Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Jaguar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Jaguar. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 lutego 2021

Śliczna okładka i intrygująca fabuła, czyli Midnight chronicles. Moc amuletu

Pierwsze co tak naprawdę zwróciło moją uwagę w przypadku książki, o której dziś Wam opowiem, to jej okładka. Śliczna, minimalistyczna, delikatna, a literki tworzące tytuł niesamowicie się błyszczą - coś wspaniałego dla oka! :). Przypuszczam, że gdyby nie ta cudna okładka, to pewnie nie zainteresowałabym się tą historią. Jeśli jesteście ciekawi co sądzę o Midnight chronicles, to serdecznie zapraszam do dalszej części postu. :)

Udostępnij

wtorek, 28 lipca 2020

Przepełniona magią historia z męczącym wstępem | Królestwo dusz

Kiedy tylko dostałam paczkę (swoją drogą przepięknie zapakowaną za co bardzo dziękuję wydawnictwu), wprost nie mogłam się doczekać aż zacznę czytać Królestwo dusz. Fantastyczna okładka i ciekawy opis zachęcały do tego aby jak najszybciej zacząć tę historię, nic więc dziwnego że miałam wobec niej dosyć wysokie oczekiwania. Czy otrzymałam intrygującą opowieść jakiej się spodziewałam? I tak i nie.


Urodzona w rodzinie potężnych szamanów, szesnastoletnia Arrah zupełnie nie radzi sobie z magią, nie potrafi wróżyć z kości, nie umie przywoływać duchów przodków. Ku rozczarowaniu jej okrutnej matki, nie potrafi rzucić nawet najprostszej klątwy. 


Pewnego razu Arrah odkrywa, że jej matka kradnie dzieci, aby z pomocą czarnej magii stworzyć drugą, lepszą córkę. Kobieta planuje, że nowe, demoniczne dziecko obudzi Króla Demonów, którego nienasycone pragnienie dusz zniszczyło już niejedno królestwo. Tym razem, jeśli Król Demonów wróci, zniszczy wszystko na swojej drodze.



Zanim Arrah zdąży kogokolwiek ostrzec, jej matka więzi ją w klątwie milczenia. Aby powstrzymać matkę i demoniczną siostrę, której moc dorównuje nieśmiertelnym orishom, Arrah musi poświęcić resztę pozostałych lat życia. Każdy wykonany rytuał coraz bardziej zbliża ją do śmierci, ale dla Arrah najważniejsze jest, aby powstrzymać siostrę i Króla Demonów.



Wydaje mi się, że największym problemem tej historii był styl i język autorki. W zasadzie od samego początku zostaliśmy "wrzuceni" do świata wykreowanego przez Renę Barron, tyle, że niezbyt umiejętnie. Pojawiło się mnóstwo nowych słów, które przewijały się przez całą historię, niestety autorka nie pokusiła się o ich wyjaśnienie, przez co czytanie jej książki szło mi wyjątkowo ciężko, ponieważ w niektórych momentach nie wiedziałam o czym tak naprawdę czytam. Dobrym posunięciem byłoby wprowadzenie słowniczka na początku lub na końcu powieści, w którym zawarte byłyby nowe wyrazy oraz ich znaczenie, dzięki czemu czytelnik wiedziałby o czym tak naprawdę czyta. Po jakimś czasie domyśliłam się znaczenia niektórych słów z tym że na początku było naprawdę ciężko zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi.


Przebrniecie przez początkowe rozdziały zajęło mi dosyć sporo czasu, ale później zaczęło się robić ciekawie. Mniej więcej w połowie książki naprawdę się wciągnęłam i koniec końców historia nie była taka zła jak zapowiadała się po tych kilku pierwszych stronach. Co prawda kreacja bohaterów nie była bardzo powalająca, ale fabuła tej powieści jest całkiem intrygująca, poza tym Królestwo dusz ma w sobie coś co nie pozwala tej pozycji odłożyć. Jest w niej coś intrygującego i zachęcającego do lektury mimo tego, że jak już pisałam - początek nie jest obiecujący.

Królestwo dusz to idealny przykład na to, że nie należy się zniechęcać do książek po kilku pierwszych stronach, czy rozdziałach. Pomimo tego, że z początku męczyłam się przy czytaniu, szło mi to dosyć ciężko i mozolnie, a pierwsze rozdziały były chaotyczne, ciężkie do zrozumienia i nużące, to z czasem cała historia nabrała rozpędu i zaintrygowała mnie do tego stopnia, że im bliżej byłam końca, tym bardziej ciekawił mnie jej finał. Koniec końców nie jestem pewna jak ocenić tę historię, bo brak wytłumaczeń niektórych kwestii i znaczeń słów mocno popsuł całą powieść i negatywnie wpłynął na to jak ją postrzegam. Nie jest to książka bardzo dobra, ale nie jest również zła. W moim odczuciu jest to przeciętna historia, która rozkręca się wraz z biegiem wydarzeń i fanom fantastyki powinna się spodobać. Ja chyba jednak liczyłam na coś lepszego i trochę się zawiodłam.

Za egzemplarz dziękuje wydawnictwu Jaguar
Udostępnij

wtorek, 23 października 2018

Roziskrzone noce - bajkowa historia z kiepskim wątkiem miłosnym...

Pierwsze skojarzenie jakie przyszło mi do głowy gdy zobaczyłam okładkę tej książki to seria Rywalki. Z racji tego, że historia Kiery Cass bardzo mi się podobała, to stwierdziłam, że bardzo chętnie sięgnę po Roziskrzone noce, które zapowiadały się podobnie. Powieść Beatrix Gurian wypadła niestety słabiej, a wątek miłosny to kompletna porażka....


Phila wraz z bratem i mama przeprowadza się do pałacu w Danii, gdzie mieszka nowy mąż jej mamy - hrabia Frederick. Dziewczyna niechętnie uczestniczy w przeprowadzce - nie chce opuszczać ukochanego Berlina i swoich przyjaciół. Już od pierwszych chwil spędzonych w pałacu, wydaje jej się, że coś jest z tym miejscem nie w porządku. Zaczyna widzieć bardzo dziwne rzeczy i stopniowo odkrywa tajemnice nowego domu. Poznaje przy tym Nielsa, w którym się zakochuje. Jakie tajemnice skrywa pałac? Czy uczucie rodzące się między Philą, a Nielsem ma prawo przetrwać?

Pierwsza rzecz jaka kojarzy mi się po przeczytaniu Roziskrzonych nocy z tą powieścią to bajkowy, ale jednocześnie dość dziwny klimat. Niektóre rzeczy jakie miały miejsce w tej historii, były dość mocno dziwaczne, co nie do końca mi się podobało, bo ciężko mi było sobie to wyobrazić. Uważam, że autorkę momentami nieco za bardzo ponosiła wyobraźnia, miałam wrażenie że chciała wywrzeć na czytelniku jak największe wrażenie, ale w moim odczuciu nie bardzo jej to wychodziło. Jednocześnie czuć było ten bajkowy klimat - wiecie - pałac, piękne suknie, wystawne bale... Coś magicznego, wspaniałego, o czym marzy niejedna dziewczynka... Urzekają mnie takie klimaty w powieściach, pobudzają moją wyobraźnię i przypominają dzieciństwo i disneyowskie filmy, dlatego ten element Roziskrzonych wypadł jak najbardziej na plus. :) Co do reszty....


