Są książki których czytaniem człowiek się po prostu delektuje. Czytasz, czytasz i nie chcesz skończyć, bo wiesz że wraz z ostatnią przewróconą stroną, ta piękna historia zakończy się bezpowrotnie i nie doświadczysz już drugi raz tej ekscytacji i przyjemności jaką dawało Ci powolne odkrywanie kolejnych kart powieści... W dzisiejszym poście chciałabym opowiedzieć Wam w paru zdaniach o pewnej niezwykłej historii i mam nadzieję, że uda mi się sprawić abyście zechcieli ją poznać i delektować się nią aż do ostatniej strony.
czwartek, 21 października 2021
sobota, 17 kwietnia 2021
Książka idealna dla każdego, niezależnie od wieku! | Był sobie pies 2
Muszę Wam powiedzieć, ze gdyby nie maraton Zaksiążkowanych (ten zimowy - recenzję napisałam jeszcze w grudniu, ale zapodziała mi się w wersjach roboczych i publikuję dopiero teraz :D), pewnie nieprędko sięgnęłabym po tę książkę. Dostałam ją na zeszłoroczne święta, więc przeleżała na mojej półce prawie rok... No ale finalnie udało mi się po ją przeczytać i bardzo się z tego powodu cieszę, bo to był strzał w dziesiątkę i na pewno jedna z lepszych książek roku. :)
środa, 17 marca 2021
Niewidzialne życie Addie LaRue - czy to naprawdę tak dobra historia?
Są takie książki, o których tyle się nasłuchaliście, że macie ich już dość. Czasem pomimo tego, że macie ochotę na taką powieść, wolicie przeczytać ją nieco później, jak już ten szał ciał na nią opadnie, a wy będziecie mogli w spokoju zachwycać się lekturą nie czując presji w stylu "muszę przeczytać tę historię, bo wszyscy już to zrobili i nie pasuje mi już dłużej z nią zwlekać". Książka o której dzisiaj Wam opowiem jest obecnie bardzo popularna - na booktubie czy bookstagramie można ją spotkać dosłownie wszędzie. Co więcej opinie na jej temat są w 99% bardzo pozytywne. Dziś opowiem Wam o Addie, ale muszę Was ostrzec - jeśli macie dosyć tych wszystkich pozytywnych recenzji, to lepiej nie czytajcie dalej, bo ja również zaliczam się do wielkiego grona fanów tej historii. :)
wtorek, 16 października 2018
W żywe oczy - thriller, w którym autor zaskakuje aż do ostatniej strony!
Claire marzy o tym aby zostać aktorką. Chodzi do szkoły aktorskiej, ma za sobą kilka ról. Dziewczyna pracuje dla firmy prawniczej, gdzie pomaga w demaskowaniu zdrad w małżeństwach. Pewnego dnia jedna z jej klientek zostaje zamordowana, a dziewczyna dostaje propozycję od policji, w wyniku której ma pomóc znaleźć mordercę. Claire nawiązuje znajomość z byłym mężem zamordowanej klientki - Patrickiem, podejrzanym o zabójstwo zony. Od tego momentu życie kobiety diametralnie się zmieni. Kto jest mordercą? Jak rozwinie się znajomość Claire i Patricka? Komu można ufać, kiedy wydaje się, że wszyscy dookoła kłamią?
W żywe oczy to powieść, która wciągnęła mnie właściwie od razu. Na początku obserwowałam jak Claire pracuje dla firmy prawniczej, jak wciela się w różne ole aby pomóc zdemaskować zdradę, potem nieoczekiwanie policja poprosiła ją o pomoc w znalezieniu mordercy, przez co całe jej życie wywrócono do góry nogami. Przez całą powieść autor pokazywał co kryje się w głowie głównej bohaterki, jaki jest jej tok myślenia. Claire to bardzo dobrze skonstruowana bohaterka, którą nie jest łatwo rozgryźć. Przechodzi przez bardzo ciężki okres, zdaje się, że wszyscy wokół niej kłamią, mimo wszystko jednak stara się jakoś trzymać. Jest to silna postać, którą polubiłam już od pierwszych stron książki.
JP Delaney zaskakuje na każdym kroku. Kiedy wydaje się, że wszystko zostało wyjaśnione w logiczny sposób, kilka stron później autor wprowadza zwroty akcji, które zmieniają bieg historii o 180 stopni. W tej powieści właściwie przez cały czas działo się coś nowego i zaskakującego. Klimat jest mroczny, tajemniczy, głównie za sprawą cyklu wierszy Kwiaty zła, które są bardzo istotne w powieści i pojawiają się raz na jakiś czas. Wiersze te były potrzebne, dodawały uroku tej historii, chociaż szczerze powiedziawszy nie czytałam ich zbyt dokładnie, tylko szybko przebiegałam po nich wzrokiem, nie szukając ukrytego w nich przesłania, ale po prostu nigdy nie lubiłam poezji. :D
Najbardziej podobało mi się to jak autor "bawił się" czytelnikiem. Kiedy wydawało się, że wszystko jest już jasne, okazywało się, że to tylko złudzenia, a za rogiem czai się inne rozwiązanie danego wątku. W tej powieści nic nie było pewne. Autor trzymał w napięciu aż do końca, zaskakiwał, wprowadzał zwroty akcji, nowe motywy i wątki. To jak zabawa w kotka i myszkę, czytelnik jak kot gonił za odpowiedziami na pytania jakie pojawiały się w trakcie czytania i trudno mu było je "złapać". Swietnie się bawiłam podczas czytania i podobało mi się to, że powieść W żywe oczy nie była w najmniejszym stopniu oczywista, banalna, czy też przewidywalna.
Po tej książce jestem pewna, że przeczytam Lokatorkę tego samego autora i liczę na to, że równie mocno mnie zachwyci. W żywe oczy to historia trzymająca w napięciu, pełna zwrotów akcji. To powieść, w której nic nie jest takie jakim się z początku wydaje. Idealnie nadaje się na jesienne wieczory z kocykiem i kubkiem herbaty . Powieść JP Delaney zapewni wam świetną rozrywkę i nie będziecie się mogli oderwać od czytania. Jeśli szukacie zaskakującego thrillera to właśnie go znaleźliście. Polecam! :)
poniedziałek, 3 września 2018
No i zafundowałam sobie kaca książkowego....
