Tytuł: Starter
Autor: Lissa Price
Tom: 1
Cykl: Starter
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Albatros
Z czym kojarzy Ci się wojna bakteriologiczna? Zapewne z czymś związanym z wirusami, medycyną, cierpieniem, groźnymi bakteriami, które wyciekły w jakiś sposób z tajnego laboratorium, z krzywdami oraz śmiercią niewinnych ludzi. Jednak co potem? Kiedy wojna się skończyła ocaleli jedynie ci poniżej 20 oraz powyżej 60 roku życia. Nauka oraz technika bardzo się rozwinęły - w świecie w jakim żyje Callie wraz z młodszym bratem Taylor'em, starsi ludzie mogą kupować ciała tych młodych oraz korzystać z nich jak z własnych za ogromne pieniądze. Czy Callie sprzeda własne ciało dla dobra braciszka? Co knuje "firma", która zajmuje się sprzedawaniem ciał żywych ludzi? Jak wygląda społeczeństwo po wojnie bakteriologicznej?
Miałam dość spore oczekiwania co do tej książki. Liczyłam że będzie to powiew świeżości, coś nowego - nowe oblicze fantastyki, która powoli mi się przejada. Liczyłam na wspaniałą historię, pełną wzruszeń, zaskoczeń, lekturę od której nie będę się mogła oderwać. Lissa Price stworzyła ciekawą, ale troszkę niedopracowaną wizję świata po wojnie bakteriologicznej. Nie zawiodła mnie, ale mogło być troszkę lepiej.
Skoro mowa o wojnie, od której właściwie wszystko się zaczęło - uważam że jej wątek został potraktowany po macoszemu. Dostaliśmy tylko kilka wzmianek o tym, że takowa wojna miała miejsce, że po niej przeżyli tylko ci poniżej dwudziestu i powyżej sześćdziesięciu lat, ale oprócz tego kompletne nic. Nie wiemy dlaczego do niej doszło, jak wyglądała, kto z kim walczył. Niby była, ale nic o niej nie wiemy. A to według mnie jeden z najważniejszych wątków w książce, szkoda że został pominięty. Zamiast wprowadzać przewidywalny wątek miłosny, autorka mogła się skupić na opisaniu nam wojny bakteriologicznej oraz jej przebiegu.
Ale koniec o wojnie! Przejdźmy do Callie. Główna bohaterka to odważna dziewczyna, która buntuje się przeciwko systemowi. Zaraz, zaraz - to już kiedyś było! Taak, chociażby w Igrzyskach śmierci, do których porównywana jest ta dylogia (drugi tom - Ender wciąż przede mną). Nie zgadzam się z tym porównaniem, które nawet widnieje na okładce. Uważam że Starter to oryginalny i ciekawy cykl, którego potencjał nie został do końca wykorzystany przez autorkę. Przeczytałam Igrzyska chyba ze cztery razy i prócz podobnej bohaterki, oraz wątku buntowania się przeciwko władzy, nie zauważyłam innych podobieństw. To dwie zupełnie inne historie. Denerwuje mnie że większość nowszych książek ma poprzypinane łatki "podobna do...", podczas gdy większość z nich to zupełnie inna bajka.
Starter to powieść, przy której nie można się nudzić. Czytelnik absolutnie nie narzeka na brak akcji, ponieważ tam właściwie ciągle coś się dzieje, co jest wielkim plusem - nawet nie odczułam kiedy minęło te 400 stron. Nie brakuje również elementów zaskoczenia, zwrotów akcji, a nawet wzruszeń - raz byłam bliska płaczu. Bohaterowie są ciekawie wykreowani i posiadają różnorodne cechy charakteru - zarówno zalety jak i wady co dodaje im autentyzmu.
Jeśli szukacie historii z ciekawą fabułą, takiej przy której nie będziecie się nudzić to sięgnijcie po Startera. Mimo iż uważam, że niektóre wątki zostały napisane tak trochę "na odwal się" i nie poprowadzone do końca, przez co nie ma się wrażenia, że wszystko zostało dopięte na ostatni guzik i czuje się przez to lekki niedosyt, to jest to naprawdę intrygująca pozycja z oryginalną fabułą, ciekawym światem oraz pędzącą akcją. Jeśli kiedyś zobaczę Endera gdzieś w bibliotece to zapewne przeczytam, może niektóre wątki ze Startera nabiorą większego sensu po lekturze obu tomów.