W książce poznajemy Philę - główną bohaterkę, która niestety nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych bohaterek powieści młodzieżowych. Coś czuję, że dość szybko o niej zapomnę, zresztą z pozostałymi bohaterami sprawa ma się w sumie podobnie - nikt nie zapadł mi szczególnie w pamięć, postacie w tej historii są bardzo nijakie. Wątek miłosny jaki zaserwowała nam autorka niestety rozpoczął się w błyskawicznym tempie, czego nie lubię w książkach, drażni mnie jak bohaterowie po jednym, dwóch spotkaniach darzą się ogromnym uczuciem, od razu zaczynają ze sobą być i w ogóle tworzą szczęśliwy związek nie wiedząc o sobie właściwie nic.

W przeciwieństwie do wątku miłosnego, akcja rozgrywała się stopniowo, toczyła się swoim własnym, niezbyt szybkim tempem. Na wszystko przychodził czas w odpowiednim momencie, co było naprawdę fajne, bo jako czytelnik, mogłam stopniowo odkrywać z bohaterką kawałek po kawałku tajemnice pałacu i jego mieszkańców. Niestety nie wciągnęłam się w tę historię tak, jakbym tego chciała - była całkiem przyjemna, ale liczyłam na coś dużo lepszego i bardziej wciągającego - Roziskrzone noce czytałam w sumie tak od niechcenia, żeby zabić czas.


Na duży plus zasługuje uroczy, bajkowy klimat tej powieści i przyjemny styl autorki - Roziskrzone noce czytało mi się bardzo szybko, dzięki czemu idealnie nadają się na brzydkie, deszczowe, jesienne wieczory kiedy nie ma co robić. Jeśli jednak liczycie nas porywającą lekturę, podobną do Rywalek, z dużą ilością akcji i pełną zagadek to możecie się rozczarować. Jest to historia czasem nieco dziwna, w której wątek miłosny został wyjątkowo kiepsko poprowadzony, co dość mocno mnie irytowało i wpłynęło na niższą ocenę tej książki. Z nudów warto po nią sięgnąć, jednak nie jest to nic specjalnego. A szkoda - bo był potencjał, niestety nie wykorzystany do końca przez autorkę. :/

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar! :)

Udostępnij

wtorek, 9 października 2018

Dlaczego rozczarował mnie Okrutny książę?

Na tę książkę panuje istny szał ciał. Instagram jest pełen jej zdjęć, co chwila pojawiają się nowe recenzje na blogach, a większość ludzi bardzo wychwala tę pozycję. Tematyka elfów, z jaką właściwie nie miałam styczności, oraz piękna okładka dodatkowo zachęcały mnie aby przeczytać tę powieść. Liczyłam na magiczną historię, pełną przygód, z ciekawą fabułą i bohaterami. Wysoko postawiłam poprzeczkę i niestety... rozczarowałam się.


Jude wraz z siostrami w dzieciństwie są świadkami krwawej zbrodni - pewien mężczyzna (jak się okazuje elf) na ich oczach zabija im rodziców, a następnie porywa całą trójkę do zupełnie innego świata - do Krainy Elfów. Po dziesięciu latach od tamtego zdarzenia, dziewczęta wciąż żyją w Elysium i wychowują się pośród elfów. Nie są tam dobrze tratowane, zwłaszcza przez Cardana i jego paczkę, którzy uprzykrzają życie w szczególności Jude. Dziewczyna jednak nie ma zamiaru być traktowana jak popychadło i postanawia rzucić wyzwanie Cardanowi. Jak potoczą się ich losy? Jak wygląda świat elfów? Kto jest tym dobrym, a kto tym złym?

Na początku zapowiadało się bardzo ciekawie. Brutalne morderstwo, porwanie i życie w zupełnie obcym miejscu. Jednak im więcej stron było za mną, tym bardziej malał mój entuzjazm odnośnie tej książki. Elysium to piękna, bajkowa kraina, jednak miałam wrażenie, że w niektórych momentach autorka po prostu przesadziła i za bardzo pojechała po bandzie. Niektóre rzeczy jak na przykład jeżdżenie na żabie (xD) wydawały mi się mocno przerysowane i trochę... głupie. Nie mogłam sobie tego wyobrazić, mam wrażenie, że autorkę nieco ponosiła wyobraźnia momentami.


Kwestia bujnej wyobraźni autorki została już poruszona, teraz więc czas na fabułę. Powiem wam, że przez 3/4 książki po prostu się nudziłam. Nie czułam potrzeby dalszego poznawania losów bohaterów, ale z uporem przewracałam kartka, za kartką aby przekonać się, cze wydarzy się coś ciekawszego niż do tej pory. Końcówka książki była takim zwrotem akcji dla mnie, bo zaczęło się tam coś dziać, jednak większość czasu po prostu się nudziłam i szczerze mówiąc nie czytałam nawet dokładnie tej powieści, odpuszczałam sobie przydługie opisy.

Największą zaletą Okrutnego księcia jest... okładka. To zdecydowanie jedna z ładniej wydanych powieści w mojej biblioteczce, a kiedy rozpakowałam paczkę z tą pozycją przez kilka minut podziwiałam jej piękną okładkę i urocze rysunki nad każdym rozdziałem. Drugim plusem jest klimat - magiczny, bajkowy. Niestety pomimo tego fajnego klimatu, powieść pani Holly Black nie zrobiła na mnie wrażenia. Klimat to zbyt mało, jeśli nie ma ciekawej fabuły, interesujących bohaterów, czy też zwrotów akcji. Postacie w Okrutnym księciu były mi całkowicie obojętne, nie polubiłam jakoś bardzo nikogo, żaden z bohaterów nie zyskał sobie mojej większej sympatii, wszyscy byli mi po prostu obojętni.


Sięgając po tę powieść spodziewałam się rewelacyjnej, wciągającej historii w świecie elfów. Liczyłam na pełno intryg, złożonych bohaterów, świetnej przygody i niezapomnianej historii pełnej wrażeń. Niestety rozczarowałam się, po tylu zachwytach postawiłam tej powieści wysoko poprzeczkę, czułam w kościach, że to będzie bardzo dobre, jednak intuicja w tym przypadku mnie zawiodła. Może po prostu wyrosłam z tego typu historii, bo czytając Okrutnego księcia przez większą część książki się nudziłam i odliczałam strony do końca. Zakończenie było zdecydowanie najlepszą częścią tej powieści, ale to wciąż nie wystarczyło, żebym czuła się nią usatysfakcjonowana. Może drugi tom będzie lepszy? :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar! :)


Udostępnij

środa, 25 lipca 2018

W blasku nocy - opowieść o dziewczynie, która noc zamienia w dzień

Kiedy tylko przeczytałam opis W blasku nocy, pomyślałam sobie, że może to być coś podobnego do Ponad wszystko, które bardzo mi się podobało i stwierdziłam, że chętnie przeczytam powieść autorstwa Trish Cook. Jeśli jesteście ciekawi jakie wywarła na mnie wrażenie, to zachęcam do przeczytanie mojej opinii o tej książce.