Sky do tej pory uczyła się w domu. Dziewczyna wychowywana jest w dość specyficznych warunkach - w jej domu nie ma telewizora, komputera, bohaterka nie posiada nawet telefonu komórkowego. Dziewczyna została adoptowana i to jej adopcyjna mama wprowadziła tego typu ograniczenia. Sky prowadzi szczęśliwe życie - jej sąsiadka jest jej najlepszą przyjaciółką, niestety dziewczyny mają niezbyt ciekawą reputację, ze względu na to, że lubią spędzać czas z różnymi chłopakami w zaciszach swoich pokoi. Pewnego dnia bohaterka spotyka Deana Holdera - chłopaka, o którym krążą plotki, że był w poprawczaku. Sky nie chce mieć z nim nic do czynienia, ale Holder ją pociąga. Zaczynają spędzać ze sobą dużo czasu i wkrótce wychodzą na jaw mroczne tajemnice z życia dziewczyny.... Czy Sky i Holder stworzą szczęśliwy związek? Jakie sekrety wyjdą na jaw? Dlaczego tytuł powieści to Hopeless i z czym to się wiąże?
Chcę napisać w miarę sensowną recenzję tej książki, ale kiedy tylko sobie pomyślę jakie emocje u mnie wywołała, to w mojej głowie tłoczy się mnóstwo myśli i ciężko mi jest je logicznie uporządkować. Dlatego wybaczcie mi jeśli ta opinia będzie nieco chaotyczna, to wszystko przez tę książkę. Zaczęło się niewinnie - dziewczyna i chłopak spotykają się i zaczynają coś do siebie czuć. Początek nie wskazywał na to, że Hopeless okaże się tak dobrą historią. Im więcej stron było za mną tym większe emocje zaczynały się pojawiać, a za połową książki to już w ogóle istna petarda emocjonalna!
Bohaterowie.... zarówno Sky jak i Holder zostali bardzo dobrze wykreowani, w ogóle to niezbyt często zdarza mi się tak kibicować jakiejś parze literackiej, jak było w ich przypadku. Polubiłam tę dwójkę, z chęcią czytałam o ich dalszych losach. Dialogi w Hopeless są niezwykle naturalne, niewymuszone, rozmowy między głównymi bohaterami były też zabawne, świetnie się dogadywali. Sky i Holder to jedna z najlepszych książkowych par! Bez dwóch zdań!
Colleen Hooover bawi się czytelnikiem w swojej książce. Najpierw wprowadza dość spokojny początek, a potem wrzuca nas w wir wydarzeń, pozwala przeżywać emocje wraz z bohaterami i zaskakuje. Ta historia pokazuje, że nawet w najcięższych chwilach naszego życia, kiedy okazuje się, że wszystko wokół ciebie się sypie, niesamowicie ważne jest wsparcie drugiego człowieka. To piękna i niezwykle wzruszająca opowieść, która skradnie serce niejednemu czytelnikowi. Zmieniłam zdanie na temat tej autorki o 180 stopni. Pokochałam Hopeless, za niesamowite postacie, niebanalną historię, masę emocji, zaskakujące wydarzenia.... No i zafundowałam sobie kaca książkowego....
Jeśli jeszcze nie czytaliście TEJ KSIĄŻKI to zmieńcie to jak najszybciej. Lećcie do księgarni, biblioteki, kogoś kto ma tę powieść i czytajcie! To niezwykła książka, piękna historia miłosna i jedna z lepszych pozycji jakie czytałam. Na pewno o niej szybko nie zapomnę - takich emocji się nie zapomina. Mam nadzieję, że szybko dorwę jeszcze jakąś pozycję od Colleen Hoover i będę się zachwycać równie mocno jak Hopeless. To powieść o nadziei, miłości, przyjaźni, wsparciu, traumatycznych przeżyciach, bliskości.... Po prostu coś wspaniałego. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko jeszcze raz gorąco wam ją polecić i zachęcić do lektury. Warto czytać takie książki.
czwartek, 16 sierpnia 2018
[PRZEDPREMIEROWO] Moja Jane Eyre - rewelacyjna historia, obok której nie możesz przejść obojętnie!
Jane Eyre - sierota, bez grosza przy duszy zostaje guwernantką. Wyobraźcie sobie, że dziewczyna zakochuje się już od pierwszego wejrzenia w swoim szefie - panu Rochesterze. Mało tego - wychodzi za niego za mąż! Podczas gdy Jane przeżywa swoją pierwszą miłość, jej przyjaciółka Charlotte Bronte zaprzyjaźnia się z pewnym agentem, który pracuje dla tajemniczego Towarzystwa, które zajmuje się... łapaniem duchów. Zdrada, pożar, przyjaźń, miłość, tajemnice i DUCHY.... Zapraszam was na recenzję tej wyjątkowo zakręconej historii! :D
Pewnie część z was kojarzy powieść Dziwne losy Jane Eyre, autorstwa Charlotte Bronte. Autorki Mojej Jane Eyre postanowiły opowiedzieć nam PRAWDZIWĄ wersję wydarzeń, które przyczyniły się do powstania powieści pani Bronte. Tak jak w Mojej Lady Jane pokazały swoją wersję skrawka historii Anglii, tak tutaj opowiadają nam w jaki sposób została napisana jedna z najbardziej znanych angielskich powieści. Robią to w mistrzowski sposób - musicie wiedzieć, że te trzy panie mają wyjątkową zdolność do rozśmieszania czytelników, już od pierwszych stron, a narracja w ich książkach jest niesamowicie lekka - przypomina trochę taką jaka pojawia się w bajkach dla dzieci - jest łatwa i przyjemna w odbiorze.
Historia jaką przedstawiają nam autorki na kartach ich powieści jest mocno, ale to mocno pokręcona. Te panie to niezłe wariatki (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu :D), przekazują niezwykle pozytywną energię w swojej książce i wprowadzają mnóstwo zabawnych dialogów - nie sposób się nie uśmiać przy czytaniu tej powieści! Niesamowicie płynnie przechodzą z jednego wątku do drugiego, ciągle coś się dzieje, nie ma mowy o nudzie, a jeśli już jest jakieś spowolnienie wydarzeń, to tylko po to, aby po kilku stronach znów ruszyć z kopyta z kolejną dawką akcji.
