Poruszająca historia kenijskiej imigrantki | [PRZEDPREMIEROWO] Dalila

Poruszająca historia kenijskiej imigrantki | [PRZEDPREMIEROWO] Dalila

!Premiera 25.08.2017!

Tytuł: Dalila
Autor: Jason Donald
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 487
Wydawnictwo: Kobiece

Kenia. Państwo, które znajduje się we wschodniej Afryce. Daleko, daleko stąd. Założę się, że większość z nas nie zna obyczajów panujących w tamtym kraju - po prostu nie interesujemy się tym. Nie wiemy przez co przechodzą mieszkańcy Kenii, jak są tam traktowani. Irene Dalila Mwathi pochodzi z Kenii. Jej życie w rodzinnych stronach było męczarnią. Była traktowana jak niewolnica przez własnego wuja. Łut szczęścia sprawił, że uciekła do Wielkiej Brytanii, gdzie marzy o rozpoczęciu nowego życia. Niestety nie będzie to łatwe. Ludzie, którzy mieli jej pomóc skrzywdzili ją i dziewczyna znów musi uciekać i szukać schronienia w zupełnie obcym kraju. Czy Dalila odnajdzie swoje miejsce na Ziemi? Czy będzie szczęśliwa?

Ostatnio zaczynam sięgać po książki, które poruszają dość trudne tematy. Kiedy zobaczyłam opis Dalili, mówiący o tym, że to historia o poszukiwaniu bezpieczeństwa i swojego miejsca przez kenijską imigrantkę, właściwie od razu zaciekawiłam się tą historią. Chciałam ją poznać i odłożyć na chwilę te wszystkie fantastyczne i młodzieżowe powieści, po które z czasem coraz rzadziej sięgam. Chciałam poznać losy dziewczyny niewiele starszej ode mnie, która przeżyła prawdziwe piekło na Ziemi. Chciałam trochę lepiej zaznajomić się z tematem imigrantów, o których ostatnio dość dużo się mówi. Zrobiłam to. Przeczytałam książkę. I teraz, pisząc tą opinię, chciałabym również Was zachęcić do poznania tej historii. Bo to co przeczytałam wprawiło mnie w osłupienie. Szok. Niedowierzanie. Musicie to przeczytać. Po prostu.
Od razu zaznaczę, że Dalila to cholernie smutna historia, dla nieco starszych czytelników, ponieważ porusza naprawdę ciężkie tematy, które mogłyby nie zostać do końca zrozumiane dla młodszych osób. Poza tym autor nie bawi się w łagodniejsze opisywanie niektórych scen - pisze prosto z mostu, nie owija w bawełnę. Ukazuje trudności z jakimi nasza bohaterka musiała się mierzyć na co dzień. Pokazuje brutalność i okrutność ludzi oraz ich obojętność na cierpienie innych, zwłaszcza z obcą narodowością, czy kolorem skóry.

Nie każdy imigrant jest terrorystą - to wydaje mi się - główny przekaz jaki wynika z tej powieści. Wielu z nich cierpi, przeżywa swoje prywatne tragedie, potrzebuję oni pomocy. Historia Dalili oraz ludzi, których spotyka na swojej drodze wywołała u mnie mnóstwo emocji - szok, niedowierzanie, wzruszenie, smutek, poczucie wielkiej niesprawiedliwości... Kurde - nawet nie wiem jak do końca wyrazić to jak się czułam po skończeniu tej książki. Nigdy przedtem nie czytałam historii, która tak mocno by mną wstrząsnęła i wywołała tyle różnych emocji, że na końcu została tylko pustka i niedowierzanie, że takie rzeczy mają miejsce.
Czasami trzeba sobie zrobić przerwę. Przerwę od fantastyki, młodzieżówek, romansów, czy czegoś innego, po to aby sięgnąć po powieści takie jak Dalila. Po to aby uświadomić sobie niektóre rzeczy, coś przemyśleć, zastanowić się nad tym jakie życie mamy my, a jakie ludzie mieszkający wiele kilometrów od nas. Porównać jedno do drugiego po to żeby dojść do wniosku, ze to nasze nie jest takie złe, jak to zapewne często mamy w zwyczaju narzekać. Dalila nauczyła mnie, że choćby nie wiem co należy walczyć. Nawet jeśli wszystkie znaki na niebie i na Ziemi mówią inaczej, nigdy nie należy się poddawać. Trzeba czerpać z życia to co najlepsze i dawać od siebie tak wiele jak się tylko da.

Tym optymistycznym akcentem się z Wami żegnam i naprawdę zachęcam do sięgnięcia po Dalilę, która mocno wami wstrząśnie i poruszy was do granic możliwości. Nie spodziewałam się, że ta książka okaże się taka. Jestem pełna podziwu dla autora i sposobu w jaki to wszystko zebrał do kupy i opisał na kartach Dalili. Przeczytajcie. Warto.

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Kobiece

Książkowe miejsca, które chciałabym odwiedzić w wakacje ♥

Książkowe miejsca, które chciałabym odwiedzić w wakacje ♥

Cześć moi kochani!
Od kilku dni była cisza u mnie na blogu, a jest ona spowodowana tym, że na początku sierpnia zaczęłam moją pierwszą pracę, z której jestem ogromnie zadowolona, ale zabiera mi ona sporo wolnego czasu więc siłą rzeczy nie mogę pisać postów tak często jakbym chciała. Ale znalazłam dla Was chwilkę i postanowiłam, że czas zrobić sobie małą przerwę od ciągłych recenzji, a że mamy wakacje i z tej racji jeździmy do różnych ciekawych miejsc postanowiłam przygotować coś z tym związanego. Panie i Panowie przedstawiam Wam książkowe miejsca, do których chciałabym pojechać! ;D

Amsterdam (Gwiazd naszych wina)

To chyba jedyna realna opcja w tym zestawieniu. xD Już kiedy czytałam książkę czułam ten wspaniały klimat Amsterdamu zwłaszcza nocą, a kiedy oglądałam film i zobaczyłam ujęcia z tego miasta oczarowałam się jeszcze bardziej. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się i pojadę do Amsterdamu - od dłuższego czasu bardzo chciałabym to zrobić - kraj tulipanów, wiatraków, rowerów - idealna mieszanka jak dla mnie. *.* . Trzymajcie kciuki żeby się udało! xD

Hogwart

Każdy kto jest ze mną dłużej zapewne wie (a jak nie to teraz się dowie xD), że jestem wieeelką fanką przygód młodego czarodzieja , więc Hogwart musiał się znaleźć na tej liście musowo. Wyobraźcie sobie, że latacie miotłą po skończonych zajęciach, gdzieś na błoniach szkoły, abo odwiedzacie Harida w jego domku, lub - wersja dla leniuchów - odpoczywacie w Pokoju Wspólnym waszego domu, no ewentualnie jeśli lubicie ryzyko i strach możecie się wybrać do Zakazanego Lasu. Ahh marzenie każdego Potterheads <3

XVI wieczny Londyn z książki Moja Lady Jane

 ...czyli powieści, którą niedawno przeczytałam i z miejsca się w niej zakochałam. Świat jaki jest w niej przedstawiony wprost ocieka magią zmiennokształtnych, Londyn przedstawiony w książce urzekł mnie swoim klimatem i został idealnie opisany przez autorki. Aż chciałoby się wskoczyć na jakiegoś konia i pogalopować przez ulice miasta i okoliczne pastwiska. xD

Wiktoriańska Anglia z Diabelskich Maszyn 

Zauważyłam, że większość z tych miejsc jest jeszcze ładniejsza i ma więcej uroku nocą. Wyobraźcie sobie, że jedziecie właśnie na jakiś wytworny bal do Magnusa, ubrani w przepiękne suknie z tamtego okresu, które baaardzo mi się podobają, lub - wersja dla panów - w jakieś szykowne garnitury, fraki, lub coś innego z tamtej epoki. A w dzień przechodzicie sobie głośnymi uliczkami wiktoriańskiego Londynu i oglądacie wystawy dajmy na to kapeluszy, czy coś. xD 

Dwór Wiosny

Ewentualnie Nocy, ale póki co wolę Tamlina, bo przeczytałam dopiero pierwszą część cyklu pani Maas. Dwór Wiosny to przepiękne miejsce, w którym każda minuta byłaby przepełniona radością. Mieszkanie w pięknym domu, spacerowanie po jeszcze piękniejszym ogrodzie, magia krążąca w okół... Ahh pomarzyć można... xD

Parthenia z Zakazanego Życzenia

Miejsce pełne magii, dżinnów, ludzi w śmiesznych strojach (wiecie coś takiego jak nosili w bajce o Aladynie - nie wiem jak Was, ale mnie w sumie śmieszyły te aladynki - w sensie spodnie - Aladyna xD), magicznych lamp... Na stałe bym tam nie pojechała, bo wydaje mi się, że mogłoby mi być zdecydowanie za gorąco, ale na kilkudniowy urlop z chęcią bym się tam wybrała. Opalenizna gwarantowana!

