Szczerze mówiąc to nawet nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam jakiś kryminał. Raczej na pewno nie w tym roku. Ostatnio naszła mnie straszna ochota na ten gatunek, więc kiedy trafiła mi się okazja do poznania Pogranicznika (którego opis cholernie mi się spodobał), to nie wahałam się zbyt długo i po prostu zdecydowałam, że chętnie podejmę się przeczytania i zrecenzowania tej książki. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty
piątek, 7 maja 2021
Pogranicznik - dobry kryminał, a może kompletna strata czasu?
niedziela, 3 stycznia 2021
Ostatnie rozczarowanie 2020 roku | Pocałunki w Paryżu
Ostatnio opublikowałam recenzję książki Pocałunki w Londynie, która bardzo mile mnie zaskoczyła i wprowadziła w świąteczny klimat, prosto na ulice Londynu. Dziś przyszła kolej na to abym opowiedziała Wam co nieco na temat kolejnej książki tej autorki jaką są Pocałunki w Paryżu. Niestety już na wstępie muszę Wam powiedzieć, że zdecydowanie mniej mi się podobała i była sporym rozczarowaniem.
poniedziałek, 13 lipca 2020
Kiedy oczekiwania są zbyt wysokie... | Gdyby ocean nosił twoje imię
Ludzie ależ ja byłam napalona na tę książkę! Mnóstwo pochlebnych opinii, fajna okładka, niebanalny tytuł, historia o rasizmie, nietolerancji... Poza tym to historia, w której główną bohaterką jest muzułmanka, więc ten fakt był dla mnie dodatkowym atutem, bo nigdy wcześniej nie miałam z takowymi postaciami styczności. Niestety w tym przypadku dosyć mocno się zawiodłam, bo uważam, że Gdyby ocean nosił twoje imię to dosyć przeciętna powieść.
Bycie inną nie musi oznaczać bycia gorszą. Ale świat nie jest idealny i Shirin naprawdę nie ma łatwego życia. Minęło kilkanaście miesięcy od głośnego zamachu z 11 września. To wyjątkowo burzliwy czas zwłaszcza dla szesnastoletniej muzułmanki, która nie zgadza się na to, co zgotował jej los.
Shirin doskonale wie, jak okropni mogą być ludzie. Jest zmęczona agresywnymi spojrzeniami, poniżającymi komentarzami, nawet przemocą fizyczną, które spotykają ją ze względu na hidżab. Z każdym dniem bardziej zamyka się w sobie i coraz silniej oddaje muzyce i tańcowi.
Wszystko jednak się zmienia, gdy na jej drodze staje Ocean James.
Jest pierwszą osobą, która chce poznać prawdziwą Shirin.
Ale czy dziewczyna jest gotowa, by komukolwiek zaufać?
Zwłaszcza komuś z tak odmiennego świata?
Sam pomysł na fabułę, według mnie był niezwykle oryginalny - jeśli się mylę to mnie poprawcie, ale wydaje mi się, że na rynku niewiele jest młodzieżówek, w których spotykamy się z bohaterem, który jest muzułmaninem. Sirin to dosyć specyficzna postać, bo z jednej strony bardzo jej współczułam - dziewczyna dzień w dzień spotykała się z obelgami, wyzwiskami, nawet agresją, ale nie da się ukryć, że bywała trochę irytująca. Wszędzie dookoła widziała wrogów, nie otwierała się na ludzi, wręcz przeciwnie - izolowała się, nie chciała nikogo poznawać, żyła w przekonaniu że wszyscy są źli i... nie do końca podobała mi się jej postawa, poniekąd ją rozumiem, ale działała mi na nerwy ciągłym marudzeniem i postrzeganiem ludzi w tak negatywny sposób.
Zabierając się za czytanie tej pozycji liczyłam na to, że będzie to jedna z tych książek, o których dużo rozmyślasz i nawet po skończeniu nie może Ci wyjść z głowy tak łatwo. Tutaj niestety nie doczekałam się tego. Szczerze mówiąc od momentu, w którym ją skończyłam minęło może ze dwa tygodnie, a ja już niezbyt wiele z niej pamiętam. Nie wiem czy to kwestia tego, że mam ciulową pamięć, czy po prostu książka nie była warta tego aby ją zapamiętać na dłużej.
Wydaje mi się, że największy problem tej książki to główna bohaterka i sposób w jaki postrzega świat i ludzi dookoła niej. Drażniło mnie to, że często miała muchy w nosie, przyjmowała pozę "bez kija nie podchodź" i była negatywnie nastawiona w zasadzie do wszystkiego i wszystkich. Nie twierdzę, że tego nie rozumiem, bo dziewczynę spotkało naprawdę sporo okropności, ale czytanie ciągłego marudzenia po pewnym czasie doprowadzało do szału, tym bardziej, że historia pisana jest z perspektywy Shirin.