Bohaterowie są niesamowicie wykreowani. Każdy przedstawiony jest niezwykle realistycznie, każdy ma nieco inne charaktery. Jane jest młodą malarką, która posiada pewną niezwykłą, sekretną umiejętność. Charlotte to początkująca pisarka, która nie rozstaje się ze swoim notesem. Ma mnóstwo pomysłów i dużo pozytywnej energii. Pan Blackwood z początku jest dość skryty, ale potem poznajemy go coraz bliżej i odkrywamy jego cechy charakteru. Jest dżentelmenem, do tego niezwykle szarmanckim. A Branwell wiecznie ma pecha i jest troszkę ciamajdowaty, ale przy tym niezwykle uroczy. :)
Trzy autorki - Cynthia Hand, Brodi Ashton oraz Jodi Meadows stworzyły swoją własną wersję historii angielskiej pisarki Charlotty Bronte (wróć - ich wersja wydarzeń jest tą PRAWDZIWĄ :D). Od początku aż do końca zaskakują, rozśmieszają (humor to jeden z największych atutów tej książki), niezwykle trudno przestać czytać ich powieść. Moja Jane Eyre to rewelacyjna, wciągająca, zakręcona i przezabawna historia, którą koniecznie musicie poznać. Styl pisania autorek to coś fantastycznego, narracja w tej książce jest mistrzowska, a bohaterowie genialnie wykreowani. Musicie, po prostu musicie to przeczytać! :D
środa, 11 lipca 2018
Najbardziej wzruszająca książka roku? | Normalni inaczej
Maddy nie jest jak inne nastolatki. Jej życie to głównie praca oraz opieka nad młodszą, autystyczną siostrą, którą dziewczyna kocha najbardziej na świecie. Bohaterka nie ma czasu na spotkania z przyjaciółmi - zresztą przyjaźni się właściwie tylko z jedną osobą - kolegą z pracy. Kiedy któregoś dnia poznaje Alberta, nie wie, że chłopak wywróci całe jej życie do góry nogami i nieodwracalnie ją zmieni.
Albert musi żyć ze świadomością, że jego ojciec nigdy go nie doceni. Choć bardzo się stara mu przypodobać, nie potrafi dostrzec uznania w oczach taty. Chłopak pragnie wyprowadzić się z domu i zacząć żyć na własny rachunek. Spotkanie z Maddy okaże się najlepszą rzeczą jaka mu się przydarzyła.
"Normalni inaczej" to historia o tym, że każdy może znaleźć miłość i każdy może pokochać, nawet jeśli wszystko sprzysięga się przeciwko niemu. To magiczna opowieść o ludzkich sercach, która złamie serce także tobie.
Powieść Tammy Robinson wciąga już od pierwszych stron. Autorka ma niesamowicie lekkie pióro, zachowania postaci, które stworzyła są naturalne i niewymuszone. Powiem wam szczerze, że jest to jedna z najlepiej napisanych książek, jeśli chodzi o styl pisania, jakie do tej pory czytałam. Historia pokazana w powieści wydaje się tak naturalna, że z olbrzymią łatwością możemy sobie ją wyobrazić w rzeczywistości. To niezwykłe, jak Robinson prowadzi narrację - wszystko wygląda naturalnie, bez problemu możemy wczuć się w historię Maddy i Alberta.
Maddy i Albert... Każde z nich dźwiga swój prywatny bagaż doświadczeń, każde z nich m swoje własne problemy z którymi musi się zmierzyć. Maddy ma młodszą siostrę Bee, która ma autyzm. Dziewczyna kocha ją jak nikogo innego, nie przeszkadza jej choroba siostry, traktuje to jak najbardziej naturalną rzecz na świecie, nie patrzy na Bee przez pryzmat choroby. Albert zawsze stał w cieniu swojego brata. Jego ojciec nigdy nie wyraził się o nim z szacunkiem - zawsze znajdował jakiś powód aby mu dokuczyć. Matka chłopaka większą część dnia spędza w maleńkim pokoiku - pralni i choć widzi jak jej mąż traktuje ukochanego syna, niewiele robi aby temu zapobiec. Maddy i Albert wspierają się wzajemnie - każde z nich potrafi zrozumieć tą drugą osobę. Relacja jaka stopniowo tworzy się między nimi jest czymś pięknym i niezwykłym. Nie będzie przesadą jeśli powiem wam, że ta dwójka tworzy jedną z najlepszych par literackich, o jakich do tej pory czytałam.
Tammy Robinson pieruńsko mnie zaskoczyła. Końcowe strony jej powieści były zupełnie nieprzewidywalne i zaskakujące. To właśnie te ostatnie rozdziały wywołały u mnie wzruszenie. Przyznaję się bez bicia Normalni inaczej wzruszyli mnie do łez - nie pamiętam kiedy ostatnio jakaś książka wywołała u mnie takie emocje. Powieść Robinson jest po prostu piękna. Na skrzydełku okładki tej książki jest napisane: "Dla każdego kto pokochał "Gwiazd naszych wina" i "Zanim się pojawiłeś"." Podpisuję się rękami i nogami pod tym zdaniem - jeśli powieść Greena, czy też Moyes podobały wam się, to po prostu nie ma bata - musicie przeczytać Normalnych inaczej.
Jestem pewna, że kiedyś wrócę do tej powieści. To jedna z najpiękniejszych książek jakie przeczytałam w tym roku. Pióro i styl autorki są niesamowicie lekkie i przyjemne. Robinson sprawiła, że jej historia wydała mi się niezwykle naturalna i rzeczywista. Opowieść o Maddy i Albercie niesamowicie mnie poruszyła, wciągnęła od pierwszych stron i jestem pewna, że długo o niej nie zapomnę. To przepiękna powieść o miłości, poświęceniu, przyjaźni, marzeniach, bólu... Nie możecie przejść obok niej obojętnie, to jedna z najbardziej wartościowych i wzruszających powieści, jakie przeczytałam. Całkowicie zgadzam się ze zdaniem z opisu książki - "To magiczna opowieść o ludzkich sercach, która złamie serce także tobie". Gorąco polecam!
piątek, 8 czerwca 2018
Miłość to religia | Bogini niewiary | PRZEDPREMIEROWO
!Premiera 20 czerwca!
Yara Philips nie wierzy w miłość. Podróżuje po świecie, w poszukiwaniu swojego miejsca na Ziemi, zatrudniając się jako barmanka w przeróżnych knajpach.
David Lisey jest początkującym muzykiem, który potrzebuje swojej muzy. Kiedy po raz pierwszy widzi Yarę, wie że będzie ona kobietą jego życia.
Dziewczyna od razu stawia sprawę jasno - nie chce wchodzić w poważny związek, wie że złamie Davidowi serce - mówi mu to od razu, nie chce się angażować. Nie może jednak zapomnieć o przystojnym muzyku, co powoduje w jej życiu niemały zamęt. Czy Yara - bogini niewiary, wreszcie uwierzy w miłość?
