Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 października 2018

W żywe oczy - thriller, w którym autor zaskakuje aż do ostatniej strony!

Nie planowałam czytać tej książki, chociaż opis zapowiadał ciekawą historię. Jednak po pewnej wizycie w bibliotece wpadła ona w moje ręce - jeszcze pachniała nowością! W pierwszej wolnej chwili zabrałam się za czytanie i przepadłam... Przeczytałam tę powieść bardzo szybko i jestem pewna, że sięgnę po Lokatorkę tego samego autora, żeby przekonać się czy będzie tak samo dobra jak W żywe oczy.


Claire marzy o tym aby zostać aktorką. Chodzi do szkoły aktorskiej, ma za sobą kilka ról. Dziewczyna pracuje dla firmy prawniczej, gdzie pomaga w demaskowaniu zdrad w małżeństwach. Pewnego dnia jedna z jej klientek zostaje zamordowana, a dziewczyna dostaje propozycję od policji, w wyniku której ma pomóc znaleźć mordercę. Claire nawiązuje znajomość z byłym mężem zamordowanej klientki - Patrickiem, podejrzanym o zabójstwo zony. Od tego momentu życie kobiety diametralnie się zmieni. Kto jest mordercą? Jak rozwinie się znajomość Claire i Patricka? Komu można ufać, kiedy wydaje się, że wszyscy dookoła kłamią?

W żywe oczy to powieść, która wciągnęła mnie właściwie od razu. Na początku obserwowałam jak Claire pracuje dla firmy prawniczej, jak wciela się w różne ole aby pomóc zdemaskować zdradę, potem nieoczekiwanie policja poprosiła ją o pomoc w znalezieniu mordercy, przez co całe jej życie wywrócono do góry nogami. Przez całą powieść autor pokazywał co kryje się w głowie głównej bohaterki, jaki jest jej tok myślenia. Claire to bardzo dobrze skonstruowana bohaterka, którą nie jest łatwo rozgryźć. Przechodzi przez bardzo ciężki okres, zdaje się, że wszyscy wokół niej kłamią, mimo wszystko jednak stara się jakoś trzymać. Jest to silna postać, którą polubiłam już od pierwszych stron książki.


JP Delaney zaskakuje na każdym kroku. Kiedy wydaje się, że wszystko zostało wyjaśnione w logiczny sposób, kilka stron później autor wprowadza zwroty akcji, które zmieniają bieg historii o 180 stopni. W tej powieści właściwie przez cały czas działo się coś nowego i zaskakującego. Klimat jest mroczny, tajemniczy, głównie za sprawą cyklu wierszy Kwiaty zła, które są bardzo istotne w powieści i pojawiają się raz na jakiś czas. Wiersze te były potrzebne, dodawały uroku tej historii, chociaż szczerze powiedziawszy nie czytałam ich zbyt dokładnie, tylko szybko przebiegałam po nich wzrokiem, nie szukając ukrytego w nich przesłania, ale po prostu nigdy nie lubiłam poezji. :D

Najbardziej podobało mi się to jak autor "bawił się" czytelnikiem. Kiedy wydawało się, że wszystko jest już jasne, okazywało się, że to tylko złudzenia, a za rogiem czai się inne rozwiązanie danego wątku. W tej powieści nic nie było pewne. Autor trzymał w napięciu aż do końca, zaskakiwał, wprowadzał zwroty akcji, nowe motywy i wątki. To jak zabawa w kotka i myszkę, czytelnik jak kot gonił za odpowiedziami na pytania jakie pojawiały się w trakcie czytania i trudno mu było je "złapać". Swietnie się bawiłam podczas czytania i podobało mi się to, że powieść W żywe oczy nie była w najmniejszym stopniu oczywista, banalna, czy też przewidywalna.


Po tej książce jestem pewna, że przeczytam Lokatorkę tego samego autora i liczę na to, że równie mocno mnie zachwyci. W żywe oczy to historia trzymająca w napięciu, pełna zwrotów akcji. To powieść, w której nic nie jest takie jakim się z początku wydaje. Idealnie nadaje się na jesienne wieczory z kocykiem i kubkiem herbaty . Powieść JP Delaney zapewni wam świetną rozrywkę i nie będziecie się mogli oderwać od czytania. Jeśli szukacie zaskakującego thrillera to właśnie go znaleźliście. Polecam! :)

Udostępnij

poniedziałek, 3 września 2018

No i zafundowałam sobie kaca książkowego....

Nie przepadałam za Colleen Hoover. W sumie to trochę dziwne, bo przeczytałam tylko Maybe someday jej autorstwa, ale podczas gdy wszyscy tak wychwalali tę powieść, mi się nie spodobała i to sprawiło, jakoś tak zraziłam się do tej autorki. Jednak ostatnio zaczęłam częściej sięgać po romanse i stwierdziłam - "dobra Colleen Hoover daję ci ostatnią szansę" - po czym wypożyczyłam Hopeless z biblioteki. Wybrałam akurat tę powieść ze względu na to, że mnóstwo osób ją polecało, więc stwierdziłam że zobaczę czy zaliczę się do grona fanów tej historii, czy będzie podobnie jak w przypadku Maybe someday. Mijały dni, a ja nie mogłam się przemóc żeby przeczytać tę powieść. Miałam ją oddać do biblioteki bez czytania, ale pewnego dnia okrutnie się nudziłam, więc postanowiłam, że jednak spróbuję. I co? TO BYŁA JEDNA Z NAJLEPSZYCH POWIEŚCI TEGO ROKU I MUSZĘ ZAKUPIĆ WŁASNY EGZEMPLARZ TEGO CUDA! (tak specjalnie włączyłam Caps Locka żeby dodatkowo podkreślić te słowa :D)


