. Już od pierwszych stron poczułam, że mi się spodoba, ale nie wiedziałam, że nie będę się mogła od niej oderwać. Kiedy już raz przysiadłam do czytania, bardzo trudno było mi odłożyć lekturę na później. Musiałam wiedzieć co wydarzy się dalej i jak skończy się cała ta historia. Autorka pisze w prosty i lekki sposób, przez co jej powieść czyta się wyjątkowo szybko, a palce co chwila przewracają kartki książki.


Książka, która wywołuje mnóstwo emocji


Dziewczyna, która wróciła niesie ze sobą masę emocji. Susan Lewis umie zaciekawić czytelnika. Jesteśmy świadkami życia Jules i Kiana od młodych lat, kiedy to dopiero wkraczali w dorosłe życie, i jesteśmy z nimi aż do momentu kiedy ich dorosła córka pada ofiarą brutalnego morderstwa. Autorka dokładnie opisuje przeżycia i emocje jakie towarzyszą bohaterom powieści po śmierci Daisy, przez co możemy bardzo wczuć się w klimat historii i zżyć z bohaterami przedstawionymi na jej kartach i wraz z nimi przeżywać tragedię jaka ich dotknęła.

Postaci jest dość sporo i na początku było to trochę irytujące, bo ciężko mi było się zorientować kto był kim, ale później przestało mi to przeszkadzać i czytałam książkę z zapartym tchem. Susan Lewis pokazała nam jak wielka jest więź między rodzicami, a ich dzieckiem, relacja między Daisy, a Jules i Kianem była piękna - pełna miłości i ciepła. Natomiast uczucia jakie żywiła Amelia do swoich rodziców, czy rówieśników były zupełnie inne, widać było duży kontrast pomiędzy tymi dwiema postaciami i ich psychiką, postrzeganiem świata i innych ludzi.

Pozycja warta polecenia


Jeśli szukacie thrillera, od którego nie będziecie się mogli oderwać, który wciągnie was i sprawi, że nie będziecie mogli go tak łatwo odłożyć, to Dziewczyna która wróciła jest dla was. Wydaje mi się, że jest to powieść dla starszych czytelników, bo jest dość brutalna. Autorka pisze prosto i nie oszczędza nam szczegółów, przez co jesteśmy w stanie dokładniej sobie wszystko wyobrazić i wkręcić w historię. Na pewno daje nam do myślenia i wywołuje mnóstwo przeróżnych emocji. Polecam, nawet jeśli nie przepadacie thrillerów, po tej książce wasz stosunek do tego gatunku literackiego może się zmienić.

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Kobiece!
Udostępnij

piątek, 9 lutego 2018

Psiego najlepszego, W. Bruce Cameron | opinia

Każdy miłośnik piesków powinien znać twórczość W. Bruce Camerona. Dzisiaj zapraszam was na moją opinię o jego najnowszej książce poświęconej pieskom - Psiego najlepszego, która oczarowała mnie ciepłym klimatem, humorem oraz dawką wzruszenia jaka mi towarzyszyła podczas czytania.


Psiego najlepszego | W. Bruce Cameron | 8/10 | wyd. Kobiece


Kiedy sąsiad podrzuca Josh'owi ciężarną suczkę Lucy, mężczyzna nie wie że jego życie zmieni się o 180 stopni. A kiedy znajdzie karton pełen maleńkich szczeniaczków, jego życie zmieni się o 360 stopni, bo maluchy wywrócą je do góry nogami. Wkrótce później Josh pozna Kerri - pracownicę schroniska dla zwierząt, która pomoże mu w wychowywaniu i dbaniu o swoją czworonożną rodzinkę. Po jakimś czasie bohater zda sobie sprawę, że nie może żyć bez piesków i Kerri. Jak potoczą się losy Josha? Co się zmieni w jego życiu za sprawą piesków?


Pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Kiedy tylko dowiedziałam się, że autor książki Był sobie pies, która ogromnie mi się podobała, napisał kolejną powieść o tych zwierzątkach wiedziałam że obowiązkowo muszę ją przeczytać. Czytałam tę książkę w czasie świąt, aby dodatkowo poczuć jej klimat, ale tak naprawdę akcja dopiero pod koniec rozgrywa się w Boże Narodzenie. Psiego najlepszego to pełna ciepła, radości i wzruszeń historia, którą każdy miłośnik psiaków powinien poznać.