Zdaję sobie sprawę z tego, że ta recenzja będzie dosyć krótka, ale szczerze mówiąc nie wiem co jeszcze mogłabym dodać. Książka była mocno przeciętna, jest dużo lepszych młodzieżówek. Dosyć mocno się rozczarowałam, bo pomysł był naprawdę ciekawy - zabrakło dobrego poprowadzenia tej historii, a nie ma nic gorszego niż wysoko postawiona poprzeczka - im wyższe oczekiwania, tym większy zawód. Szkoda, ale gdyby każda książka była dobra, to świat byłby nudny... prawda?
Bycie inną nie musi oznaczać bycia gorszą. Ale świat nie jest idealny i Shirin naprawdę nie ma łatwego życia. Minęło kilkanaście miesięcy od głośnego zamachu z 11 września. To wyjątkowo burzliwy czas zwłaszcza dla szesnastoletniej muzułmanki, która nie zgadza się na to, co zgotował jej los.
Shirin doskonale wie, jak okropni mogą być ludzie. Jest zmęczona agresywnymi spojrzeniami, poniżającymi komentarzami, nawet przemocą fizyczną, które spotykają ją ze względu na hidżab. Z każdym dniem bardziej zamyka się w sobie i coraz silniej oddaje muzyce i tańcowi.
Wszystko jednak się zmienia, gdy na jej drodze staje Ocean James.
Jest pierwszą osobą, która chce poznać prawdziwą Shirin.
Ale czy dziewczyna jest gotowa, by komukolwiek zaufać?
Zwłaszcza komuś z tak odmiennego świata?
Sam pomysł na fabułę, według mnie był niezwykle oryginalny - jeśli się mylę to mnie poprawcie, ale wydaje mi się, że na rynku niewiele jest młodzieżówek, w których spotykamy się z bohaterem, który jest muzułmaninem. Sirin to dosyć specyficzna postać, bo z jednej strony bardzo jej współczułam - dziewczyna dzień w dzień spotykała się z obelgami, wyzwiskami, nawet agresją, ale nie da się ukryć, że bywała trochę irytująca. Wszędzie dookoła widziała wrogów, nie otwierała się na ludzi, wręcz przeciwnie - izolowała się, nie chciała nikogo poznawać, żyła w przekonaniu że wszyscy są źli i... nie do końca podobała mi się jej postawa, poniekąd ją rozumiem, ale działała mi na nerwy ciągłym marudzeniem i postrzeganiem ludzi w tak negatywny sposób.
Zabierając się za czytanie tej pozycji liczyłam na to, że będzie to jedna z tych książek, o których dużo rozmyślasz i nawet po skończeniu nie może Ci wyjść z głowy tak łatwo. Tutaj niestety nie doczekałam się tego. Szczerze mówiąc od momentu, w którym ją skończyłam minęło może ze dwa tygodnie, a ja już niezbyt wiele z niej pamiętam. Nie wiem czy to kwestia tego, że mam ciulową pamięć, czy po prostu książka nie była warta tego aby ją zapamiętać na dłużej.
Wydaje mi się, że największy problem tej książki to główna bohaterka i sposób w jaki postrzega świat i ludzi dookoła niej. Drażniło mnie to, że często miała muchy w nosie, przyjmowała pozę "bez kija nie podchodź" i była negatywnie nastawiona w zasadzie do wszystkiego i wszystkich. Nie twierdzę, że tego nie rozumiem, bo dziewczynę spotkało naprawdę sporo okropności, ale czytanie ciągłego marudzenia po pewnym czasie doprowadzało do szału, tym bardziej, że historia pisana jest z perspektywy Shirin.
Zdaję sobie sprawę z tego, że ta recenzja będzie dosyć krótka, ale szczerze mówiąc nie wiem co jeszcze mogłabym dodać. Książka była mocno przeciętna, jest dużo lepszych młodzieżówek. Dosyć mocno się rozczarowałam, bo pomysł był naprawdę ciekawy - zabrakło dobrego poprowadzenia tej historii, a nie ma nic gorszego niż wysoko postawiona poprzeczka - im wyższe oczekiwania, tym większy zawód. Szkoda, ale gdyby każda książka była dobra, to świat byłby nudny... prawda?
poniedziałek, 24 września 2018
Książka, która nie dorasta serialowi do pięt! | Misja 100 - książka vs serial
Nie było dla mnie zaskoczeniem, że Misja 100 okazała się dużo gorsza niż serial. Słyszałam tego typu opinie, wiele osób mówiło, że książka jest kiepska, że mało ma wspólnego z serialem. Dlatego też nie miałam w planach jej czytać, ale kiedy okazało się, że biblioteka w mojej okolicy zakupiła tę pozycje, to stwierdziłam że skoro mam możliwość przeczytać ją za darmo - czemuż by nie?