Sky do tej pory uczyła się w domu. Dziewczyna wychowywana jest w dość specyficznych warunkach - w jej domu nie ma telewizora, komputera, bohaterka nie posiada nawet telefonu komórkowego. Dziewczyna została adoptowana i to jej adopcyjna mama wprowadziła tego typu ograniczenia. Sky prowadzi szczęśliwe życie - jej sąsiadka jest jej najlepszą przyjaciółką, niestety dziewczyny mają niezbyt ciekawą reputację, ze względu na to, że lubią spędzać czas z różnymi chłopakami w zaciszach swoich pokoi. Pewnego dnia bohaterka spotyka Deana Holdera - chłopaka, o którym krążą plotki, że był w poprawczaku. Sky nie chce mieć z nim nic do czynienia, ale Holder ją pociąga. Zaczynają spędzać ze sobą dużo czasu i wkrótce wychodzą na jaw mroczne tajemnice z życia dziewczyny.... Czy Sky i Holder stworzą szczęśliwy związek? Jakie sekrety wyjdą na jaw? Dlaczego tytuł powieści to Hopeless i z czym to się wiąże?

Chcę napisać w miarę sensowną recenzję tej książki, ale kiedy tylko sobie pomyślę jakie emocje u mnie wywołała, to w mojej głowie tłoczy się mnóstwo myśli i ciężko mi jest je logicznie uporządkować. Dlatego wybaczcie mi jeśli ta opinia będzie nieco chaotyczna, to wszystko przez tę książkę. Zaczęło się niewinnie - dziewczyna i chłopak spotykają się i zaczynają coś do siebie czuć. Początek nie wskazywał na to, że Hopeless okaże się tak dobrą historią. Im więcej stron było za mną tym większe emocje zaczynały się pojawiać, a za połową książki to już w ogóle istna petarda emocjonalna!


Bohaterowie.... zarówno Sky jak i Holder zostali bardzo dobrze wykreowani, w ogóle to niezbyt często zdarza mi się tak kibicować jakiejś parze literackiej, jak było w ich przypadku. Polubiłam tę dwójkę, z chęcią czytałam o ich dalszych losach. Dialogi w Hopeless są niezwykle naturalne, niewymuszone, rozmowy między głównymi bohaterami były też zabawne, świetnie się dogadywali. Sky i Holder to jedna z najlepszych książkowych par! Bez dwóch zdań!

Colleen Hooover bawi się czytelnikiem w swojej książce. Najpierw wprowadza dość spokojny początek, a potem wrzuca nas w wir wydarzeń, pozwala przeżywać emocje wraz z bohaterami i zaskakuje. Ta historia pokazuje, że nawet w najcięższych chwilach naszego życia, kiedy okazuje się, że wszystko wokół ciebie się sypie, niesamowicie ważne jest wsparcie drugiego człowieka. To piękna i niezwykle wzruszająca opowieść, która skradnie serce niejednemu czytelnikowi. Zmieniłam zdanie na temat tej autorki o 180 stopni. Pokochałam Hopeless, za niesamowite postacie, niebanalną historię, masę emocji, zaskakujące wydarzenia.... No i zafundowałam sobie kaca książkowego....


Jeśli jeszcze nie czytaliście TEJ KSIĄŻKI to zmieńcie to jak najszybciej. Lećcie do księgarni, biblioteki, kogoś kto ma tę powieść i czytajcie! To niezwykła książka, piękna historia miłosna i jedna z lepszych pozycji jakie czytałam. Na pewno o niej szybko nie zapomnę - takich emocji się nie zapomina. Mam nadzieję, że szybko dorwę jeszcze jakąś pozycję od Colleen Hoover i będę się zachwycać równie mocno jak Hopeless. To powieść o nadziei, miłości, przyjaźni, wsparciu, traumatycznych przeżyciach, bliskości.... Po prostu coś wspaniałego. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko jeszcze raz gorąco wam ją polecić i zachęcić do lektury. Warto czytać takie książki.
Udostępnij

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Bez szans - piękna historia z przewidywalnym zakończeniem

O książkach Mii Sheridan słyszałam sporo dobrych opinii. Dawno temu czytałam Calder oraz Eden jej autorstwa i pomimo tego, że niewiele pamiętam z tych książek, to wiem że mi się podobały. Postanowiłam przeczytać kolejną powieść tej autorki i fakt, że Bez szans było dostępne w bibliotece zadecydował o tym, że to właśnie za tę pozycję się zabrałam.


Kyland oraz Ten żyją w biednym, górskim miasteczku, gdzie każdy grosz jest na wagę złota. Pewnego dnia dochodzi do rozmowy między nimi, w nietypowych okolicznościach. Dzień kiedy zamienili ze sobą te kilka słów okaże się przełomowy, od tego jednego momentu ich życie zmieni się o 180 stopni. Tenleigh wraz z siostrą zajmują się swoją chorą mamą. Kyland stracił w wypadku w kopalni właściwie całą rodzinę - z dnia na dzień mierzy się z samotnością i marzy o tym aby wreszcie wyrwać się z miasta. Walczy o stypendium, o które stara się również Ten. Tylko jedno z nich może je zyskać, a tym samym zapewnić sobie bilet do lepszego życia. Kto zdobędzie stypendium? Czy związek Kylanda oraz Ten przetrwa próbę czasu? Czy mają szansę na lepsze życie?

