Będąc w gimnazjum, Niezgodna była jedną z moich ulubionych książek. Pamiętam jak zaczytywałam się w historii Triss i z zaciekawieniem śledziłam jej losy. Kiedy więc, dowiedziałam się, że autorka mojej ukochanej serii sprzed kilku lat, powraca z nową i doroślejszą powieścią, nie mogłam się oprzeć i z zaciekawieniem i sporą dawką entuzjazmu zabrałam się za lekturę Wybrańców. Pomimo tego, że pierwsza połowa była lekko nużąca, mogę śmiało powiedzieć, że jest to książka wyjątkowa i szalenie oryginalna. Ciekawi? To zapraszam do recenzji. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 25 lutego 2021
Wybrańcy, czyli książka jakiej jeszcze nie było ♥
poniedziałek, 8 lutego 2021
Dlaczego tak bardzo podobała mi się Ballada ptaków i węży? :)
Jeśli jesteście ze mną już dłuższy czas, to zapewne wiecie, że Igrzyska śmierci są jedną z najważniejszych dla mnie historii. Nie powinno zatem nikogo dziwić to, że z niecierpliwością oczekiwałam na zapowiedziany prequel, czyli Balladę ptaków i węży. Sam pomysł na to, aby głównym bohaterem był Snow, to według mnie strzał w dziesiątkę i tym bardziej nie mogłam się doczekać, aż będę miała okazję i sięgnę po to cudo. Dzisiaj chcę Was zaprosić na moją recenzję najnowszej książki pani Collins, w której troszkę się pozachwycam i postaram się zachęcić Was do sięgnięcia po Balladę, bo uwierzcie mi - warto. ;)
środa, 14 listopada 2018
Książka roku! Sierota, bestia, szpieg - Matt Killeen
Czasami mam tak, że po opisie danej książki zapala mi się w głowie lampka - to będzie naprawdę dobre! Tak było też w przypadku pozycji, o której dziś wam troszkę opowiem (a raczej pozachwycam się genialnością tej historii). Intuicja podpowiadała mi, że to będzie coś interesującego - no i rzeczywiście tak było. :)
Jest rok 1939 - rozpoczyna się wojna. Sara jest Żydówką i wraz ze swoją mamą próbują uciec. Niestety ucieczka się nie udaje, dziewczyna zostaje sama i od tej pory zdana jest tylko na siebie. Przez przypadek spotyka brytyjskiego szpiega, który składa jej pewną propozycję. Od tej pory życie piętnastoletniej bohaterki zmienia się o 180 stopni. Sara wstępuje do elitarnej szkoły dla córek nazistów, gdzie jeden niewłaściwy ruch może doprowadzić do ujawnienia jej prawdziwej tożsamości oraz do jej śmierci. Na czym polega zadanie dziewczyny? Czy misja się powiedzie? Jak będzie wyglądać relacja Sary i brytyjskiego szpiega?
Rzadko kiedy sięgam po książki, których akcja rozgrywa się w czasach drugiej wojny światowej. Po lekturze Sieroty, bestii, szpiega wiem, że zdecydowanie częściej będę czytała tego typu powieści. Przeczytałam tę historię jakiś czas temu, ale wciąż mam ją w głowie, odtwarzam sceny z tej książki i wracam do niektórych fragmentów. Kiedy kończyłam czytać zrobiło mi się smutno, że to już koniec tej wspaniałej historii. Chciałam więcej, ta powieść wciągnęła mnie do swojego świata jak żadna inna.
W książce Matta Killeena ciągle coś się dzieje - nie ma mowy o nudzie - od początku do końca autor utrzymuje napięcie, wprowadza nowe zwroty akcji, a fabuła jest niezwykle ciekawa i wciągająca. Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani - mają ciekawe cechy, każda postać jest dokładnie przemyślana i każda ma swoją rolę do odegrania w powieści. Sara to niezwykle sprytna i mądra dziewczynka. Jest bardzo odważna, ciekawa świata, przebiegła. Od razu ją polubiłam, według mnie to jedna z najsilniejszych bohaterek w literaturze. Brytyjski szpieg - kapitan Floyd to człowiek doświadczony przez życie, który wiele widział, przeżył naprawdę ciężkie chwile, obiera sobie misję, którą stara się za wszelką cenę wykonać. Relacja między tą dwójką, przyjaźń jaka się między nimi utworzyła była po prostu piękna - piętnastoletnia Żydówka i dorosły szpieg znaleźli wspólny język i tworzą duet, z którym lepiej nie zadzierać i który poradzi sobie z trudnościami jakie napotyka na swojej drodze.
