Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2/10. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 października 2018

No i znowu się zawiodłam.... | Krwawy księżyc


Sięgając po Krwawy księżyc oczekiwałam wciągającego thrillera, przy którym poczuję dreszczyk emocji i najzwyczajniej w świecie - spędzę przyjemnie czas. Liczyłam na nietypową i oryginalną opowieść... No i niestety spotkało mnie rozczarowanie...

Victoria i Thomas są małżeństwem pisarzy. Prowadzą spokojne, szczęśliwe życie... do czasu gdy Thomas oznajmia żonie, że planuje napisać kryminał o Księżycowym Zabójcy, który zabija podczas gdy na niebie pojawia się Krwawy Księżyc. Od tego czasu kobieta odczuwa niepokój, którego nie jest w stanie wyjaśnić, zaczyna też miewać dziwne sny - przerażające koszmary. Po wydaniu książki Toma, w mieście pojawia się zabójca, który naśladuje postać stworzoną przez Thomasa. Kto jest mordercą? Dlaczego Victorię dręczą koszmary?


W ostatnim czasie mam pecha do książek. Zabieram się za jakąś pozycję, która zapowiada się bardzo obiecująco, a potem okazuje się, że w moich oczach okazuje się kompletnym niewypałem. No i niestety tak było również w przypadku Krwawego Księżyca. Najbardziej mnie wkurza, kiedy wyrobię sobie w głowie jakiś tam obraz danej historii, na podstawie przeczytanego opisu i postawię dość wysoko poprzeczkę, a potem ze strony na stronę, czuję coraz większe rozczarowanie.... To taki kubeł zimnej wody wylany na głowę czytelnika - liczysz na coś fajnego i spotyka cię zawód....

Pierwsze kilka stron zapowiadały się naprawdę obiecująco, chociaż od samego początku dało się zauważyć specyficzny styl pisania autorki. I szczerze powiedziawszy, to nawet nie potrafię wam powiedzieć na czym tak do końca polega ta specyficzność. Było tak jakbyśmy siedzieli w głowie głównych bohaterów i mieli przed oczami ich myśli. Autorka nie bawiła się w zbędne opisy miejsc, czy też bohaterów - skupiła się głównie na ich przemyśleniach. Bardzo często przez taki zabieg w Krwawym Księżycu pojawiał się mały chaos - natłok myśli postaci, w których niejednokrotnie się gubiłam.


Akcja toczy się szybko, czasem trochę za szybko. W pewnych wątkach autorka - moim zdaniem - chciała szokować czytelnika, budzić strach, niepokój, jednak miałam wrażenie, że wszystko zostało przedstawione w sposób przerysowany, który zamiast budzić we mnie wyżej opisane emocje, sprawiał że czułam obojętność, często też znudzenie. Miałam problem ze zrozumieniem tej historii - sama szczerze nie wiem jakie były motywy działań bohaterów, dlaczego stało się to co się stało, jaki to wszystko miało sens - według mnie sensu i logiki w tej historii było raczej niewiele....

Krwawy księżyc to niezwykle specyficzna pozycja, napisana w oryginalny sposób - styl autorki jest naprawdę niecodzienny. Niestety całość mnie nie zachwyciła, często byłam zdezorientowana, akcja toczyła się szybko - za szybko. Zamiast przerażenia, czułam znudzenie, chciałam jak najszybciej skończyć tę książkę byle tylko zabrać się za coś innego. To zdecydowanie jedna z najdziwniejszych powieści jakie miałam okazję czytać, na pewno szybko o niej zapomnę i spokojnie mogłam się bez niej obejść - niestety skusiłam się bardzo ciekawym i zachęcającym opisem.... I spotkała mnie niemiła niespodzianka. Niestety nie mogę wam polecić tej książki - była dziwna, nudna i po prostu słaba.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Kobiece :)

Udostępnij

poniedziałek, 10 września 2018

7 spotkanie z Johnem Green'em | Żółwie aż do końca

Z książkami Johna Greena mam tak, że albo je kocham, albo nienawidzę. I tak Gwiazd naszych wina należy do jednej z moich najbardziej ulubionych książek, Szukając Alaski czytałam dwa razy i bardzo mi się podobała ta historia, natomiast przez 19 razy Katherine ledwo przebrnęłam, Will Grayson, Will Grayson był dla mnie dość nudny i męczyłam się podczas czytania, opowiadania z powieści W śnieżną noc praktycznie nie pamiętam, a Papierowe miasta były takie średnie. Z racji tego, że przeczytałam 6 z 7 pozycji Greena, które ukazały się w Polsce stwierdziłam, że muszę się zabrać za Żółwie aż do końca i tym samym mieć za sobą wszystkie jego powieści. No i jak wypadła jego najnowsza książka? Ano tak sobie...