Zarówno w książce jak i w serialu głównym wątkiem jest setka nieletnich przestępców wysłanych z kosmosu na Ziemię, aby sprawdzić czy da się na niej żyć, po wojnie nuklearnej, która miała miejsce według serialu 97, a według książki 300 lat wcześniej. Rada statku kosmicznego na którym się urodzili (w serialu jest to Arka, w książce Kolonia) właściwie nie wierzy w to, że człowiek może przeżyć na Ziemi. Jednak kończy im się tlen, więc muszą zredukować populację, aby jak najdłużej żyć. Jak się okazuje na Ziemi można normalnie funkcjonować. Jednak Setka nie jest na niej sama...
Zacznijmy od bohaterów, bo tutaj mamy najwięcej różnic miedzy serialem, a książką. Musicie wiedzieć, że nasza nieustraszona, serialowa Octavia, w książce ma zaledwie 14 lat i ma dość duży problem, o którym nie chcę pisać, bo nie lubię spoilerować. Kass Morgan przedstawiła ją jako zagubioną dziewczynkę, która nie poradzi sobie bez brata. Skoro już o nim mowa - Bellamy został przedstawiony jako kompletnie inna osoba niż w serialu - uległy, samolubny, trochę nieogarnięty. Jedyne co łączy serialowego Bellamy'ego i tego z książki to fakt, że obaj niezwykle troszczą się o młodszą siostrę i robią wszystko aby była bezpieczna. Ważną rolę w powieść odgrywa Wells, który w serialu... cóż ci co oglądali wiedzą jak potoczyły się jego losy. xD Książkowy Wells występuje w roli przywódcy, do którego reszta ma mniejszy, bądź większy szacunek. To on podejmuje większość decyzji. Jest zakochany w Clarke, która nienawidzi go za to co zrobił jej rodzicom. Dziewczyna przedstawiona jest jako osoba niestała w uczuciach, lubiąca czytać książki i starająca się nie wychylać - zajmuje się chorymi w namiocie szpitalnym i nie chce robić nic, co wykraczałoby poza jej medyczne obowiązki. W książce nie ma ani Jaspera, ani Monty'ego, ani nawet Raven, czy Abby. Jest natomiast Glass - przyjaciółka Wellsa i Clarke, która zakochana jest w Luke'u i to z jego powodu trafiła do izolatki, jednak ich historia jest oklepana, schematyczna i nudna...
SERIAL CZY KSIĄŻKA?
Zdecydowanie serial jest lepszy pod tym względem. Postacie w serialu są bardzo różne, każdy ma swój charakter, wady i zalety. Bohaterowie są bardzo realistyczni, wzbudzają emocje - zarówno pozytywne jak i negatywne. W książce postacie mnie irytowały, były mało realistyczne, dialogi między nimi były sztywne, niektóre ich zachowania mocno irytujące. Może gdybym nie miała w głowie obrazu serialowych postaci, to tych książkowych nie oceniałabym tak surowo, jednak nie da się ukryć, że byli dość kiepsko wykreowani, autorka chciała nam przekazać o nich jak najwięcej informacji przez co wyszedł jeden, wielki bajzel.
W serialu ciągle coś się dzieje - każdy odcinek to nowa misja do wykonania, nowy złoczyńca, kolejne problemy bohaterów i ciągła walka o przetrwanie i jak najlepszy los dla swoich ludzi. Wiadomo - bywały lepsze i gorsze odcinki, w niektórych zwrotów akcji było niewiele, inne aż od nich kipiały, ale to chyba normalne i zdarza się w każdym serialu. Natomiast w książce... no niewiele się działo. Setka nieletnich przestępców wylądowała sobie na Ziemi i próbuje przystosować się do nowych warunków. Akcja płynęła sobie powolutku, nie działo się nic niezwykłego. Było mdło, nudno i nijako.
SERIAL CZY KSIĄŻKA?
Bez dwóch zdań serial - za emocje, ciągłe zwroty akcji, za genialną rozrywkę i świetnie prowadzone wątki. Książka posiada tego bardzo niewiele, przez co jej czytanie nie jest wciągające, nie czuje się potrzeby poznawania dalszych losów bohaterów, nie ma praktycznie żadnych fajerwerków, czego nie można powiedzieć o serialu, w którym ciągle coś się dzieje.