Przeczytałam opis tej książki i właściwie zaraz po tym czułam, że mi się spodoba. Lubię tego typu historie, lubię czytać o ludziach, którzy muszą żyć w cholernie trudnych warunkach i codziennie zmagać się z nowymi problemami, ale mimo wszystko potrafią w miarę normalnie funkcjonować i odnajdują szczęście w najmniejszych drobiazgach. Wciągnęłam się właściwie od samego początku i pochłonęłam tę powieść w jeden dzień - nie mogłam się od niej oderwać!


Autorka ma niezwykły styl - pisze o naprawdę trudnych tematach w sposób lekki, ale zarazem nie umniejsza powagi sytuacji. Przez jej powieść się po prostu płynie, czytelnik nie może się oderwać, a utrudniają to dodatkowo bohaterowie, którzy zostali bardzo dobrze wykreowani. Tenleigh (przyznajcie sami, że to imię jest dziwne :D) oraz Kyland zmagają się z różnymi problemami. Poznajemy historie każdego z nich, z kartki na kartkę dowiadujemy się czegoś nowego, coraz lepiej poznajemy ich charaktery. Mia Sheridan sprawi, że zżyjecie się z bohaterami jej powieści i wspólnie z nimi będziecie stawiać czoła kolejnym wyzwaniom jakie przygotował dla nich los. Istotne jest również to, że zarówno Ten, jak i Keyland dają się lubić i nie irytują, pomimo swoich wad.

W tytule tego posta napisałam o przewidywalnym zakończeniu. Pomimo tego, że Bez szans okazało się wciągającą powieścią, końcowe rozdziały dosyć łatwo przewidziałam. Czułam, że ta książka zakończy się tak, a nie inaczej i nie było to dla mnie zaskoczeniem, że w taki sposób potoczyły się losy bohaterów. Ta końcówka to chyba jedyny minus powieści. W sumie z jednej strony chciałam żeby autorka właśnie tak to wszystko podsumowała, ale z drugiej liczyłam na jakiś zwrot akcji, coś nieprzewidywalnego. Mimo to, i tak uważam, że Bez szans jest naprawdę dobrym romansem i już nie mogę się doczekać innych pozycji od tej autorki, bo teraz mam pewność, że na pewno nie poprzestanę na tej książce i będę chciała poznać inne historie, które wyszły spod pióra Sheridan.


Bez szans to historia o biedzie, olbrzymim uczuciu, miłości, poświęceniu dla drugiej osoby. To powieść o końcach i początkach, o rodzinie, trudnej sytuacji, samotności i bólu z nią związanym, o trudnych wyborach, które decydują o całym życiu. To piękna historia młodych ludzi, którzy pragną zmienić swoją przyszłość. Zdecydowanie nie można przejść obok niej obojętnie, jestem pewna że niejednej osobie się spodoba, że niejedną osobę wzruszy. Jedynym minusem tej książki jest przewidywalne zakończenie, ale w sumie to dobrze, że akurat tak, a nie inaczej to wszystko się skończyło. Na pewno przeczytam inne powieści tej autorki, a Bez szans pozostanie długo w mojej pamięci. Polecam!
Udostępnij

środa, 31 stycznia 2018

Światło, które utraciliśmy, Jill Santopolo | opinia

 Wyobraź sobie, że stajesz przed wyborem - spełnianie marzeń, czy bycie z osobą, którą się kocha? Jedna decyzja może wpłynąć na całe twoje życie, a jej skutki będą odczuwalne przez wiele, wiele lat. Co wybierzesz?

Niekiedy jedna chwila decyduje o naszym dalszym losie.

Światło, które utraciliśmy | Jill Santopolo | 8/10 | wyd. Otwarte

11 września kiedy miał miejsce atak na wieże World Trace Center, Lucy poznała Gabe'a. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, jednak wszystko się zmieniło w dniu kiedy produkowany przez dziewczynę program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Wtedy to Gabe dostaje propozycję wyjazdu na Bliski Wschód, gdzie ma zacząć pracę marzeń. Chłopak podejmuje trudną decyzję o wyjeździe. Czy wyjazd Gabe'a oznacza koniec jego związku z Lucy? Jak będzie wyglądało dalsze życie tych dwojga oddzielonych setkami kilometrów ludzi? Czy pierwsza miłość okaże się również ostatnią?

To właśnie miłość. Sprawia, że człowiek czuje się nieskończony i niezwyciężony, jakby cały świat stanął przed nim otworem. Niestraszne mu żadne przeszkody, a każdy dzień jest pełen cudów.

Ostatnio zmienia się mój gust czytelniczy, gdyż wcześniej nie przepadałam za romansami, a Światło które utraciliśmy zaintrygowało mnie praktycznie zaraz po przeczytaniu opisu. Kiedy tylko zobaczyłam tę pozycje w bibliotece nie wahałam się długo i zabrałam do domu aby ją przeczytać. Po tej książce chyba zacznę czytać więcej romansów, bo jeśli wszystkie są na podobnym poziomie, to bardzo chętnie poznam inne historie tego typu, bo książka pani Santopolo wywarła na mnie bardzo duże wrażenie, a końcówka sprawiła że długo o niej nie zapomnę.

Drogi mają to do siebie, że czasem ponownie się schodzą. Niekiedy los daje nam drugą szansę i pozwala nam wrócić na tę samą ścieżkę.


Średni początek, genialny koniec


Na początku było mi ciężko wgryźć się w tą historię. Jest ona pisana w dość specyficzny sposób. Lucy zwraca się tutaj bezpośrednio do Gabe'a co jest nietypowym sposobem narracji, ale był to ciekawy zabieg. Początkowe rozdziały (które są bardzo krótkie) czytałam niedbale - omijałam niektóre fragmenty, które wydawały mi się mało istotne, albo nudne. Był też moment w którym pomyślałam, że to nie jest historia dla mnie i miałam skończyć czytanie na tych kilku rozdziałach, ale kiedy tylko odkładałam tę powieść na półkę, nabierałam ochoty na kontynuowanie jej, bo miała w sobie to coś i intrygowała mnie, pomimo tego, że nie mogłam się w nią wkręcić. No więc czytałam z uporem dalej i... dotarłam do końca, który był naprawdę nieprzewidywalny i nie mogłam uwierzyć w to co czytam.