Lekarstwo na smutek? Psiego najlepszego!


Nie sposób się nie uśmiechać podczas lektury. Ta powieść sprawi, że zapomnisz o wszystkich smutkach, zatracisz się w czytaniu i nawet nie zauważysz, że czytasz z uśmiechem na twarzy. Główny bohater jest przesympatycznym człowiekiem, o wielkim sercu, który nie poddaje się bez walki. Co do Kerri miałam mieszane uczucia, bo o ile na początku powieści ją polubiłam i kibicowałam jej i Josh'owi, o tyle im bliżej końca, tym bardziej mnie ona denerwowała swoim zachowaniem i niestety muszę powiedzieć, że nie zyskała sobie mojej sympatii po skończeniu książki.


Okładka tej powieści jest prześliczna - w końcu kto by się oparł temu uroczemu pieskowi? Już po zobaczeniu tych przepięknych oczek miałam ochotę na tę książkę i właściwie od razu wiedziałam, że mi się spodoba - wszystkie książki o pieskach jakie przeczytałam do tej pory mi się podobały. W tym przypadku nie było inaczej - Psiego najlepszego trafiło na moją listę książek, które bardzo mi się spodobały i zdecydowanie umiliły mi czas.

Powieść, która umili wam czas i wywoła wielki uśmiech


Jeśli szukacie książki pełnej ciepła, humoru, wzruszeń i radości, to najnowsza powieść Camerona jest idealna dla was. Jeśli tak jak ja kochacie pieski to już w ogóle musicie ją przeczytać. Dajcie się wciągnąć w niepowtarzalny i pełen uroku klimat tej powieści, pozwólcie sobie na chwilę relaksu i odpoczynku, zaopatrzcie się w wielki kubek kakao, mocno przytulcie swojego czworonożnego przyjaciela i zabierajcie się do czytania Psiego najlepszego. ;) 
Udostępnij

czwartek, 18 stycznia 2018

Najlepsze i najgorsze książki 2017 roku

2017 rok obfitował w wiele różnych książek. Były pozycje, od których nie mogłam się oderwać i czytałam je z zapartym tchem nie mogąc się doczekać tego co będzie dalej. Niestety trafiło się też kilka takich, przez które nijak nie mogłam przebrnąć, były nijakie, nudne, mdłe i najchętniej rzuciłabym nimi w najdalszy kąt mojego pokoju. Jeśli jesteście ciekawi, które książki zyskały miano najlepszych i najgorszych pozycji w minionym roku, zapraszam do dalszej części tego zestawienia.
(kliknięcie na tytuł przeniesie was do recenzji danej książki)

Najlepsze książki 2017 roku:


Złodziejka książek 



Pierwszą rzeczą jaka wyróżnia tę pozycję na tle innych jest narracja. Narratorem w Złodziejce książek jest... śmierć. Ten specyficzny sposób prowadzenia narracji sprawił, że książka jest jeszcze bardziej wyjątkowa, akcja rozgrywa się w czasach wojny, powieść jest niezwykle poruszająca, wzruszająca i wciągająca. Nie da się od niej oderwać, to cudowna opowieść o niezwykłej przyjaźni, akordeoniście, wyjątkowym Żydzie, Rosie z ostrym językiem, szczęściu, miłości, odwadze, poświęceniu i nadziei.

Był sobie pies



Ta historia pokazuje nam jak bardzo pieski potrafią być wierne ludziom oraz jak wielką miłością nas darzą. To pozycja dla każdego - niezależnie od tego czy masz 6, 16, czy 66 lat. To taka książkowa perełka - pełna ciepła, miłości i ... piesków, oczywiście! ;) Zakończenie jest bardzo wzruszające, dlatego kiedy już zaopatrzycie się w paczkę chusteczek, kubek kakao i cieplutki kocyk, nie pozostanie wam nic innego jak sięgnąć po tę książkę. A jeszcze lepiej jak przytulicie swojego psiaka i razem z nim pogrążycie się w lekturze. Polecam nie tylko miłośnikom psów!