Jeśli jeszcze nie oglądaliście The 100, a planujecie zacząć przygodę z tą historią od przeczytania książki, to odradzam, bo możecie się zrazić do serialu, który ma bardzo niewiele wspólnego z książką i jest od niej dużo, dużo lepszy. Nie planuję czytać kolejnych tomów, szkoda mi na nie czasu, a poza tym mam już w głowie utrwaloną historię Setki z serialu i ta książkowa nigdy mnie do siebie nie przekona.
Czytaliście Misję 100? Jakie są wasze wrażenia? I co najważniejsze - co jest według was lepsze - książka, czy serial?
wtorek, 26 czerwca 2018
Dwie historie w jednej, czyli Replika | Lauren Oliver
Replika to książka napisana w bardzo specyficzny sposób. Możemy poznać tę historię czytając ją w normalny sposób - począwszy od przodu, ale możemy również odwrócić ją i czytać od końca. Mamy tutaj dwa różne spojrzenia na świat - widzimy go oczyma Gemmy oraz Liry i poznajemy te dwie bohaterki oraz ludzi, którzy są im bliscy...
Poznajcie Gemmę - dziewczynę, która całe życie miała pod górkę, była dość chorowita, nie miała zbyt wielu przyjaciół, a chłopcy się nią nie interesowali. Jej rodzice są w stosunku do niej bardzo nadopiekuńczy, więc kiedy pozwalają jej na wycieczkę do Florydy ze swoją przyjaciółką, dziewczyna jest wniebowzięta. Niestety sprawy przybierają niespodziewany obrót, ponieważ rodzice w ostatniej chwili zakazują jej wyjazdu, co ma związek z tajemniczą kliniką w Heaven....
Lira jest repliką. Odkąd pamięta mieszka w ośrodku Heaven. Panują tam bardzo surowe warunki, dziewczęta i chłopcy nie mogą się widywać, wszystko owiane jest nutą tajemnicy. Kiedy trafia się okazja, dziewczyna wraz z przyjaciółką Kasjopeją i repliką o numerze 72 uciekają z kliniki...
Jaki związek mają ze sobą te dwie historie? Co łączy Lirę oraz Gemmę?
Replika to książka, która od razu zaintrygowała mnie tym, że znajdują się w niej dwie historie. Jedna z nich opowiadana jest z perspektywy Gemmy, a druga, z perspektywy Liry. Wystarczy tylko odwrócić książkę, żeby poznać punkt widzenia drugiej bohaterki. Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałam, dlatego chętnie zakupiłam powieść Lauren Oliver. Powiem wam szczerze, że cała historia jest dość krótka i wszystko dzieje się bardzo szybko, czasem trochę chaotycznie.
Losy dwóch dziewczyn splatają się ze sobą. W pewnym momencie spotykają się i czytelnik może zobaczyć to spotkanie oczami zarówno Gemmy, jak i Liry, co jest fajnym zabiegiem, bo widzimy dwa różne punkty widzenia na taką samą sytuację, a to pokazuje nam, że każdy człowiek odbiera identyczne zdarzenia w nieco inny sposób. Fabuła rozwija się szybko - w niektórych momentach jest za bardzo pokręcona i mało prawdopodobna. Tak szczerze to liczyłam na coś bardziej interesującego, bo powieść pani Oliver, czytałam trochę z musu - żeby ją zakończyć i zabrać się za coś ciekawszego, albo żeby zabić nudę.
Zakończenie mi się niezbyt podobało. Niewiele mamy w nim tak naprawdę powiedziane. To tak jakby autorka urwała akcję w połowie i nie wiedziała co dalej z nią zrobić, więc zostawiła takie trochę nieprzemyślane i według mnie niedokończone zakończenie (dziwnie to trochę brzmi, ale nie wiem jak inaczej ubrać to w słowa). Akcja nagle się urywa i nie wiemy co się w końcu stało, jak dalej to wszystko będzie funkcjonować - za mało konkretów. Można było wydłużyć książkę o kilka stron, ale skończyć ją porządnie, z przytupem. No chyba, że Lauren Oliver miała jakiś wyznaczony limit stron, w którym musiała się zmieścić i poupychała wszystko tak, żeby nie przekroczyć tego limitu. :D No i zostawiła czytelników z najbardziej znienawidzonym przeze mnie otwartym zakończeniem. Bo po co wyjaśniać jak potoczyły się losy bohaterów, po co się wysilać, lepiej niech czytelnicy sami je sobie dopowiedzą.