Jutro może nastąpić koniec świata. A w następny czwartek może mnie przejechać ciężarówka. Chcę żyć tu i teraz.


Lucy jest bohaterką, którą polubiłam właściwie do samego początku. Ma w sobie to coś co sprawia, że nie sposób właściwie jej nie lubić. Co do Gabe'a - miałam mieszane uczucia, ale koniec końców również go polubiłam. Uczucie jakie jest pomiędzy tą dwójką jest bardzo dobrze opisane - autorka ma niezwykłą wprawę w opisywaniu emocji i uczuć przez co czytelnik jeszcze bardziej wchodzi w świat jaki wykreowała autorka. Styl pisania Santopolo był przyjemny i prosty w odbiorze, dzięki czemu książkę czyta się szybko.

Jeśli możesz komuś pomóc, jeśli potrafisz coś dobrze robić i zmienić świat, to powinieneś działać.


Romans dla osób, które... nie lubią romansów


Jeśli szukacie niebanalnego romansu, który mówi o tym że warto wierzyć w to iż marzenia się spełniają i pokazuje, że poprzez ciężką pracę możemy zajść naprawdę daleko, to zachęcam was do przeczytania Światła, które utraciliśmy. Jest to historia, która was poruszy i wzruszy, nie pozwoli wam się oderwać od czytania, a jeśli tak jak ja rzadko kiedy sięgacie po romanse, to być może zmieni również to, bo jest to jedna z najpiękniejszych książek tego gatunku jakie miałam okazję przeczytać.
Udostępnij

niedziela, 16 kwietnia 2017

Niebezpieczne kłamstwa - recenzja | 100 post! ♥

Tytuł: Niebezpieczne kłamstwa
Autor: Becca Fitzpatrick
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 424
Wydawnictwo: Otwarte

Stella to nie jest jej prawdziwe imię. To nie jest jej prawdziwe życie. Teraz cały jej świat zbudowany jest na kłamstwach.

Estella została objęta programem Ochrony Świadków, po tym jak widziała groźne przestępstwo. Nie jest już bezpieczna, musiała zmienić swoją tożsamość i wyprowadzić się do Thunder Basin w Nebrasce. Musiała zostawić swojego chłopaka oraz porzucić ich plany na przyszłość. Początkowo bardzo niechętnie odnosi się do sytuacji, w której się znalazła, ale później zaczyna coraz bardziej przekonywać się do nowego miejsca. Dzieje się tak za sprawą Cheta, którego poznaje w Thunder Basin. Czy dziewczyna przyzwyczai się do nowego środowiska i zaakceptuje jej los? Czy grozi jej niebezpieczeństwo? Jak wyglądało jej życie przed tym jak była świadkiem przestępstwa?

Niebezpieczne kłamstwa to kolejna książka Beccy Fitzpatrick jaką miałam okazję przeczytać. Wcześniej była jej saga Szeptem, potem Black ice, które bardzo mi się podobało, więc miałam dość wysokie oczekiwania co do tej powieści. No i trochę się zawiodłam.
Główna bohaterka jest cholernie irytująca, zwłaszcza na początku. Jak ona marudziła! Ja wszystko rozumiem - nowa sytuacja, obcy ludzie i środowisko, no ale bez przesady. Ledwo wyszła z domu, a już kręciła na wszystko nosem i nic jej nie pasowało. Zachowywała się jak rozkapryszona pannica, która wiecznie na wszystko narzeka i jest obrażona na cały świat o to, że znalazła się w takiej, a nie innej sytuacji. Potem na szczęście zrobiła się trochę bardziej znośna, ale początek był naprawdę próbą moich nerwów. xD Co do innych bohaterów - Chet był w sumie miłym gościem, ale jakimś takim - nijakim. Typowy kowbojski chłopak, prosty i sympatyczny, ale nie zapadł mi jakoś głęboko w pamięć i po prostu zaginał w tłumie mnóstwa podobnych bohaterów z innych książek. Bardzo polubiłam opiekunkę Stelli - ale wybaczcie mi, bo za nic nie przypominam sobie jej imienia. xD Była to prosta kobieta, taka swojska babka i zyskała sobie moją sympatię tym, że po prostu waliła wszystko prosto z mostu, bez zbędnego owijania w bawełnę.

Niebezpieczne kłamstwa to książka, którą bardzo przyjemnie się czyta - autorka po raz kolejny pisze prostym i lekkim językiem, dzięki czemu niewiele czasu zajęło mi przeczytanie jej książki. Natomiast - niestety - była ona dość nudna. W sumie to nie działo się nic ciekawego - oprócz wspominek Stelli z przeszłości oraz końcówki, która była w miarę trzymająca w napięciu, chociaż i tak mam do niej pewne zastrzeżenia, ale o tym później. Tą książkę po prostu się czyta, czyta i czyta, ale nic odkrywczego nie wnosi ona do naszego życia.
Plusem powieści jest jej klimat. A raczej klimat miasteczka, w którym dzieje się cala akcja. Czytając niektóre fragmenty poczułam się jak na jakimś ranczo, czuć taki swojski i prosty klimacik. Aż zapragnęłam kupić sobie kowbojski kapelusz (nawet znalazłam kapelusz i stwierdziłam, że będzie idealnym dodatkiem do tej książki, więc cyknęłam jej z nim zdjęcie xD), wsiąść na konia (nie umiem jeździć na koniu, ale kowboje kojarzą mi się z końmi i podczas czytania czułam się jak taki trochę kowboj, dlatego chciało mi się na koniu jeździć xD) i jechać gdzieś na jakiś odjechany festyn pełen prażonej kukurydzy i gier z nagrodami. :D (oo - czułam się jak Bailey z Nie ma to jak statek, kto oglądał Disney Channel ten wie o kogo mi chodzi :D)