Araluen ze Zwiadowców

Co prawda całej serii nie przeczytałam, bo w sumie już mi się dłużyła, ale z chęcią przeniosłabym się do Araluenu - miejsca, które wyobrażałam sobie jak typowe średniowieczne królestwo, z przystojnym Will'em, dzielnym Horace'm oraz sprytnym Haltem. A gdybym mogła wybrać się do chatki Halta byłabym przeszczęśliwa! :D

--------
Znając mnie to na pewno jeszcze o czymś zapomniałam, ale mój mózg został już prawie całkowicie spalony przez ten diabelski upał, więc póki co zostawiam was z taką listą. Podzielcie się w komentarzach dokąd to Wy chcielibyście się udać jeśli mielibyście taką możliwość (czy to miejsca realne, czy też kompletnie fikcyjne xD). Trzymajcie się jakoś w te upały, do napisania! :*
O świecie, w którym możliwa jest druga młodość...

O świecie, w którym możliwa jest druga młodość...

Tytuł: Starter
Autor: Lissa Price
Tom: 1
Cykl: Starter
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Albatros

Z czym kojarzy Ci się wojna bakteriologiczna? Zapewne z czymś związanym z wirusami, medycyną, cierpieniem, groźnymi bakteriami, które wyciekły w jakiś sposób z tajnego laboratorium, z krzywdami oraz śmiercią niewinnych ludzi. Jednak co potem? Kiedy wojna się skończyła ocaleli jedynie ci poniżej 20 oraz powyżej 60 roku życia. Nauka oraz technika bardzo się rozwinęły - w świecie w jakim żyje Callie wraz z młodszym bratem Taylor'em, starsi ludzie mogą kupować ciała tych młodych oraz korzystać z nich jak z własnych za ogromne pieniądze. Czy Callie sprzeda własne ciało dla dobra braciszka? Co knuje "firma", która zajmuje się sprzedawaniem ciał żywych ludzi? Jak wygląda społeczeństwo po wojnie bakteriologicznej?

Miałam dość spore oczekiwania co do tej książki. Liczyłam że będzie to powiew świeżości, coś nowego - nowe oblicze fantastyki, która powoli mi się przejada. Liczyłam na wspaniałą historię, pełną wzruszeń, zaskoczeń, lekturę od której nie będę się mogła oderwać. Lissa Price stworzyła ciekawą, ale troszkę niedopracowaną wizję świata po wojnie bakteriologicznej. Nie zawiodła mnie, ale mogło być troszkę lepiej.
Skoro mowa o wojnie, od której właściwie wszystko się zaczęło - uważam że jej wątek został potraktowany po macoszemu. Dostaliśmy tylko kilka wzmianek o tym, że takowa wojna miała miejsce, że po niej przeżyli tylko ci poniżej dwudziestu i powyżej sześćdziesięciu lat, ale oprócz tego kompletne nic. Nie wiemy dlaczego do niej doszło, jak wyglądała, kto z kim walczył. Niby była, ale nic o niej nie wiemy. A to według mnie jeden z najważniejszych wątków w książce, szkoda że został pominięty. Zamiast wprowadzać przewidywalny wątek miłosny, autorka mogła się skupić na opisaniu nam wojny bakteriologicznej oraz jej przebiegu.

Ale koniec o wojnie! Przejdźmy do Callie. Główna bohaterka to odważna dziewczyna, która buntuje się przeciwko systemowi. Zaraz, zaraz - to już kiedyś było! Taak, chociażby w Igrzyskach śmierci, do których porównywana jest ta dylogia (drugi tom - Ender wciąż przede mną). Nie zgadzam się z tym porównaniem, które nawet widnieje na okładce. Uważam że Starter to oryginalny i ciekawy cykl, którego potencjał nie został do końca wykorzystany przez autorkę. Przeczytałam Igrzyska chyba ze cztery razy i prócz podobnej bohaterki, oraz wątku buntowania się przeciwko władzy, nie zauważyłam innych podobieństw. To dwie zupełnie inne historie. Denerwuje mnie że większość nowszych książek ma poprzypinane łatki "podobna do...", podczas gdy większość z nich to zupełnie inna bajka.
Starter to powieść, przy której nie można się nudzić. Czytelnik absolutnie nie narzeka na brak akcji, ponieważ tam właściwie ciągle coś się dzieje, co jest wielkim plusem - nawet nie odczułam kiedy minęło te 400 stron. Nie brakuje również elementów zaskoczenia, zwrotów akcji, a nawet wzruszeń - raz byłam bliska płaczu. Bohaterowie są ciekawie wykreowani i posiadają różnorodne cechy charakteru - zarówno zalety jak i wady co dodaje im autentyzmu.

Jeśli szukacie historii z ciekawą fabułą, takiej przy której nie będziecie się nudzić to sięgnijcie po Startera. Mimo iż uważam, że niektóre wątki zostały napisane tak trochę "na odwal się" i nie poprowadzone do końca, przez co nie ma się wrażenia, że wszystko zostało dopięte na ostatni guzik i czuje się przez to lekki niedosyt, to jest to naprawdę intrygująca pozycja z oryginalną fabułą, ciekawym światem oraz pędzącą akcją. Jeśli kiedyś zobaczę Endera gdzieś w bibliotece to zapewne przeczytam, może niektóre wątki ze Startera nabiorą większego sensu po lekturze obu tomów.

Moja ocena: 7/10
Czerwień rubinu - szału ni ma

Czerwień rubinu - szału ni ma

Tytuł: Czerwień rubinu
Autor: Kerstin Gier
Tom: 1
Cykl: Trylogia czasu
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Media Rodzina

Zamknij oczy, usiądź wygodnie i wyobraź sobie, że mieszkasz w super, wypasionym domu wraz z całkiem sporą rodzinką, która jest dość pokręcona. Dlaczego? Już pomijając te wszystkie tajemnice i zagadki, o których istnieniu nawet nie masz pojęcia, pomijając to że twoja cioteczna babka czasem wpada w jakiś dziwny trans i... przewiduje przyszłość (?), oraz to, że wszyscy traktują twoją kuzynkę Charlottę jak najmądrzejszą, najpiękniejszą i najzdolniejszą osobę w całym wszechświecie, musisz żyć ze świadomością, że właśnie owa Charlotta jest nosicielką genu, który umożliwi podróże. Podróże. W. Czasie. Ale, ale! Pewnego pięknego dnia, kiedy wyskoczyłaś tylko na chwilke z domu żeby coś kupić (przyjmijmy, że to były bułki, bo niestety nie pamiętam xD) to ty przenosisz się kilka lat wstecz, a nie ona. Przypadek? Nie sądzę. xD

Właśnie to spotyka nastoletnią Gwendolyn, która jak się okazuje - posiada super umiejętność podróżowania w czasie. Jakby tego było mało, taką samą umiejętność posiada przystojny (jakżeby inaczej), inteligentny i nieznośny Gideon! Taa - absolutnie nie ma szans żeby Gwen chociaż pomyślała o nim w sensie - oo to mój przyszły chłop! Niee - gdzieżby tam - oni będą się nienawidzić, no a potem... Chyba nie trudno się domyślić. Przewidywalność jeden, Kerstin Gier zero.
Nasza kochana Gwen ma świetne poczucie humoru, które sprawiło, że ja Klaudia, która rzadko kiedy śmieje się przy czytaniu - wybuchnęłam śmiechem. Gwenny zaskoczyłaś mnie na plus! Kiedy już wydaje się, że życie dziewczyny bardziej skomplikowane być nie może - okazuje się że właśnie może! Dziewczyna będzie się musiała zmierzyć z tajemnicami z przeszłości, dziwnymi ludźmi, których było ciut za dużo jak na mój gust, i w sumie w jednym momencie naprawdę ciężko mi się było połapać kto jest kim, oraz zwykłymi codziennymi sprawami. Wraz z Gideonem i swoją przyjaciółką będzie stawiała czoło wszystkim przeciwnościom losu, które na nią czyhają. 