Moja ocena: 7/10
poniedziałek, 31 lipca 2017
czwartek, 27 lipca 2017
Czerwień rubinu - szału ni ma
Tytuł: Czerwień rubinu
Autor: Kerstin Gier
Tom: 1
Cykl: Trylogia czasu
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Media Rodzina
Zamknij oczy, usiądź wygodnie i wyobraź sobie, że mieszkasz w super, wypasionym domu wraz z całkiem sporą rodzinką, która jest dość pokręcona. Dlaczego? Już pomijając te wszystkie tajemnice i zagadki, o których istnieniu nawet nie masz pojęcia, pomijając to że twoja cioteczna babka czasem wpada w jakiś dziwny trans i... przewiduje przyszłość (?), oraz to, że wszyscy traktują twoją kuzynkę Charlottę jak najmądrzejszą, najpiękniejszą i najzdolniejszą osobę w całym wszechświecie, musisz żyć ze świadomością, że właśnie owa Charlotta jest nosicielką genu, który umożliwi podróże. Podróże. W. Czasie. Ale, ale! Pewnego pięknego dnia, kiedy wyskoczyłaś tylko na chwilke z domu żeby coś kupić (przyjmijmy, że to były bułki, bo niestety nie pamiętam xD) to ty przenosisz się kilka lat wstecz, a nie ona. Przypadek? Nie sądzę. xD
Właśnie to spotyka nastoletnią Gwendolyn, która jak się okazuje - posiada super umiejętność podróżowania w czasie. Jakby tego było mało, taką samą umiejętność posiada przystojny (jakżeby inaczej), inteligentny i nieznośny Gideon! Taa - absolutnie nie ma szans żeby Gwen chociaż pomyślała o nim w sensie - oo to mój przyszły chłop! Niee - gdzieżby tam - oni będą się nienawidzić, no a potem... Chyba nie trudno się domyślić. Przewidywalność jeden, Kerstin Gier zero.
Nasza kochana Gwen ma świetne poczucie humoru, które sprawiło, że ja Klaudia, która rzadko kiedy śmieje się przy czytaniu - wybuchnęłam śmiechem. Gwenny zaskoczyłaś mnie na plus! Kiedy już wydaje się, że życie dziewczyny bardziej skomplikowane być nie może - okazuje się że właśnie może! Dziewczyna będzie się musiała zmierzyć z tajemnicami z przeszłości, dziwnymi ludźmi, których było ciut za dużo jak na mój gust, i w sumie w jednym momencie naprawdę ciężko mi się było połapać kto jest kim, oraz zwykłymi codziennymi sprawami. Wraz z Gideonem i swoją przyjaciółką będzie stawiała czoło wszystkim przeciwnościom losu, które na nią czyhają.
Przygody naszej Gwendolyn wciągają i intrygują aż do ostatniej strony, ale - tutaj znów na scenę wchodzi pani Przewidywalność - dość łatwo przewidzieć jak skończy się dana przygoda. Hej - Przewidywalność dwa, Kerstin Gier nadal zero... Muszę jednak przyznać autorce, że stworzyła bardzo interesujących głównych bohaterów, z których każdy miał swoje indywidualne cechy i nie byli oni sztuczni, albo płascy - ma sie wrażenie, że to trójwymiarowi ludzi, którzy żyją tak jak my, z tym że posiadają pewne niesamowite zdolności, których przeciętnym wyjadaczom chleba niestety brakuje. Słabi bohaterowie zero, pani Gier jeden!