Katie cierpi na niezwykle rzadką chorobę jaką jest Xeroderma pigmentosum (w skrócie XP), znana również jako skóra pergaminowa. Polega ona na tym, że dziewczyna nie może mieć styczności ze światłem słonecznym - nawet najkrótsza chwila na słońcu może spowodować poważne obrażenia w jej organizmie, a nawet doprowadzić do śmierci. Dlatego też Katie aby zyskać choć ułamek normalnego życia, wychodzi wieczorami na dworzec aby tam grać na gitarze. Pewnego dnia obiekt jej westchnień - chłopak, którego od lat obserwuje z okna swojego pokoju - Charlie, podchodzi do niej gdy gra i zaczyna rozmowę. Czy choroba Katie, stanie na przeszkodzie miłości? Jak będzie wyglądała jej relacja z Charlliem?

Zacznę od tego, że powieść Trish Cook jest dosyć krótka, a co za tym idzie - bardzo szybko będziecie w stanie ją przeczytać. Właściwie jest to lektura na jeden wieczór. Styl pisania autorki jest bardzo lekki i prosty, przez co idealnie trafia do czytelnika. Autorka postawiła sobie wysoko poprzeczkę - uważam, że choroba to niezwykle trudny temat i trzeba się z nim obchodzić ostrożnie, przekazać czytelnikowi niezbędne informacje oraz nie umniejszać powagi sytuacji chorego bohatera. Trish Cook w prosty, ale skuteczny sposób opisała czym jest XP i co ze sobą niesie, pokazała trudności z jakimi musi się mierzyć chora osoba, a na końcu książki mamy jeszcze kilka słów informujących nas dodatkowo o tej chorobie.


Katie jest bohaterką, której ciężko jest nie polubić. Ta dziewczyna ma swoją pasję jaką jest gra na gitarze i pisanie piosenek, jest zabawna, stara się prowadzić w miarę normalne życie i nie użala się nad sobą. Charlie jest uroczym nastolatkiem, który troszczy się o Katie, ma poczucie humoru. Ta dwójka tworzy bardzo dobraną parę i są niezwykle uroczy razem. To słowo idealnie moim zdaniem określa ich związek, który był właśnie taki uroczy, słodki, może nawet momentami aż zbyt przesłodzony, ale bardzo przyjemnie czytało mi się sceny z ich udziałem.

Autorce udało się nieźle mnie zaskoczyć na końcu jej powieści. Nie do końca wierzyłam w to co się tam działo, liczyłam na to że wszystko jakoś inaczej się rozwiąże, a koniec będzie zupełnie inny. Bardzo doceniam to, że Trish Cook tak, a nie inaczej pokierowała losami bohaterów, bo dzięki temu jej powieść nie była nudna, ani przewidywalna. Było też kilka wzruszających momentów, które mogą wywołać łzy u bardziej wrażliwych osób. W blasku nocy skupia się na uczuciu między Katie i Charliem, które rozwija się w cieniu choroby dziewczyny.


Powieść Trish Cook będzie idealna dla tych, którym podobało się Ponad wszystko, czy też Gwiazd naszych wina. Jest to historia pierwszej miłości, która na zawsze zmieni życie bohaterów. Katie i Charlie to postacie, których nie da się nie lubić, a ich rodzące się miedzy nimi uczucie jest niesamowicie urocze. W blasku nocy to lektura w sam raz na letni wieczór - poświęćcie kilka chwil i poznajcie wspaniałą historię Katie i Charlie'go, bo naprawdę jest warta uwagi. :)

Za egzemplarz dziękuje wydawnictwu Jaguar :)



Udostępnij

piątek, 29 czerwca 2018

Córka złodzieja - syndrom drugiego tomu, czy udana kontynuacja?

Pisząc o Trucicielce królowej, czyli pierwszym tomie cyklu Królewskie Źródło stwierdziłam, że seria ta może okazać się naprawdę interesująca i dobra i chętnie poznam kontynuację w postaci drugiej części, jaką jest omawiana dzisiaj Córka złodzieja. Jeśli jesteście ciekawi czy Jeff Wheeler utrzymał poziom to zachęcam do przeczytania mojej recenzji. :)


Owen Kiskaddon nie jest już małym chłopcem. Po latach szkolenia się na Północy, młody chłopak ma przed sobą swoją pierwszą bitwę, w której sprawdzi się jako dowódca. Jako diuk Marchii Zachodniej cieszy się uznaniem i szacunkiem ze strony króla Severna. Jednak nadciąga niespodziewane zagrożenie podczas którego Owen będzie poddany próbie lojalności. Chłopak jest zakochany w przyjaciółce z dzieciństwa - Evie - ale wie, że szansa na szczęśliwą przyszłość u jej boku jest niewielka. Na horyzoncie pojawia się tytułowa córka złodzieja, której tożsamość będziecie mogli poznać w trakcie lektury. Czy Owen dokona mądrych wyborów? Czy będzie szczęśliwy u boku Evie?

Pierwsza połowa tej książki strasznie mi się dłużyła. Czytałam, czytałam i miałam wrażenie, że cały czas stoję w miejscu. W sumie to niezbyt wiele się działo z początku i było sporo nudnych opisów, które starałam się omijać wzrokiem. Przez ten słaby początek, przeczytanie tej powieści zajęło mi dosyć dużo czasu, bo nie mogłam się skupić na czytaniu, a moje myśli były zupełnie gdzieś indziej. Na całe szczęście druga połowa zaczęła zdecydowanie przyspieszać - było mniej nudnych faktów z historii świata przedstawionego w tej serii, zaczęło się dziać dużo więcej rzeczy, dzięki czemu koniec końców mogę powiedzieć, że czuję się zachęcona do sięgnięcia po dalsze części przygód Owena, a powiem wam, że byłam co do tego sceptycznie nastawiona na początku.


Owen Kiskaddon - w pierwszym tomie mały, zagubiony i nieśmiały chłopiec. Tutaj spotykamy go po latach, kiedy stał się mężczyzną i genialnie wyszkolonym żołnierzem, który jest gotów poświęcić życie dla dobra sprawy, dla którego lojalność jest wyjątkowo istotna, i który musi zmierzyć się z dużo poważniejszymi problemami niż w dzieciństwie. Zniknął tamten zagubiony chłopczyk, pojawił się mężczyzna, który niby wie czego chce, ale czasem nie potrafi tego pokazać. Evie również się zmieniła, choć w jej przypadku zmiana ta nie jest aż tak widoczna jak w przypadku Kiskaddona. Stała się kobietą, która potrafi podporządkować sobie ludzi, ale robi to w sposób subtelny i pokojowy. Jest waleczna, żywiołowa i szalona, choć czasem może zbyt lekkomyślna. Wolałam ją chyba w pierwszym tomie, tutaj były momenty kiedy mnie irytowała.

Jeśli mowa o irytowaniu... Niestety nie obyło się bez tego. Sam początek, który jak już wspomniałam dłużył mi się i był dość nudnawy, jest pierwszą rzeczą, która denerwowała mnie podczas czytania. Kolejną taką rzeczą są imiona i nazwiska, na które zwróciłam uwagę już przy okazji omawiania tomu pierwszego. Musicie wiedzieć, że autor powymyślał sobie naprawdę dziwne i ciężkie do wymówienia, a co dopiero do zapamiętania imiona i nazwiska niektórych bohaterów. Było to frustrujące, bo czasem zdarzało mi się że już nie pamiętałam kto był i kim i co zrobił.