Przed chwilą, może z pięć minut temu skończyłam tę książkę. Postanowiłam, że od razu siadam przed laptopem, żeby napisać o niej kilka słów. Ta opinia może być nieco chaotyczna, bo najnowsza powieść Tarryn Fisher wywołała niezły bałagan w mojej głowie. Postaram się w miarę ładnie zebrać w jedną całość to co teraz chodzi mi po głowie o tej pozycji, ale będzie to nie lada wyzwanie. Od razu jednak zaznaczę - to nie jest typowa historia miłosna, ba! ta książka jest pełna sprzeczności - główna bohaterka jest pełna sprzeczności... Ehhh będzie ciężko napisać tę recenzję - ale lećmy z tym!
Yara... Miałam o niej bardzo różne zdanie. Najpierw wydawała mi się sympatyczną, nieco zwariowaną dziewczyną, która stara się odnaleźć w świecie i znaleźć idealne miejsce dla siebie. Potem uważałam, że sama nie wie czego chce, podejmuje głupie decyzje, nie rozumiałam kompletnie niektórych rzeczy jakie robiła, czy mówiła, była cholernie niezdecydowana i często zmieniała zdanie - gdzieś w połowie książki mocno działa mi na nerwy, czytałam i myślałam sobie - weź ty się dziewczyno ogarnij! Im bliżej końca tym bardziej doroślała, rozumiała błędy jakie popełniła i próbowała je naprawić. Z głupiutkiej, wkurzającej dziewczyny zmieniła się w osobę, która wie czego chce - dojrzała, zrozumiała samą siebie i chciała zmienić niektóre decyzje z przeszłości. Ta dziewczyna była pełna sprzeczności, wywoływała we mnie sprzeczne emocje i w sumie sama nie wiem, czy ją lubię, czy jednak nie. Jest postacią, którą raz się kocha, a kilka stron później nienawidzi i tak w kółko.
David to bohater, który wie czego chce - jest człowiekiem, który nigdy się nie poddaje, dąży do obranego celu i jest przy tym bardzo kreatywny. Podczas gdy Yara ciągle się zmienia, podejmuje wiele nieprzemyślanych decyzji i żyje pochopnie, on od samego początku robi wszystko aby zrealizować określony na początku cel. Czasem pozwalał sobie na zbyt wiele, co mnie irytowało i był trochę zbyt miękki jeśli mogę się tak wyrazić. Jest typem romantyka - zupełnym przeciwieństwem Yary. Jednak te ich odmienne charaktery sprawiają, że obydwoje uzupełniają się nawzajem i tworzą bardzo fajną parę.
Cała książka opiera się na relacji między tą dwójką - autorka ukazuje ich wzloty i upadki. Z początku nic nie wskazywało na to, że ta historia będzie na swój sposób inna od reszty książek młodzieżowych/romansów, jednak przez drugą połowę mam teraz bajzel w głowie i kurczę, ciężko mi się pisze tą recenzję, bo nie potrafię ubrać w słowa tego co teraz kłębi mi się w głowie o tej książce. Z początku przyjemne, posiadające kilka erotycznych scen czytadełko, potem irytująca historia miłosna, z bohaterką która wkurzała mnie swoim podejściem, oraz Davidem, który wydawał mi się cholernie naiwny, a na końcu powieść od której nie mogłam się oderwać i trzymałam kciuki, żeby wszystko potoczyło się jak najlepiej. Powiem wam więcej - koniec tej książki wycisnął mi łzy z oczu (a w moim przypadku to niezłe wyzwanie).
Ta książka mnie wkurzała. Główna bohaterka i główny bohater też mnie wkurzali. Jednak nie mogłam się oderwać od ich historii. Czytałam, czytałam i nie mogłam przestać. A na końcu nawet polała się łza, jedna, czy dwie. Mogę śmiało powiedzieć, że Tarryn Fisher spowodowała, że nie mogę się wysłowić o jej powieści, tak jakbym tego chciała. Kurde, w tym momencie chcę to jakoś ładnie podsumować, ale dosłownie brak mi słów. Bogini niewiary to powieść o miłości - pełnej sprzeczności, o związku osób, które są swoimi przeciwieństwami, o związku, który momentami bywał nawet toksyczny. To historia, którą w jednym momencie po prostu lubisz, kilka stron później masz ochotę wyrzucić ją przez okno, a następnie wyciska ci łzy z oczu i robi papkę z mózgu. Jest to książka, którą po prostu musicie poznać, aby doświadczyć tych emocji, których ja doświadczyłam. Nie pamiętam, żeby jakaś inna powieść zrobiła ze mną to, co zrobiła Bogini niewiary. Historia Yary i Davida na długo zostanie w mojej pamięci i coś czuję, że będę miała kaca książkowego po tej pozycji. Przeczytajcie ją. Dla tych emocji i dla tej historii. Dla bohaterów, których będziecie kochać i nienawidzić. Dla kaca książkowego, który jest nieuchronny po takiej powieści. Polecam, naprawdę warto, kurde to jest naprawdę mocna pozycja, obok której nie można przejść obojętnie.
poniedziałek, 21 maja 2018
Zabić Sarai - rewelacyjna historia, z genialnym wątkiem miłosnym!
środa, 4 kwietnia 2018
Ten pierwszy rok - książka idealna dla przyszłych studentów!
Powieść pisana jest z perspektywy dwóch młodych ludzi - Phoebe oraz Luke'a. Poznajemy ich w dniu, kiedy zaczynają wielką studencką przygodę i imprezują wraz z innymi pierwszoroczniakami na imprezach zapoznawczych. Jak się okazuje ta dwójka znała się wcześniej - mijali się na korytarzach swej poprzedniej szkoły. Phoebe była zauroczona Lukiem i niejeden raz wyobrażała sobie siebie w roli jego dziewczyny. Nie spodziewała się, że ich drogi skrzyżują się na uczelni. Jak się okazuje Luke coraz bardziej zbliża się do Phoebe. Czy ich związek będzie miał szansę przetrwać? Jak wygląda życie studenckie? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie w powieści Ten pierwszy rok.
Zacznę od tego, że książka autorstwa Toma Ellen i Lucy Ivison jest napisana niezwykle lekkim i przez to bardzo przyjemnym językiem typowym dla literatury młodzieżowej. Czytelnik wczuwa się w klimat powieści i nawet nie odczuwa kiedy przeleciał przez te 370 stron. Co więcej - w czasie lektury bardzo łatwo wczuć się w rolę członka wydarzeń jakie rozgrywają się na kartach książki. Autorzy pozwolili nam poczuć jak to jest być studentem i co się z tym wiąże. W zabawny sposób opisali scenki rozgrywające się w akademiku i w czasie wykładów.