Sierota, bestia, szpieg to powieść, która ukazuje jak traktowano Żydów w czasie wojny. Autor pokazuje okrucieństwo, brutalność na kartach swej książki. Pokazał również jak wyglądała elitarna szkoła dla nazistek, jakie były relacje między uczennicami i jak wyglądały lekcje. Styl jego pisania był bardzo przyjemny w odbiorze, jego książkę czyta się szybko, z wielkim zainteresowaniem, bo potrafi wciągnąć czytelnika do tego stopnia, że traci poczucie czasu i zatraca się w lekturze, nie chcąc przerwać czytania. To co wydarzyło się na końcu to po prostu istny armagedon - fabuła pędziła na łeb na szyję, końcówka tej powieści to po prostu mistrzostwo i jeden wielki zwrot akcji, którego się nie spodziewałam.
Sierota, bestia, szpieg według mnie należy do najlepszych książek 2018 roku. To jedna z najpiękniejszych, najbardziej wciągających, najciekawszych powieści jakie miałam okazję czytać. Jestem pewna, że jeszcze nie raz, nie dwa będę do niej wracać aby znów przeżywać te emocje. Nie da się nudzić przy takiej historii, po prostu trzeba ją przeczytać, to jedna z tych książek, obok których po prostu nie można przejść obojętnie. Rewelacyjnie napisana, wciągająca, pełna zwrotów akcji, z niezwykle ciekawą fabuła i genialnie wykreowanymi bohaterami. Musicie to przeczytać!
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Media Rodzina! :)
czwartek, 27 lipca 2017
Czerwień rubinu - szału ni ma
Tytuł: Czerwień rubinu
Autor: Kerstin Gier
Tom: 1
Cykl: Trylogia czasu
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Media Rodzina
Zamknij oczy, usiądź wygodnie i wyobraź sobie, że mieszkasz w super, wypasionym domu wraz z całkiem sporą rodzinką, która jest dość pokręcona. Dlaczego? Już pomijając te wszystkie tajemnice i zagadki, o których istnieniu nawet nie masz pojęcia, pomijając to że twoja cioteczna babka czasem wpada w jakiś dziwny trans i... przewiduje przyszłość (?), oraz to, że wszyscy traktują twoją kuzynkę Charlottę jak najmądrzejszą, najpiękniejszą i najzdolniejszą osobę w całym wszechświecie, musisz żyć ze świadomością, że właśnie owa Charlotta jest nosicielką genu, który umożliwi podróże. Podróże. W. Czasie. Ale, ale! Pewnego pięknego dnia, kiedy wyskoczyłaś tylko na chwilke z domu żeby coś kupić (przyjmijmy, że to były bułki, bo niestety nie pamiętam xD) to ty przenosisz się kilka lat wstecz, a nie ona. Przypadek? Nie sądzę. xD
Właśnie to spotyka nastoletnią Gwendolyn, która jak się okazuje - posiada super umiejętność podróżowania w czasie. Jakby tego było mało, taką samą umiejętność posiada przystojny (jakżeby inaczej), inteligentny i nieznośny Gideon! Taa - absolutnie nie ma szans żeby Gwen chociaż pomyślała o nim w sensie - oo to mój przyszły chłop! Niee - gdzieżby tam - oni będą się nienawidzić, no a potem... Chyba nie trudno się domyślić. Przewidywalność jeden, Kerstin Gier zero.
Nasza kochana Gwen ma świetne poczucie humoru, które sprawiło, że ja Klaudia, która rzadko kiedy śmieje się przy czytaniu - wybuchnęłam śmiechem. Gwenny zaskoczyłaś mnie na plus! Kiedy już wydaje się, że życie dziewczyny bardziej skomplikowane być nie może - okazuje się że właśnie może! Dziewczyna będzie się musiała zmierzyć z tajemnicami z przeszłości, dziwnymi ludźmi, których było ciut za dużo jak na mój gust, i w sumie w jednym momencie naprawdę ciężko mi się było połapać kto jest kim, oraz zwykłymi codziennymi sprawami. Wraz z Gideonem i swoją przyjaciółką będzie stawiała czoło wszystkim przeciwnościom losu, które na nią czyhają.
Przygody naszej Gwendolyn wciągają i intrygują aż do ostatniej strony, ale - tutaj znów na scenę wchodzi pani Przewidywalność - dość łatwo przewidzieć jak skończy się dana przygoda. Hej - Przewidywalność dwa, Kerstin Gier nadal zero... Muszę jednak przyznać autorce, że stworzyła bardzo interesujących głównych bohaterów, z których każdy miał swoje indywidualne cechy i nie byli oni sztuczni, albo płascy - ma sie wrażenie, że to trójwymiarowi ludzi, którzy żyją tak jak my, z tym że posiadają pewne niesamowite zdolności, których przeciętnym wyjadaczom chleba niestety brakuje. Słabi bohaterowie zero, pani Gier jeden!