W tytule tego posta postawiłam pytanie czy Córka złodzieja jest przykładem syndromu drugiego tomu, czy może udaną kontynuacją i powiem wam, że po części jest i tym, i tym. Na pewno ten nieszczęsny początek wypadł bardzo słabo na tle Trucicielki królowej, ale druga połowa na szczęście wszystko nadrabia, przez co nie mogę powiedzieć, że ten tom był gorszy od poprzedniego. Powiedziałabym, że autor stoi na tym samym poziomie z niewielką tendencją spadkową, ale myślę, że po trzecim tomie Królewskiego Źródła rozwieją się moje wątpliwości (mam taką nadzieję) co do tej serii i będę mogła jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czy jest ona dobra. Na tę chwilę sami musicie się przekonać, czy seria Jeffa Wheelera wam się spodoba i czy macie ochotę po nią sięgnąć. Jest to ciekawa historia, ale nie należy do takich, które koniecznie trzeba poznać, jednak mile spędziłam czas podczas lektury tych dwóch pierwszych tomów i chętnie przeczytam kolejny. :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar :)


Udostępnij

środa, 20 czerwca 2018

Trucicielka królowej - początek bardzo dobrej serii?

Trucicielka królowej to pierwszy tom nowej serii fantasy, która ma szansę podbić serca czytelników. Czy spełnił on moje oczekiwania? Czy rzeczywiście zapowiada bardzo dobrą serię? Jeśli chcecie poznać moją opinię na ten temat, to zapraszam do recenzji. ;)


Król Severn cieszy się okropną reputacją. Znany jest w kraju jako morderca, człowiek chytry i przebiegły, który dla swoich korzyści nie wahał się zamordować członków swojej rodziny. Kiedy diuk Kiskaddon zdradza go podczas jednej z bitew, myśląc że władca przegra, popada w niełaskę u króla. Severn wygrywa bitwę, zabija syna Kiskaddona i wymierza mu karę: diuk musi oddać jedno ze swoich pozostałych dzieci w niewolę do zamku, w przeciwnym razie cała jego rodzina zostanie zamordowana. Z bólem serca diuk wysyła do Severna swojego najmłodszego syna Owena. Jak się wkrótce okazuje Owen posiada niezwykłe zdolności i poznaje pewną wyjątkową kobietę, która okazuje się być niezwykle potężna i mądra....

Pozwólcie, że przez chwilę pozachwycam się tą cudowną okładką. Strasznie mi się podoba kolorystyka tej książki, litery są wypukłe i wierzcie mi, że na żywo prezentuje się jeszcze lepiej niż na zdjęciach. Jednak jak wiemy nie należy oceniać książki po okładce, a więc skupmy się teraz na tym co najważniejsze - czas omówić fabułę i bohaterów powieści. Dodam teraz, że jest ich całkiem sporo i kurczę miałam problem z wymówieniem niektórych imion, nazwisk i w sumie to nie potrafię sobie ich przypomnieć (tych trudniejszych do wymówienia), ale w sumie na co komu imiona? Ważne że wiem o kogo w danym momencie chodziło i kto co zrobił. No bo na przykład taki Dunsdworth albo Ankarette Tryneowy, czy też Asilomar - wymówić to jeszcze jako tako można, ale potem powtórzyć z pamięci to już większe wyzwanie (przynajmniej w moim przypadku xD).


Na samym początku pojawia się dość dużo postaci na raz przez co jest spory mętlik i bajzel - ciężko sobie poukładać w głowie kto jest kim i jaka jest jego rola w powieści. Potem na szczęście autor wyprowadza nas z tego bajzlu i zaczyna snuć swoją opowieść, zmniejszając stopniowo ilość bohaterów, a potem wprowadzając ich więcej, ale tak, że już wiadomo o kogo chodzi. Akcja rozgrywa się głównie w Królewskim Źródle, gdzie ośmioletni Owen jest zmuszony przebywać aby chronić swoją rodzinę. Z czasem zaczyna przyzwyczajać się do nowego miejsca, a nawet znajduje przyjaciółkę - szaloną ośmiolatkę Elysabeth Victorię Mortimer (która nie cierpi gdy ktoś się do niej zwraca "lady Mortimer" - heloł tak się zwracało do jej matki, a ona nią przecież nie jest!). Dziewczynka wnosi wiele humoru do książki i jest naprawdę wyjątkowym dzieckiem.

Powieść Jeffa Wheelera nie była jakoś wybitnie porywająca, ale miała w sobie specyficzny, fajny klimat, a styl autora był bardzo przyjemny i szybko się czytało jego książkę. Nie jest to historia, którą koniecznie musicie poznać, ale ma w sobie to coś, co sprawia, że bardzo chcę zabrać się za kolejny tom i poznać dalsze losy Owena. W Trucicielce królowej fabuła rozwija się stopniowo, a akcja nie pędzi na łeb, na szyję, ale mimo wszystko przyjemnie było śledzić losy małego Owena. Czy Królewskie Źródło będzie bardzo dobrą serią? Tego na razie nie wiem, ale zapowiada się ciekawie i liczę na to, że z tomu na tom będzie coraz lepiej.


Jeśli szukacie fantastyki, z którą przyjemnie spędzicie czas i która pozwoli wam przenieść się do nowego, wymyślonego świata to śmiało mogę wam polecić pierwszy tom serii Królewskie Źródło. Ta książka pozwoliła mi na chwilę przenieść się w przeszłość do czasów dzieciństwa i powspominać swoje dziecięce przygody, ponieważ główną rolę gra w niej dziecko, którego losy i poczynania śledzimy na kartach Trucicielki królowej. Jak już wspomniałam wyżej - nie jest to nic powalającego, ale przyjemnie spędziłam czas z tą powieścią i chętnie poznam kolejne tomy. Na nadchodzące letnie, wakacyjne wieczory powieść Wheelera nada się idealnie i świetnie pobudzi waszą wyobraźnię. :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar. :)


Udostępnij

środa, 9 maja 2018

Książka w książce? Fandom | Anna Day

Pewnie każdy książkoholik niejeden raz wyobrażał sobie co by było gdyby tak móc się przenieść do świata z ulubionej książki. Jak nasza obecność wpłynęłaby na całą fabułę? Co robilibyśmy w powieści, jaką rolę musielibyśmy odegrać? Anna Day stworzyła właśnie taką historię, o której mowa będzie w dzisiejszej notce.


Taniec na szubienicy to ulubiona książka Violet. Dziewczyna zna ją praktycznie na pamięć, a film na jej podstawie oglądała całe mnóstwo razy. Wraz z bratem i przyjaciółkami wybiera się na Comic Con, gdzie już nie może się doczekać spotkania z aktorem, który gra główną męską rolę w filmie na podstawie Tańca na szubienicy. Nagle jednak dzieje się coś niezwykłego - Violet z przyjaciółkami i bratem zostają w tajemniczy sposób przeniesieni do uniwersum swej ulubionej historii. Co więcej - za ich sprawą ginie Rose - główna bohaterka książki. Jak potoczą się losy bohaterów? Jaką rolę będą musieli odegrać w powieści? Jakim cudem znaleźli się w świecie z Tańca na szubienicy?