W książce poruszony jest temat relacji rodzinnych, które w tym przypadku nie wyglądają wcale różowo. Możemy zobaczyć jak ciężkie jest życie z kimś takim jak matka głównej bohaterki, oraz jakie trudności przeżywają członkowie rodziny takiej osoby. Miałam wrażenie, że ta cała sprawa z jej mamą była zbyt prosta i trochę brakowało mi w tym logiki. Podobnie miałam z końcem książki. Końcówka była taka... zbyt banalna. To wszystko skończyło się tak po prostu - bum! i koniec książki. Spodziewałam się jeszcze czegoś więcej, a tu przewracam kartkę i widzę Podziękowania. no i mina mi trochę zrzedła. :/

Niebezpieczne kłamstwa to historia dość nudna oraz przewidywalna. Koniec mi się nie podobał i w sumie trochę się zawiodłam na tej książce. To jedna z tych pozycji, po które sięgamy kiedy nam się nudzi i potrzebujemy chwili relaksu z niewymagającą historią. Jeśli liczycie na coś więcej, to możecie się przejechać, bo to powieść, o której raczej szybko zapomnicie. Jednak posiada świetny, swojsko-kowbojski klimat, dla którego można w wolnym czasie rozejrzeć się za tą pozycją. Czy polecam Niebezpieczne kłamstwa? Hmm... nie była to porywająca lektura od której nie mogłabym się oderwać, ale najgorszy gniot to również nie był. Jest to historia co do której mam mieszane uczucia i musicie sami zdecydować czy chcecie ja poznać. :)

Moja ocena: 6/10
------ 
Na koniec chciałabym Wam bardzo podziękować, za to że jesteście ze mną i czytacie moje wypociny. To już setny post na moim blogu i naprawdę w życiu nie sądziłam, że to kiedyś nastąpi i napiszę aż 100 postów dla Was! Oczywiście nie zrobiłabym tego, gdyby nie wszystkie komentarze i obserwacje, które od Was otrzymuję. Dziękuję! ♥♥♥
Miałam plan, żeby z tej okazji robić cos specjalnego - a mianowicie konkurs. Niestety nie wypaliło - w sumie to jeszcze nie wiem czy konkurs się odbędzie - a bardzo bym chciała żeby się odbył. Mogłabym poczekać jeszcze kilka dni i zobaczyć jak potoczą się sprawy, ale szczerze mówiąc nie chcę aby na blogu wiało pustkami, bo ostatnia notka pojawiła się ponad tydzień temu, więc stwierdziłam, że już trochę czasu minęło i pasuje coś napisać. xD Jednak bardzo możliwe, że w niedalekiej przyszłości pojawi się jakiś konkurs - w sumie wszystko zależy od wydawnictwa, także trzymajcie kciuki. <3

Jeszcze raz dziękuję za każde odwiedziny i zostawione komentarze i życzę Wam Wesołych Świąt Wielkanocnych <3
Udostępnij

wtorek, 7 marca 2017

Fangirl - recenzja

Tytuł: Fangirl
Autor: Rainbow Rowell
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 380
Wydawnictwo: Otwarte

Cath i Wren to siostry bliźniaczki. Obie kochają Simona Snowa czyli głównego bohatera pewnego cyklu książek, który jest czarodziejem. Jednak to Cath ma prawdziwą obsesje na jego punkcie. Jej ulubionym zajęciem i czymś co kocha jest pisanie fanfiction o tym młodym czarodzieju i o jego przyjacielu Bazie. Wren natomiast jest typową imprezowiczką, która każdy wolny weekend spędza w klubach, tańcząc i bawiąc się z przyjaciółmi. Do tej pory bliźniaczki miały wspólny pokój i nie rozstawały się na dłuższy czas. Teraz jednak nadszedł czas colleagu - Wren nie chce już mieszkać z Cath, więc ich drogi się rozchodzą. Czy Cath otworzy się na nowych ludzi i przestanie żyć w świecie fikcji? Nie będzie to jak się okazało, takie trudne za sprawą wiecznie rozgadanego Levi'ego, który stanie się dla dziewczyny kimś więcej.

Wcześniej było dość sporo szumu wokół tej pozycji. Zbierała ona naprawdę pozytywne opinie i czytając je mogłam odnieść wrażenie, że Cath to dziewczyna bardzo podobna do każdej zapalonej książkoholiczki - kocha czytać, ma swojego ukochanego bohatera, którego losy śledzi z zapartym tchem, pisze o tym faceciku fanfiki i ogólnie jest wieeelka jego fanką. Może to brzmieć znajomo dla niektórych z nas (pewnie nawet dla większości) przez co książka wydaje się warta przeczytania. Hmm nie dajcie się zwieść pozorom i opisowi. Ja Klaudia ogłaszam wam z ręka na sercu, że Fangirl wieje nudą, a Cath jest diabelnie denerwująca :D.