Przygody naszej Gwendolyn wciągają i intrygują aż do ostatniej strony, ale - tutaj znów na scenę wchodzi pani Przewidywalność - dość łatwo przewidzieć jak skończy się dana przygoda. Hej - Przewidywalność dwa, Kerstin Gier nadal zero... Muszę jednak przyznać autorce, że stworzyła bardzo interesujących głównych bohaterów, z których każdy miał swoje indywidualne cechy i nie byli oni sztuczni, albo płascy - ma sie wrażenie, że to trójwymiarowi ludzi, którzy żyją tak jak my, z tym że posiadają pewne niesamowite zdolności, których przeciętnym wyjadaczom chleba niestety brakuje. Słabi bohaterowie zero, pani Gier jeden!
Akcja pędzi na łeb na szyję - najpierw jesteś tutaj, potem już gdzieś indziej. Nie sposób się nudzić czytając, ale jak na książkę, która posiada 344 strony, spodziewałam się innego zakończenia. Mocniejszego. Z większą ilością akcji. Z różnymi zwrotami i niespodziankami. Pierwszy tom Trylogii Czasu kończy się tak... nijak. Nie zachęciła mnie ta końcówka do sięgnięcia po kolejny tom i w sumie nie wiem czy to zrobię. Jak na powieść, która swego czasu była tak trudno dostępna, że jedyne egzemplarze jakie były na sprzedaż kosztowały kilkadziesiąt złotych, jak na mnóstwo pochlebnych opinii o tej książce to cóż... jestem trochę zawiedziona. Spodziewałam się czegoś lepszego, a dostałam kilka podróży w czasie, nijakie zakończenie, które za nic nie zachęca do sięgnięcia po dalsze tomy, mnóstwo drugoplanowych bohaterów, których w większości już nie pamiętam, oraz dość rozwlekły wstęp do całej historii. Bo o ile akcja tutaj jest, to wszystko kręci się wokół jednej rzeczy i ciężko mi to wytłumaczyć, ale niby cały czas się coś działo, a jednak odczułam wrażenie że książka była dość nudna i rozwlekła - można było napisać coś więcej przez te 344 strony. Nie jestem usatysfakcjonowana tą historią, ale dla samej Gwenny i wątku podróży w czasie warto się z nią zapoznać. ;)

Moja ocena: 6/10 

Nie ładnie grzebać w cudzych śmieciach! | Indeks szczęścia Juniper Lemon - opinia

Nie ładnie grzebać w cudzych śmieciach! | Indeks szczęścia Juniper Lemon - opinia

Tytuł: Indeks szczęścia Juniper Lemon
Autor: Julie Israel
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 372
Wydawnictwo: IUVI

Minęło dokładnie 65 dni od wypadku, który zmienił życie Juniper Lemon na zawsze. Straciła swoją siostrę Camillę i od tamtego czasu jej życie oraz całe otoczenie zmieniło się o 360 stopni. Juniper stara się dzielnie stawiać czoło codziennej rutynie oraz żyć bez Cami. Pomaga jej w tym Indeks Szczęścia, który powstał jeszcze kiedy jej siostra żyła. Nasza bohaterka zapisuje w nim wszystkie dobre chwile, które spotkały ją w danym dniu. Jednak pewnego dnia jedna z fiszek, które wchodzą w skład Indeksu znika. Niby nic strasznego, ale to właśnie na tej fiszce, dziewczyna zapisała swój największy sekret i tajemnicę. Do tego odkryła, że jej siostra spotykała się z tajemniczym "ty". Do czego może doprowadzić grzebanie w cudzych śmieciach? Czy Juniper odnajdzie zaginioną fiszkę?

Kiedy widzę taką okładkę (tak, tak nie oceniaj książki po okładce! xD), od razu przychodzi mi na myśl, że książka będzie lekka i przyjemna, w sam raz na te piekielne upały, które ostatnio nie dają mi normalnie funkcjonować. Powiem wam, że Indeks szczęścia okazał się właśnie taką pozycją - spotkałam tutaj sympatyczną główną bohaterkę, ciekawą historię, oraz tajemnice które rozwiązywałam wraz z Juniper i jej paczką. Śmiało więc mogę powiedzieć, że Indeks szczęścia Juniper Lemon to idealna książka na upalne dni.
Autorka wciąga czytelnika w swoją historię. Dzięki temu, że ma bardzo lekkie pióro, jej powieść czyta się w błyskawicznym tempie co jest kolejnym plusem tej książki. Nie będę ukrywać - to nie jest lektura wyższych lotów, taka którą musicie koniecznie przeczytać i nie zapomnicie o niej przez długi czas. To po prostu przyjemna młodzieżówka, która nada się idealnie aby wziąć ją do ręki i usiąść wygodnie na tarasie, balkonie, czy kocu i zatracić się przez kilka godzin w świecie jaki wykreowała autorka.

Bohaterowie tej książki nie wyróżniają się niczym szczególnym - mnóstwo podobnych możemy poznać w innych książkach tego typu, więc raczej żaden z nich nie zostanie w mojej pamięci na dłużej, ale mimo to bardzo miło spędziłam czas odkrywając różne tajemnice i grzebiąc w śmieciach razem z nimi, w poszukiwaniu odpowiedzi na liczne pytania. Głowna bohaterka czasem denerwowała mnie swoją bezmyślnością i wściubianiem nosa tam gdzie nie powinna - bo prywatność to bardzo ważna sprawa! - ale koniec końców polubiłam ją. Inne postacie były mi raczej obojętne i czuję, że dość szybko o nich zapomnę.
Jeśli szukacie młodzieżówki, która pozwoli wam spędzić miło czas przy czytaniu, zwłaszcza w te upały, to Indeks szczęścia Juniper Lemon będzie idealny dla was. To jedna z tych książek, które czytasz z zapałem, za sprawą przyjemnego stylu autorki, oraz ciekawej historii, ale po kilku dniach o nich zapomnisz. Nie jest to lektura, która koniecznie musi się pojawić w waszej biblioteczce, ale nie zaszkodzi się za nią rozejrzeć gdzieś w księgarni czy bibliotece - to pozycja do relaksu i nada się idealnie jeśli szukacie czegoś niezobowiązującego i lekkiego. Powinna się spodobać fanom twórczości Greena, albo Rowell, jednak mistrzostwo świata to to nie jest. ;)

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu IUVI! 
Zła krew - opinia | KOŃKURS

Zła krew - opinia | KOŃKURS

Tytuł: Zła krew
Autor: Sally Green
Tom: 1
Cykl: Zła krew
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Uroboros

Natan jest owocem zakazanego związku czarodziejki i czarownika. Jest w połowie biały, a w połowie czarny. Jego ojciec to najbardziej znany czarownik na świecie - nazywa się Marcus. To nie przynosi mu popularności wśród białych, z którymi mieszka oraz wychowuje się. Natan jest prześladowany - bicie i poniżanie to jedne z najbardziej łagodnych rzeczy jakie go dotykają w codziennym życiu. Kiedy wydaje się, że wszystko zaczyna się normować, nadchodzi niespodziewany cios, który dotknie Natana jeszcze bardziej niż wszystko co do tej pory przeżył. Czy chłopak ma szansę na normalne życie? Czy odnajdzie ojca? I o co chodzi z trzeba darami, które ma otrzymać w wieku 17 lat?