Kiedy tylko przeczytałam opis Fandomu, od razu czułam, że to będzie coś naprawdę dobrego. Po tym jak zobaczyłam na okładce, że James Dashner (autor Więźnia Labiryntu - jednej z moich ulubionych serii) poleca historię Anny Day to już w ogóle wiedziałam, że jej powieść na pewno mi się spodoba. Pełna optymizmu zabrałam się za czytanie i... przepadłam, totalnie się wkręciłam w wykreowany świat i ciężko mi było oderwać się od lektury.


Na początku poznajemy fabułę Tańca na szubienicy, o której opowiada nam Violet. Swoją drogą to naprawdę świetny pomysł, żeby umieścić książkę w książce (mam nadzieję, że mniej więcej rozumiecie co mam na myśli) - mamy dwie historie za jednym zamachem. Potem, akcja zaczyna się stopniowo rozwijać, aż do momentu tajemniczego przeniesienia bohaterów w świat Tańca na szubienicy. I od tego momentu tak naprawdę zaczyna się cała zabawa - akcja goni akcję, właściwie ciągle coś się dzieje i kiedy autorka na chwilę zwalnia z tempem w jakim to wszystko się rozwija, chwilę później powraca z jeszcze większą dawką emocji. Nie ma miejsca na nudę w tej powieści.

Bohaterowie Fandomu różnią się od siebie. Każdy kreowany jest na swój sposób i każdy ma nieco inne cechy. Fajna jest taka różnorodność, bo możemy sobie śmiało przebierać wśród postaci i decydować, kogo lubimy, a kogo nie. Główna bohaterka czasem działała mi na nerwy, ale koniec końców, była ciekawą postacią i mogę powiedzieć, że w końcowej ocenie przypadła mi do gustu. Bardzo interesująca jest sylwetka Asha - który jest moim ulubionym męskim charakterem z Fandomu. Natomiast wątek miłosny jaki pojawił się w powieści, jak na mój gust rozwinął się zbyt szybko i jakoś nie czułam tej chemii między bohaterami - to uczucie wydało mi się takie trochę nijakie i niezbyt dobrze opisane, ale zauważyłam, że w sumie to rzadko kiedy podobają mi się utworzone w książkach wątki miłosne. :D


Anna Day ma bardzo przyjemne pióro. Jej powieść czyta się naprawdę szybko. Końcówka powieści była dla mnie zaskoczeniem i nie spodziewałam się takiego finału. Autorka wplata do swej książki wiele zwrotów akcji, potrafi stworzyć fajny klimat i trzymać czytelnika w napięciu. Fandom jest bardzo wciągającą i zaskakującą powieścią, jest czymś oryginalnym. Wątek miłosny w tej pozycji niezbyt mi się podobał, ale pani Day wynagrodziła mi to fabułą pełną akcji, w jej książce cały czas coś się dzieje. Jeśli szukacie nietypowej historii, czegoś oryginalnego i fajnie napisanego, to Fandom jest idealny dla was. Polecam! :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar! :) 


Udostępnij

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Słowa w ciemnym błękicie | Cath Crowley | opinia

Słowa w ciemnym błękicie to powieść, która zabierze Cię do pewnego antykwariatu z niezwykłą, pełną przeróżnych zapisków, czy wyznań Biblioteką Listów.


Rachel wraca do rodzinnego miasta, po śmierci jej ukochanego brata. Kiedy wyjeżdżała zostawiła swojemu najlepszemu przyjacielowi - Henry'emu list, w którym wyznała mu, że czuje do niego coś dużo mocniejszego niż tylko przyjaźń. Chłopak jednak do tej pory nie zareagował na wiadomość jaką mu zostawiła. To sprawia, że po powrocie, Rachel nie bardzo wie jak się zachować w stosunku do przyjaciela. Henry właśnie rozstał się ze swoją dziewczyną Amy - która porzuciła go aby związać się z kimś innym. Na domiar złego, jego ukochany antykwariat być może trzeba będzie sprzedać. Czy Henry i Rachel znów będą najlepszymi przyjaciółmi? O co chodzi ze słynną Biblioteką Listów? Co się stanie z antykwariatem?

Słowa w ciemnym błękicie to powieść o ludziach, którzy kochają książki. Żyją wśród nich na co dzień, a bez czytania nie wyobrażają sobie życia. To również historia o stracie bliskiej osoby, trudnych powrotach i przyjaźni. Zabierając się za nią liczyłam na lekką młodzieżówkę, przy której będę się mogła zrelaksować. Cath Crowley zapewniła mi fajną rozrywkę na kilka godzin i mile spędzony czas, aczkolwiek nie sądzę, że zapamiętam jej powieść na dłużej.


Słowa w ciemnym błękicie przypominają mi inną książkę młodzieżową, a mianowicie Księgę wyznań Dasha i Lily, ze względu na to, że w obu tych pozycjach, główni bohaterowie zostawiali sobie wiadomości, liściki w przeróżnych książkach. Jeśli więc spodobała wam się Księga wyznań..., to myślę, że powieść pani Crowley również przypadnie wam do gustu. Swoją drogą taka Biblioteka Listów, gdzie każdy może coś zapisać na kartach jakiejś książki, a potem inni mogą czytać jego przemyślenia i zapiski, jest całkiem fajnym pomysłem. :)

Rachel to dziewczyna, która z dnia na dzień zmaga się z żałobą spowodowaną śmiercią jej ukochanego brata. Próbuje żyć normalnie i liczy na to, że przeprowadzka pozwoli jej na to. Czasami irytowała mnie swoim zachowaniem - szczerze mówiąc nawet nie potrafię powiedzieć dlaczego, ale po prostu denerwowały mnie niektóre sceny z jej udziałem. Henry natomiast jest wzorcowym przykładem mola książkowego, który traktuje rodzinny antykwariat jak swój azyl, swoje miejsce na Ziemi. Jest jeszcze Georgia - siostra Henry'ego, która była najbardziej denerwującą postacią w książce. Izolowała się od ludzi, była dość zaczepna, czasem nawet niegrzeczna w stosunku do innych i nawet jeśli ktoś chciał się z nią zaprzyjaźnić, czy bliżej ją poznać - atakowała i odwracała się plecami do takiej osoby.


Styl autorki jest bardzo lekki i przyjemny, co sprawia że książkę czyta się szybko, aczkolwiek dość ciężko mi się było w nią wciągnąć na samym początku. Zauważyłam, że młodzieżówki przestały mi się tak podobać jak wcześniej i traktuję je w sumie jako sposób na nudę. Tak było też w tym przypadku. Książka nie była zła, ale momentami troszeczkę nudna i wydaje mi się, że za jakiś czas zapomnę o niej. Ot zwykły zabijacz czasu, sposób na relaks, nic więcej.