Jestem przeciwniczką nadmiernego korzystania z internetu i telefonu. Dziwne? Może, ale uważam że życie to coś więcej niż wpatrywanie się w ekran i ciągłe przeglądanie fejsa, strzelanie super słitfoci i robienie miliardów snapów. Ograniczam korzystanie z komputera do godziny dziennie i w sumie nie potrzeba mi więcej. Ostatnio coraz częściej spędzam na komputerze, telefonie nawet mniej niż tę godzinę. Dobrze mi z tym i zamierzam nawet kiedyś napisać osobny post o tym, więc koniec gadania - czas na konkrety. Bo po co ja to mówię? Otóż Cath - nasza super kreatywna i wcale nie irytująca (pff - taa jasne xD) główna bohaterka praktycznie nie widzi świata bez pisania nowych rozdziałów swojego fanfika przez kilka godzin dziennie. Oprócz tego... w sumie to chyba wszystko co robi dniami i nocami. Nie licząc szkoły oczywiście!  Kiedy wreszcie poznała naprawdę fajnego faceta, który interesuje się nią i bardzo ją lubi, zamiast spędzać z nim najwięcej czasu ile się da... zastanawiała się, w którym rozdziale Baz i Simon wreszcie wyznają sobie uczucie i jak to ładnie napisać. (mam ochotę tłuc głową w ścianę czytając takie coś xD). Cath to osoba nudna, żyjąca w świecie fikcji, zamknięta w sobie i kiedy wreszcie zaczęło się coś dziać miedzy nią a Levim - była o niego cholernie zazdrosna i wiecznie naburmuszona. Serio - walnijcie te babę. xD

Nie myślcie sobie, ze nudna główna bohaterka to tylko jedna wada tej książki. Niee - oprócz niej mamy tu jeszcze nudne rozdziały (tak do kompletu :D) z niepotrzebnymi opisami i fragmentami fanfiction Cath, które po prostu omijałam, bo wcale mnie nie ciekawiły, a wręcz przeciwnie - nie chciało mi się po prostu tego czytać. xD Ooo a propo naszej Cath - ta dziewczyna tak bardzo wkręciła się w życie Simona Snowa, że (spoiler)prawie olała szkołę dla niego (koniec spoileru). Jej siostra bliźniaczka była bardziej ogarnięta, ale jak na mój gust przerysowana i za bardzo się popisywała.

Teraz czas na plusy książki, żeby nie było, że tylko same minusy w tej recenzji się znajdą (aż tak krytyczna to ja nie jestem xDD). Po pierwsze - Levi, który był sympatycznym, troskliwym i zabawnym chłopakiem - aż chciałabym go bliżej poznać. Po drugie - książkę czyta się dość szybko, a styl autorki był całkiem znośny, ale momentami trochę zbyt młodzieżowy i miałam wrażenie że Rowell chciała aby wyszło jak najbardziej naturalnie, a odniosło to odwrotny efekt i wyszło dość sztucznie.

Podsumowując - nie polecam tej książki, bo uważam że nie wniesie ona nic nowego do naszego życia, główna bohaterka była okropna i marudna, a cała opowieść dość nudna. Jednak dla zabicia czasu, fajnego bohatera jakim był Levi oraz na wieczór kiedy nie macie kompletnie co robić, może się nadać. Nie nastawiajcie się jednak na porywającą historię, bo możecie się rozczarować. Ja niestety liczyłam na coś więcej i przeliczyłam się. Szału nie ma. :D

Moja ocena: 5/10
Udostępnij

sobota, 19 listopada 2016

W ramionach gwiazd - recenzja


Tytuł: W ramionach gwiazd
Autor: Amie Kaufman, Megan Spooner
Tom: 1
Cykl: Starbound
Liczba stron: 483
Wydawnictwo: Otwarte

Przeczytałam tą książkę w lipcu, a recenzuję dopiero teraz - brawo ja! xD

Lilac jest córką najbogatszego człowieka w całej galaktyce. Tarver natomiast młodym żołnierzem. Wydawać by się mogło, że ich ścieżki się nie łączą. Jednak dzieje się inaczej. Coś zupełnie nieprawdopodobnego - Ikar, największy, najwspanialszy prom kosmiczny w całej galaktyce, na którego pokładzie znajduje się ta dwójka, rozbija się. Jedyni ocalali to Lilac i Tarver, którzy przeżyli dzięki wiedzy Lilac i umiejętnościom Tarvera. Obydwoje uciekli z upadającego Ikara za pomocą kapsuły i rozbili się na nieznanej im planecie. Wszystko wygląda obco, ale jednocześnie znajomo. Dlaczego planeta jest niezamieszkała? Czy ktoś przybędzie im na ratunek? O co chodzi z tajemniczymi wizjami, które zaczynają ich nękać na planecie?

Zacznijmy od bohaterów! :) Lilac na początku książki była okropnie nieznośna i irytująca. Była idealnym przykładem tego, jak nie należy się zachowywać kiedy zostajesz uwięziony w jednaj małej kapsule z obcym człowiekiem, a potem lądujesz na obcej planecie. Zachowywała się jak rozpuszczona pannica z bogatego domu - ona wie wszystko najlepiej, należy jej bezwzględnie słuchać, bo jak nie... No cóż na bezludnej planecie raczej nie bardzo ma się prawo grozić i straszyć bogatym tatusiem, karą i tak dalej panno LaRoux. Takie zachowanie odstrasza czytelnika od książki, bo kto by chciał czytać o marudnej księżniczce z wielkim ego? Na szczęście, potem Lilac robi się coraz bardziej ogarnięta, a pod koniec jest nawet bardziej ogarnięta niż Tarver. To była wielka przemiana i wyszła wszystkim na dobre.