Moja Lady Jane



Ta książka to niesamowita przygoda, pełna magii, uroku, humoru, pozytywnie zakręconych postaci, oraz cudownego stylu i wyobraźni autorek. To powieść idealna dla fanów koni, fretek, pustułek, lisów, psów, a nawet mułów - dla każdego coś dobrego. xD Jeśli chcecie zanurzyć się w świecie szesnastowiecznej Anglii, który jest oparty na PRAWDZIWYCH WYDARZENIACH Z HISTORII TEGO KRAJU, oraz poznać historię na nowo, to po prostu musicie przeczytać Moją Lady Jane. Co ja gadam - tak czy siak powinniście to zrobić. Lektura porwie was z krzeseł i pozwoli na świetną zabawę przez kilka godzin. Na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę.

Dalila



Czasami trzeba sobie zrobić przerwę. Przerwę od fantastyki, młodzieżówek, romansów, czy czegoś innego, po to aby sięgnąć po powieści takie jak Dalila, która opowiada o młodej kenijskiej imigrantce. Czasem trzeba uświadomić sobie niektóre rzeczy, coś przemyśleć, zastanowić się nad tym jakie życie mamy my, a jakie ludzie mieszkający wiele kilometrów od nas. Porównać jedno do drugiego po to żeby dojść do wniosku, ze to nasze nie jest takie złe, jak to zapewne często mamy w zwyczaju narzekać. Dalila nauczyła mnie, że choćby nie wiem co należy walczyć. Nawet jeśli wszystkie znaki na niebie i na Ziemi mówią inaczej, nigdy nie należy się poddawać. Trzeba czerpać z życia to co najlepsze i dawać od siebie tak wiele jak się tylko da.

Cud chłopak



Cud chłopak to książka, która zostanie ze mną na bardzo długo i śmiało mogę ją zaliczyć do grona najlepszych książek 2017 roku. Jeśli jeszcze nie czytaliście tej pozycji to zachęcam was do nadrobienia zaległości. Poznajcie Augusta i pozwólcie mu odmienić was, zmienić sposób myślenia i dajcie się oczarować temu niezwykłemu dziesięciolatkowi. Naprawdę nie będziecie żałować, ta powieść uczy nas o tym, że wygląd tak naprawdę nie ma znaczenia - liczy się to jakim jesteśmy człowiekiem, a sposób w jaki jest napisana jest naprawdę niesamowity, co czyni ją jeszcze lepszą.

Najgorsze książki 2017 roku:


Ja, diablica


Książka pani Miszczuk utwierdziła mnie w mojej niechęci do polskiej literatury. Miała to być oryginalna pozycja, a koniec końców była tak głupiutka, że aż zabawna - może to właściwie komedia miała być? Jednak żeby nie było, że tylko krytykuję - trzeba przyznać, że styl autorki jest bardzo przyjemny i książkę czyta się bardzo szybko, co pozwoliło mi doczytać ją do końca. Nie polecam tej książki i nawet nie chcę myśleć o tym, co autorka wymyśliła w drugim i trzecim tomie. Jednak jeśli mimo wszystko chcecie poznać losy Wiktorii Biankowskiej - śmiało, tylko pamiętajcie - ostrzegałam!

Zła krew


Ta książka była tak zła... Szczerze mówiąc to już nie pamiętam co tam się w ogóle działo - kojarzę, że było sporo brutalnych scen, bohaterowie byli naprawdę nijacy, a czytanie było wyjątkowo męczące i sama sobie się dziwię, że przeczytałam to w całości - liczyłam na to, że będzie lepiej... Nie było.

Mirror, mirror



Ta powieść nie była jakoś wybitnie zła, po prostu zabrakło jej tego czegoś i drugi raz na pewno po nią nie sięgnę. Nie dostała ode mnie jakoś mało punktów, bo 6/10, ale z perspektywy czasu dałabym niższą ocenę i w sumie to podobnie jak w powyższym przypadku - nawet nie wiem co tam się w ogóle działo. Może to i lepiej, że zapominamy o tych kiepskich, przeciętnych książkach - mamy miejsce na zapamiętanie tych naprawdę wartościowych powieści. ;)

Endgame. Wezwanie 



Tutaj też dałam dość wysoką ocenę i sama nie wiem z czego to się wzięło. Jak tak teraz czytam tę swoją recenzję, to nawet nie pamiętam tych bohaterów, o których tam wspominałam. Mam wielką pustkę jeśli chodzi o tą pozycję i wcale nie zamierzam jej sobie odświeżać, już sama okładka odstrasza - a w tym przypadku nie sprawdza się powiedzenie "nie oceniaj książki po okładce".