Akcja pędzi na łeb na szyję - najpierw jesteś tutaj, potem już gdzieś indziej. Nie sposób się nudzić czytając, ale jak na książkę, która posiada 344 strony, spodziewałam się innego zakończenia. Mocniejszego. Z większą ilością akcji. Z różnymi zwrotami i niespodziankami. Pierwszy tom Trylogii Czasu kończy się tak... nijak. Nie zachęciła mnie ta końcówka do sięgnięcia po kolejny tom i w sumie nie wiem czy to zrobię. Jak na powieść, która swego czasu była tak trudno dostępna, że jedyne egzemplarze jakie były na sprzedaż kosztowały kilkadziesiąt złotych, jak na mnóstwo pochlebnych opinii o tej książce to cóż... jestem trochę zawiedziona. Spodziewałam się czegoś lepszego, a dostałam kilka podróży w czasie, nijakie zakończenie, które za nic nie zachęca do sięgnięcia po dalsze tomy, mnóstwo drugoplanowych bohaterów, których w większości już nie pamiętam, oraz dość rozwlekły wstęp do całej historii. Bo o ile akcja tutaj jest, to wszystko kręci się wokół jednej rzeczy i ciężko mi to wytłumaczyć, ale niby cały czas się coś działo, a jednak odczułam wrażenie że książka była dość nudna i rozwlekła - można było napisać coś więcej przez te 344 strony. Nie jestem usatysfakcjonowana tą historią, ale dla samej Gwenny i wątku podróży w czasie warto się z nią zapoznać. ;)
Moja ocena: 6/10
Autor: Kerstin Gier
Tom: 1
Cykl: Trylogia czasu
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Media Rodzina
Zamknij oczy, usiądź wygodnie i wyobraź sobie, że mieszkasz w super, wypasionym domu wraz z całkiem sporą rodzinką, która jest dość pokręcona. Dlaczego? Już pomijając te wszystkie tajemnice i zagadki, o których istnieniu nawet nie masz pojęcia, pomijając to że twoja cioteczna babka czasem wpada w jakiś dziwny trans i... przewiduje przyszłość (?), oraz to, że wszyscy traktują twoją kuzynkę Charlottę jak najmądrzejszą, najpiękniejszą i najzdolniejszą osobę w całym wszechświecie, musisz żyć ze świadomością, że właśnie owa Charlotta jest nosicielką genu, który umożliwi podróże. Podróże. W. Czasie. Ale, ale! Pewnego pięknego dnia, kiedy wyskoczyłaś tylko na chwilke z domu żeby coś kupić (przyjmijmy, że to były bułki, bo niestety nie pamiętam xD) to ty przenosisz się kilka lat wstecz, a nie ona. Przypadek? Nie sądzę. xD
Właśnie to spotyka nastoletnią Gwendolyn, która jak się okazuje - posiada super umiejętność podróżowania w czasie. Jakby tego było mało, taką samą umiejętność posiada przystojny (jakżeby inaczej), inteligentny i nieznośny Gideon! Taa - absolutnie nie ma szans żeby Gwen chociaż pomyślała o nim w sensie - oo to mój przyszły chłop! Niee - gdzieżby tam - oni będą się nienawidzić, no a potem... Chyba nie trudno się domyślić. Przewidywalność jeden, Kerstin Gier zero.
Nasza kochana Gwen ma świetne poczucie humoru, które sprawiło, że ja Klaudia, która rzadko kiedy śmieje się przy czytaniu - wybuchnęłam śmiechem. Gwenny zaskoczyłaś mnie na plus! Kiedy już wydaje się, że życie dziewczyny bardziej skomplikowane być nie może - okazuje się że właśnie może! Dziewczyna będzie się musiała zmierzyć z tajemnicami z przeszłości, dziwnymi ludźmi, których było ciut za dużo jak na mój gust, i w sumie w jednym momencie naprawdę ciężko mi się było połapać kto jest kim, oraz zwykłymi codziennymi sprawami. Wraz z Gideonem i swoją przyjaciółką będzie stawiała czoło wszystkim przeciwnościom losu, które na nią czyhają.
Przygody naszej Gwendolyn wciągają i intrygują aż do ostatniej strony, ale - tutaj znów na scenę wchodzi pani Przewidywalność - dość łatwo przewidzieć jak skończy się dana przygoda. Hej - Przewidywalność dwa, Kerstin Gier nadal zero... Muszę jednak przyznać autorce, że stworzyła bardzo interesujących głównych bohaterów, z których każdy miał swoje indywidualne cechy i nie byli oni sztuczni, albo płascy - ma sie wrażenie, że to trójwymiarowi ludzi, którzy żyją tak jak my, z tym że posiadają pewne niesamowite zdolności, których przeciętnym wyjadaczom chleba niestety brakuje. Słabi bohaterowie zero, pani Gier jeden!