W powieści pojawia się dość duża liczba bohaterów, przez co można mieć mały mętlik w głowie i zastanawiać się kto był kim i co zrobił, ale dzięki temu, że tych postaci jest tak dużo, jeszcze bardziej czujemy ten studencki klimat i wpadamy w wir wydarzeń. A działo się naprawdę sporo. Już na samym początku wprowadzono ciekawe wątki, które wciągnęły mnie i nie pozwoliły na zbyt szybkie oderwanie się od lektury. W tej książce nie ma miejsca na nudę, nie brakuje też humoru, mnóstwo jest zabawnych sytuacji, które jeszcze bardziej uatrakcyjniają czytanie.
Okładka powieści przykuwa wzrok, bardzo ładnie prezentuje się na półce, nawiązuje do tematyki powieści - jednym słowem - cud miód malina (no dobra, trzema słowami xD). Pisząc tę opinię cały czas zastanawiam się czy mam się do czego przyczepić i nie znajduję takiej rzeczy. Nie polubiłam się z Lukiem, który był dla mnie zbyt nieogarnięty, nie wiedział czego tak naprawdę chce, ale nigdy nie jest tak, że lubi się wszystkich bohaterów danej książki. Za to Phoebe była rewelacyjna - dziewczyna z jajami, która wie czego chce, daje sobie radę w życiu i aż miałam ochotę wejść w wykreowany świat powieści i iść z nią na imprezę, a potem spędzić cały następny dzień na kacu.
Ten pierwszy rok to książka, która sprawi, że poczujesz się jak student, zobaczysz jak wygląda studenckie życie i spędzisz naprawdę miłe chwile. Nie ma tu miejsca na nudę i nieciekawe wątki - wszystko trzyma się kupy i tworzy jedną, genialną całość, pełną humoru i akcji. Język jest bardzo przyjemny, czasami pojawiają się wulgaryzmy, ale nie przeszkadzały mi one, a nawet dodawały autentyczności książce. Jeśli szukacie powieści, która was rozweseli, pozwoli wam się zrelaksować i wciągnąć, to śmiało sięgajcie po Ten pierwszy rok. Naprawdę warto! A jeśli zaczynacie studia po wakacjach, to już w ogóle wasz must read. :D
wtorek, 27 lutego 2018
[PRZEDPREMIEROWO] Surogatka, Louise Jensen | opinia
![]() |
| Surogatka | Louise Jensen | 9/10 | wyd. Burda Książki |
Kat i Nick pragną zostać rodzicami. Kiedy kolejna próba powiększenia ich rodziny kończy się porażką, są bliscy załamania. W tym ciężkim dla nich okresie, Kat nieoczekiwanie spotyka Lisę - przyjaciółkę ze szkolnych lat. Lisa proponuje głównej bohaterce, że zostanie jej surogatką. Kobieta o niczym tak nie pragnie, jak o dziecku i zgadza się na propozycję. Z czasem zaczynają wychodzić na jaw mroczne sekrety dawnych przyjaciółek, a Kat podejrzewa, że Lisa coś przed nią ukryta. Przeszłość Nicka również nie daje o sobie zapomnieć. Czy małżeństwo zostanie wreszcie rodzicami? Jakie sekrety skrywają bohaterowie powieści?
Książka przewyższająca moje oczekiwania!
Surogatka to książka, która przykuła moja uwagę już pod koniec stycznia, kiedy to pojawiły się lutowe zapowiedzi. Zapaliła mi się wtedy lampka mówiąca - "O kurde, to może być naprawdę dobre". Oczekiwałam dobrego thrillera, który będzie mnie trzymał w napięciu aż do ostatniej strony i nie pozwoli mi oderwać się od czytania. Louise Jensen spełniła moje oczekiwania i to z nawiązką! Jej powieść była szokująca, pełna ciekawych wątków i bardzo wciągająca.
Na samym początku akcja rozwija się dość powoli - jesteśmy stopniowo wprowadzani w historię i zbieramy informacje o bohaterach książki. Teraźniejszość przeplatana jest z przeszłością, co dodaje smaczku powieści i zaciekawia jeszcze bardziej, bo czytelnik chce się dowiedzieć jakie wydarzenia miały miejsce kilka lat wcześniej w życiu Kat, Lisy i Nicka. Autorka z każdym rozdziałem buduje napięcie, dodaje coraz więcej nowych wątków i stopniowo odkrywa karty pisząc o tym co się działo kilka lat wstecz u bohaterów jej książki.
Zaskakujące zakończenie!
Ostatnie rozdziały to budowanie napięcia, które rośnie z kartki na kartkę, a punkt kulminacyjny, który ma miejsce pod koniec powieści, sprawia, że czytelnik aż otwiera buzię ze zdziwienia jak to wszystko się potoczyło. Jensen łączy wszystkie wprowadzone przez siebie wątki w jedną, spójną całość i robi to w taki sposób, że wszystko jest logicznie wytłumaczone. Z pozoru różne wątki, rzeczy które nie powinny mieć miejsca, splatają się ze sobą i razem tworzą genialny i nieprzewidywalny finał książki. Co najlepsze - nawet jeśli wydaje Ci się, że wszystko już wiesz, że wszystko zostało wytłumaczone, autorka zruca kolejną bombę i sprawia, że wszystko kończy się zupełnie inaczej niż myślałeś jeszcze kilka zdań wcześniej.
Surogatka to rewelacyjna lektura, pełna zaskoczeń, a nawet wzruszeń, przy której nie sposób się nudzić. Powieść Louise Jensen ma w sobie wszystko to, czego od niej oczekiwałam - nawet przewyższa moje oczekiwania. Finał to mistrzostwo świata, autorka naprawdę mnie zaskoczyła. Jeśli szukacie książki, od której nie będziecie się mogli oderwać to Surogatka jest dla was. Pomimo tego, że zaczynały mnie boleć oczy od długiego czytania, nie mogłam jej odłożyć na później i zrobiłam to dopiero po przeczytaniu jej do końca. Polecam!
wtorek, 23 stycznia 2018
Cud chłopak, R. J. Palacio | opinia
![]() |
| Cud chłopak | R. J. Palacio | 9/10 | wyd. Albatros |
Poznajcie Augusta - to zabawny, pełen energii, inteligentny chłopiec, który właśnie ma zacząć piątą klasę. Jednak jest coś co powoduje, że August różni się od swoich rówieśników - tym czymś jest jego wygląd. Chłopiec przeżył mnóstwo operacji przez co jego twarz została zdeformowana. Do tej pory uczył się w domu. Jak zareagują rówieśnicy na wygląd Augusta? Czy chłopiec odnajdzie się w nowej rzeczywistości? Jak odmienią się bohaterowie powieści?
Wszyscy powinniśmy przynajmniej raz w życiu dostać owację na stojąco, bo przecież każdy z nas zwycięża ten świat.