To by było na tyle - tak oto wygląda mój ranking tych najlepszych oraz najgorszych powieści w roku 2017. Teraz wasza kolej - pochwalcie się tym co przeczytaliście i jakie były najlepsze oraz najgorsze powieści przeczytane przez was w zeszłym roku! :)
Udostępnij

sobota, 2 września 2017

Idealna pozycja dla fanów muzyki klasycznej! | Ostatnia aria Mozarta

Tytuł: Ostatnia aria Mozarta
Autor: Matt Rees
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Kobiece

Na pewno nie jeden raz obiło wam się o uszy to nazwisko. Mozart. Wolfgang Amadeusz Mozart. Kim był ten człowiek? W ogromnym skrócie - był znanym kompozytorem austriackim, którego twórczość do dziś jest ceniona przez fanów muzyki klasycznej. Ostatnia aria Mozarta to książka, która opowiada o śmierci tego wirtuoza oraz do śledztwie w sprawie tej tragedii, które prowadzi siostra Mozarta. Jak się okazało - nie wiadomo czy jego śmierć była dziełem przypadku, gdyż mężczyzna w ostatnich tygodniach życia nabrał podejrzeń, że ktoś go otruł. Czy kobieta odkryje sekret śmierci brata? Jakie tajemnice kryły się w osiemnastowiecznym Wiedniu?

Nie przepadam za książkami historycznymi. Muzyka też nie jest moją mocną stroną, a artyści tacy jak Mozart to już kompletnie nie moja bajka. Co więc skłoniło mnie do lektury? Liczyłam na niesamowity klimat tamtego okresu, na opisy Wiednia i jego mieszkańców, na tajemnice, spiski i sekrety, które odkrywamy razem z Nannel - siostrą Mozarta. No i troszkę się zawiodłam...
Nie mówię, że ta pozycja jest zła, bo naprawdę ciekawym doświadczeniem było zanurzenie się w tamten okres, oraz wędrówka do Wiednia na kartach powieści, ale zabrakło mi jakiegoś uroku tego miasta. Zdecydowanie za dużo było tutaj różnorodnych opisów - czy to świata przedstawionego, czy też postaci (których też było dość sporo), przez co naprawdę nużyło mnie czytanie i szczerze mówiąc omijałam przydługie fragmenty, skupiając się tylko na dialogach.

Odkrywanie różnych sekretów oraz okoliczności, które przyczyniły się do śmierci kompozytora było ciekawie opisane, jednak dość nudne i monotonne. Mam wrażenie, ze po prostu za wysoko podniosłam poprzeczkę dla tej książki i zwiodła mnie jej prześliczna okładka, bo niestety treść mnie nie zadowoliła. Liczyłam na historię pełna spisków, intryg, tajemnic, a dostałam długą i nie do końca interesującą powieść o dociekaniu prawdy na temat śmierci Mozarta przez jego siostrę. Miałam wrażenie, że czytam przydługą stronę na Wikipedii poświęconą śmierci wyżej wspomnianego wirtuoza.
Jeśli jesteście fanami muzyki Mozarta, jeśli ciekawi was jego życie oraz środowisko w jakim przebywał, jeśli chcecie zanurzyć się w historię gdzie duch Mozarta jest tak wyczuwalny jakby on wciąż żył i sam opisywał podane wydarzenia - to śmiało ta książka na pewno wam się spodoba. Jeśli natomiast należycie do tej grupy co ja - czyli liczycie na wartką akcję, niepowtarzalny klimat i dworskie intrygi związane ze śmiercią Mozarta - lepiej darujcie sobie tę powieść, bo możecie się przy niej zanudzić. Miałam wysokie oczekiwania co do tej pozycji, ale niestety zawiodłam się. A szkoda, bo Ostatnia aria Mozarta naprawdę miała potencjał!