Jeśli szukacie lekkiej młodzieżówki, która napisana jest prostym, przyjemnym językiem, jeśli chcecie poczytać o ludziach, którzy kochają czytać całym sercem i, dla których dzień bez książki to dzień stracony - śmiało czytajcie powieść Cath Crowley. Jest to całkiem niezła historia, ale nic wybitnie porywającego. Nie przeczytam jej ponownie, ale cieszę się, że miałam taką możliwość i spędziłam przyjemnie kilka godzin ze Słowami w ciemnym błękicie w ręku. A czasem dobrze jest zabrać się za jakąś niewymagającą lekturę tylko i wyłącznie dla samej przyjemności jaką daje czytanie. Nie odczułam żadnych emocji podczas lektury, zaczęłam ją, skończyłam i to by było na tyle. Sami zdecydujcie czy macie ochotę na taką powieść.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar!



Udostępnij

środa, 4 kwietnia 2018

Ten pierwszy rok - książka idealna dla przyszłych studentów!

Dzisiaj opowiem wam trochę o książce, która jest wprost idealna dla przyszłych, czy też obecnych studentów, ze względu na to, że cała jej akcja rozgrywa się na jednej z uczelni, podczas gdy nasi bohaterowie zaczynają swój pierwszy rok studiów. Właśnie ta tematyka zachęciła mnie do sięgnięcia po tę powieść, bo już w październiku będę wkraczała w ten świat - zostanę studentką i byłam bardzo ciekawa jak autorzy opisali życie studenta w swojej książce. Jeśli jesteście ciekawi tej pozycji, zapraszam do czytania. :)


Powieść pisana jest z perspektywy dwóch młodych ludzi - Phoebe oraz Luke'a. Poznajemy ich w dniu, kiedy zaczynają wielką studencką przygodę i imprezują wraz z innymi pierwszoroczniakami na imprezach zapoznawczych. Jak się okazuje ta dwójka znała się wcześniej - mijali się na korytarzach swej poprzedniej szkoły. Phoebe była zauroczona Lukiem i niejeden raz wyobrażała sobie siebie w roli jego dziewczyny. Nie spodziewała się, że ich drogi skrzyżują się na uczelni. Jak się okazuje Luke coraz bardziej zbliża się do Phoebe. Czy ich związek będzie miał szansę przetrwać? Jak wygląda życie studenckie? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie w powieści Ten pierwszy rok.

Zacznę od tego, że książka autorstwa Toma Ellen i Lucy Ivison jest napisana niezwykle lekkim i przez to bardzo przyjemnym językiem typowym dla literatury młodzieżowej. Czytelnik wczuwa się w klimat powieści i nawet nie odczuwa kiedy przeleciał przez te 370 stron. Co więcej - w czasie lektury bardzo łatwo wczuć się w rolę członka wydarzeń jakie rozgrywają się na kartach książki. Autorzy pozwolili nam poczuć jak to jest być studentem i co się z tym wiąże. W zabawny sposób opisali scenki rozgrywające się w akademiku i w czasie wykładów.


W powieści pojawia się dość duża liczba bohaterów, przez co można mieć mały mętlik w głowie i zastanawiać się kto był kim i co zrobił, ale dzięki temu, że tych postaci jest tak dużo, jeszcze bardziej czujemy ten studencki klimat i wpadamy w wir wydarzeń. A działo się naprawdę sporo. Już na samym początku wprowadzono ciekawe wątki, które wciągnęły mnie i nie pozwoliły na zbyt szybkie oderwanie się od lektury. W tej książce nie ma miejsca na nudę, nie brakuje też humoru, mnóstwo jest zabawnych sytuacji, które jeszcze bardziej uatrakcyjniają czytanie.

Okładka powieści przykuwa wzrok, bardzo ładnie prezentuje się na półce, nawiązuje do tematyki powieści - jednym słowem - cud miód malina (no dobra, trzema słowami xD). Pisząc tę opinię cały czas zastanawiam się czy mam się do czego przyczepić i nie znajduję takiej rzeczy. Nie polubiłam się z Lukiem, który był dla mnie zbyt nieogarnięty, nie wiedział czego tak naprawdę chce, ale nigdy nie jest tak, że lubi się wszystkich bohaterów danej książki. Za to Phoebe była rewelacyjna - dziewczyna z jajami, która wie czego chce, daje sobie radę w życiu i aż miałam ochotę wejść w wykreowany świat powieści i iść z nią na imprezę, a potem spędzić cały następny dzień na kacu.


Ten pierwszy rok to książka, która sprawi, że poczujesz się jak student, zobaczysz jak wygląda studenckie życie i spędzisz naprawdę miłe chwile. Nie ma tu miejsca na nudę i nieciekawe wątki - wszystko trzyma się kupy i tworzy jedną, genialną całość, pełną humoru i akcji. Język jest bardzo przyjemny, czasami pojawiają się wulgaryzmy, ale nie przeszkadzały mi one, a nawet dodawały autentyczności książce. Jeśli szukacie powieści, która was rozweseli, pozwoli wam się zrelaksować i wciągnąć, to śmiało sięgajcie po Ten pierwszy rok. Naprawdę warto! A jeśli zaczynacie studia po wakacjach, to już w ogóle wasz must read. :D

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar!


Udostępnij

sobota, 24 marca 2018

Powiedz wreszcie prawdę, Dana Reinhardt | opinia

Dzisiaj przychodzę do was z opinią o książce, która jest genialnym czasoumilaczem. Powiedz wreszcie prawdę autorstwa Dany Reinhardt to powieść idealna na odstresowanie się po ciężkim dniu i bardzo przyjemna młodzieżówka, która uczy nas o tym, że trzeba umieć się o siebie zatroszczyć, nie myśleć tylko i wyłącznie o innych, ale czasem zrobić coś dla siebie.


River jest uzależniony. Uzależniony od swojej dziewczyny Penny, nie wyobraża sobie życia bez niej. Dlatego kiedy Penny zrywa z nim w rowerku wodnym na środku jeziora, nie może się z tym pogodzić. Los, przypadek, albo przeznaczenie sprawia, że trafia do ośrodka terapeutycznego Druga Szansa dla młodzieży z problemami. Tam poznaje nowych przyjaciół, niezwykłą dziewczynę, oraz odkrywa samego siebie i uczy się pewnych rzeczy od nowa, a także wplątuje w sieć kłamstw, z których z czasem coraz trudniej będzie mu wybrnąć.

Język powieści jest prosty - typowy dla tego gatunku, dzięki czemu czytanie było prawdziwą przyjemnością i ani się nie obejrzałam, a już skończyłam tę książkę. Autorka potrafiła wciągnąć czytelnika i miała bardzo lekkie pióro. Jej powieść może nie sprawiła, że zmieniło się coś w moim życiu, ale była miłą odskocznią od codziennych obowiązków i fajną rozrywką na wieczór. Powiedz wreszcie prawdę niesie ze sobą ważne przesłanie - czasem potrzeba mocnej zmiany, niezłego kopa, który uświadomi nam niektóre ważne rzeczy i pozwoli na to aby przemyśleć nasze dotychczasowe życie.