Przez praktycznie całą książkę byłam święcie przekonana, że imię chłopaka to Traver, aż tu nagle dobrze się wpatrzyłam i przeczytałam Tarver - głupio, tamto imię dużo bardziej mi się podobało. xD Ale oprócz tego dziwnego imienia to był to bardzo ogarnięty chłopak, który nie załamywał się tylko działał. A przede wszystkim myślał. W odróżnieniu do tego co na początku wyprawiała Lilac, Tarver zachował zimną krew i za wszelką cenę starał się przeżyć i ocalić siebie oraz dziewczynę.Potem pewne wydarzenie sprawiło, że trochę się podłamał i nie działał już tak dokładnie jak wcześniej, ale był postacią, której nie mam nic do zarzucenia. Chociaż szczerze mówiąc to jest mi on trochę obojętny, jednak bez niego Lilac by sobie nie poradziła na bezludnej planecie.

W książce rozdziały są przeplatane fragmentami przesłuchania Tarvera co było ciekawym zabiegiem i dostarczało nutki tajemnicy całej opowieści, bo pytania, które podczas przesłuchania padały, były intrygujące i zachęcały do dalszego czytania, aby poznać na nie odpowiedzi oraz okoliczności, w których doszło do zaistniałych sytuacji. Rozdziały są dość krótkie, a styl autorek jest przyjemny i prosty, przez co jeszcze lepiej czyta się książkę.

W ramionach gwiazd to ciekawa i wciągająca historia z wieloma zwrotami akcji oraz zaskakującymi momentami.To jedna z tych książek, których nie odłożysz na długo, bo zawarta w nich historia przyciąga cię do siebie i intryguje. Było kilka wzruszeń i śmiesznych scen, oraz nie obyło się bez wątku romantycznego, który jak dla mnie był okropnie przewidywalny i rozwinął się tak jakoś nagle i szybko. Jednak uważam, że warto rozejrzeć się za tą pozycją, bo jest wciągająca, ciekawa, oraz nie łatwo o niej zapomnieć. Ja bardzo miło spędziłam przy niej czas i nieźle się bawiłam podczas czytania. Polecam! :)

Moja ocena: 8/10

Udostępnij

wtorek, 20 września 2016

Oddam ci słońce - recenzja


Tytuł: Oddam ci słońce
Autor: Jandy Nelson
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 372
Wydawnictwo: Otwarte

Noah i Jude byli nierozłączni, choć z czasem stali się zupełnie różni. On był nieśmiałym i wrażliwym chłopcem z duszą artysty, który wyrażał swoje emocje poprzez malowanie. Ona była szalona, nieustraszona, kochała dobrą zabawę i potajemnie rzeźbiła rzeźby z piasku, tak żeby nikt ich nie widział. Po pewnym czasie ich role odwróciły się. Noah stał się takim jak Jude, a Jude z imprezowiczki, przemieniła się w szarą myszkę, która nosi za duże ubrania i nie rozmawia z ludźmi. Co przyczyniło się do takiej zmiany? Kto namieszał w życiu Noah? Czy relacja bliźniaków będzie taka jak dawniej, a może już do końca będą sobie obcy?

Oddam ci słońce to książka, która pokazuje relacje rodzinne. Tutaj rodzina gra główną rolę, a autorka pokazuje jej siłę i moc. Bo czym byłby człowiek bez najbliższych? Jandy Nelson pokazała czytelnikom, że nigdy nie wiemy co przyniesie nam kolejny dzień. Może to być coś niesamowitego, coś co będziemy wspominać do końca, albo też coś zupełnie przeciwnego - jakaś tragedia, która nami wstrząśnie i zburzy cały nasz świat.

Rodzina Jude i Noah to jedna wielka tajemnica. Tak naprawdę podczas czytania książki nie wiemy, kiedy ktoś mówi prawdę, a kiedy kłamie, dopiero na końcu wszystkie klocki wskakują na swoje miejsce i znamy już rozwiązanie i faktyczny przebieg wydarzeń. Na początku jest niewinnie, ale potem wszystko kumuluje się i przekształca w jedną wielką zagadkę, której rozwiązanie zszokuje wszystkich. W młodszych latach rodzeństwo było nierozłączne i wspierało się nawzajem. Niestety później oboje zaczynają się od siebie oddalać i mieć przed sobą różne sekrety. To pokazuje nam jak wszystko może się zagmatwać kiedy próbujemy sami uporać się z problemami i nie dopuszczamy do siebie innych ludzi. Budujemy niewidzialny mur, który jest coraz wyższy i grubszy wraz z kolejnymi sekretami. Tak było w przypadku Jude i Noah.

Jude to pomysłowa i szalona dziewczyna, która wraz z wiekiem traci pewność siebie i izoluje się od przyjaciół, rodziny i brata. Jako nieustraszona nastolatka niezbyt przypadła mi do gustu i drażniło mnie jej zachowanie. Jednak potem zmieniła się, wydoroślała i mimo, że dalej była trochę fiśnięta (xD) totalnie zmieniłam swoje podejście co do niej. Noah natomiast był cichy i skryty aż pewne wydarzenie zmieniło go na zawsze i stał się kimś kim nigdy nie chciał być. To typowa słodko-gorzka postać, bo raz go lubiłam, a za kolejnym razem nie darzyłam go sympatią.

Książka jest naprawdę warta uwagi i choć momentami trochę przynudza, a początkowe rozdziały z perspektywy Noah mogą się dłużyć, to i tak ją polecam. To dojrzała opowieść pisana z perspektywy zarówno Noah, jak i Jude, dzięki czemu możemy poznać punkt widzenia każdej z tych postaci oraz sekrety i tajemnice, jakie zna tylko ona. Jeśli poszukujecie czegoś co zapadnie Wam w pamięć i będzie wymagało trochę refleksji - Oddam ci słońce, będzie idealną pozycją. Bo czasem trzeba oderwać się od banalnych historii, albo utartych schematów z trójkącikami miłosnymi, i przeczytać coś przy czym będziemy musieli się trochę zastanowić i pomyśleć. Polecam!