Aza Holmes cierpi na zaburzenia psychiczne. Dziewczyna boi się zarazków, a najbardziej clostridium difficile, czyli bakterii, która może doprowadzić do śmierci. Aza ma pewien tik nerwowy - regularnie rani się w palec, co skutkuje tym, że ciągle ma go opatrzonego plastrem i dorobiła się na nim blizny. Pewnego dnia okazuje się, że miliarder Russell Pickett zaginął, a na znalazcę czeka bardzo wysoka nagroda. Początkowo Aza nie chce się mieszać w tę sprawę, ale po namowach przyjaciółki Daisy zmienia zdanie. Dziewczyny próbują znaleźć Picketta, a pomóc im w tym ma znajomość Azy z synem miliardera Davisem. Jak potoczy się ta historia? Czy Aza pozbędzie się swoich lęków? Gdzie jest Pickett?

Żółwie aż do końca to dość... męcząca książka. Niewiele się tam dzieje, główna bohaterka jest irytująca, a jakby tego było mało, historia Azy dłuży się.... Zabrałam się do czytania z zapałem, byłam ciekawa jak tym razem wypadnie John Green, no i od dłuższego czasu chciałam przeczytać jego najnowszą powieść. No i niestety, zaliczam ją do grona słabych powieści. Podczas czytania oczy mi się same przymykały, przewracałam kartki tak w sumie od niechcenia i jedyne co mnie powstrzymywało od odłożenia tej książki na półkę to tajemnicze zaginięcie Picketta.


Skoro mowa o tym zaginięciu... Wydawać by się mogło, że będzie to jeden z ważniejszych wątków tej historii, a miałam wrażenie, że został on poprowadzony byle jak. Na początku była o nim wzmianka, to dzięki temu zaginięciu rozpoczęła się cała ta opowieść, a jednak im więcej kartek było za mną, tym bardziej autor spychał ten wątek na dalszy plan, a potem wyjawił całą tajemnicę zaginięcia w zaledwie kilku słowach... Liczyłam na lepsze rozwinięcie tej kwestii, no i cóż - pozostało tylko rozczarowanie - coś co zapowiadało się ciekawie i zachęciło mnie do sięgnięcia po tę książkę, było potrzebne tylko do tego, aby jakoś fajnie zacząć historię Azy. Potem trzeba było szybko rozwiązać zagadkę, żeby czytelnik był zadowolony i to tyle.

Aza to cholernie denerwująca bohaterka. Okej - dziewczyna ma chorobę psychiczną, ale jej zachowanie było niezwykle irytujące i ciężko mi było przebrnąć przez Żółwie aż do końca, czytając o tych wszystkich rozmyśleniach i dziwactwach głównej bohaterki, które tylko i wyłącznie działały mi na nerwy. Syn zaginionego miliardera - Davis, to postać bardzo nijaka. To jedna z takich, o których przeczytasz i szybciutko zapomnisz. Nawet nie pamiętałam jego imienia, dopiero lubimy czytać mi pomogło sobie przypomnieć.


Jeśli jesteście fanami twórczości Greena to być może, spodoba wam się jego najnowsza powieść. Jeśli miałoby to być wasze pierwsze spotkanie z tym autorem to odradzam, bo możecie się skutecznie zrazić do niego. Dla mnie Żółwie aż do końca były wyjątkowo nudną, męczącą powieścią, podobnie jak 19 razy Katherine, czy Will Grayson, Will Grayson. Nie mogę wam polecić tej powieści, absolutnie nic z niej nie wyniosłam, a tylko się irytowałam. Zdecydowanie szkoda czasu na takie książki...

Udostępnij

sobota, 11 sierpnia 2018

Książka, w której nienormalne staje się normalne...