Moja ocena: 4/10

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Kobiece!

Udostępnij

sobota, 26 sierpnia 2017

Jakie sekrety skrywa szpital psychiatryczny? | To, co zostawiła - opinia

Tytuł: To, co zostawiła
Autor: Ellen Marie Wiseman
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Kobiece

Izzy Stone przeżyła ogromną tragedię w dzieciństwie. Jej matka zabiła jej ukochanego ojca kiedy dziewczyna miała zaledwie siedem lat. Od tamtej pory przechodzi z jednej rodziny zastępczej do drugiej. Kiedy wreszcie wydaje jej się, że znalazła coś na kształt normalnej rodziny, wraz z przybraną mamą znajduje stary dziennik jednej z pacjentek szpitala psychiatrycznego, który niedawno został zamknięty. Znajduje również kufer oraz masę niewysłanych listów. Izzy czuje, że musi dowiedzieć się więcej o właścicielce tych rzeczy - Clarze Cartwright.

Kilkadziesiąt lat temu Clara została wysłana do szpitala psychiatrycznego przez jej własnego ojca, za pokochanie mężczyzny, którego ten nie akceptował. Dziewczyna zmaga się z trudem codziennego życia w szpitalu oraz z każdym dniem czeka na pomoc. Ta jednak nie nadchodzi i osiemnastoletnia Clara przygotowuje się na najgorsze...
Książka pani Ellen Wiseman pisana jest z dwóch perspektyw - Izzy, oraz Clary. Wydarzenia w powieści opisywane są w czasie dwóch różnych epok - za czasów Clary, czyli w pierwszej połowie XX wieku, oraz za czasów Izzy - pod koniec XX wieku. Wydaje się, że te dwie młode kobiety niewiele mają ze sobą wspólnego. Jednak łączy ich więcej niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Izzy zgłębia tajemnice pobytu Clary w szpitalu oraz odtwarza przy tym traumatyczne wydarzenia ze swojego dzieciństwa.

Naprawdę nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mnie wciągnie i zachwyci. Czytając tę pozycję straciłam poczucie czasu, bo całkowicie się zatraciłam w historii Clary oraz Izzy i nie mogłam się oderwać. Autorka ma wyjątkowy styl - jej powieść czyta się błyskawicznie, z zapartym tchem, nie mogąc się doczekać co będzie dalej, jak będzie wyglądał koniec oraz odkrywając dalsze losy dziewczyn. To, co zostawiła pokazuje jak bardzo pozory mylą, oraz jak wyglądało życie w szpitalu psychiatrycznym niecałe sto lat temu.
Książka porusza również trudne tematy, takie jak wykorzystywanie młodych osób, brak szacunku do ich zdania oraz poglądów. W tamtych czasach do szpitali psychiatrycznych trafiały osoby całkowicie zdrowe, takie, których rodzina chciała się po prostu pozbyć, a zwłaszcza kobiety. Pani Wiseman pokazuje czytelnikowi jak ciężkie było życie w takim szpitalu, oraz jak okrutnie człowiek postępował w stosunku do drugiej osoby. Wystarczyło odmienne zdanie na dany temat, żeby doprowadzić do czegoś strasznego.

Jeśli szukacie historii, która wciągnie was od pierwszych stron, od której nie będziecie mogli się oderwać, to sięgnijcie po powieść Ellen Marie Wiseman. To pozycja idealna dla was, jeśli szukacie książki z dużą dawką tajemnic, które będziecie odkrywać razem z bohaterami. Zdecydowanie jest to jedna z lepszych powieści tego roku, przy której naprawdę świetnie się bawiłam, a czytanie jej było prawdziwą przyjemnością. Autorka zadbała o to aby towarzyszyło nam mnóstwo emocji, oraz abyśmy mogli przeżywać i wczuć się w historię bohaterek. Polecam!

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Kobiece
Udostępnij

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Poruszająca historia kenijskiej imigrantki | [PRZEDPREMIEROWO] Dalila

!Premiera 25.08.2017!