Moja ocena: 9/10
Udostępnij

sobota, 27 sierpnia 2016

Pandora - recenzja

 
Tytuł: Pandora
Autor: Mike Carey
Tom: 1
Cykl:
Liczba stron: 414
Wydawnictwo: Otwarte

Szara cela bez okien i z jednym obrazkiem, łóżkiem oraz wózkiem, do którego jest wiązana to cały jej świat. Jej jedyną rozrywką są lekcje z ukochana nauczycielką - panią Justineau, na które z niecierpliwością czeka. Nie może się sama poruszać - no chyba, że po swojej małej celi, a na lekcje wożona jest wózkiem, do którego zostaje przywiązana przez jednego z żołnierzy, podczas gdy drugi celuje do niej z pistoletu. Poznajcie dziesięcioletnią Melanie i wkroczcie do jej świata.

A świat ten jest okropnym miejscem, ponieważ wszędzie wokół wałęsają się Głodni - osoby zarażone wirusem, które zachowują się jak zwierzęta. Nielicznym udało się przetrwać i poszukuję oni lekarstwa dla ludzkości na paskudy wirus. Zegar tyka - Głodnych przybywa, ale jak się okazuje nie są oni jedynym zagrożeniem dla ocalałych. Jaką rolę w tym wszystkim zagra Melanie? Co się stanie z jej ukochaną nauczycielką? Czy uda się wynaleźć lekarstwo?

Udostępnij

środa, 20 lipca 2016

Maybe someday - recenzja


Tytuł: Maybe someday
Autor: Colleen Hoover
Tom: 1
Cykl: Maybe
Liczba stron: 363
Wydawnictwo: Otwarte

Sydney właśnie wylądowała na ulicy. A jeszcze kilka chwil wcześniej przywaliła byłej najlepszej przyjaciółce i chłopakowi.  Z pomocą przychodzi jej Ridge, który mieszka naprzeciwko. Co wieczór spotykali się z Sydney, każdy na własnym balkonie. Ona słuchała jego muzyki, którą grał na gitarze i pisała do niej piosenki. Dziewczyna nie ma pojęcia o tym, że znajomość z Ridge'm zmieni jej życie na zawsze. A piosenki, które wkrótce zaczną razem tworzyć, będą niezwykłe i pełne pasji. Jak potoczą się ich losy? Czy uda im się być ze sobą? Jaka jest historia Ridge'a?

Udostępnij

czwartek, 9 czerwca 2016

Czerwona królowa - recenzja


Tytuł: Czerwona Królowa 
Autor: Victoria Aveyard
Tom: 1
Cykl: Czerwona Królowa
Liczba stron: 478
Wydawnictwo: Otwarte 

Mare Barrow żyje w świecie, gdzie społeczność dzieli się ze względu na kolor krwi. Srebrni czyli arystokraci, najważniejsi urzędnicy, posiadacze niezwykłych i dziwnych mocy, traktowani są jak bogowie. Natomiast Czerwoni (czyli między innymi Mare) służą państwu jako tania siła robocza, wykonują ciężkie prace i większość obowiązków oraz posyłani są na długoletnią wojnę, z której rzadko kiedy wracają żywi. Pewnej nocy kiedy dziewczyna okrada ludzi w karczmie po to, aby przeżyć, przytrafia się coś niezwykłego. Od tej chwili jej życie ma zmienić się na zawsze, a ona odkrywa, że nie do końca zna samą siebie.

Udostępnij

środa, 23 marca 2016

Tajemny Ogień - recenzja




Tytuł: Tajemny ogień
Autor: C.J Daugherty, Carina Rozenfeld
Tom: 1
Cykl: Tajemny ogień
Liczba stron: 380
Wydawnictwo: Otwarte

Sacha Winters mieszka we Francji. Podczas swoich szesnastych urodzin dowiedział się, że ciąży nad nim klątwa (wspaniały prezent, nie ma co :D). W dniu swoich osiemnastych urodzin umrze, ale do tego czasu nic i nikt nie może go zabić.
Taylor Montclair mieszka w Anglii, jest wzorową uczennicą, ma najlepszą przyjaciółkę Georgie i chłopaka - Toma. Jest zwyczajną nastolatką. Pewnego dnia jej nauczyciel namawia ją do udzielenia korepetycji Sachie (nie mam pojęcia jak odmienić to imię :D). To początek nowej, niebezpiecznej przygody. Okazuje się bowiem, że Taylor posiada wielką moc i tylko ona może ocalić chłopaka.

Udostępnij

poniedziałek, 1 lutego 2016

Black ice - recenzja






Tytuł: Black ice
Autor: Becca Fitzpatrick
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 446
Wydawnictwo: Otwarte

Britt i Korbie wyjeżdżają w góry. Britt dokładnie zaplanowała całą podróż i już nie może się doczekać wyjazdu. Razem z dziewczynami jedzie starszy brat Korbie, a zarazem były chłopak Britt. Dziewczyny jadą samochodem, kiedy zaczyna się ogromna zamieć śnieżna. Muszą wyjść i poszukać schronienia. Natrafiają na góralską chatkę, w której zastają dwóch przystojnych mężczyzn. Zapowiada się ciekawy wieczór. Niestety sprawy przybierają zły obrót. Britt i Korbie zostają zakładniczkami. Dodatkowo okazuje się, że w górach grasuje morderca. Zaczyna się walka o przetrwanie, a góry potrafią być zdradliwe.
Udostępnij
Designed by Blokotek. All rights reserved.