River to bohater, który jest hmm... trochę ciapowaty, jeśli mogę go tak określić. Aż trudno sobie wyobrazić, żeby siedemnastoletni chłopak nie umiał poruszać się autobusem w mieście, w którym żyje ładnych parę lat. Był osobą zagubioną, dla której na pierwszym miejscu stała jego dziewczyna Penny. Nie myślał o sobie, chciał głównie spełniać zachcianki Penny i uszczęśliwiać ją. Dopiero po tym jak dziewczyna z nim zerwała, zaczął myśleć o niektórych sprawach, które wcześniej go nie obchodziły. Na kartach powieści śledziliśmy jego przemianę - od chłopaka zagubionego, trochę niezdarnego, do młodego człowieka, który zaczyna myśleć o swojej przyszłości, o sobie samym, a nie tylko ludziach, którzy go otaczają. Ta przemiana jest bardzo dostrzegalna w powieści i czytelnik może śledzić zmiany jakie zachodzą w psychice i zachowaniu Rivera.

Powiedz wreszcie prawdę pokazuje również, że jedno z pozoru niewinne kłamstwo, może pociągnąć za sobą całą lawinę kolejnych, z których później bardzo trudno jest się wyplątać. Powinniśmy się starać być szczerym i nie ważne, czy sprawa dotyczy rzeczy mało istotnych, czy poważniejszych, bo w końcowym efekcie może dojść do tego, że nie będziemy mogli znaleźć wyjścia z sytuacji w jaką się wplątaliśmy przez jedno, z pozoru niewinne kłamstewko. Powieść pani Reinhardt nie jest więc młodzieżówką, która zapewnić ma nam tylko rozrywkę, ale niesie ze sobą również jakieś przesłanie.


Jeśli szukacie książki, która odstresuje was po ciężkim dniu, to polecam wam Powiedz wreszcie prawdę. Nie jest to książka bardzo ambitna, być może za niedługo o niej zapomnę, ale nie żałuję czasu jaki poświęciłam na jej przeczytanie. Niesie ze sobą kilka ważnych lekcji, które mogą się przydać zwłaszcza nastolatkom i jest bardzo przyjemnym czasoumilaczem. A jeśli przymknie się oko na niektóre ciapowate zachowania Rivera, to naprawdę da się go lubić, jest sympatycznym bohaterem i cieszę się, że mogłam poznać jego historię.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Jaguar!


Udostępnij

sobota, 24 lutego 2018

Najbardziej absurdalna książka jaką czytałam? | Narzeczona księcia, William Goldman | opinia

Zabawna, wciągająca, pełna zwrotów akcji i różnorodnych bohaterów - taka jest książka Williama Goldman'a. Jeśli szukacie powieści, przy której odprężycie się przez kilka godzin i otrzymacie dużą dawkę śmiechu to Narzeczona księcia jest idealna dla Was. Dajcie się oczarować i wciągnąć w świat pełen spisków, walk i brutalności.

Narzeczona księcia | William Goldman | 8/10 | wyd. Jaguar

Buttercup pnie się coraz wyżej w rankingu piękności. Dziewczyna uświadamia sobie, że jest zakochana w parobku Westley'u, lecz kiedy zostaje on zamordowany przez piratów, zgadza się na małżeństwo z księciem Humperdinckiem. Wkrótce po zaręczynach zostaje porwana przez trzech mężczyzn - Hiszpana Inigo Montoyę, Turka Fezzika oraz najgroźniejszego z całej trójki - Vizziniego. Tropem porywaczy rusza tajemniczy człowiek w czerni...

-Życie to ciągłe cierpienie - odparła matka. - Ktokolwiek twierdzi inaczej, z pewnością coś sprzedaje.

Absurdalna, ale fajna!


Na samym początku zaznaczę, że w Narzeczonej księcia znajdziemy mnóstwo absurdalnych sytuacji - łykanie trucizny, wspinaczka gołymi rękami na groźne Urwiska Szaleńca to tylko część z nich. Było to naprawdę nieprawdopodobne, ale autor posługuje się wyjątkowo lekkim i przyjemnym stylem i wątki takie jak te nie szokowały aż tak jak powinny. Dzięki temu, że Goldman pisał w ten sposób, przez tę powieść po prostu się płynie. Przewracasz kartki i nawet nie zdajesz sobie sprawy, że już dotarłeś do połowy książki - no bo kiedy zleciały te wszystkie strony?


Na samym początku wspomniałam o różnorodności bohaterów i tym się teraz zajmiemy. Otóż przed Wami niezwykle irytująca, głupiutka i naiwna Buttercup - która swoją głupotą pobijała wszelkie rekordy! Ta dziewczyna zachowywała się naprawdę absurdalnie, była cholernie niezdecydowana i dziecinna. Na całe szczęście pozostali bohaterowie wynagrodzili mi bezmózgowie Buttercup. Westley to postać, którą polubiłam najbardziej, ale prócz niego mamy także niezastąpiony duet Fezzika i Indigo, którzy byli naprawdę fajnymi przyjaciółmi i dodawali książce sporo humoru (aczkolwiek bardzo inteligentni to oni nie byli).

To było już po wynalezieniu podatków, jak zresztą wszystko na świecie. Podatki istniały nawet przed gulaszem.

Narzeczona księcia przypominała mi trochę Moją Lady Jane, więc jeśli polubiliście tę powieść, to myślę, że książka Goldmana również powinna wam się spodobać. Pełno tutaj humoru, a niektóre sceny są tak absurdalne i niedorzeczne, ale zamiast szokować - śmieszą i zachęcają do dalszej lektury. Kiedy już zaczniecie czytać to ciężko wam się będzie oderwać od tej książki, bo naprawdę wciąga, a im bliżej końca, tym bardziej chciałam się dowiedzieć co będzie dalej, przez co naprawdę trudno mi było odłożyć lekturę na później, co potem skończyło się tym, że bolały mnie oczy od długiego czytania. :D


-Życie nie jest sprawiedliwe, Billy. Choć mówimy tak naszym dzieciom, to jedna najgorszych rzeczy, jaką możemy zrobić. To kłamstwo, i w dodatku okrutne. Życie nie jest sprawiedliwe, nigdy nie było i nigdy nie będzie.

Rewelacyjny czasoumilacz


Jeśli szukacie książki, która pozwoli wam się rozluźnić i pośmiać - to chyba nie muszę pisać, że Narzeczona księcia nada się idealnie. Być może zapomnę o niej za tydzień, lub dwa, ale dostarczyła mi masę frajdy i zabawy. Klimat tej powieści jest niezwykły, a nawet baśniowy, pióro autora lekkie i przyjemne. Ta powieść to typowy czasoumilacz i cieszę się, że mogłam poznać losy irytującej Buttercup i wspaniałych Westley'a, Fezzika oraz Inigo. Na wieczór po ciężkim i pracowitym dniu książka Goldmana to strzał w dziesiątkę - relaks i ucieczka od rzeczywistości gwarantowane! :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar!
Udostępnij

czwartek, 22 lutego 2018

Milion światów z Tobą, Claudia Gray | opinia

Trzeci tom trylogii Firebird zagwarantuje wam świetną przygodę oraz dawkę niezwykłych podróży między wymiarowych i głębokie uczucie jakie połączyło dwójkę młodych ludzi, w których rękach spoczywają losy wielu wymiarów i żyć ludzkich. Zainteresowani?