Bohaterowie też nie byli jakoś super wykreowani. Gemma była raczej naiwną, infantylną i troszkę głupiutką nastolatką, a Lira przez to w jakich warunkach została wychowana nie wiedziała o życiu praktycznie nic. Postacie były dość płaskie, sztuczne i mało wyraziste, brakowało im niepowtarzalnych cech charakteru, czegoś co by je wyróżniało z tłumu - były nudne. Tak teraz myślę, ale chyba nie potrafię wskazać postaci, którą polubiłam w tej książce. Po prostu nikogo w niej nie lubiłam. :D No cóż, życie.
Powieść Lauren Oliver dłuży się trochę, ale bywają też ciekawsze momenty. Da się przeczytać tę książkę, ale bez fajerwerków. Przeczytasz i po kilku dniach o niej zapomnisz. Pomysł na dwie historie w jednej, opowiadane przez dwie różne bohaterki był naprawdę dobry i myślę, że dla niego warto zapoznać się z Repliką. Jeśli jednak liczycie na fajnych bohaterów, ciekawą akcję i jej zwroty, to raczej się zawiedziecie. Ta historia mnie nie powaliła na kolana i gdybym wiedziała, że taka będzie to nie czytałabym jej. Nic niezwykłego, ale można nią zabić czas.
sobota, 2 września 2017
Idealna pozycja dla fanów muzyki klasycznej! | Ostatnia aria Mozarta
Tytuł: Ostatnia aria Mozarta
Autor: Matt Rees
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Kobiece
Na pewno nie jeden raz obiło wam się o uszy to nazwisko. Mozart. Wolfgang Amadeusz Mozart. Kim był ten człowiek? W ogromnym skrócie - był znanym kompozytorem austriackim, którego twórczość do dziś jest ceniona przez fanów muzyki klasycznej. Ostatnia aria Mozarta to książka, która opowiada o śmierci tego wirtuoza oraz do śledztwie w sprawie tej tragedii, które prowadzi siostra Mozarta. Jak się okazało - nie wiadomo czy jego śmierć była dziełem przypadku, gdyż mężczyzna w ostatnich tygodniach życia nabrał podejrzeń, że ktoś go otruł. Czy kobieta odkryje sekret śmierci brata? Jakie tajemnice kryły się w osiemnastowiecznym Wiedniu?
Nie przepadam za książkami historycznymi. Muzyka też nie jest moją mocną stroną, a artyści tacy jak Mozart to już kompletnie nie moja bajka. Co więc skłoniło mnie do lektury? Liczyłam na niesamowity klimat tamtego okresu, na opisy Wiednia i jego mieszkańców, na tajemnice, spiski i sekrety, które odkrywamy razem z Nannel - siostrą Mozarta. No i troszkę się zawiodłam...
Nie mówię, że ta pozycja jest zła, bo naprawdę ciekawym doświadczeniem było zanurzenie się w tamten okres, oraz wędrówka do Wiednia na kartach powieści, ale zabrakło mi jakiegoś uroku tego miasta. Zdecydowanie za dużo było tutaj różnorodnych opisów - czy to świata przedstawionego, czy też postaci (których też było dość sporo), przez co naprawdę nużyło mnie czytanie i szczerze mówiąc omijałam przydługie fragmenty, skupiając się tylko na dialogach.
Odkrywanie różnych sekretów oraz okoliczności, które przyczyniły się do śmierci kompozytora było ciekawie opisane, jednak dość nudne i monotonne. Mam wrażenie, ze po prostu za wysoko podniosłam poprzeczkę dla tej książki i zwiodła mnie jej prześliczna okładka, bo niestety treść mnie nie zadowoliła. Liczyłam na historię pełna spisków, intryg, tajemnic, a dostałam długą i nie do końca interesującą powieść o dociekaniu prawdy na temat śmierci Mozarta przez jego siostrę. Miałam wrażenie, że czytam przydługą stronę na Wikipedii poświęconą śmierci wyżej wspomnianego wirtuoza.
Jeśli jesteście fanami muzyki Mozarta, jeśli ciekawi was jego życie oraz środowisko w jakim przebywał, jeśli chcecie zanurzyć się w historię gdzie duch Mozarta jest tak wyczuwalny jakby on wciąż żył i sam opisywał podane wydarzenia - to śmiało ta książka na pewno wam się spodoba. Jeśli natomiast należycie do tej grupy co ja - czyli liczycie na wartką akcję, niepowtarzalny klimat i dworskie intrygi związane ze śmiercią Mozarta - lepiej darujcie sobie tę powieść, bo możecie się przy niej zanudzić. Miałam wysokie oczekiwania co do tej pozycji, ale niestety zawiodłam się. A szkoda, bo Ostatnia aria Mozarta naprawdę miała potencjał!