Akcja pędzi na łeb na szyję - najpierw jesteś tutaj, potem już gdzieś indziej. Nie sposób się nudzić czytając, ale jak na książkę, która posiada 344 strony, spodziewałam się innego zakończenia. Mocniejszego. Z większą ilością akcji. Z różnymi zwrotami i niespodziankami. Pierwszy tom Trylogii Czasu kończy się tak... nijak. Nie zachęciła mnie ta końcówka do sięgnięcia po kolejny tom i w sumie nie wiem czy to zrobię. Jak na powieść, która swego czasu była tak trudno dostępna, że jedyne egzemplarze jakie były na sprzedaż kosztowały kilkadziesiąt złotych, jak na mnóstwo pochlebnych opinii o tej książce to cóż... jestem trochę zawiedziona. Spodziewałam się czegoś lepszego, a dostałam kilka podróży w czasie, nijakie zakończenie, które za nic nie zachęca do sięgnięcia po dalsze tomy, mnóstwo drugoplanowych bohaterów, których w większości już nie pamiętam, oraz dość rozwlekły wstęp do całej historii. Bo o ile akcja tutaj jest, to wszystko kręci się wokół jednej rzeczy i ciężko mi to wytłumaczyć, ale niby cały czas się coś działo, a jednak odczułam wrażenie że książka była dość nudna i rozwlekła - można było napisać coś więcej przez te 344 strony. Nie jestem usatysfakcjonowana tą historią, ale dla samej Gwenny i wątku podróży w czasie warto się z nią zapoznać. ;)
Moja ocena: 6/10
poniedziałek, 24 lipca 2017
Nie ładnie grzebać w cudzych śmieciach! | Indeks szczęścia Juniper Lemon - opinia
Tytuł: Indeks szczęścia Juniper Lemon
Autor: Julie Israel
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 372
Wydawnictwo: IUVI
Minęło dokładnie 65 dni od wypadku, który zmienił życie Juniper Lemon na zawsze. Straciła swoją siostrę Camillę i od tamtego czasu jej życie oraz całe otoczenie zmieniło się o 360 stopni. Juniper stara się dzielnie stawiać czoło codziennej rutynie oraz żyć bez Cami. Pomaga jej w tym Indeks Szczęścia, który powstał jeszcze kiedy jej siostra żyła. Nasza bohaterka zapisuje w nim wszystkie dobre chwile, które spotkały ją w danym dniu. Jednak pewnego dnia jedna z fiszek, które wchodzą w skład Indeksu znika. Niby nic strasznego, ale to właśnie na tej fiszce, dziewczyna zapisała swój największy sekret i tajemnicę. Do tego odkryła, że jej siostra spotykała się z tajemniczym "ty". Do czego może doprowadzić grzebanie w cudzych śmieciach? Czy Juniper odnajdzie zaginioną fiszkę?
Kiedy widzę taką okładkę (tak, tak nie oceniaj książki po okładce! xD), od razu przychodzi mi na myśl, że książka będzie lekka i przyjemna, w sam raz na te piekielne upały, które ostatnio nie dają mi normalnie funkcjonować. Powiem wam, że Indeks szczęścia okazał się właśnie taką pozycją - spotkałam tutaj sympatyczną główną bohaterkę, ciekawą historię, oraz tajemnice które rozwiązywałam wraz z Juniper i jej paczką. Śmiało więc mogę powiedzieć, że Indeks szczęścia Juniper Lemon to idealna książka na upalne dni.
Autorka wciąga czytelnika w swoją historię. Dzięki temu, że ma bardzo lekkie pióro, jej powieść czyta się w błyskawicznym tempie co jest kolejnym plusem tej książki. Nie będę ukrywać - to nie jest lektura wyższych lotów, taka którą musicie koniecznie przeczytać i nie zapomnicie o niej przez długi czas. To po prostu przyjemna młodzieżówka, która nada się idealnie aby wziąć ją do ręki i usiąść wygodnie na tarasie, balkonie, czy kocu i zatracić się przez kilka godzin w świecie jaki wykreowała autorka.
Bohaterowie tej książki nie wyróżniają się niczym szczególnym - mnóstwo podobnych możemy poznać w innych książkach tego typu, więc raczej żaden z nich nie zostanie w mojej pamięci na dłużej, ale mimo to bardzo miło spędziłam czas odkrywając różne tajemnice i grzebiąc w śmieciach razem z nimi, w poszukiwaniu odpowiedzi na liczne pytania. Głowna bohaterka czasem denerwowała mnie swoją bezmyślnością i wściubianiem nosa tam gdzie nie powinna - bo prywatność to bardzo ważna sprawa! - ale koniec końców polubiłam ją. Inne postacie były mi raczej obojętne i czuję, że dość szybko o nich zapomnę.