Tytuł: Dalila
Autor: Jason Donald
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 487
Wydawnictwo: Kobiece

Kenia. Państwo, które znajduje się we wschodniej Afryce. Daleko, daleko stąd. Założę się, że większość z nas nie zna obyczajów panujących w tamtym kraju - po prostu nie interesujemy się tym. Nie wiemy przez co przechodzą mieszkańcy Kenii, jak są tam traktowani. Irene Dalila Mwathi pochodzi z Kenii. Jej życie w rodzinnych stronach było męczarnią. Była traktowana jak niewolnica przez własnego wuja. Łut szczęścia sprawił, że uciekła do Wielkiej Brytanii, gdzie marzy o rozpoczęciu nowego życia. Niestety nie będzie to łatwe. Ludzie, którzy mieli jej pomóc skrzywdzili ją i dziewczyna znów musi uciekać i szukać schronienia w zupełnie obcym kraju. Czy Dalila odnajdzie swoje miejsce na Ziemi? Czy będzie szczęśliwa?

Ostatnio zaczynam sięgać po książki, które poruszają dość trudne tematy. Kiedy zobaczyłam opis Dalili, mówiący o tym, że to historia o poszukiwaniu bezpieczeństwa i swojego miejsca przez kenijską imigrantkę, właściwie od razu zaciekawiłam się tą historią. Chciałam ją poznać i odłożyć na chwilę te wszystkie fantastyczne i młodzieżowe powieści, po które z czasem coraz rzadziej sięgam. Chciałam poznać losy dziewczyny niewiele starszej ode mnie, która przeżyła prawdziwe piekło na Ziemi. Chciałam trochę lepiej zaznajomić się z tematem imigrantów, o których ostatnio dość dużo się mówi. Zrobiłam to. Przeczytałam książkę. I teraz, pisząc tą opinię, chciałabym również Was zachęcić do poznania tej historii. Bo to co przeczytałam wprawiło mnie w osłupienie. Szok. Niedowierzanie. Musicie to przeczytać. Po prostu.


Od razu zaznaczę, że Dalila to cholernie smutna historia, dla nieco starszych czytelników, ponieważ porusza naprawdę ciężkie tematy, które mogłyby nie zostać do końca zrozumiane dla młodszych osób. Poza tym autor nie bawi się w łagodniejsze opisywanie niektórych scen - pisze prosto z mostu, nie owija w bawełnę. Ukazuje trudności z jakimi nasza bohaterka musiała się mierzyć na co dzień. Pokazuje brutalność i okrutność ludzi oraz ich obojętność na cierpienie innych, zwłaszcza z obcą narodowością, czy kolorem skóry.

Nie każdy imigrant jest terrorystą - to wydaje mi się - główny przekaz jaki wynika z tej powieści. Wielu z nich cierpi, przeżywa swoje prywatne tragedie, potrzebuję oni pomocy. Historia Dalili oraz ludzi, których spotyka na swojej drodze wywołała u mnie mnóstwo emocji - szok, niedowierzanie, wzruszenie, smutek, poczucie wielkiej niesprawiedliwości... Kurde - nawet nie wiem jak do końca wyrazić to jak się czułam po skończeniu tej książki. Nigdy przedtem nie czytałam historii, która tak mocno by mną wstrząsnęła i wywołała tyle różnych emocji, że na końcu została tylko pustka i niedowierzanie, że takie rzeczy mają miejsce.


Czasami trzeba sobie zrobić przerwę. Przerwę od fantastyki, młodzieżówek, romansów, czy czegoś innego, po to aby sięgnąć po powieści takie jak Dalila. Po to aby uświadomić sobie niektóre rzeczy, coś przemyśleć, zastanowić się nad tym jakie życie mamy my, a jakie ludzie mieszkający wiele kilometrów od nas. Porównać jedno do drugiego po to żeby dojść do wniosku, ze to nasze nie jest takie złe, jak to zapewne często mamy w zwyczaju narzekać. Dalila nauczyła mnie, że choćby nie wiem co należy walczyć. Nawet jeśli wszystkie znaki na niebie i na Ziemi mówią inaczej, nigdy nie należy się poddawać. Trzeba czerpać z życia to co najlepsze i dawać od siebie tak wiele jak się tylko da.