Moja ocena: 4/10
Autor: Matt Rees
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Kobiece
Na pewno nie jeden raz obiło wam się o uszy to nazwisko. Mozart. Wolfgang Amadeusz Mozart. Kim był ten człowiek? W ogromnym skrócie - był znanym kompozytorem austriackim, którego twórczość do dziś jest ceniona przez fanów muzyki klasycznej. Ostatnia aria Mozarta to książka, która opowiada o śmierci tego wirtuoza oraz do śledztwie w sprawie tej tragedii, które prowadzi siostra Mozarta. Jak się okazało - nie wiadomo czy jego śmierć była dziełem przypadku, gdyż mężczyzna w ostatnich tygodniach życia nabrał podejrzeń, że ktoś go otruł. Czy kobieta odkryje sekret śmierci brata? Jakie tajemnice kryły się w osiemnastowiecznym Wiedniu?
Nie przepadam za książkami historycznymi. Muzyka też nie jest moją mocną stroną, a artyści tacy jak Mozart to już kompletnie nie moja bajka. Co więc skłoniło mnie do lektury? Liczyłam na niesamowity klimat tamtego okresu, na opisy Wiednia i jego mieszkańców, na tajemnice, spiski i sekrety, które odkrywamy razem z Nannel - siostrą Mozarta. No i troszkę się zawiodłam...
Nie mówię, że ta pozycja jest zła, bo naprawdę ciekawym doświadczeniem było zanurzenie się w tamten okres, oraz wędrówka do Wiednia na kartach powieści, ale zabrakło mi jakiegoś uroku tego miasta. Zdecydowanie za dużo było tutaj różnorodnych opisów - czy to świata przedstawionego, czy też postaci (których też było dość sporo), przez co naprawdę nużyło mnie czytanie i szczerze mówiąc omijałam przydługie fragmenty, skupiając się tylko na dialogach.
Odkrywanie różnych sekretów oraz okoliczności, które przyczyniły się do śmierci kompozytora było ciekawie opisane, jednak dość nudne i monotonne. Mam wrażenie, ze po prostu za wysoko podniosłam poprzeczkę dla tej książki i zwiodła mnie jej prześliczna okładka, bo niestety treść mnie nie zadowoliła. Liczyłam na historię pełna spisków, intryg, tajemnic, a dostałam długą i nie do końca interesującą powieść o dociekaniu prawdy na temat śmierci Mozarta przez jego siostrę. Miałam wrażenie, że czytam przydługą stronę na Wikipedii poświęconą śmierci wyżej wspomnianego wirtuoza.
Jeśli jesteście fanami muzyki Mozarta, jeśli ciekawi was jego życie oraz środowisko w jakim przebywał, jeśli chcecie zanurzyć się w historię gdzie duch Mozarta jest tak wyczuwalny jakby on wciąż żył i sam opisywał podane wydarzenia - to śmiało ta książka na pewno wam się spodoba. Jeśli natomiast należycie do tej grupy co ja - czyli liczycie na wartką akcję, niepowtarzalny klimat i dworskie intrygi związane ze śmiercią Mozarta - lepiej darujcie sobie tę powieść, bo możecie się przy niej zanudzić. Miałam wysokie oczekiwania co do tej pozycji, ale niestety zawiodłam się. A szkoda, bo Ostatnia aria Mozarta naprawdę miała potencjał!
Moja ocena: 4/10
Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Kobiece!
niedziela, 22 stycznia 2017
Ja, diablica - recenzja
Tytuł: Ja diablica
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tom: 1
Cykl: Wiktoria Biankowska
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: WAB
Wiktoria Biankowska umarła. Jednak to nie koniec, ale początek jej nowego życia. Dziewczyna trafia do Piekła, gdzie poznaje seksownego Beletha, który jest jej przewodnikiem po nowym świecie. Okazuje się, że w Piekle trwa wieczna zabawa - imprezy, ekskluzywne domy i samochody, bogactwo, a dziewczyna została jedną z dwóch najważniejszych kobiet w Piekle. Jednak wciąż nie może pogodzić się ze śmiercią i łamiąc regulamin, wymyka się na Ziemię do Piotrka - chłopaka, w którym jest zakochana już od jakiegoś czasu. Jak będzie wyglądać jej życie w Piekle? Dlaczego dziewczyna umarła? Co wyniknie z jej znajomości z Belthem?