Milion światów z Tobą | Claudia Gray | 7/10 | wyd. Jaguar

Triad ma podstępny plan - zniszczyć wiele wymiarów aby osiągnąć pewien cel. Jak się okazuje Marguerite jest jedyna osobą, która może temu zapobiec i powstrzymać organizację. Dziewczyna rusza w kolejną między wymiarową podróż aby zapobiec najgorszemu. W jej rękach spoczywają losy wielu światów. Marguerite wkrótce coraz lepiej poznaje niecne zamiary Triadu ... oraz samą siebie. Pod wpływem wcześniejszych wydarzeń Paul nie chce wiązać się z bohaterką - przeszłość odcisnęła na nim wiele blizn. Czy Marguerite przechytrzy podstępny Triad? Czy nadchodzi koniec świata dziewczyny? Co się stanie z nią i Paulem - miłością jej życia?


Może dusza może się rozpaść, tak jak przeznaczenie.

Cykl Firebird już na samym początku dostał u mnie plusa ze względu na przepiękne okładki, które doskonale oddają klimat całej historii. Autorka w poprzednich tomach pisała w prosty i przyjemny sposób, przez co zawiłe i skomplikowane pojęcia z dziedziny fizyki (których dość sporo w całej serii), były dla mnie w miarę zrozumiałe (co jest dużym wyczynem, bo z fizyką kompletnie mi nie po drodze), a na pewno nie utrudniały czytania, a wręcz były konieczne do zrozumienia całej historii.

Akcja, akcja, akcja


Tak samo jak w przypadku Tysiąca odłamków ciebie, oraz Dziesięciu tysięcy słońc nad Tobą, tak i tutaj czytelnik zostaje wrzucony w wir akcji od samego początku. Podczas lektury nie sposób się nudzić, bo właściwie ciągle coś się dzieje, a kiedy następuje chwila na złapanie oddechu, Claudia Gray serwuje dwa razy więcej akcji niż kilka stron wcześniej. Niektóre pomysły pani Gray wydawały mi się troszeczkę naciągane, ale koniec końców bardzo miło czytało mi się jej książki i cieszę się, że wraz z Marguerite mogłam wyruszyć w między wymiarową przygodę.

 

Wyjątkowe uczucie między Marguerite i Paulem


Pisząc o tym cyklu nie mogę nie wspomnieć o niezwykłej relacji jaka panuje między główną bohaterką i Paulem Markovem. To co jest między nimi jest pięknym uczuciem i niezwykle dobrze opisanym. Autorka potrafiła stworzyć związek dwóch osób, który na długo pozostanie w mojej pamięci - nie było tu miejsca na udawanie, sztuczność - to co łączyło Marguerite i Paula było szczere, prawdziwe i po prostu piękne. Wątek miłosny między nimi jest jednym z najlepszych z jakimi miałam do tej pory do czynienia w książkach.

To bez znaczenia, nawet gdybyś odwiedziła milion światów. Nigdy nie będziesz wiedziała wszystkiego o drugim człowieku, nawet jeśli to osoba, którą kochasz.

Milion światów z Tobą to bardzo dobre zakończenie trylogii Firebird. Pojawiło się kilka naprawdę absurdalnych wątków, czasem nawet za dużo naraz się działo, przez co można się trochę pogubić, ale mimo wszystko bardzo dobrze wspominam tę serię i śmiało mogę wam ją polecić. Przygotujcie się na dużo akcji, humoru oraz zaskoczeń i pięknie poprowadzony wątek miłosny. A jeśli dodatkowo szukacie lekkiej i przyjemnej młodzieżówki to już w ogóle powinniście szybciutko zaopatrzyć się w egzemplarz książki Claudii Gray. Polecam.

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Jaguar!

Udostępnij

czwartek, 15 lutego 2018

[PREMIEROWO] Nieskończone światy Jane, Kristin Cashore | opinia

Jeden dom. Nieskończenie wiele możliwości. Przed Wami Nieskończone światy Jane, książka specyficzna i oryginalna, która zawiera pięć alternatywnych zakończeń. Ciekawi?
Nieskończone światy Jane | Kristin Cashore | 5/10 | wyd. Jaguar

Osiemnastoletnia Jane, na zaproszenie swojej byłej korepetytorki, przybywa do posiadłości rodziny Trashów na coroczną galę. Dom, wypełniony po brzegi cennymi artefaktami i dziełami sztuki, jest kwintesencją luksusu, a przepych wylewa się zeń drzwiami i oknami. W pewnej chwili okazuje się, że dwa dzieła sztuki ‒ obraz Vermeera i rzeźbę Brancusiego ‒ skradziono. Zaczyna się poszukiwanie, a cała akcja jest uzależniona od decyzji podjętych przez Jane. W zależności od tego, którą decyzję bohaterka podejmie, jej losy (a także losy pozostałych bohaterów) potoczą się inaczej.


Bardzo dużo postaci


Przyznam szczerze, że bardzo ciężko było mi przebrnąć przez początek tej powieści. Wszystko przez to, że autorka wprowadziła do swojej książki bardzo dużo bohaterów, którymi "zarzuciła" nas właściwie już na samym początku. Nie mogłam się połapać kto był kim i jaką rolę odgrywał w opisywanej historii, co bardzo utrudniało mi czytanie i moje początki z tą książką wyglądały tak, że po prostu omijałam niektóre fragmenty i kontynuowałam czytanie kiedy zrobiło się ciekawiej.

Pięć różnych zakończeń 


Oprócz dużej ilości bohaterów, pani Cashore serwuje nam równie dużą dawkę akcji. Zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń wraz z główną bohaterką i razem z nią próbujemy rozwikłać liczne zagadki na jakie trafia podczas pobytu w rezydencji Trashów, obserwujemy też decyzje jakie podejmuje. Właśnie te decyzje są czymś co wyróżnia tę powieść na tle innych. Otóż pani Cashore wprowadziła do swojej książki wątek światów równoległych. Wygląda to tak, że mamy opowiedzianą historię z pięcioma alternatywnymi zakończeniami, w zależności od decyzji jakie podejmie główna bohaterka. Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim w literaturze i spodobał mi się taki zabieg.


Nieskończone światy Jane to powieść, w którą ciężko się wciągnąć - na początku łatwo się pogubić w tym wszystkim, a mnogość postaci oraz dużo akcji sprawiała, że w niektórych momentach miałam ochotę zamknąć książkę i zająć się czymś innym niż czytanie. Jednak po ciężkim i dość nudnawym początku robi się ciekawiej i czytelnik bardziej wciąga się w lekturę. Postać głównej bohaterki intryguje, Jane to osoba o twardym charakterku, z nietypowym hobby jakim jest robienie parasolek. Polubiłam ją, ale niestety o innych bohaterach nie mogę zbyt wiele powiedzieć, gdyż było ich tak dużo, że po prostu zlewali mi się ze sobą i ciężko było mi rozróżnić kto był kim.

Przeciętniaczek...


Powieść Kristin Cashore nie należy do takich, które zmienią wasze życie, od których trudno wam się będzie oderwać i zapomnieć. Jest to książka specyficzna, za sprawą równoległych światów, których do tej pory nie spotkałam w literaturze. Myślę że ze względu na ten wątek warto się za nią rozejrzeć, aczkolwiek nie nastawiajcie się na coś specjalnego. Wydaje mi się, że szybko zapomnę o tej powieści, ale nie planuję do niej jeszcze raz wracać. Była po prostu przeciętna.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Jaguar
Udostępnij
Designed by Blokotek. All rights reserved.