Nie planowałam czytać tej książki. Nawet o niej nie słyszałam. Po prostu pewnego dnia kiedy odwiedziłam bibliotekę stała sobie dumnie na regale i przyciągnęła mój wzrok, więc stwierdziłam "czemu nie?" i wypożyczyłam sobie Śpiew kukułki. Ilość absurdów w tej pozycji przewyższa chyba nawet Narzeczoną księcia. To wyjątkowo dziwna historia...


Dziesięcioletnia Triss budzi się i czuje, że coś jest nie w porządku. Jak się później okazuje dziewczynka wpadła do jeziora, wcześniej często chorowała i spowodowało to pogorszenie jej stanu zdrowia. Na początku niewiele pamięta, ale z czasem wspomnienia wracają. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że każdego poranka budzi się z liśćmi we włosach i gałązkami w łóżku, przeraża swoją siostrę i czuje ogromny głód. A jeszcze dziwniejsze jest to, że po pewnym czasie zamiast łez, z oczu lecą jej pajęczyny.... Dziewczynka postanawia odkryć co się z nią dzieje. Trafia na trop człowieka, którego nazywają Architektem, i który może mieć związek ze śmiercią brata Triss....

Książka zapowiadała się obiecująco. Początek mnie wciągnął i czułam, że może to być naprawdę dobra, oryginalna historia. Niestety im więcej stron było za mną, tym bardziej malało moje dobre zdanie o tej pozycji. Coraz więcej absurdów, coraz głupsze wątki i w pewnym momencie stwierdziłam, że mój mózg nie przyjmie ani odrobiny więcej tych bzdur - myślałam, że zakończę swoją przygodę z tą książką gdzieś w połowie, ale nie mogłam zasnąć w nocy, a tylko to miałam pod ręką, więc stwierdziłam że może szybciej zasnę czytając Śpiew kukułki i tak rozdział po rozdziale, strona po stronie skończyłam tę książkę.


Ale! Nie myślcie sobie, że skrupulatnie czytałam każde słowo - co to to nie. Niektórych rozdziałów nie czytałam praktycznie w ogóle - przebiegłam wzrokiem po pierwszych kilku zdaniach, po czym przewracałam kartki zatrzymując się przy dialogach, albo pod koniec rozdziałów. Wydaje mi się, że jakby to wszystko zliczyć to wszystkich nieprzeczytanych przeze mnie stron uzbierało by się dość sporo. I tak jestem z siebie dumna, że poświęciłam tyle czasu na tę książkę, i że w ogóle ją jako tako skończyłam. Uważam to za niezły wyczyn. :D

Nie jeden raz na milion procent śniło wam się pewnie coś wyjątkowo głupiego i nierealnego. Mam wrażenie, że Śpiew kukułki to taki trochę sennik autorki, która opisała w nim wszystkie swoje najbardziej odjechane i pokręcone sny i dodała do tego jakąś fabułę, żeby wszystko w miarę trzymało się kupy. Gadające ptaki, dziwaczni ludzie, zatrzymywanie się między życiem, a śmiercią, jedzenie naprawdę dziwnych rzeczy, dziewczyna płacząca łzami.... To - uwierzcie mi - jest tylko mały ułamek wszystkich absurdów tej powieści, ale nie chcę wam ich zbyt dużo zdradzać, bo unikam spoilerów kiedy piszę o książkach. Czytałam to wszystko i tylko przewracałam oczami. Autorka potrafiła zaskakiwać. Zaskakiwała mnie kolejnymi głupimi wątkami i kiedy myślałam, że więcej bzdur już nie ma prawa znaleźć się w tej książce, to pani Hardinge wyskakiwała z kolejnymi.


Jeśli lubicie tego typu powieści - takie, w których nienormalne staje się normalne, a normalne nienormalne to śmiało możecie się zabierać za Śpiew kukułki. Jeśli nie przeszkadza wam olbrzymia ilość absurdów to śmiało możecie czytać. Nie da się nie przyznać, że ta powieść jest oryginalna i na swój sposób zapada w pamięć, ale niestety wymęczyłam się przy niej jak przy żadnej innej. Po prostu za dużo było tego wszystkiego - nie wiem może autorka myślała, że wrzuci czytelnika w wir wydarzeń, że im więcej nonsensów tym lepiej i ciekawiej - dla mnie było tego po prostu za dużo. Początek zapowiadał się naprawdę fajnie, a wyszło coś dziwnego, głupawego i nudnego. Miało być przyjemnie i fajnie - nie było. A może ja po prostu nie rozumiem tej książki, może ma ona jakiś przekaz, ale go nie dostrzegłam?