Zła krew to książka, która dość długo stała na mojej półce i wreszcie (za sprawą trzeciego zadania Bookathonu) doczekała sie przeczytania. Kiedy dopasowywałam ja do kategorii "Zła książka", miałam na myśli słowo "zło", które występuje w tytule, a nie sam fakt, że jest ona po prostu zła (mam nadzieję, że to zdanie nie wyszło jak masło maślane xD). Liczyłam na fajną książkę osadzoną w świecie magii i trochę podobną do Harry'ego, którego kocham, kocham, kocham x1000. No i moi kochani - zawiodłam się. I to bardzo.
Mimo iż rodziały tutaj są krótkie, to czesto miałam tak że trudno mi było dotrwać do kolejnego, przez monotonność i nudę. Bohaterowie nie wywarli na mnie jakiegoś więskszego wraażeni - byli po prostu zwyczani, płascy, czytałam już wiele książek z podobnymi postaciami, tak że te tutaj nie zapadły mi w pamięć. Początek zapowiadał się obiecująco i zainteresował mnie. Liczyłam na dużo akcji i jej zwrotów, no i niestety się przeliczyłam.

Wiele razy omijałam przydługie fragmenty opisów, albo dialogi, które kompletnie mnie nie interesowały. Szczerze mówiąc to nie wiem dlaczego ta książka ma aż 400 stron, spokojnie można by wszystko poskracać do mniejszej objętości. Pierwsze kilka stron było naprawdę obiecujące, ale potem robiło sie coraz nudniej i nudniej, a na końcu wyszły flaki z olejem zamiast dreszczyka emocji jaki zwykle dostajemy pod koniec książek fantasy. Tutaj końcówka absolutnie mnie nie porwała, wręcz przeciwnie - była dość przewidywalna i tak samo nudna jak pozostałe 3/4 książki.
Autorka nie wywołała u mnie żadnych emocji - czytałam jej powieść właściwie tak z automatu, odliczając strony do końca i omijając spory kawał tekstu. Liczyłam że szybko się z nią uporam, ale czytanie tej książki nie było przyjemne - robiłam to tylko po to żeby sprawdzić czy akcja jakoś się rozwinie, co się stanie na końcu. Teraz wiem, że trzeba było rzucić to w cholerę i zająć się czymś innym. No cóż - nie potrafimy przewidywać przyszłości. Tutaj ta umiejętność by mi się przydała, przynajmniej nie męczyłabym się z tą pozycją.

Piszę tą opinię kilka dni po skończeniu czytania i szczerze wam powiem, że w sumie to już nie bardzo pamiętam o czym ta książka właściwie była. Nie potrafię sobie też przypomnieć niektórych imion jakie tu się pojawiały. To chyba dowodzi, że ta lektura była kompletną stratą czasu. Nie polecam wam Złej krwi - uwierzcie są książki, które dużo bardziej wam się spodobają niż ta. Wiem że na pewno już nigdy jej nie przeczytam i odłożę gdzieś w najdalszy kąt mojej biblioteczki. Jedyny plus tej powieści to całkiem fajny początek oraz postać Aarona, który wydał mi się najbardziej barwnym i żywym bohaterem. Nie polecam.

Moja ocena: 2/10 

A żeby nie było, że dzisiaj tylko narzekam, to na sam koniec zostawiam was z konkursem, w którym do wygrania pobyt na zamku, oraz kilka książkowych gadżetów (szczegóły na plakacie). ;)


Najlepsza ksiązka tego roku? | [PRZEDPREMIEROWO] Moja Lady Jane

Najlepsza ksiązka tego roku? | [PRZEDPREMIEROWO] Moja Lady Jane

Tytuł: Moja Lady Jane
Autor: Cynthia Hand, Brodi Ashton, Jodi Meadows
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: SQN

Król Edward umiera. Tak drogi czytelniku jego dni są policzone. Z tej racji musi wybrać swojego następcę, który po jego śmierci zasiądzie na tronie Anglii. W ten sposób wpląta swoją najlepszą przyjaciółkę i kuzynkę - lady Jane Grey - w związek małżeński, który będzie miał za zadanie zachować ciągłość jego dynastii, oraz zapobiec anarchii w kraju. Lady Jane Grey ma wyjść za... konia. Nie to nie jest błąd, ona naprawdę wychodzi za mąż za konia. No prawie. Ponieważ Gifford (ale mówcie mu G) jest Eðdianinem, czyli potrafi zmieniać się w zwierzę (jak mnóstwo innych ludzi w szesnastowiecznej Anglii). To tylko niewielki wstęp tej zwariowanej i niesamowitej historii, która serwują nam autorki.

Ta książka jest totalnie pokręcona. Wierzcie mi lub nie, ale bardzo rzadko śmieje się podczas czytania. Natomiast w przypadku Mojej Lady Jane po prostu nie mogłam się powstrzymać i co chwila wybuchałam śmiechem. Już sam opis sugeruje, że nie będzie to do końca normalna historia, lecz coś totalnie przeciwnego (hahah oczywiście w pozytywnym znaczeniu xD). Dialogi między naszymi bohaterami, przerywniki narratorek, oraz ich bujna (naprawdę bujna xD) wyobraźnia i wspaniały styl pisania czynią tę książkę jedną z najwspanialszych i najzabawniejszych jakie przeczytałam w tym roku.
Bohaterów nie da się nie lubić (no chyba, że mowa o tych złych gościach, których z założenia się nie lubi xD). Zarówno Jane, G, Edward, jak i Grace mają ogromny dystans do siebie oraz spore poczucie humoru. Przy tym wszystkim są bardzo wyluzowani oraz bardzo autentycznie wykreowani przez autorki. Nie potrafię wybrać kto z tej czwórki przypadł mi do gustu najbardziej, bo każdy z osobna był świetną postacią.

Rozdziały poświęcone są głównie Jane, G, oraz Edwardowi, a pisane są w trzeciej osobie. W ogóle narracja tej powieści to mistrzostwo świata. Biję pokłony autorkom. Właściwie od samego początku akcja porywa nas ze sobą i nie chce wypuścić aż do ostatniej strony (styl autorek jest tak świetny, że nawet podziękowania czytałam, a nigdy mi się to nie zdarza xD). Ta powieść was zachwyci za sprawą genialnego stylu w jakim jest napisana, historii opowiedzianej zupełnie inaczej niż dotychczas (i dużo, dużo ciekawiej), masie zabawnych dialogów czy sytuacji, wątkiem miłosnym, który jest jednym z najlepszych z jakim do tej pory się spotkałam, oraz świeżym pomysłem na akcję za sprawą Eðianinów.
Wydaje mi się ze tutaj nie ma nic więcej do dodania - ta książka to niesamowita przygoda, pełna magii, uroku, humoru, pozytywnie zakręconych postaci, oraz cudownego stylu i wyobraźni autorek. To powieść idealna dla fanów koni, fretek, pustułek, lisów, psów, a nawet mułów - dla każdego coś dobrego. xD Jeśli chcecie zanurzyć się w świecie szesnastowiecznej Anglii, który jest oparty na PRAWDZIWYCH WYDARZENIACH Z HISTORII TEGO KRAJU, oraz poznać historię na nowo, to po prostu musicie przeczytać Moją Lady Jane. Co ja gadam - tak czy siak powinniście to zrobić. Lektura porwie was z krzeseł i pozwoli na świetną zabawę przez kilka godzin. Na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę. <3

Moja ocena: 10/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu SQN!