Akcja pędzi na łeb na szyję - najpierw jesteś tutaj, potem już gdzieś indziej. Nie sposób się nudzić czytając, ale jak na książkę, która posiada 344 strony, spodziewałam się innego zakończenia. Mocniejszego. Z większą ilością akcji. Z różnymi zwrotami i niespodziankami. Pierwszy tom Trylogii Czasu kończy się tak... nijak. Nie zachęciła mnie ta końcówka do sięgnięcia po kolejny tom i w sumie nie wiem czy to zrobię. Jak na powieść, która swego czasu była tak trudno dostępna, że jedyne egzemplarze jakie były na sprzedaż kosztowały kilkadziesiąt złotych, jak na mnóstwo pochlebnych opinii o tej książce to cóż... jestem trochę zawiedziona. Spodziewałam się czegoś lepszego, a dostałam kilka podróży w czasie, nijakie zakończenie, które za nic nie zachęca do sięgnięcia po dalsze tomy, mnóstwo drugoplanowych bohaterów, których w większości już nie pamiętam, oraz dość rozwlekły wstęp do całej historii. Bo o ile akcja tutaj jest, to wszystko kręci się wokół jednej rzeczy i ciężko mi to wytłumaczyć, ale niby cały czas się coś działo, a jednak odczułam wrażenie że książka była dość nudna i rozwlekła - można było napisać coś więcej przez te 344 strony. Nie jestem usatysfakcjonowana tą historią, ale dla samej Gwenny i wątku podróży w czasie warto się z nią zapoznać. ;)
Moja ocena: 6/10
Autor: Kerstin Gier
Tom: 1
Cykl: Trylogia czasu
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Media Rodzina
Zamknij oczy, usiądź wygodnie i wyobraź sobie, że mieszkasz w super, wypasionym domu wraz z całkiem sporą rodzinką, która jest dość pokręcona. Dlaczego? Już pomijając te wszystkie tajemnice i zagadki, o których istnieniu nawet nie masz pojęcia, pomijając to że twoja cioteczna babka czasem wpada w jakiś dziwny trans i... przewiduje przyszłość (?), oraz to, że wszyscy traktują twoją kuzynkę Charlottę jak najmądrzejszą, najpiękniejszą i najzdolniejszą osobę w całym wszechświecie, musisz żyć ze świadomością, że właśnie owa Charlotta jest nosicielką genu, który umożliwi podróże. Podróże. W. Czasie. Ale, ale! Pewnego pięknego dnia, kiedy wyskoczyłaś tylko na chwilke z domu żeby coś kupić (przyjmijmy, że to były bułki, bo niestety nie pamiętam xD) to ty przenosisz się kilka lat wstecz, a nie ona. Przypadek? Nie sądzę. xD
Właśnie to spotyka nastoletnią Gwendolyn, która jak się okazuje - posiada super umiejętność podróżowania w czasie. Jakby tego było mało, taką samą umiejętność posiada przystojny (jakżeby inaczej), inteligentny i nieznośny Gideon! Taa - absolutnie nie ma szans żeby Gwen chociaż pomyślała o nim w sensie - oo to mój przyszły chłop! Niee - gdzieżby tam - oni będą się nienawidzić, no a potem... Chyba nie trudno się domyślić. Przewidywalność jeden, Kerstin Gier zero.
Nasza kochana Gwen ma świetne poczucie humoru, które sprawiło, że ja Klaudia, która rzadko kiedy śmieje się przy czytaniu - wybuchnęłam śmiechem. Gwenny zaskoczyłaś mnie na plus! Kiedy już wydaje się, że życie dziewczyny bardziej skomplikowane być nie może - okazuje się że właśnie może! Dziewczyna będzie się musiała zmierzyć z tajemnicami z przeszłości, dziwnymi ludźmi, których było ciut za dużo jak na mój gust, i w sumie w jednym momencie naprawdę ciężko mi się było połapać kto jest kim, oraz zwykłymi codziennymi sprawami. Wraz z Gideonem i swoją przyjaciółką będzie stawiała czoło wszystkim przeciwnościom losu, które na nią czyhają.