Wygląd to nie wszystko
Powieść Palacio przede wszystkim uczy nas, że wygląd człowieka tak naprawdę nie ma znaczenia - liczy się to co mamy w środku - wydaje się, że jest to dość oklepany tekst, stosowany przez większość psychologów, wiele razy już przez nas słyszany.... Jednak tutaj nabiera on wielkiego znaczenia. To nie są tylko puste słowa, rzucane ot tak - ta książka NAPRAWDĘ WPŁYWA NA CZŁOWIEKA, zmienia postrzeganie świata oraz innych ludzi, wywiera ogromny wpływ i za to należą się wielkie brawa dla autorki.
Jeżeli każdy na tej sali przyjmie zasadę, że zawsze i wszędzie będzie się starał postępować ciut lepiej niż trzeba, to nasz świat rzeczywiście stanie się lepszym miejscem.
Jak się odnaleźć w nowej społeczności?
Każdy z nas prędzej czy później będzie musiał się z tym zmierzyć - czy to w nowej szkole, pracy, na studiach. Tutaj mamy podobną sytuację - Augggie po raz pierwszy idzie do szkoły, dodatkowo jego specyficzny wygląd powoduje, że chłopiec przeżywa jeszcze większy stres związany z nowym środowiskiem. Wiadomo - na początku zawsze jest trudno, nie możemy się odnaleźć, lecz z czasem to wszystko przemija... To kolejna nauka jaką możemy wyciągnąć z tej powieści - mimo iż wydaje Ci się, że coś Cię przerasta, że nie dasz sobie rady - za wszelką cenę musisz iść naprzód, nie wolno Ci się poddać, bo wtedy nie dasz sobie rady.
Książka dla każdego
Wydawać by się mogło, że Cud chłopak jest książką dla dzieci - nic bardziej mylnego. To powieść dla osób w każdym wieku - każdy wyciągnie z niej jakiś morał i spędzi naprawdę miłe chwile, bo przez tę lekturę po prostu się płynie - rozdziały są krótkie, a język autorki jest bardzo swobodny, książka pisana jest z perspektyw bohaterów, którzy pojawiają się na jej kartach - każdy z nich jest inny, każdy prowadzi narrację w inny sposób, ale jest to naprawdę świetny zabieg, bo pozwala nam na spojrzenie na wykreowany świat przez oczy wielu postaci i "wejście w ich myśli".
Jeśli możesz dać dowód albo swojej racji, albo dobroci, daj dowód swojej dobroci.
Jedna z najlepszych powieści 2017 roku
Cud chłopak to książka, która zostanie ze mną na bardzo długo i śmiało mogę ją zaliczyć do grona najlepszych książek 2017 roku. Na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę i już nie mogę się doczekać jej ekranizacji, której zwiastun zostawię wam na dole. Jeśli jeszcze nie czytaliście tej pozycji to zachęcam was do nadrobienia zaległości. Poznajcie Augusta i pozwólcie mu odmienić was, zmienić sposób myślenia i dajcie się oczarować temu niezwykłemu dziesięciolatkowi. Naprawdę nie będziecie żałować. ;)
sobota, 26 sierpnia 2017
Jakie sekrety skrywa szpital psychiatryczny? | To, co zostawiła - opinia
Autor: Ellen Marie Wiseman
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Kobiece
Izzy Stone przeżyła ogromną tragedię w dzieciństwie. Jej matka zabiła jej ukochanego ojca kiedy dziewczyna miała zaledwie siedem lat. Od tamtej pory przechodzi z jednej rodziny zastępczej do drugiej. Kiedy wreszcie wydaje jej się, że znalazła coś na kształt normalnej rodziny, wraz z przybraną mamą znajduje stary dziennik jednej z pacjentek szpitala psychiatrycznego, który niedawno został zamknięty. Znajduje również kufer oraz masę niewysłanych listów. Izzy czuje, że musi dowiedzieć się więcej o właścicielce tych rzeczy - Clarze Cartwright.
Kilkadziesiąt lat temu Clara została wysłana do szpitala psychiatrycznego przez jej własnego ojca, za pokochanie mężczyzny, którego ten nie akceptował. Dziewczyna zmaga się z trudem codziennego życia w szpitalu oraz z każdym dniem czeka na pomoc. Ta jednak nie nadchodzi i osiemnastoletnia Clara przygotowuje się na najgorsze...
Książka pani Ellen Wiseman pisana jest z dwóch perspektyw - Izzy, oraz Clary. Wydarzenia w powieści opisywane są w czasie dwóch różnych epok - za czasów Clary, czyli w pierwszej połowie XX wieku, oraz za czasów Izzy - pod koniec XX wieku. Wydaje się, że te dwie młode kobiety niewiele mają ze sobą wspólnego. Jednak łączy ich więcej niż to się wydaje na pierwszy rzut oka. Izzy zgłębia tajemnice pobytu Clary w szpitalu oraz odtwarza przy tym traumatyczne wydarzenia ze swojego dzieciństwa.
Naprawdę nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mnie wciągnie i zachwyci. Czytając tę pozycję straciłam poczucie czasu, bo całkowicie się zatraciłam w historii Clary oraz Izzy i nie mogłam się oderwać. Autorka ma wyjątkowy styl - jej powieść czyta się błyskawicznie, z zapartym tchem, nie mogąc się doczekać co będzie dalej, jak będzie wyglądał koniec oraz odkrywając dalsze losy dziewczyn. To, co zostawiła pokazuje jak bardzo pozory mylą, oraz jak wyglądało życie w szpitalu psychiatrycznym niecałe sto lat temu.
Książka porusza również trudne tematy, takie jak wykorzystywanie młodych osób, brak szacunku do ich zdania oraz poglądów. W tamtych czasach do szpitali psychiatrycznych trafiały osoby całkowicie zdrowe, takie, których rodzina chciała się po prostu pozbyć, a zwłaszcza kobiety. Pani Wiseman pokazuje czytelnikowi jak ciężkie było życie w takim szpitalu, oraz jak okrutnie człowiek postępował w stosunku do drugiej osoby. Wystarczyło odmienne zdanie na dany temat, żeby doprowadzić do czegoś strasznego.
Jeśli szukacie historii, która wciągnie was od pierwszych stron, od której nie będziecie mogli się oderwać, to sięgnijcie po powieść Ellen Marie Wiseman. To pozycja idealna dla was, jeśli szukacie książki z dużą dawką tajemnic, które będziecie odkrywać razem z bohaterami. Zdecydowanie jest to jedna z lepszych powieści tego roku, przy której naprawdę świetnie się bawiłam, a czytanie jej było prawdziwą przyjemnością. Autorka zadbała o to aby towarzyszyło nam mnóstwo emocji, oraz abyśmy mogli przeżywać i wczuć się w historię bohaterek. Polecam!