Czytaliście? Co sądzicie?
Udostępnij

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Miało być fajnie. Nie wyszło | Srebrna dziewczyna - Leslie Pietrzyk

Dzisiejsza recenzja nie będzie pozytywna. Książka, o której za chwilkę wam opowiem wynudziła mnie okropnie, styl autorki był strasznie ciężki, a bohaterowie irytujący. Czytanie Srebrnej Dziewczyny nie było przyjemnym doświadczeniem i już nie mogłam się odczekać aż skończę tę książkę.


Główna bohaterka książki studiuje w Chicago. Pochodzi z małego miasteczka i teraz musi zmierzyć się z życiem w wielkim mieście. Z czasem zaprzyjaźnia się z Jess, która jest jej zupełnym przeciwieństwem - bogata, ładna, popularna, ma powodzenie u chłopaków. Główna bohaterka jest dziewczyną biedną, dla której liczy się każdy grosz, jest przeciętną studentką, dość spokojną i nieśmiałą. Jak rozwinie się przyjaźń dziewczyn? Czy główna bohaterka poradzi sobie w dużym mieście? Kim jest tytułowa Srebrna Dziewczyna?

Srebrna Dziewczyna to powieść, która zaintrygowała mnie swoim opisem - "Jeśli chcesz wreszcie przeczytać książkę „o czymś”, szczerą, trudną opowieść, miejscami wgniatającą w fotel; książkę, którą pokochasz albo nie, ale której na pewno długo nie zapomnisz – właśnie trzymasz ją w ręku." Po przeczytaniu tych słów strasznie się nakręciłam na powieść pani Pietrzyk i z postawioną wysoko poprzeczką zabrałam się do czytania. Pełna zapału i energii chciałam poznać tę historię, ale z każdą stroną ta energia malała i męczyłam się podczas lektury. W końcu doszło do tego, że w pewnym momencie przysypiałam. Ehh autorka ma ciężki styl i zanudza, a historia jaką stworzyła ciągnie się jak flaki z olejem.


Główna bohaterka książki ani razu nie została nazwana z imienia i nazwiska - nie znamy jej tożsamości. Znamy natomiast jej przyjaciółkę, a zarazem współlokatorkę - Jess, która była chodzącą irytacją i rozkapryszoną dziewuchą. Wyjątkowo denerwował mnie sposób w jaki powieść została napisana - ciągle były jakieś przeskoki czasowe - najpierw akcja rozgrywała się podczas pierwszego roku studiów, a w następnym rozdziale był to już trzeci rok, kilka stron dalej znów cofaliśmy się wstecz, a następnie przenosiliśmy się gdzieś w okolice lata, wakacji. I tak w kółko. Nie było tutaj żadnej chronologii i diabelnie mnie to denerwowało, bo nie potrafiłam sobie tego wszystkiego uporządkować w głowie i w sumie to sama już nie wiem co kiedy się wydarzyło. I szczerze to mało mnie to obchodzi.

"Dawno nie było tak głębokiej i zarazem tak przerażającej książki. Dawno nikt nie pokazał tak wielkich ran, które nigdy się nie zabliźniły." To kolejne słowa z opisu książki. Kolejne jakie mnie zachęciły do czytania. Kolejne słowa przez które wysoko postawiłam poprzeczkę tej książce. Może po prostu za dużo oczekiwałam? Ale trudno nie mieć wysokich wymagań kiedy czyta się tak zachęcający opis. Może gdyby nie te słowa, to nie odczuwałabym teraz takiego rozczarowania.  Niestety Srebrna dziewczyna to powieść przy której się wynudziłam, kompletnie nic z niej nie wyniosłam i marzyłam żeby jak najszybciej doczytać ją do końca i nie tracić już więcej czasu. Liczyłam na to, że może jeszcze nastąpi jakiś nagły zwrot akcji, coś co pozwoli mi zmienić zdanie o tej pozycji. Ha! Kolejne rozczarowanie - nic takiego nie nastąpiło.