Przygody naszej Gwendolyn wciągają i intrygują aż do ostatniej strony, ale - tutaj znów na scenę wchodzi pani Przewidywalność - dość łatwo przewidzieć jak skończy się dana przygoda. Hej - Przewidywalność dwa, Kerstin Gier nadal zero... Muszę jednak przyznać autorce, że stworzyła bardzo interesujących głównych bohaterów, z których każdy miał swoje indywidualne cechy i nie byli oni sztuczni, albo płascy - ma sie wrażenie, że to trójwymiarowi ludzi, którzy żyją tak jak my, z tym że posiadają pewne niesamowite zdolności, których przeciętnym wyjadaczom chleba niestety brakuje. Słabi bohaterowie zero, pani Gier jeden!
Akcja pędzi na łeb na szyję - najpierw jesteś tutaj, potem już gdzieś indziej. Nie sposób się nudzić czytając, ale jak na książkę, która posiada 344 strony, spodziewałam się innego zakończenia. Mocniejszego. Z większą ilością akcji. Z różnymi zwrotami i niespodziankami. Pierwszy tom Trylogii Czasu kończy się tak... nijak. Nie zachęciła mnie ta końcówka do sięgnięcia po kolejny tom i w sumie nie wiem czy to zrobię. Jak na powieść, która swego czasu była tak trudno dostępna, że jedyne egzemplarze jakie były na sprzedaż kosztowały kilkadziesiąt złotych, jak na mnóstwo pochlebnych opinii o tej książce to cóż... jestem trochę zawiedziona. Spodziewałam się czegoś lepszego, a dostałam kilka podróży w czasie, nijakie zakończenie, które za nic nie zachęca do sięgnięcia po dalsze tomy, mnóstwo drugoplanowych bohaterów, których w większości już nie pamiętam, oraz dość rozwlekły wstęp do całej historii. Bo o ile akcja tutaj jest, to wszystko kręci się wokół jednej rzeczy i ciężko mi to wytłumaczyć, ale niby cały czas się coś działo, a jednak odczułam wrażenie że książka była dość nudna i rozwlekła - można było napisać coś więcej przez te 344 strony. Nie jestem usatysfakcjonowana tą historią, ale dla samej Gwenny i wątku podróży w czasie warto się z nią zapoznać. ;)
Moja ocena: 6/10
środa, 26 października 2016
Harry Potter i Przeklęte Dziecko - recenzja
Tytuł: Harry Potter i Przeklęte Dziecko
Autor: Jack Thorne, John Tiffany, J.K. Rowling
Tom: -
Cykl: Harry Potter
Liczba stron: 354
Wydawnictwo: Media Rodzina
Harry Potter - Chłopiec, Który Przeżył jest zapracowanym pracownikiem Ministerstwa Magii oraz ojcem trójki dzieci - James'a, Lily oraz Albusa, wokół którego kręci się cała historia. Albus obawia się, że zostanie przydzielony do Slytherinu - to będzie jego pierwszy rok w Hogwarcie i trochę się stresuje nową szkołą. W pociągu poznaje Scorpiusa - syna Draco Malfoy'a. Siedzą razem w jednym przedziale i nawiązuje się między nimi nić porozumienia. Wkrótce potem zostają najlepszymi przyjaciółmi, a także pośmiewiskiem dla innych uczniów. Dlaczego inni drwią sobie z Albusa i Scorpiusa? Jak wygląda relacja chłopców z ich ojcami? Co robią Ron i Hermiona? Jaki cel ma niezwykła wizyta Amosa Diggory'ego u Harry'ego Pottera? Do czego posuną się chłopcy aby zwrócić na siebie uwagę innych? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań poznacie w Przeklętym Dziecku.
W ostatnim dniu Tygodnia z HP, który niedawno organizowałam na blogu, mogliście przeczytać, że nie planuję kupować tej książki, a jedynie wypożyczyć ją z biblioteki i najwyżej później kupić. Jednak dzięki mojemu tacie, otrzymałam ją jeszcze w dniu premiery (co w sumie było dziwne, bo rzadko kiedy udaje mi się namówić do jakiegoś książkowego zakupu dla mnie, a tu taka niespodzianka! *.*). Od razu zabrałam się za czytanie i z racji dość późnej pory nie udało mi się jej skończyć w jednym dniu, ale nazajutrz przeczytałam już całość.
Zacznę od okładki, która moim zdaniem jest śliczna! Bardzo podoba mi się ten złoty pasek na samej górze, fajnie się odznacza od całości. Jedyny co nie przypadło mi do gustu, to ta skulona postać w centrum. Wszystko pozostałe jest na plus, łącznie z grzbietem, który jest przepiękny i pięknie się prezentuje na półce.