Nie czytam polskich książek. Jestem do nich negatywnie nastawiona i szczerze mówiąc - nie wiem skąd mi się to wzięło. Jednak postanowiłam dać szansę pani Miszczuk i zachęcona oryginalnym opisem sięgnęłam po jej książkę. Po skończeniu, mówię wam, że dawno nie spotkałam tak głupiutkiej i absurdalnej historii z koszmarną główną bohaterką. Jeśli jesteście przygotowani na hejty, to zapraszam do dalszego czytania. :)
Pierwsza wada książki - Piotruś! Wyobraźcie sobie, że to imię pojawia się na prawie każdej stronie, a główna bohaterka myśli w sumie tylko o nim. Okej - jest zakochana, ale bez przesady, ile można czytać, że Piotruś jest taaaki wspaniały, a kilka stron dalej, że jest taki niedobry, bo nie powiedział jej "cześć" i nie dał buziaka w policzek. Jeśli jesteśmy już przy głównej bohaterce - ta dziewucha była cholernie irytująca! Zachowywała się jak rozpuszczony bachor, który nie widzi nic poza czubkiem swojego nosa (ahh, i jeszcze Piotrusia, przepraszam bardzo ). Ta dziewczyna to irytacja w każdym calu - wiecznie naburmuszona, niezadowolona, musi zawsze o wszystkim wiedzieć i każdy musi się z nią zgadzać, bo jak nie to wymyśla super inteligentne, chamskie odzywki, czy hejty na daną osobę i nie patrząc na to, czy jest w towarzystwie, czy też nie - głośno rzuca wyzwiskami na jej temat. Szczerze mówiąc, to nie widzę żadnych zalet Wiktorii.
Jeśli chodzi o fabułę, to sam pomysł na życie po śmierci, wizję Piekła i Nieba jest całkiem ciekawy. Jednak autorka opisała to tak, że Piekło to coś wspaniałego, aż chce się tam iść, a w Niebie wieje nudą. Osoby religijne mogą być bardzo oburzone takim pomysłem - ja sama jestem chrześcijanką i czytając książkę Miszczuk miałam wrażenie, że zachęca ludzi do czynów, które zaprowadzą ich na tą złą ścieżkę - do Piekła, a nasze dobre uczynki nie maj ą tutaj większego znaczenia.
Wracając jednak do pomysłu - był niezły i zapowiadało się naprawdę ciekawie, jednak przez ciągłą obecność Piotrusia (który swoją drogą był strasznie ciapowaty i bucowaty xD), płytkie dialogi i wielką adorację Wiktorii przez pewnego bohatera, to wszystko czytało się tylko i wyłącznie ze względu na przyjemny i lekki język, którym została napisana to książka. Poza tym - im bliżej końca, tym bardziej wszystko robiło się absurdalne. To co postacie wyprawiały na końcu, wyszło poza skalę głupoty. Trudno mi było powstrzymać ciągłe przewracanie oczu i znaczące wzdychanie podczas czytania tych fragmentów - to było po prostu... głupie i wybaczcie za brak innego określenia, ale po prostu nie potrafię tego inaczej nazwać.
Niestety książka pani Miszczuk utwierdziła mnie w mojej niechęci do polskiej literatury. Miała to być oryginalna pozycja, a koniec końców była tak głupiutka, że aż zabawna - może to właściwie komedia miała być? Jednak żeby nie było, że tylko krytykuję - trzeba przyznać, że styl autorki jest bardzo przyjemny i książkę czyta się bardzo szybko, co pozwoliło mi doczytać ją do końca. No, a jeśli lubicie komedie, to Ja, diablica może wam przypaść do gustu, ponieważ, jak już pisałam wcześniej - niektóre sceny były naprawdę komiczne (no i głupie zarazem xD). Nie polecam tej książki i nawet nie chcę myśleć o tym, co autorka wymyśliła w drugim i trzecim tomie. Jednak jeśli mimo wszystko chcecie poznać losy Wiktorii Biankowskiej - śmiało, tylko pamiętajcie - ostrzegałam! :D
Moja ocena: 4/10
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tom: 1
Cykl: Wiktoria Biankowska
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: WAB
Wiktoria Biankowska umarła. Jednak to nie koniec, ale początek jej nowego życia. Dziewczyna trafia do Piekła, gdzie poznaje seksownego Beletha, który jest jej przewodnikiem po nowym świecie. Okazuje się, że w Piekle trwa wieczna zabawa - imprezy, ekskluzywne domy i samochody, bogactwo, a dziewczyna została jedną z dwóch najważniejszych kobiet w Piekle. Jednak wciąż nie może pogodzić się ze śmiercią i łamiąc regulamin, wymyka się na Ziemię do Piotrka - chłopaka, w którym jest zakochana już od jakiegoś czasu. Jak będzie wyglądać jej życie w Piekle? Dlaczego dziewczyna umarła? Co wyniknie z jej znajomości z Belthem?