Moja ocena: 9/10
poniedziałek, 14 sierpnia 2017
Poruszająca historia kenijskiej imigrantki | [PRZEDPREMIEROWO] Dalila
Tytuł: Dalila
Autor: Jason Donald
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 487
Wydawnictwo: Kobiece
Kenia. Państwo, które znajduje się we wschodniej Afryce. Daleko, daleko stąd. Założę się, że większość z nas nie zna obyczajów panujących w tamtym kraju - po prostu nie interesujemy się tym. Nie wiemy przez co przechodzą mieszkańcy Kenii, jak są tam traktowani. Irene Dalila Mwathi pochodzi z Kenii. Jej życie w rodzinnych stronach było męczarnią. Była traktowana jak niewolnica przez własnego wuja. Łut szczęścia sprawił, że uciekła do Wielkiej Brytanii, gdzie marzy o rozpoczęciu nowego życia. Niestety nie będzie to łatwe. Ludzie, którzy mieli jej pomóc skrzywdzili ją i dziewczyna znów musi uciekać i szukać schronienia w zupełnie obcym kraju. Czy Dalila odnajdzie swoje miejsce na Ziemi? Czy będzie szczęśliwa?
Ostatnio zaczynam sięgać po książki, które poruszają dość trudne tematy. Kiedy zobaczyłam opis Dalili, mówiący o tym, że to historia o poszukiwaniu bezpieczeństwa i swojego miejsca przez kenijską imigrantkę, właściwie od razu zaciekawiłam się tą historią. Chciałam ją poznać i odłożyć na chwilę te wszystkie fantastyczne i młodzieżowe powieści, po które z czasem coraz rzadziej sięgam. Chciałam poznać losy dziewczyny niewiele starszej ode mnie, która przeżyła prawdziwe piekło na Ziemi. Chciałam trochę lepiej zaznajomić się z tematem imigrantów, o których ostatnio dość dużo się mówi. Zrobiłam to. Przeczytałam książkę. I teraz, pisząc tą opinię, chciałabym również Was zachęcić do poznania tej historii. Bo to co przeczytałam wprawiło mnie w osłupienie. Szok. Niedowierzanie. Musicie to przeczytać. Po prostu.
Od razu zaznaczę, że Dalila to cholernie smutna historia, dla nieco starszych czytelników, ponieważ porusza naprawdę ciężkie tematy, które mogłyby nie zostać do końca zrozumiane dla młodszych osób. Poza tym autor nie bawi się w łagodniejsze opisywanie niektórych scen - pisze prosto z mostu, nie owija w bawełnę. Ukazuje trudności z jakimi nasza bohaterka musiała się mierzyć na co dzień. Pokazuje brutalność i okrutność ludzi oraz ich obojętność na cierpienie innych, zwłaszcza z obcą narodowością, czy kolorem skóry.
Nie każdy imigrant jest terrorystą - to wydaje mi się - główny przekaz jaki wynika z tej powieści. Wielu z nich cierpi, przeżywa swoje prywatne tragedie, potrzebuję oni pomocy. Historia Dalili oraz ludzi, których spotyka na swojej drodze wywołała u mnie mnóstwo emocji - szok, niedowierzanie, wzruszenie, smutek, poczucie wielkiej niesprawiedliwości... Kurde - nawet nie wiem jak do końca wyrazić to jak się czułam po skończeniu tej książki. Nigdy przedtem nie czytałam historii, która tak mocno by mną wstrząsnęła i wywołała tyle różnych emocji, że na końcu została tylko pustka i niedowierzanie, że takie rzeczy mają miejsce.
Czasami trzeba sobie zrobić przerwę. Przerwę od fantastyki, młodzieżówek, romansów, czy czegoś innego, po to aby sięgnąć po powieści takie jak Dalila. Po to aby uświadomić sobie niektóre rzeczy, coś przemyśleć, zastanowić się nad tym jakie życie mamy my, a jakie ludzie mieszkający wiele kilometrów od nas. Porównać jedno do drugiego po to żeby dojść do wniosku, ze to nasze nie jest takie złe, jak to zapewne często mamy w zwyczaju narzekać. Dalila nauczyła mnie, że choćby nie wiem co należy walczyć. Nawet jeśli wszystkie znaki na niebie i na Ziemi mówią inaczej, nigdy nie należy się poddawać. Trzeba czerpać z życia to co najlepsze i dawać od siebie tak wiele jak się tylko da.
Tym optymistycznym akcentem się z Wami żegnam i naprawdę zachęcam do sięgnięcia po Dalilę, która mocno wami wstrząśnie i poruszy was do granic możliwości. Nie spodziewałam się, że ta książka okaże się taka. Jestem pełna podziwu dla autora i sposobu w jaki to wszystko zebrał do kupy i opisał na kartach Dalili. Przeczytajcie. Warto.
Moja ocena: 9/10
środa, 14 czerwca 2017
[PREMIEROWO] Słońce też jest gwiazdą - recenzja
Autor: Nicola Yoon
Tom: 1
Cykl: Uwaga młodość
Liczba stron: 334
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Czasami wystarczy jedna chwila aby zmienić czyjeś życie. Jeden głupi błąd może zaważyć na naszej przyszłości. Natasha pochodzi z Jamajki, a mieszka w Nowym Jorku. Mieszka tutaj nielegalnie, a przez jeden mały incydent, w ciągu 24 godzin wraz z rodziną musi opuścić Amerykę i wrócić do ojczyzny. Jej świat się wali, bo oprócz tego dowiedziała się, że jej chłopak ją zdradza. Kiedy wydaje się, że nic miłego jej już w tym dniu nie spotka, poznaje Daniela - marzyciela, romantyka i wrażliwego chłopaka, któremu od razu wpadła w oko. Czy to uczucie jakie rodzi się między nimi ma szansę przetrwać? Jak bardzo wszystko może się zmienić w ciągu jednego dnia?
Powiem wam, że mam kłopot z napisaniem tej recenzji. Ta książka porusza multum ważnych tematów, o których często zapominamy w codziennym życiu. Przeczytałam ją cztery dni temu i dalej jest mi ciężko złożyć to wszystko w sensowną całość. Słońce też jest gwiazdą to nie tylko kolejna młodzieżówka z wątkiem miłosnym. To powieść o rasizmie, religii, nietolerancji, życiu na imigracji...