 Książka dostępna w przedsprzedaży tutaj. :)
Pax - recenzja

Pax - recenzja

Tytuł: Pax
Autor: Sara Pennypacker, Jon Klassen
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 296
Wydawnictwo: IUVI

Jestem Pax. Jestem niewielkim liskiem, zostałem uratowany przez Petera - mojego chłopca. Peter opiekował się mną przez pięć niezapomnianych lat, podczas których bardzo się zżyliśmy i pokochaliśmy. Mieszkamy razem z jego tatą, który bywa porywczy i wybuchowy. Pewnego dnia Peter i jego tata wsadzili mnie do samochodu - super, będzie wycieczka... Kiedy wysadzili  mnie gdzieś w lesie i zostawili małego żołnierzyka - moją ukochaną zabawkę, oraz gdy zobaczyłem łzy na twarzy mojego chłopca, zrozumiałem że to nie będzie zwykła wycieczka. Po chwili zostałem sam, widziałem tylko tył odjeżdżającego samochodu. Jak się później okazało - ludzi zostali zarażeni wojną, przez co musiałem radzić sobie sam. Jestem Pax. I oto moja historia.
Gdyby nie Bookathon, pewnie nieprędko zabrałabym się za tę książkę. Wydawało mi się, ze będzie to lekka i zabawna historyjka głównie dal młodszych dzieci. Jeśli też tak myślisz - jesteś w błędzie. Pax to nie bajka dla dzieci. To książka dla każdego - niezależnie od wieku. A tym bardziej dla miłośników zwierzaków i Małego Księcia, oraz książek z których można wynieść wiele nauk oraz lekcji życiowych.

Autorzy stworzyli piękną i smutną historię, w której pierwsze skrzypce grają Peter i Pax, a raczej przyjaźń i miłość jaka jest między nimi. To w jaki sposób Peter troszczy się o Paxa i Pax o Petera jest piękne i wzruszające. Książka ta pokazuje że dorośli powinni wielu rzeczy uczyć się od dzieci - między innymi miłości do zwierząt, wrażliwości, walki w słusznej sprawie. To pozycja przy której nie jeden raz uronisz łzy, ale z zapałem będziesz czytać dalej.
Pax prowadzony jest z dwóch perspektyw - Petera oraz jego liska, co było bardzo przyjemnym doświadczeniem i pozwoliło na bieżąco śledzić wydarzenia oraz akcje z dwóch punktów widzenia. Poza tym możemy przeczytać o uczuciach jakimi darzą się nawzajem bohaterowie. Czuć taką specyficzną więź między nimi. To uczucie było po prostu piękne. Prócz Petera i Paxa poznajemy także Vole, która wniesie dość sporo od siebie do całej powieści. Razem z nią będziemy poznawać samych siebie i uczyć się żyć dalej mimo iż wydaje się, że cały nasz świat legł w gruzach. Bo niektórych rzeczy nie da się cofnąć. Trzeba je zaakceptować i żyć dalej.

Jeśli szukacie historii z przesłaniem, takiej która da wam do myślenia, oraz będzie napisana w podobnym stylu co Mały Książę, to Pax będzie idealny dla Was. Nie ważne ile macie lat, ta książka nadaje się i dla starszych i dla młodszych czytelników. To cudowna historia o miłości człowieka i zwierzęcia, o trudach wojny, losie zwierząt w trakcie wojny, oraz o ludziach i ich psychice. Tylko nie zapomnijcie chusteczek, mogą wam się przydać. :)

Moja ocena: 8/10
Zapytaj blogera! #1 Co mi daje czytanie?

Zapytaj blogera! #1 Co mi daje czytanie?

Ostatnio naszła mnie ochota na różne rozkminy i rozmyślania. Stąd pomysł na ten post i nowy cykl - Zapytaj blogera. Będę się starała żeby raz na jakiś czas pojawiała się notka, w której będziecie mogli poczytać nie tylko moje zdanie na jakiś temat (nawet niekoniecznie związany z książkami), ale również zdania i opinie innych blogerów książkowych (i nie tylko!xD). Kilka(naście) dni temu w mojej głowie narodziło się tytułowe pytanie - Co mi daje czytanie? Oprócz tego, że muszę na to poświęcić chwilę czasu, przez co często odkładałam jakieś szkolne pierdoły na bok xD, to co z tego mam?
Doszłam do wniosku, że czytanie pozwala mi na chwilę oderwać się od codzienności. Mogę przebywać w różnych miejscach - mniej i bardziej niesamowitych. Poza tym spędzam miło czas i szlifuję swój polski. Dzięki książkom założyłam tego bloga i jestem tutaj z Wami pisząc tego posta. Poznałam kilka osób, z którymi rozmawiam o książkach, ale nie tylko. Szczerze mówiąc książki to temat, który poruszamy najrzadziej. xD

Co na ten temat mają do powiedzenia inne blogerki?