Zazwyczaj staram się szukać jakiś jasnych stron, plusów i tak też było w tym przypadku. Na pewno na korzyść tej książki przemawia śliczna okładka, na którą mogłabym się patrzeć i patrzeć (w tym przypadku idealnie sprawdza się powiedzenie - nie oceniaj książki po okładce). Drugi i ostatni plus jaki znalazłam to oryginalność. Powieść Pietrzyk ze względu na chociażby główną bohaterkę, której tożsamości nie poznajemy, jest dość oryginalna, no i ma swój specyficzny klimat. Nie zmienia to jednak zdania, że czytanie jej szło mi wyjątkowo ślamazarnie i po prostu męczyłam się podczas lektury. A akcji właściwie nie było.

Powieść Leslie Pietrzyk znajdzie się w czołówce najgorszych książek jakie miałam okazję przeczytać w tym roku. Styl autorki był cholernie ciężki, pojawiało się sporo długich opisów, przemyśleń głównej, nienazwanej bohaterki, która irytowała mnie swoim zachowaniem. Ciągłe skakanie - raz w przeszłość, raz w przyszłość było okropnie denerwujące i utrudniało czytanie, które i bez tego było ciężkie. Dawno się tak nie nudziłam w trakcie czytania i dawno też nie byłam tak rozczarowana. Jednak muszę się zgodzić ze stwierdzeniem z opisu, że długo nie zapomnę tej pozycji - bo na pewno będę pamiętać tą niekończącą się nudę, która towarzyszyła mi podczas czytania. Miało być fajnie. Nie wyszło.


Ze egzemplarz dziękuję wydawnictwu IUVI :)



Udostępnij

poniedziałek, 5 marca 2018

Najgorsza bohaterka książkowa? | Srebrny łabędź, Amo Jones | opinia

Srebrny łabędź to książka, która wpadła mi w oko jeszcze w styczniu podczas przeglądania lutowych zapowiedzi. Kiedy tylko zobaczyłam tę śliczną okładkę i ciekawy opis, bardzo chciałam ja przeczytać. Teraz kiedy jestem już po lekturze, czuję się rozczarowana i troszkę zniesmaczona. 

Srebrny łabędź | Amo Jones | 2/10 | wyd. Kobiece

Kiedy matka Madison Montgomery dokonuje zabójstwa, po czym pozbawia się życia, świat nastolatki wywraca się do góry nogami. Dziewczyna pochodzi z bardzo zamożnej rodziny i po jakimś czasie jej ojciec żeni się ponownie, po czym przeprowadzają się, a Madison trafia do szkoły prywatnej w zupełnie nowym miejscu. Stopniowo zawiera nowe przyjaźnie, ale wpada też w oko pewnej elitarnej grupie - Elite King’s Club. Chłopaki rozsiewają wokół siebie aurę tajemniczości, a nawet grozy. Dlaczego są tak zainteresowani Madi? Czy dziewczyna rozwiąże zagadki, które krążą wokół tej grupy?

Dużo wulgaryzmów


Na samym początku zaznaczę, że Srebrny łabędź to absolutnie nie jest książka dla młodszych, albo wrażliwszych czytelników, ze względu na dużą ilość wulgaryzmów, brutalności i erotyzmu. Przyznam się szczerze, że podczas czytania, kilka razy byłam naprawdę zniesmaczona zachowaniem głównej bohaterki, słownictwem jakim posługiwali się bohaterowie, albo niektórymi scenami opisywanymi przez autorkę. Było to po prostu niesmaczne i miałam ochotę zamknąć książkę, schować gdzieś głęboko w szafie (co nawet zrobiłam :D) i już nigdy więcej do niej nie wracać. Ale...


...ale po upewnieniu się, że Srebrny łabędź spoczywa dobrze schowany w najczarniejszym zakamarku mojej szafy, pomyślałam sobie, że może by tak warto dać tej książce jeszcze jedną szansę i spróbować przymknąć oko na tą całą masę wulgaryzmów, okropne zachowanie Montgomery (o czym będzie osobny akapit trochę niżej) oraz niektóre sceny opisywane w niesmaczny i ordynarny sposób. Tak więc po dłuższym namyśle wyciągnęłam Srebrnego łabędzia z powrotem aby ujrzał jeszcze raz światło dzienne i kontynuowałam lekturę.