To również zderzenie dwóch światów - Natashy, która jest przedstawicielką osób myślących racjonalnie, działających rozważnie, oraz wierzących w naukę, a nie marzenia, czy szczęśliwy los, oraz Daniela, który jest zupełnym przeciwieństwem - marzyciel, pragnie być poetą, romantyczny i wierzący w spełnianie się marzeń, czy dobry los. Idealnie jest tutaj ukazana zasada - "przeciwieństwa się przyciągają", bo ta para poczuła coś do siebie już od pierwszych minut rozmowy. Co mi się bardzo podobało - nie było to wymuszone, ani wprowadzone na siłę. Wielki plus dla autorki za to! :D
Ostatnio zauważyłam, że coraz częściej sięgam po gatunki, które wcześniej były mi zupełnie obojętne i za którymi nawet nie bardzo przepadałam. Za to fantastykę - którą baaardzo lubię - aktualnie odłożyłam na bok. I póki co jestem usatysfakcjonowana, bo większość takich książek bardzo mi się podoba. Słońce też jest gwiazdą zalicza się do tego grona. Może nie ze względu na ten cały wątek romantyczny, który jest głównym tłem tej powieści, ale ze względu na przekaz i wnioski jakie wyciągnęłam z tej lektury.
Każda rzecz jaką zrobimy w naszym życiu, ma jakiś skutek i właściwie nic nie dzieje się bez przyczyny. Los, wszechświat, Bóg (zależy kto w co wierzy) tak nami kierują żeby wydarzyły się określone rzeczy, sytuacje. Nawet dziwny maszynista w pociągu może być kamyczkiem na drodze, która zaprowadzi nas do określonego celu. Myślę, że to jest najważniejsze przesłanie tej książki - wszystko dzieje się po coś. Każda rzecz ma jakiś skutek. Skoro mówiłam już o maszyniście to myślę, że warto tutaj wspomnieć o narracji w tej książce. Nie jest ona prowadzona tylko i wyłącznie z perspektywy dwójki głównych bohaterów, ale również przez inne osoby, które przejawiają się w tej historii, nawet przez kilka zdań. Na przykład wyżej wspomniany maszynista (hej! pozdrawiam wszystkich maszynistów tak przy okazji! xD), sekretarka, kierowca samochodu, albo tata Nashy. I chociaż pojawili się oni tylko na chwilę, autorka ukazała przez te krótkie fragmenty prowadzone z ich perspektywy, że wokół nas jest mnóstwo ludzi, których na co dzień mijamy, a nawet nie zauważamy ich istnienia. A oni również mają problemy. Kolejny plus za to! :D
W tym ostatnim akapicie chciałabym was zachęcić do tej książki, ponieważ nie jest to zwykła młodzieżówka jakich pełno na półkach w księgarniach i o jakiej szybko zapomnicie. To książka z drugim dnem, która pokazuje wiele ważnych tematów, o których nie myślimy zbyt często. Posiada również ważny przekaz dla czytelników - trzeba się tylko troszkę nad tym zastanowić, a można wynieść coś naprawdę wartościowego po tej lekturze. Polecam! :)
Moja ocena: 9/10
sobota, 10 czerwca 2017
Kamień i sól - recenzja
Tytuł: Kamień i sól
Autor: Victoria Scott
Tom: 2
Cykl: Ogień i woda
Liczba stron: 365
Wydawnictwo: IUVI
Moi drodzy - zapnijcie pasy i przygotujcie się na rewelacyjną kontynuację Ognia i wody. Szczerze mówiąc to nie potrafię stwierdzić, który tom bardziej mi się podobał - obydwa wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie i tak samo mocno trzymały w napięciu. Akcja pędzi tutaj na łeb, na szyję - kartki przewraca się błyskawicznie i wciąż chce się więcej. Miałam tutaj podobną sytuację jak z Harry'm Potterem, Igrzyskami Śmierci, czy Więźniem Labiryntu - oczy jak spodki, otwarta buzia i ból nadgarstka przez przewracanie stron jak wariatka, bo muszę się dowiedzieć co się zaraz stanie - nie ważne, że jest 23 - ja muszę to wiedzieć! xD
Pojawiło się kilku nowych bohaterów, którzy mniej lub bardziej namieszali w książce. Mogliśmy przyjrzeć się losom Telli i jej przyjaciół oraz czytać o relacjach jakie panują między nimi, oraz ich pandorami. Powiem Wam, że bardzo lubię Tellę ze względu na jej stosunek do zwierzaków - szanuję ludzi takich jak ona - Tello masz u mnie duuży plus! :D Podobnie jak w pierwszej części, tutaj również pojawił się wątek miłosny, który tak troszeczkę mnie irytował, ale tylko w niektórych momentach - ogólnie wyszedł na plus powieści.
Niektórzy autorzy mają taki dar, że z każdym rozdziałem zaskakują czytelnika fabułą książki oraz zwrotami akcji jakie w niej występują. Śmiało mogę powiedzieć, że Victoria Scott również taki dar posiada - aż do samego końca trzyma w napięciu, powoduje wzruszenia, radość, smutek i masę innych emocji. Jako, że jestem miłośniczką zwierzaków, to pani Scott podbiła moje serce relacjami jakie ukazała między uczestnikami, a ich pandorami - ta miłość człowieka do zwierzęcia była tutaj wyjątkowo dobrze pokazana i aż mi się łezka kilka razy w oku zakręciła.
No i moi drodzy przyszedł czas na koniec. I ja się pytam - co tu się wydarzyło!? To było po prostu genialne! Ale... ale czy to już rzeczywiście koniec? Nie będzie trzeciego tomu? Szczerze mówiąc to nawet nie bardzo się orientuję, czy autorka planuje (lub napisała) dalszą część, a uważam że obowiązkowo powinna to zrobić! Niby główny wątek został zamknięty, ale jest masa innych, które w sumie nie zostały wyjaśnione, a wyjątkowo nie lubię otwartych zakończeń w fantastyce.
Kamień i woda to druga część świetnej serii o walce dla dobra drugiego człowieka, poświęceniu, miłości, przyjaźni z ludźmi i ze zwierzętami, okrucieństwie do ludzi i do zwierząt, oraz przebiegłości. To historia, którą na pewno na dłużej zapamiętam i mam nadzieję, że powstanie trzeci tom, który by zakończył wszystkie, niedokończone wątki. Jeśli jeszcze jej nie czytaliście to obowiązkowo musicie to zrobić! Obok takiej książki nie można przejść obojętnie. Gorąco polecam! ;)
Moja ocena: 9/10












