Nie czytam polskich książek. Jestem do nich negatywnie nastawiona i szczerze mówiąc - nie wiem skąd mi się to wzięło. Jednak postanowiłam dać szansę pani Miszczuk i zachęcona oryginalnym opisem sięgnęłam po jej książkę. Po skończeniu, mówię wam, że dawno nie spotkałam tak głupiutkiej i absurdalnej historii z koszmarną główną bohaterką. Jeśli jesteście przygotowani na hejty, to zapraszam do dalszego czytania. :)
Pierwsza wada książki - Piotruś! Wyobraźcie sobie, że to imię pojawia się na prawie każdej stronie, a główna bohaterka myśli w sumie tylko o nim. Okej - jest zakochana, ale bez przesady, ile można czytać, że Piotruś jest taaaki wspaniały, a kilka stron dalej, że jest taki niedobry, bo nie powiedział jej "cześć" i nie dał buziaka w policzek. Jeśli jesteśmy już przy głównej bohaterce - ta dziewucha była cholernie irytująca! Zachowywała się jak rozpuszczony bachor, który nie widzi nic poza czubkiem swojego nosa (ahh, i jeszcze Piotrusia, przepraszam bardzo ). Ta dziewczyna to irytacja w każdym calu - wiecznie naburmuszona, niezadowolona, musi zawsze o wszystkim wiedzieć i każdy musi się z nią zgadzać, bo jak nie to wymyśla super inteligentne, chamskie odzywki, czy hejty na daną osobę i nie patrząc na to, czy jest w towarzystwie, czy też nie - głośno rzuca wyzwiskami na jej temat. Szczerze mówiąc, to nie widzę żadnych zalet Wiktorii.
Jeśli chodzi o fabułę, to sam pomysł na życie po śmierci, wizję Piekła i Nieba jest całkiem ciekawy. Jednak autorka opisała to tak, że Piekło to coś wspaniałego, aż chce się tam iść, a w Niebie wieje nudą. Osoby religijne mogą być bardzo oburzone takim pomysłem - ja sama jestem chrześcijanką i czytając książkę Miszczuk miałam wrażenie, że zachęca ludzi do czynów, które zaprowadzą ich na tą złą ścieżkę - do Piekła, a nasze dobre uczynki nie maj ą tutaj większego znaczenia.
Wracając jednak do pomysłu - był niezły i zapowiadało się naprawdę ciekawie, jednak przez ciągłą obecność Piotrusia (który swoją drogą był strasznie ciapowaty i bucowaty xD), płytkie dialogi i wielką adorację Wiktorii przez pewnego bohatera, to wszystko czytało się tylko i wyłącznie ze względu na przyjemny i lekki język, którym została napisana to książka. Poza tym - im bliżej końca, tym bardziej wszystko robiło się absurdalne. To co postacie wyprawiały na końcu, wyszło poza skalę głupoty. Trudno mi było powstrzymać ciągłe przewracanie oczu i znaczące wzdychanie podczas czytania tych fragmentów - to było po prostu... głupie i wybaczcie za brak innego określenia, ale po prostu nie potrafię tego inaczej nazwać.
Niestety książka pani Miszczuk utwierdziła mnie w mojej niechęci do polskiej literatury. Miała to być oryginalna pozycja, a koniec końców była tak głupiutka, że aż zabawna - może to właściwie komedia miała być? Jednak żeby nie było, że tylko krytykuję - trzeba przyznać, że styl autorki jest bardzo przyjemny i książkę czyta się bardzo szybko, co pozwoliło mi doczytać ją do końca. No, a jeśli lubicie komedie, to Ja, diablica może wam przypaść do gustu, ponieważ, jak już pisałam wcześniej - niektóre sceny były naprawdę komiczne (no i głupie zarazem xD). Nie polecam tej książki i nawet nie chcę myśleć o tym, co autorka wymyśliła w drugim i trzecim tomie. Jednak jeśli mimo wszystko chcecie poznać losy Wiktorii Biankowskiej - śmiało, tylko pamiętajcie - ostrzegałam! :D
Moja ocena: 4/10
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
Designed by Blokotek. All rights reserved.