Teraz najważniejsza część - treść. Jak już wspominałam w Tygodniu z HP, absolutnie nie traktuję tego jak ósmy tom i nawet wahałam się co wpisać tam u góry, gdzie podaję krótkie informacje o książce, ale ostatecznie zostawiłam puste miejsce. Dla mnie seria o młodym czarodzieju z blizną, skończyła się na ostatnim zdaniu w Insygniach Śmierci.
Przeklęte dziecko jest takim dodatkiem, który umożliwia nam ponowne wskoczenie do świata magii. Co do fabuły książki to bywało różnie - przyznaję bez bicia. Były momenty cholernie absurdalne i nawet takie, które nie zgadzały się z tym co było napisane w serii, w pozostałych 7 tomach. To mnie drażniło i przeszkadzało w czytaniu oraz wprowadzało zamieszanie. Kolejna kwestia to bohaterowie. Harry, Hermiona, Draco i inne postacie, które występowały w Przeklętym dziecku i w pozostałych siedmiu tomach serii (oprócz Rona) różniły się sposobem zachowania, oraz bycia i w Przeklętym dziecku ich zachowanie było takie, że zupełnie nie pasowało mi do ich osobowości, które wykreowała J.K. Rowling w tomach 1-7.
Rozumiem, ludzie z wiekiem się zmieniają, ale tutaj miałam czasem wrażenie, że czytam o zupełnie innych osobach, że to inne postacie osadzone w tym samym świecie. Przejdźmy teraz do Albusa Pottera, wokół którego toczy się akcja. Jest to jedna z najbardziej irytujących postaci o jakich czytałam. Serio, wiecznie mu coś nie pasuje, wiecznie jest zły i ma żal oraz pretensje do wszystkich tylko nie do siebie. Zachowywał się jak rozpuszczona księżniczka i w dodatku na siłę chciał wszystko zmieniać, wszystko musiało być po jego myśli. Non stop skarżył się jaki to jest nieszczęśliwy mając Harry'ego za ojca. Inaczej sprawa wyglądała ze Scorpiusem, który był jedną z najlepszych postaci w tej książce. Zabawny, ironiczny, kujonowaty (czym przypominał mi Hermionę), mądry, odważny... Bardzo fajny dzieciak! Był dużym plusem w powieści.
Na początku obawiałam się, że forma scenariusza nie do końca będzie mi odpowiadać i będzie mi się źle czytało. Na szczęście po kilku pierwszych stronach nie zwracałam praktycznie uwagi na taka właśnie formę zapisu tej książki i wcale mi to nie przeszkadzało. Było kilka śmiesznych momentów głównie za sprawą Rona i Scorpiusa. Mogłam od nowa przyjrzeć się śmierci rodziców Harry'ego i zobaczyć dokładnie jak to wyglądało. To było fajne, taka chwila wspomnień, a nawet wzruszeń. Oprócz tego dowiadujemy się jak wygląda życie naszych ulubieńców, chociaż zawiódł mnie fakt, że w całej książce nie było nawet wzmianki o Lunie, która była przecież ważną postacią dla całej serii.
Podsumowując (to chyba najdłuższa recenzja jaka powstała na tym blogu xD): ci którzy liczą na przygody i dawkę emocji podobne do tych które miały miejsce w siedmiu tomach, mogą się rozczarować. Owszem jest kilka ciekawych momentów i akcja szybko płynie, a język był bardzo przyjemny i szybko się wszystko czyta, ale to nie jest to samo. Traktuję to jako taką trochę inną historię z innymi postaciami, bo jak dla mnie zmienili się oni baardzo, jakby to byli inni ludzie, co chwilami mnie drażniło i nie potrafiłam sobie wyobrazić że ten Harry, to ta sama postać co w Insygniach, albo Czarze Ognia. Albus to rozpieszczony dzieciak, który robi wiele głupich rzeczy, a niektóre momenty są mocno przerysowane. Można odnieść wrażenie, że książka powstała głównie dla kasy, ale nie skreślam jej i nie mówię, że była beznadziejna. Nie była. To przyjemna, lekka historia, osadzona w świecie magii i dająca nam możliwość powrotu do Hogwartu. Polecam fanom serii, ale jak już mówiłam - nie nastawiajcie się na jakiś szał. Było okej, bez rewelacji, a dla mnie Harry Potter definitywnie i ostatecznie skończył się na Insygniach. Reszta to już nie to samo. (dziękuje Ci drogi czytelniku, że dotarłeś aż tutaj, bo mam świadomość, że ta recenzja jest trochę przydługa, więc chwała ci za to! xD).
Moja ocena: 6/10
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
Designed by Blokotek. All rights reserved.