Tym optymistycznym akcentem się z Wami żegnam i naprawdę zachęcam do sięgnięcia po Dalilę, która mocno wami wstrząśnie i poruszy was do granic możliwości. Nie spodziewałam się, że ta książka okaże się taka. Jestem pełna podziwu dla autora i sposobu w jaki to wszystko zebrał do kupy i opisał na kartach Dalili. Przeczytajcie. Warto.

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Kobiece

Udostępnij

sobota, 11 lutego 2017

[PRZEDPREMIEROWO] Był sobie pies - recenzja

Tytuł: Był sobie pies
Autor: W. Bruce Cameron
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 392
Wydawnictwo: Kobiece

Ten świat jest naprawdę pomerdany!

Życie pieska nie jest łatwe - pełno dziwnych ludzi i ich jeszcze dziwniejszych zachowań pyszne żarełko ze śmietnika, durne koty, mnóstwo rzeczy do gryzienia... Bailey wprowadza nas w jego zwariowane życie, pozwala nam widzieć świat jego oczami. Pewnego dnia poznaje Ethana - ośmioletniego chłopca, który od pierwszego wrażenia go pokochał, oczywiście z wzajemnością! Bailey kocha zabawy z chłopcem, dokuczanie Dymce - domowej kotce, latanie za skunksami, Farmę, nurkowanie w wodzie, gryzienie różnych przedmiotów... Niestety czas szybko leci, a życie Bailey'a powoli dobiega końca. Jednak jak na wyjątkowego psa przystało - Bailey nie umiera tak po prostu, lecz... rodzi się na nowo po to aby kochać ludzi całym psim serduchem oraz nauczyć ich jak niewiele potrzeba do szczęścia!

Kocham pieski całym sercem i nie wyobrażam sobie życia bez ich towarzystwa. Dlatego jak tylko zobaczyłam samą okładkę, nawet nie czytając opisu wiedziałam że to coś idealnego dla mnie. No, więc oczywiście MUSIAŁAM TO PRZECZYTAĆ! I jakie są moje odczucia po lekturze?

Po pierwsze - narracja. Narratorem tej niezwykłej powieści jest pies, dzięki czemu możemy widzieć świat jego oczami, co jest prawdziwą przyjemnością nie tylko dla miłośników tych czworonogów. Bailey opowiada o swoich przygodach prosto i na temat - nie rozmyśla za dużo, on po prostu cieszy się chwilą! . Podczas czytania naprawdę trudno jest się nie roześmiać z przemyśleń głównego bohatera, jest to jeden z najlepszych zwierzęcych bohaterów o jakich do tej pory czytałam!

Książkę po prostu się pochłania! Przeczytałam ją w dwa dni i zapewne kiedyś jeszcze do niej wrócę. To historia pełna wzruszeń, zabawnych momentów, trudno się od niej oderwać. Podczas czytania razem z Bailey'm szukamy sensu psiego życia, jesteśmy świadkami okrucieństwo ludzi wobec zwierząt, ale również i - wielkiego uczucia jakie może połączyć pana i swojego pupila. Ethan i Bailey świetnie się dopełniają - są prawdziwymi przyjaciółmi.

Ta historia pokazuje nam jak bardzo pieski potrafią być wierne ludziom oraz jak wielką miłością nas darzą. To pozycja dla każdego - niezależnie od tego czy masz 6, 16, czy 66 lat. To taka książkowa perełka - pełna ciepła, miłości i ... piesków, oczywiście! ;) Zakończenie jest bardzo wzruszające, dlatego kiedy już zaopatrzycie się w paczkę chusteczek, kubek kakao i cieplutki kocyk, nie pozostanie wam nic innego jak sięgnąć po tę książkę. A jeszcze lepiej jak przytulicie swojego psiaka i razem z nim pogrążycie się w lekturze. Polecam nie tylko miłośnikom psów! ;)

Moja ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece
P.S: 17 lutego premiera ekranizacji książki Był sobie pies, więc zostawiam wam tutaj zwiastun i mam nadzieję, że spodoba wam się tak mocno jak mnie! <3
Udostępnij
Designed by Blokotek. All rights reserved.