Tajemnice, sekrety, zagadki...


Teraz jak tak o tym myślę, to wydaje mi się, że głównie za sprawą niekończącej się ilości zagadek, tajemnic i pragnieniu odkrycia tego o co trak właściwie chodzi w całej tej historii, dałam tej powieści drugą szansę. Bo musicie wiedzieć, że autorka sypie tajemnicami i niedopowiedzeniami właściwie od początku książki. Najlepsze jest to, że po jej zakończeniu, dalej nie wiem o co w tym wszystkim chodziło i dlaczego Elite King’s Club było tak tajemniczą i elitarną grupą, o której krążyło mnóstwo plotek, ale tak właściwie nic dokładniejszego nie było wiadomo o jej członkach. Liczyłam na to, że przynajmniej część zagadek z tej powieści zostanie rozwiązanych, że autorka rzuci trochę światła na niektóre wątki, a tu... nic. Zero wyjaśnień, tylko kolejne zagadki. Irytujące uczucie, bo można było odnieść wrażenie, że pani Jones sądzi, iż wiemy co siedziało w jej głowie w czasie pisania książki więc nie będzie marnowała papieru na niepotrzebne według niej wyjaśnienia.


A nagroda dla najgłupszej książkowej bohaterki wędruje do...


Kwestia fabularna mniej więcej poruszona, przejdźmy zatem do naszej WSPANIAŁEJ głównej bohaterki Madison, bo wyżej obiecywałam wam osobny akapit poświęcony na tę wyjątkową postać. Tak irytującej, infantylnej i głupiej bohaterki dawno nie spotkałam. Sadzę, że jeśli kiedyś stworzę ranking na najgorsze damskie postacie (hmm - całkiem niezły pomysł, tak swoją drogą) to nasza Madi dostanie (nie)zaszczytne pierwsze miejsce. O ile na początku książki zachowywała się w miarę przyzwoicie, o tyle im bliżej końca, tym bardziej nieznośna się robiła. Ta dziewczyna nie miała żadnego szacunku do siebie samej. Kurde - ona wskakiwała do łóżka każdemu chłopakowi, który miał na to ochotę, wliczając w to bohaterów, którzy jej grozili, byli wobec niej brutalni i otwarcie nią pogardzali. Kiedy było już po wszystkim biedulka użalała się nad sobą twierdząc, że została wykorzystana jak zabawka... po czym wskakiwała do łóżka kolejnemu facetowi. Madison - ależ ty jesteś zajebista! -,-

Wciągająca fabuła, ale nic poza tym


Srebrny łabędź to powieść, w której znajdziecie naprawdę dużo wulgaryzmów, scen erotycznych (które były niezbyt subtelnie opisane), bohaterkę, która swoją głupotą i brakiem szacunku do siebie bije wszelkie rekordy, elitarną grupę, której członkowie to chamscy nastolatkowie, którzy myślą że dosłownie wszystko im wolno, oraz pełną nierozwiązanych zagadek fabułę, która - trzeba to przyznać - mimo tych wszystkich wad była dosyć wciągająca. Na plus tej pozycji może być fakt, że czyta się ją naprawdę szybko i potrafi czytelnika wciągnąć (bo liczy się na to, że w końcu poznamy rozwiązanie przynajmniej części zagadek), a autorka ma prosty styl co tylko ułatwia czytanie. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego i cóż - jestem rozczarowana. Może drugi tom będzie lepszy, ale chyba nie mam ochoty na kolejne spotkanie z Madison i skończę swoją przygodę z twórczością pani Jones na pierwszym tomie jej serii. Mówi się trudno! :)

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Kobiece!  