Pytanie słyszane przeze mnie prawie każdego dnia. Od rodziców, znajomych,  a nawet pani bibliotekarki!  Nazbierałabym wiele zalet, ale kilka jest na podium tych statystyk, więc warto je przedstawić.
Książki, tak samo jak czytanie są dla mnie niezmiernie ważne. Zagłębiając się całe dnie w zawiłe zadania matematyczne lub wydarzenia historyczne, po jakimś czasie mam dość. Z tym problemem pomagają mi książki, odrywając od rzeczywistości. Zostawiam sprawy szkolne i przyziemne gdzieś w oddali i przenoszę  się w inne rejony, z tego co zauważyłam, najczęściej ląduję w USA. Wiem, że to brzmi banalnie,  ale drugi argument jest już bardziej skomplikowany :)
Czytam, więc kumuluje się we mnie milion opinii. Pragnę się nimi dzielić, więc prowadzę bloga o książkach; łatwo można wywnioskować,  że w takim razie piszę. Natomiast pisząc nawiązuję kontakt z innymi czytelnikami i molami książkowymi. Mogę się wygadać na nurtujące mnie tematy, a też ponarzekać na niektóre rozwiązania wprowadzone przez autorów. Wszystko to dzięki czytaniu. Dziękuję książki!
Co mi daje czytanie? Cóż, to na pewno dość ciężkie pytanie. 
Zacznę od tego, że książki towarzyszą mi od dzieciństwa i chyba już wtedy moja rodzina wiedziała, że będę czytała dużo i często. Czytanie to specyficzny rodzaj podróży, dzięki któremu rozwinęłam się, znalazłam pasję i wybrałam coś, z czym chcę wiązać swoje życie w przyszłości. 
Nie pamiętam wszystkich książek, które przewinęły się przez moje ręce, ale jestem pewna, że każda z nich coś wniosła do mojego życia. Czytanie dało mi wiele i cieszę się, że należę do mniejszości, która czyta książki. 
Początkowo czytanie było dla mnie umileniem sobie dnia. Lubiłam przyjść z biblioteki szkolnej lub miejskiej ze stosikiem książek i w czasie wolnym, kiedy się nudziłam, oddawałam się lekturze. Czytanie dawało mi chwilę spokoju, odpoczynku no i radości z poznawania nowych historii. W tamtym okresie książka nie była dla mnie zła lub dobra, lecz po prostu była. Teraz trochę się z tym pozmieniało. Naturalnie dalej czytanie daje mi spokój, jak i radość. Jednak teraz ta czynność dostarcza mi więcej emocji. Uwielbiam wczytywać się i poznawać nowe historie, ponieważ daje mi to doświadczenia, których w codziennym życiu nigdy nie będę mieć np. Czarowania z Harry’ego Pottera czy innej fantastyki. Dodatkowo kryminały dostarczają mi dreszczyku i tajemnic, których w większości filmów nie da się idealnie odwzorować. Reasumując, czytanie daje mi zaznawanie przygód niecodziennych w zwykły dzień.
Co mi daje czytanie? Przede wszystkim mnóstwo emocji - uwielbiam śmiać się nad książką, płakać czy też bać się o to, co zastanę na kolejnej stronie. Książki są prawdziwymi skarbnicami emocji i za to najbardziej je cenię. Uwielbiam to uczucie, gdy budzą się we mnie tak ogromne emocje, że nie wiem czym się zająć, żeby nie myśleć o skończonej książce. Poza tym czytanie jest dla mnie przyjemną odskocznią od codziennych obowiązków i relaksem na zakończenie dnia. Kiedy mam stresujący dzień książka jest jak lekarstwo, gdy kładę się wieczorem do łóżka i sięgam po lekką powieść dla rozluźnienia umysłu - od razu przyjemniej się zasypia ;) Czytanie nie tylko mnie odpręża, gwarantuje świetną zabawę, ale też niejednokrotnie poszerza horyzonty i pozwala spojrzeć na pewne sprawy z nowej perspektywy, uświadomić z jakimi problemami niekiedy muszą zmierzyć się ludzie. Często wczuwam się w role bohaterów i zadaję sobie samej pytanie: "co ja bym zrobiła na ich miejscu"? Krótko mówiąc - czytanie zapewnia mi przeżywanie niepowtarzalnych chwil, fascynujących przygód i pozwala zapomnieć na chwilę o całym świecie.
Czytanie od zawsze jest czymś co kocham. Miłością do książek zaraziła mnie mama i tak mi już zostało. Po za tym, że według badań czytanie przynosi wiele korzyści (zmniejsza stres, powiększa zasób słownictwa itd.), to dla mnie książki są przede wszystkim odskocznią od rzeczywistości. Po za tym, mam wrażenie, że gdyby nie niektóre książki, to nie byłabym teraz tym kim jestem. Czytając potrafię całkowicie stracić poczucie czasu. Mogę zapomnieć o wszystkim wokół mnie i całkowicie przenieść się do świata opisanego w powieści, a później żyć w nim jeszcze kilka dni na tzw. "kacu książkowym". Książki to dla mnie ten rodzaj magii, do którego nie potrzeba różdżki ani szklanej kuli, a działa równie dobrze.
Czytanie książek jest dla mnie najcudowniejszą rzeczą na świecie.  Gdy czytam mogę znaleźć się w dowolny miejscu i czasie. Wchodzę w kogoś życie i czuję się jakbym była uczestnikiem tych zdarzeń. Książki pozwalają mi rozwinąć moją wyobraźnię do tego stopnia, że mogę znaleźć się gdziekolwiek. Odkąd nauczyłam się czytać nie wyobrażam sobie życia bez książek. Ksiązki traktuje jak tlen potrzebny do życia. Czytam dlatego, ponieważ książki dostarczają mi prawdziwych emocji i doświadczeń życiowych. Uważam, że książki czyta coraz więcej osób i myślę, że to dzięki internetowi i nam blogerom, ponieważ możemy zarazić kogoś naszą pasją. Właśnie to jest najlepsze w czytaniu.
Weronika z weruczyta
Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć, co daje mi czytanie. Jest bardzo dużo korzyści z niego płynących. Po pierwsze: to idealna, relaksująca forma rozrywki, która potrafi umilić czas i sprawić, że na moment zapomina się o codziennych problemach i „odpływa” w inny świat. U mnie sprawdza się świetnie jako reduktor stresu – po ciężkim dniu otwarcie książki od razu poprawia humor :)
Wiadomo powszechnie, że dzięki czytaniu stajemy się lepszymi ludźmi nie tylko, jeśli chodzi o naszą wiedzę, ale także o sferę emocjonalną. Sięganie po różne powieści w jakiś sposób też uwrażliwia i zmienia sposób, w jaki postrzegamy świat. Już samo to daje odzwierciedlenie w naszym codziennym życiu. Oczywiście, książki są też kopalnią niezliczonej ilości informacji, które przyswajamy w ciekawy i niezniechęcający sposób. Przecież różnica w uczeniu się o postaci historycznej z podręcznika, a z dobrze napisanej biografii jest ogromna…
 Czytanie pozwala też podszkolić języki obce. Już nie raz miałam tak, że czekanie na polskie wydanie kolejnego tomu ukochanej serii wydawało mi się za długie, więc zamawiałam wersję oryginalną z zagranicy. Mimo tego, że na początku takie czytanie szło opornie, to jednak całość zawsze udało mi się pochłonąć bez większych problemów. To niezawodny sposób na oswojenie się z budową zdań charakterystycznych dla m.in. języka angielskiego i poznanie ogromnej ilości nowych słów. Później podczas lekcji samemu można się zdziwić, jakim cudem te wszystkie wyrazy się pamięta ;)
Nic, tylko brać się za kolejne tytuły czekające na półce :)
 ****
Dziękuję dziewczynom za poświęcony czas na napisanie tych odpowiedzi! :) Dajcie znać czym dla was jest czytanie i jak wam idzie Bookathon (o ile bierzecie w nim udział xD). Może macie pomysły na to o czym mogłabym wraz z innymi blogerami napisać w kolejnej odsłonie Zapytaj blogera? W takim razie dajcie znać w komentarzu! :) Teraz już nie zabieram wam czasu, miłego poniedziałku! :)
Podsumowanie maja i czerwca, stosik, plany na bookathon :)

Podsumowanie maja i czerwca, stosik, plany na bookathon :)

Cześć i czołem ludziki! :D
Obrazki pochodzą z Google grafika :)
Mamy wakacje, a co się z tym wiąże mnóstwo wolnego czasu. Powiem wam, że co roku obiecuję sobie, że dane wakacje będą wyjątkowe, zrobię coś co chciałam zrobić od dawna, pojadę gdzieś... I w sumie zazwyczaj wrzesień przychodzi, a ja stoję w punkcie wyjścia. No więc mam nadzieję, że w tym roku rzeczywiście uda mi się zrealizować chociaż trochę moich postanowień i planów, tym bardziej że będą to ostatnie takie typowe wakacje (lipiec i sierpień), bo za we wrześniu zaczynam klasę maturalną, a potem studia. Tak te wakacje  muszą być inne! <3

Mamy koniec czerwca, a więc pasuje jakoś ładnie podsumować ostatnie dwa miesiące. Na początku może trochę wam opowiem co się działo u mnie poza czytaniem książek. ;)
W maju brałam udział w Dniu Sportu, który był organizowany u mnie w szkole - pochwalę się nawet - zajęłam drugie miejsce w skoku w dal! xD Mój pierwszy sportowy dyplom zaraz zawiśnie na ścianie. xDD Poza tym pojechałam na kilka wycieczek rowerowych z siostrą i kuzynem (najlepsza ekipa xD) i zjadłam duuużo lodów. xD Oo i w maju był finał czwartego sezonu The 100 <333 Ludzie, co ja wtedy czułam, chyba wszystkie paznokcie obgryzłam jak oglądałam ten odcinek. <3 Jeśli jeszcze nie znacie The 100, to wakacje są najlepszym czasem żeby to zmienić. Polecam z całego serca <33
W czerwcu przeżyłam coś niesamowitego - Parada Smoków. Jeśli ktoś był to piszcie w komentarzach <3 Mowa tutaj o paradzie, która miała miejsce w Krakowie o 22. To było przepiękne - te wszystkie fajerwerki, cały ten pokaz, muzyka, światła, cienie, woda... Tego się nie da opisać - to trzeba przeżyć <3 Byłam również w Krakowie z koleżankami i na meeega długiej wycieczce rowerowej - 60 kilosów przejechaliśmy. xD Aa no i odważyłam się i poszłam na młota - ludzie jak ja się tam darłam, ale było warto <3

Dobra, trochę się rozpisałam, ale teraz już przechodzę do książek, które przeczytałam przez te dwa miesiące (bardzo możliwe, że o jakiejś zapomniałam XD):

Maj:
Czerwiec:
Może ilościowo ten wynik nie powala, ale ja i tak jestem zadowolona, lepsze tyle niż nic, a poza tym postanowiłam sobie, że będę teraz mniej czasu poświęcała na czytanie, a więcej na całą resztę rzeczy. xD Noo w sumie zaraz po bookathonie, bo zamierzam wtedy czytać ile tylko będę mogła, ale potem już przerwa. xD

Stwierdziłam, że daruję sobie podsumowanie wyświetleń, postów, komentarzy, obserwatorów (jest was już 138 <33), bo nie chce mi się tego wszystkiego teraz sprawdzać, a pewnie i tak mało kto czyta te wszystkie cyferki. xD - umysł humanistki xD