Jeśli szukacie młodzieżówki, która pozwoli wam spędzić miło czas przy czytaniu, zwłaszcza w te upały, to Indeks szczęścia Juniper Lemon będzie idealny dla was. To jedna z tych książek, które czytasz z zapałem, za sprawą przyjemnego stylu autorki, oraz ciekawej historii, ale po kilku dniach o nich zapomnisz. Nie jest to lektura, która koniecznie musi się pojawić w waszej biblioteczce, ale nie zaszkodzi się za nią rozejrzeć gdzieś w księgarni czy bibliotece - to pozycja do relaksu i nada się idealnie jeśli szukacie czegoś niezobowiązującego i lekkiego. Powinna się spodobać fanom twórczości Greena, albo Rowell, jednak mistrzostwo świata to to nie jest. ;)
Moja ocena: 6/10
Autor: Julie Israel
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 372
Wydawnictwo: IUVI
Minęło dokładnie 65 dni od wypadku, który zmienił życie Juniper Lemon na zawsze. Straciła swoją siostrę Camillę i od tamtego czasu jej życie oraz całe otoczenie zmieniło się o 360 stopni. Juniper stara się dzielnie stawiać czoło codziennej rutynie oraz żyć bez Cami. Pomaga jej w tym Indeks Szczęścia, który powstał jeszcze kiedy jej siostra żyła. Nasza bohaterka zapisuje w nim wszystkie dobre chwile, które spotkały ją w danym dniu. Jednak pewnego dnia jedna z fiszek, które wchodzą w skład Indeksu znika. Niby nic strasznego, ale to właśnie na tej fiszce, dziewczyna zapisała swój największy sekret i tajemnicę. Do tego odkryła, że jej siostra spotykała się z tajemniczym "ty". Do czego może doprowadzić grzebanie w cudzych śmieciach? Czy Juniper odnajdzie zaginioną fiszkę?
Kiedy widzę taką okładkę (tak, tak nie oceniaj książki po okładce! xD), od razu przychodzi mi na myśl, że książka będzie lekka i przyjemna, w sam raz na te piekielne upały, które ostatnio nie dają mi normalnie funkcjonować. Powiem wam, że Indeks szczęścia okazał się właśnie taką pozycją - spotkałam tutaj sympatyczną główną bohaterkę, ciekawą historię, oraz tajemnice które rozwiązywałam wraz z Juniper i jej paczką. Śmiało więc mogę powiedzieć, że Indeks szczęścia Juniper Lemon to idealna książka na upalne dni.
Autorka wciąga czytelnika w swoją historię. Dzięki temu, że ma bardzo lekkie pióro, jej powieść czyta się w błyskawicznym tempie co jest kolejnym plusem tej książki. Nie będę ukrywać - to nie jest lektura wyższych lotów, taka którą musicie koniecznie przeczytać i nie zapomnicie o niej przez długi czas. To po prostu przyjemna młodzieżówka, która nada się idealnie aby wziąć ją do ręki i usiąść wygodnie na tarasie, balkonie, czy kocu i zatracić się przez kilka godzin w świecie jaki wykreowała autorka.
Bohaterowie tej książki nie wyróżniają się niczym szczególnym - mnóstwo podobnych możemy poznać w innych książkach tego typu, więc raczej żaden z nich nie zostanie w mojej pamięci na dłużej, ale mimo to bardzo miło spędziłam czas odkrywając różne tajemnice i grzebiąc w śmieciach razem z nimi, w poszukiwaniu odpowiedzi na liczne pytania. Głowna bohaterka czasem denerwowała mnie swoją bezmyślnością i wściubianiem nosa tam gdzie nie powinna - bo prywatność to bardzo ważna sprawa! - ale koniec końców polubiłam ją. Inne postacie były mi raczej obojętne i czuję, że dość szybko o nich zapomnę.