Udostępnij

wtorek, 18 lipca 2017

Zła krew - opinia | KOŃKURS

Tytuł: Zła krew
Autor: Sally Green
Tom: 1
Cykl: Zła krew
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Uroboros

Natan jest owocem zakazanego związku czarodziejki i czarownika. Jest w połowie biały, a w połowie czarny. Jego ojciec to najbardziej znany czarownik na świecie - nazywa się Marcus. To nie przynosi mu popularności wśród białych, z którymi mieszka oraz wychowuje się. Natan jest prześladowany - bicie i poniżanie to jedne z najbardziej łagodnych rzeczy jakie go dotykają w codziennym życiu. Kiedy wydaje się, że wszystko zaczyna się normować, nadchodzi niespodziewany cios, który dotknie Natana jeszcze bardziej niż wszystko co do tej pory przeżył. Czy chłopak ma szansę na normalne życie? Czy odnajdzie ojca? I o co chodzi z trzeba darami, które ma otrzymać w wieku 17 lat?

Zła krew to książka, która dość długo stała na mojej półce i wreszcie (za sprawą trzeciego zadania Bookathonu) doczekała sie przeczytania. Kiedy dopasowywałam ja do kategorii "Zła książka", miałam na myśli słowo "zło", które występuje w tytule, a nie sam fakt, że jest ona po prostu zła (mam nadzieję, że to zdanie nie wyszło jak masło maślane xD). Liczyłam na fajną książkę osadzoną w świecie magii i trochę podobną do Harry'ego, którego kocham, kocham, kocham x1000. No i moi kochani - zawiodłam się. I to bardzo.
Mimo iż rodziały tutaj są krótkie, to czesto miałam tak że trudno mi było dotrwać do kolejnego, przez monotonność i nudę. Bohaterowie nie wywarli na mnie jakiegoś więskszego wraażeni - byli po prostu zwyczani, płascy, czytałam już wiele książek z podobnymi postaciami, tak że te tutaj nie zapadły mi w pamięć. Początek zapowiadał się obiecująco i zainteresował mnie. Liczyłam na dużo akcji i jej zwrotów, no i niestety się przeliczyłam.

Wiele razy omijałam przydługie fragmenty opisów, albo dialogi, które kompletnie mnie nie interesowały. Szczerze mówiąc to nie wiem dlaczego ta książka ma aż 400 stron, spokojnie można by wszystko poskracać do mniejszej objętości. Pierwsze kilka stron było naprawdę obiecujące, ale potem robiło sie coraz nudniej i nudniej, a na końcu wyszły flaki z olejem zamiast dreszczyka emocji jaki zwykle dostajemy pod koniec książek fantasy. Tutaj końcówka absolutnie mnie nie porwała, wręcz przeciwnie - była dość przewidywalna i tak samo nudna jak pozostałe 3/4 książki.
Autorka nie wywołała u mnie żadnych emocji - czytałam jej powieść właściwie tak z automatu, odliczając strony do końca i omijając spory kawał tekstu. Liczyłam że szybko się z nią uporam, ale czytanie tej książki nie było przyjemne - robiłam to tylko po to żeby sprawdzić czy akcja jakoś się rozwinie, co się stanie na końcu. Teraz wiem, że trzeba było rzucić to w cholerę i zająć się czymś innym. No cóż - nie potrafimy przewidywać przyszłości. Tutaj ta umiejętność by mi się przydała, przynajmniej nie męczyłabym się z tą pozycją.

Piszę tą opinię kilka dni po skończeniu czytania i szczerze wam powiem, że w sumie to już nie bardzo pamiętam o czym ta książka właściwie była. Nie potrafię sobie też przypomnieć niektórych imion jakie tu się pojawiały. To chyba dowodzi, że ta lektura była kompletną stratą czasu. Nie polecam wam Złej krwi - uwierzcie są książki, które dużo bardziej wam się spodobają niż ta. Wiem że na pewno już nigdy jej nie przeczytam i odłożę gdzieś w najdalszy kąt mojej biblioteczki. Jedyny plus tej powieści to całkiem fajny początek oraz postać Aarona, który wydał mi się najbardziej barwnym i żywym bohaterem. Nie polecam.

Moja ocena: 2/10 

A żeby nie było, że dzisiaj tylko narzekam, to na sam koniec zostawiam was z konkursem, w którym do wygrania pobyt na zamku, oraz kilka książkowych gadżetów (szczegóły na plakacie). ;)


Udostępnij
Designed by Blokotek. All rights reserved.