Za to teraz przejdę do tej superowej części - stosiku! <3 Powiem wam, że od lutego (chyba) nie kupiłam ani jednej książki <3 Te perełki poniżej dostałam od wydawnictw. A więc:
  • Kłamca i szpieg - (od wyd. IUVI) króciutka książeczka, która niestety mnie nie zachwyciła :/
  • Kamień i sól - (j.w.) świetna kontynuacja Ognia i wody, serdecznie wam polecam tą historię
  • Lato Eden x2 - (j.w.) bardzo przyjemna młodzieżówka, która porusza trudne tematy. Dostałam dwa egzemplarze i nawet się zastanawiałam czy zrobić jakiś konkurs, ale jeszcze muszę nad tym pomyśleć. xD
  • Ponad wszystko - (od wyd. Dolnośląskiego) musiałam ją przeczytać przed obejrzeniem filmu, urocza historia, którą bardzo szybko się czyta :)
  • Słońce też jest gwiazdą - (j.w.) kolejna książka pani Yoon, która podobała mi się jeszcze bardziej od Ponad wszystko, niesie ze sobą piękne przesłanie i zostaje z czytelnikiem na dłużej
  • Alive/Żywi - (od wyd. Feeria Young) czyli dobry wstęp do drugiego tomu (który jest o niebo lepszy) - historia o dzieciakach, które nic nie pamiętają i budzą się w trumnie
  • Alight/Rozpaleni - (j.w.) drugi tom Generacji, podobny do The 100 i Więźnia Labiryntu - bardzo mi się podobał. ;)
No i na koniec chciałabym wam przedstawić moje plany na tegoroczny bookathon. Tak na marginesie to po raz pierwszy biorę w tym udział i mam nadzieję, że uda mi się przeczytać, chociaż połowę z tych książek. ^^
1. Pax - z tego co pamiętam to jest to historia przyjaźni chłopca i lisa, a poza tym szybko się ją czyta więc myślę, że idealnie pasuje do pierwszego wyzwania.
2. Starter - już od dłuższego czasu mam na nią oko, więc cieszę się, że miałam możliwość wypożyczenia jej z biblioteki. A czy jest o przyszłości? Hmm wojna bakteriologiczna przecież może w przyszłości nastąpić. Kto wie? ;)
3. Ta kategoria chyba budzi największy kłopot - jaką złą książkę tutaj wybrać? Stwierdziłam, że nie chcę tracić czasu na czytanie czegoś złego, więc może by tak przeczytać coś ze słowem "zły" w tytule? ;) Szybki rzut okiem na biblioteczkę i już mam! Zła krew - która stoi u mnie na półce chyba z półtorej roku, więc wreszcie doczeka się przeczytania. ^^
4. Tą kategorią odpuszczam całkowicie, bo nie lubię czytać biografii i nie chcę tego robić. :) Ale - Pax może się liczyć jako biografia tego liska. xD Kombinowane, ale jest. xDD
5. 13 powodów - hit ostatnich tygodni, wszystko za sprawą serialu, którego obejrzałam chyba ze 4 odcinki i w sumie jest całkiem spoko, ale bez jakiegoś szału. Już kiedyś próbowałam to przeczytać, ale coś mi nie wyszło, więc spróbuję teraz. A temat tabu jest - samobójstwo, depresja i te sprawy.
6. Dziewczyna z pociągu, albo Fantastyczne zwierzęta - zależy co szybciej będzie dostępne w bibliotece. xD O "Dziewczynie..." już słyszałam i z tego co wiem to zdania na jej temat są podzielone, więc chcę zobaczyć czy mi się spodoba, czy wręcz przeciwnie. A Fantastyczne zwierzęta to świat Harry'ego więc po prostu muszę to przeczytać. ;)
7. Jak niedawno liczyłam sobie na kalkulatorze wszystkie strony to wyszło ponad 1500. Trzymajcie kciuki, żeby chociaż połowę udał mi się przeczytać. xD

Mam problem. xD Na tą chwilę (30.06) do bookathonu mam w domu tylko dwie książki - swoją Złą krew i Startera z biblioteki. Resztę z wymienionych mam zarezerwowaną w bibliotece, ale od poniedziałku nie są do odbioru... Kurde - trzymajcie kciuki żebym je odebrała, bo tak to trochę lipa z tym bookathonem, bez większości książek. xD

To tyle ode mnie. Jestem ciekawa jak minęły wam te dwa miesiące, jakie zdobycze do was trafiły i czy zamierzacie barć udział w bookathonie, a jeśli tak to jakie książki chcecie przeczytać. ^^ Do następnego postu - paaa! <3
Alive/Żywi - recenzja

Alive/Żywi - recenzja

Tytuł: Alive/Żywi
Autor: Scott Sigler
Tom: 1
Cykl: Generacje
Liczba stron: 404
Wydawnictwo: Feeria Young

Wyobraź sobie, że właśnie wypadają twoje 12 urodziny. Budzisz się marząc o wspaniałym prezencie, pysznym torcie i imprezie na twoją cześć. Nagle orientujesz się, że coś jest nie ten teges, bo... Bo znajdujesz się w trumnie. Przywiązana. Unieruchomiona. A jakaś żyłka właśnie sprawiła ci ból przez cholernie mocne ukłucie. Wokół jest ciemno, wzywasz pomocy, ale nikt nie przychodzi. Nie tak wyobrażałeś/aś sobie swoje 12 urodziny, co nie?

M. Savage zna tylko swoje nazwisko i pierwszą literkę imienia. Obudziła się w trumnie, wydostała się z niej i odkryła, że nie jest jedyną w tej pokręconej sytuacji. Podobne przeżycia spotkały Spingate, Aramowskiego, Bello, Younga i innych dzieciaków. Mimo iż czują że to ich 12 urodziny, wyglądają jak osoby dorosłe. Dlaczego znaleźli się w tak dramatycznym położeniu? Kto doprowadził do takiej sytuacji? Czy przypomną sobie coś z przeszłości? Jaki cel ma to wszystko?

Powiem wam, że moja czytelnicza przygoda z tą trylogią zaczęła się dość nietypowo. Dostałam najpierw od wydawnictwa drugi tom i nie sądziłam, że przyślą mi też pierwszy, dlatego zaczęłam czytać ten drugi i, o dziwo - całkiem sporo z tego wszystkiego rozumiałam, bez znajomości pierwszego. Oczywiście nie znałam szczegółów i tak dalej, ale ku mojemu zaskoczeniu i zadowoleniu - dostałam tom pierwszy, więc zabrałam się do czytania.
Zacznę od bohaterów, których jest dość sporo, przez co nie jest łatwo zżyć się z którymś z nich. Główna bohaterka Em jest osobą, która gra rolę przywódcy w całej grupie. Powiem wam, że ta dziewczyna była trochę irytująca i dość często przewracałam oczami przez jej głupie zachowanie. Na szczęście przy tych najważniejszych momentach potrafiła podnieść swoich ludzi na duchu i ogólnie wypadła w moich oczach dobrze jako przywódca grupy. Nie mam wyrobionego zdania o większości postaci - były mi one raczej obojętne, wyjątkami są Bishop, Gaston i O'Malley. Bishop to typ wojownika - na początku trochę porywczy i nerwowy, ale później dorośleje i zmienia się w osobę zdolną do poświęceń dla swoich ludzi. Gaston to taki śmieszek z wysokim IQ i niskim wzrostem. xD Wprowadzał trochę humoru do powieści i rozładowywał napięcie. Natomiast O'Malley - ahh to chyba mój ulubieniec z tej trójki - inteligentny, opanowany, dość spokojny. Polubiłam go praktycznie od pierwszych stron, na których się pojawił.

Czytając tą książkę nie mogłam się powstrzymać od porównań do innych serii dla młodzieży, a największe podobieństwo to Więzień Labiryntu. Zwłaszcza w drugim tomie da się to zauważyć, ale nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo, ponieważ autor wprowadził wiele rzeczy od siebie, więc wcale nie czułam, że czytam jakąś kopię Więźnia, tylko podobną historię. Alive jest również nieco podobne do serialu (mojego ulubionego, zresztą <3) The 100. Łapałam się na tym, że nawet głównych bohaterów wyobrażałam sobie jako aktorów grających w The 100. Myślę, że fanom Więźnia Labiryntu, czy The 100 powinna się ta książka spodobać.
Autor zaczął z przytupem - od razu wrzucił czytelnika w ten wir wydarzeń i nie bawił się w zbyt długie opisy na temat tego co się tu w ogóle dzieje - czytelnik odkrywał to razem z bohaterami powieści. Potem cała akcja stanęła jakby w miejscu i przez kilka stron nic się nie działo, ale to była tylko cisza przed burzą, bo kilka stron później nastąpił zwrot akcji, który był ważnym momentem dla całej fabuły i początkiem końca.