Jeśli szukacie młodzieżówki, która pozwoli wam spędzić miło czas przy czytaniu, zwłaszcza w te upały, to Indeks szczęścia Juniper Lemon będzie idealny dla was. To jedna z tych książek, które czytasz z zapałem, za sprawą przyjemnego stylu autorki, oraz ciekawej historii, ale po kilku dniach o nich zapomnisz. Nie jest to lektura, która koniecznie musi się pojawić w waszej biblioteczce, ale nie zaszkodzi się za nią rozejrzeć gdzieś w księgarni czy bibliotece - to pozycja do relaksu i nada się idealnie jeśli szukacie czegoś niezobowiązującego i lekkiego. Powinna się spodobać fanom twórczości Greena, albo Rowell, jednak mistrzostwo świata to to nie jest. ;)
Moja ocena: 6/10
Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu IUVI!
wtorek, 18 lipca 2017
Zła krew - opinia | KOŃKURS
Tytuł: Zła krew
Autor: Sally Green
Tom: 1
Cykl: Zła krew
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Uroboros
Natan jest owocem zakazanego związku czarodziejki i czarownika. Jest w połowie biały, a w połowie czarny. Jego ojciec to najbardziej znany czarownik na świecie - nazywa się Marcus. To nie przynosi mu popularności wśród białych, z którymi mieszka oraz wychowuje się. Natan jest prześladowany - bicie i poniżanie to jedne z najbardziej łagodnych rzeczy jakie go dotykają w codziennym życiu. Kiedy wydaje się, że wszystko zaczyna się normować, nadchodzi niespodziewany cios, który dotknie Natana jeszcze bardziej niż wszystko co do tej pory przeżył. Czy chłopak ma szansę na normalne życie? Czy odnajdzie ojca? I o co chodzi z trzeba darami, które ma otrzymać w wieku 17 lat?
Zła krew to książka, która dość długo stała na mojej półce i wreszcie (za sprawą trzeciego zadania Bookathonu) doczekała sie przeczytania. Kiedy dopasowywałam ja do kategorii "Zła książka", miałam na myśli słowo "zło", które występuje w tytule, a nie sam fakt, że jest ona po prostu zła (mam nadzieję, że to zdanie nie wyszło jak masło maślane xD). Liczyłam na fajną książkę osadzoną w świecie magii i trochę podobną do Harry'ego, którego kocham, kocham, kocham x1000. No i moi kochani - zawiodłam się. I to bardzo.
Mimo iż rodziały tutaj są krótkie, to czesto miałam tak że trudno mi było dotrwać do kolejnego, przez monotonność i nudę. Bohaterowie nie wywarli na mnie jakiegoś więskszego wraażeni - byli po prostu zwyczani, płascy, czytałam już wiele książek z podobnymi postaciami, tak że te tutaj nie zapadły mi w pamięć. Początek zapowiadał się obiecująco i zainteresował mnie. Liczyłam na dużo akcji i jej zwrotów, no i niestety się przeliczyłam.
Wiele razy omijałam przydługie fragmenty opisów, albo dialogi, które kompletnie mnie nie interesowały. Szczerze mówiąc to nie wiem dlaczego ta książka ma aż 400 stron, spokojnie można by wszystko poskracać do mniejszej objętości. Pierwsze kilka stron było naprawdę obiecujące, ale potem robiło sie coraz nudniej i nudniej, a na końcu wyszły flaki z olejem zamiast dreszczyka emocji jaki zwykle dostajemy pod koniec książek fantasy. Tutaj końcówka absolutnie mnie nie porwała, wręcz przeciwnie - była dość przewidywalna i tak samo nudna jak pozostałe 3/4 książki.
Autorka nie wywołała u mnie żadnych emocji - czytałam jej powieść właściwie tak z automatu, odliczając strony do końca i omijając spory kawał tekstu. Liczyłam że szybko się z nią uporam, ale czytanie tej książki nie było przyjemne - robiłam to tylko po to żeby sprawdzić czy akcja jakoś się rozwinie, co się stanie na końcu. Teraz wiem, że trzeba było rzucić to w cholerę i zająć się czymś innym. No cóż - nie potrafimy przewidywać przyszłości. Tutaj ta umiejętność by mi się przydała, przynajmniej nie męczyłabym się z tą pozycją.
Piszę tą opinię kilka dni po skończeniu czytania i szczerze wam powiem, że w sumie to już nie bardzo pamiętam o czym ta książka właściwie była. Nie potrafię sobie też przypomnieć niektórych imion jakie tu się pojawiały. To chyba dowodzi, że ta lektura była kompletną stratą czasu. Nie polecam wam Złej krwi - uwierzcie są książki, które dużo bardziej wam się spodobają niż ta. Wiem że na pewno już nigdy jej nie przeczytam i odłożę gdzieś w najdalszy kąt mojej biblioteczki. Jedyny plus tej powieści to całkiem fajny początek oraz postać Aarona, który wydał mi się najbardziej barwnym i żywym bohaterem. Nie polecam.