Scot Sigler stworzył książkę w której znajdziemy mnóstwo bohaterów, ciekawą fabułę oraz zaskakujące momenty. Jest to historia troszkę brutalna przez niektóre sceny, ale to sprawia że jesteśmy coraz bardziej ciekawi tej historii - chcemy się dowiedzieć jak do tego wszystkiego doszło i kto za tym stoi. Jeśli już przeczytaliście pierwszy tom i wahacie się nad lekturą drugiego to bardzo wam polecam go przeczytać, bo Alive to tylko krótki wstęp do tego co się będzie działo w drugim tomie, gdzie akcja pędzi jak szalona, a autor zaskakuje z każdym nowym rozdziałem. Nie zrażajcie się tą częścią, ponieważ to tylko początek świetnej trylogii i już nie mogę się doczekać kiedy przeczytam trzeci tom.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Feeria Young

Najbardziej niedoceniana trylogia?

Najbardziej niedoceniana trylogia?

Dzisiaj opowiem wam o pewnych książkach, które ogromnie mi się spodobały, a o których jest dość cicho... Serio, widziałam może dwie, trzy recenzje któregoś z tomów, a teraz to już w ogóle cisza na temat tej trylogii. Najgorsze jest to, że to są świetne książki i trochę szkoda, że nie są zbyt popularne (albo to ja o czymś nie wiem xDD), więc koniec z tym! :D Panie i panowie przed Wami jedna z najbardziej niedocenianych trylogii....

Klejnot

nie miałam poprzednich dwóch tomów, więc na zdjęciach będzie tylko ostatni - Czarny Klucz xD
Zapewne wypada mi teraz powiedzieć wam o czym to mniej więcej jest, żeby w ten sposób jakoś przybliżyć wam historię jaka dzieje się w tych książkach. Wyobraźcie sobie państwo, które jest odcięte od świata grubym murem. W obrębie Samotnego Miasta znajduje się pięć Kręgów - każdy oddzielony od sąsiada murem, a są to: Klejnot, Bank, Farma, Dym oraz Bagno. W Klejnocie pełno jest przepychu i bogactwa, podczas gdy w Bagnie... no cóż - nazwa mówi sama za siebie - to niezbyt ciekawe miejsce, delikatnie mówiąc. W Klejnocie mieszka arystokracja, która rządzi właściwie całym Samotnym Miastem. Niestety za sprawą ich szlachetnego urodzenia, oraz błękitu krwi nie mogą oni posiadać dzieci. Tutaj wkraczają na scenę surogatki - młode dziewczyny z niższych Kręgów, które posiadają specjalne i nie do końca zrozumiałe umiejętności - Augurie. Surogatki są szkolone w specjalnych Magazynach by po "szkoleniu" trafić na Aukcję, gdzie zostają licytowane przez arystokratki. Następnie ich zadaniem jest urodzić dziecko parze przez którą zostały wylicytowane. Jedną z takich dziewczyn jest główna bohaterka - Violet Lasting, która trafia do domu Diuszesy Jeziora. Zaczyna ona odkrywać, iż Klejnot pomimo swojego wspaniałego bogactwa i pięknych ulic, domów, wystawnych bali oraz wielkiego przepychu jest zepsuty za sprawą bezlitosnych i okrutnych szlachciców, którzy w nim mieszkają, i którzy traktują ludzi gorzej niż przedmioty. Wkrótce dziewczyna odkrywa w sobie moc o jaką nigdy w życiu by się nie posądzała. Ku jej zaskoczeniu znajduje przyjaciół oraz... miłość. Czy będzie w stanie obalić okrutnych arystokratów? Ile osób będzie musiało zginąć w walce o lepsze jutro? Jakie intrygi knują szlachetnie urodzeni i kto tak właściwie jest wrogiem, a kto przyjacielem? Gdzie szukać pomocy i komu zaufać w tym brutalnym świecie?
Jeśli ten opis cię nie zainteresował i nie czujesz potrzeby żeby przeczytać tą trylogię to podam ci niżej kilka powodów, dla których być może zmienisz zdanie. :)

1. Świetnie wykreowany świat

Autorka nie stosuje rozwlekłych opisów i mimo wszystko możemy sobie bardzo dokładnie wyobrazić Samotne Miasto. Dodatkowo cały ten układ miasta jest dość oryginalny co dodaje uroku książce, a rzeczywistość w której żyją bohaterowie jest również dobrze ukazana.

2. Waleczna i odważna główna bohaterka

Która przechodzi dość dużą przemianę od początku do końca trylogii. Jednak przez cały ten czas jest dzielną i waleczną babką, która nie da sobie robić wody z mózgu i próbuje stworzyć lepszą przyszłość.

3. Walka o lepsze jutro

Dość częsty, ale bardzo ciekawy motyw książkach, zwłaszcza z gatunku fantastyki. Jednak to wcale nie oznacza, że jest on nudny - wręcz przeciwnie, autorka wprowadza tutaj coś nowego, niby motyw ten sam, a jednak poszczególne elementy są nowe, przez co czytanie tej historii to czysta przyjemność. :)

4. Motyw przyjaźni, miłości poświęcenia...

Ahh przyjaźń w tej książce jest niesamowita. <3 Tutaj dani bohaterowie nie wahaliby się ani chwili aby poświęcić życie dla dobra przyjaciół. To jak ukazana jest tutaj przyjaźń - to coś wspaniałego, myślę, że każdy z nas chciałby mieć takiego przyjaciela jak na przykład Lucien, czy Raven.

5. Arystokratyczny świat

... pełen intryg i kłamstw, przez co czytelnik zastanawia się - co będzie dalej. Możemy zobaczyć oczami wyobraźni te wszystkie piękne, pełne przepychu pałace, oraz drogie suknie, piękne arystokratki i przystojnych arystokratów. Pomijając fakt, że większość z nich to zwykłe wredoty xd, autorka bardzo dobrze opisała te stan społeczny oraz Klejnot - super-bogaty Krąg, w którym mieszkają.

6. Wciągająca fabuła i szybka akcja

Nie planujcie nic ważnego kiedy sięgnięcie po tę historię, bo nie będziecie mogli się oderwać. Mimo iż początkowo akcja (w pierwszym tomie) rozgrywa się dość powoli, to pojawia się mnóstwo ciekawych wątków, oraz tajemnic, które wspólnie  z główną bohaterką odkrywamy. A im bliżej końca.. o rany, tu to już w ogóle akcja gna jak szalona i fabuła niesamowicie wciąga. 

8. Przepiękne okładki <3 

No która sroka okładkowa nie skusiłaby się na takie piękne okładki? Przypominają mi trochę Rywalki i w sumie uważam, że fankom Rywalek, trylogia Klejnot mogłaby się spodobać, z tym że jest ona trochę bardziej brutalna.

9. Pełno wzruszeń

Polecam zaopatrzyć się w chusteczki, ponieważ od samego opisu traktowania ludzi z niższych Kręgów przez arystokrację miałam łzy w oczach, a potem... W trzecim tomie chusteczki są już obowiązkowe - zwłaszcza na końcu.

10. Oryginalny pomysł

Nie spotkałam się do tej pory z podobnym pomysłem - kupowanie młodych dziewczyn, aby te mogły urodzić dziecko arystokratom, ponieważ mają do tego odpowiednie zdolności - to naprawdę daje powiew świeżości oraz jest oryginalne. Jeśli macie dość książek z podobną fabułą i efektem deja vu, to Klejnot będzie w sam raz dla was.

Ufff, skończyłam. xD Powiem wam, że jakoś nie mogłam się zabrać do skończenia tego posta - zawsze coś mi wypadało, ale wreszcie udało się! Bądźcie ze mnie dumni. Albo nie - lepiej poszukajcie Klejnotu gdzieś w księgarni, albo w bibliotece. Mam nadzieję, że chociaż ociupinkę zachęciłam was do przeczytania książek Amy Ewing, jeśli tak to napiszcie w komentarzach, a teraz się z wami zegnam i miłego dnia życzę! :) 

Copyright © 2014 Recenzje Klaudii , Blogger