Moja ocena: 2/10
Autor: Sally Green
Tom: 1
Cykl: Zła krew
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Uroboros
Natan jest owocem zakazanego związku czarodziejki i czarownika. Jest w połowie biały, a w połowie czarny. Jego ojciec to najbardziej znany czarownik na świecie - nazywa się Marcus. To nie przynosi mu popularności wśród białych, z którymi mieszka oraz wychowuje się. Natan jest prześladowany - bicie i poniżanie to jedne z najbardziej łagodnych rzeczy jakie go dotykają w codziennym życiu. Kiedy wydaje się, że wszystko zaczyna się normować, nadchodzi niespodziewany cios, który dotknie Natana jeszcze bardziej niż wszystko co do tej pory przeżył. Czy chłopak ma szansę na normalne życie? Czy odnajdzie ojca? I o co chodzi z trzeba darami, które ma otrzymać w wieku 17 lat?
Zła krew to książka, która dość długo stała na mojej półce i wreszcie (za sprawą trzeciego zadania Bookathonu) doczekała sie przeczytania. Kiedy dopasowywałam ja do kategorii "Zła książka", miałam na myśli słowo "zło", które występuje w tytule, a nie sam fakt, że jest ona po prostu zła (mam nadzieję, że to zdanie nie wyszło jak masło maślane xD). Liczyłam na fajną książkę osadzoną w świecie magii i trochę podobną do Harry'ego, którego kocham, kocham, kocham x1000. No i moi kochani - zawiodłam się. I to bardzo.
Mimo iż rodziały tutaj są krótkie, to czesto miałam tak że trudno mi było dotrwać do kolejnego, przez monotonność i nudę. Bohaterowie nie wywarli na mnie jakiegoś więskszego wraażeni - byli po prostu zwyczani, płascy, czytałam już wiele książek z podobnymi postaciami, tak że te tutaj nie zapadły mi w pamięć. Początek zapowiadał się obiecująco i zainteresował mnie. Liczyłam na dużo akcji i jej zwrotów, no i niestety się przeliczyłam.
Wiele razy omijałam przydługie fragmenty opisów, albo dialogi, które kompletnie mnie nie interesowały. Szczerze mówiąc to nie wiem dlaczego ta książka ma aż 400 stron, spokojnie można by wszystko poskracać do mniejszej objętości. Pierwsze kilka stron było naprawdę obiecujące, ale potem robiło sie coraz nudniej i nudniej, a na końcu wyszły flaki z olejem zamiast dreszczyka emocji jaki zwykle dostajemy pod koniec książek fantasy. Tutaj końcówka absolutnie mnie nie porwała, wręcz przeciwnie - była dość przewidywalna i tak samo nudna jak pozostałe 3/4 książki.
Autorka nie wywołała u mnie żadnych emocji - czytałam jej powieść właściwie tak z automatu, odliczając strony do końca i omijając spory kawał tekstu. Liczyłam że szybko się z nią uporam, ale czytanie tej książki nie było przyjemne - robiłam to tylko po to żeby sprawdzić czy akcja jakoś się rozwinie, co się stanie na końcu. Teraz wiem, że trzeba było rzucić to w cholerę i zająć się czymś innym. No cóż - nie potrafimy przewidywać przyszłości. Tutaj ta umiejętność by mi się przydała, przynajmniej nie męczyłabym się z tą pozycją.
Piszę tą opinię kilka dni po skończeniu czytania i szczerze wam powiem, że w sumie to już nie bardzo pamiętam o czym ta książka właściwie była. Nie potrafię sobie też przypomnieć niektórych imion jakie tu się pojawiały. To chyba dowodzi, że ta lektura była kompletną stratą czasu. Nie polecam wam Złej krwi - uwierzcie są książki, które dużo bardziej wam się spodobają niż ta. Wiem że na pewno już nigdy jej nie przeczytam i odłożę gdzieś w najdalszy kąt mojej biblioteczki. Jedyny plus tej powieści to całkiem fajny początek oraz postać Aarona, który wydał mi się najbardziej barwnym i żywym bohaterem. Nie polecam.
Moja ocena: 2/10
A żeby nie było, że dzisiaj tylko narzekam, to na sam koniec zostawiam was z konkursem, w którym do wygrania pobyt na zamku, oraz kilka książkowych gadżetów (szczegóły na plakacie). ;)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
Designed by Blokotek. All rights reserved.













