Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/10. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 sierpnia 2021

Historia pewnego procesu sądowego... | Potwór

Jako dziecko/nastolatka uwielbiałam oglądać Annę Marię Wesołowską i z wypiekami na twarzy śledziłam różne procesy rozgrywające się na sali sądowej w serialu. Moja fascynacja tego typu sprawami nieco przygasła, ale i tak byłam dosyć mocno zaintrygowana jedną z najnowszych premier wydawnictwa We need ya, a mianowicie omawianym w dzisiejszej recenzji Potworem. Czy książka spełniła moje oczekiwania? Tego dowiecie się z dalszej części wpisu. :) 


Udostępnij

wtorek, 8 czerwca 2021

Niepopularna opinia o popularnej książce | Nieposkromiona

Z reguły mam tak, że jak jakaś książka jest powszechnie lubiana, to również mi się podoba. Nieposkromiona była w zasadzie traktowana przeze mnie jak pewniak - tyle ludzi zachwalało, miała być to niezwykła powieść z głębokim przesłaniem, z wartościową treścią, a tymczasem... naprawdę się zawiodłam.

Udostępnij

czwartek, 4 lutego 2021

Jedna z najgorszych książek ubiegłego roku... | Tatuażysta z Auschwitz

Nie lubię tego pisać/mówić, ale w tym przypadku niestety muszę - rozczarowałam się. Książka, która miała mnie poruszyć i wywołać emocje zawiodła mnie. Uważam, że autorka zmarnowała potencjał na świetną powieść przez spłycenie jej, wybielenie, ocenzurowanie faktów, które miały być głównym wątkiem tej książki. W Tatuażyście z Auschwitz, obóz koncentracyjny wcale nie wydaje się aż tak okropny jak miało to miejsce w rzeczywistości. To jest największa wada tej pozycji, największy błąd i naprawdę nie rozumiem dlaczego autorka tak bardzo spieprzyła tę książkę przedstawiając obóz jako miejsce, w którym wystarczy odrobinkę zacisnąć zęby i będzie dobrze.

Udostępnij

wtorek, 22 września 2020

Historia, której się nie spodziewałam... | Księżniczka - Danielle Steel

Przeglądając ostatnio nowości natknęłam się na najnowszą powieść Danielle Steel, a mianowicie Księżniczkę. Bardzo mnie zaciekawił opis tej książki: fabuła osadzona w realiach drugiej wojny światowej, Anglia, czy też losy rodziny królewskiej brzmiały niezwykle zachęcająco i wydawało mi się, że to będzie powieść idealna dla mnie i trafiająca w mój gust czytelniczy. Miałam sporą ochotę na przeczytanie tej historii i liczyłam na to, że wciągnie mnie i zaciekawi... No i niestety, tak się nie stało.

Charlotte jest młodziutką córką pary królewskiej, którą czeka przyszłość pełna blasku i bogactw. Sielankowe życie księżniczki przerywa tragedia II wojny światowej.

Kiedy walki zbierają coraz bardziej krwawe żniwo, para królewska decyduje się wysłać córkę na wieś, by chronić ją przed okropnościami wojny. Dziewczyna została wysłana do rodziny szlacheckiej w hrabstwie Yorkshire, gdzie musi ukrywać swoją prawdziwą tożsamość. Jest to jedyny sposób na to, by rodzina zapewniła jej pełne bezpieczeństwo. Nowe życie okaże się dla księżniczki fascynujące - pozna smak przyjaźni, wolności i pierwszej miłości. Pewien mężczyzna poruszy serce Charlotte, jednak czy księżniczka kiedykolwiek będzie mogła ujawnić mu swoją prawdziwą tożsamość?

 

Początek Księżniczki był dosyć obiecujący. Autorka ma bardzo lekkie pióro i przyjemny styl pisania, przez co książkę czytało mi się naprawdę dobrze i szybciutko. Na pierwszych kartach powieści dowiadujemy się, że król i królowa podejmują niezwykle ciężką dla nich decyzję o odesłaniu najmłodszej córki - Charlotte, do Yorkshire, aby ochronić ją oraz ukryć na czas wojny. Początkowa niechęć księżniczki z czasem przeradza się w fascynację nowym otoczeniem, a także... Henrym - synem Hemmingsonów, do których przysłali ją rodzice. W tym momencie pojawił się pierwszy zgrzyt - wątek miłosny został bardzo szybko nakreślony, co niezwykle mnie denerwuje w książkach. Ja wiem, że już w opisie mamy jasno powiedziane, że pojawi się tutaj wątek miłosny, ale to nie zmienia faktu, że jak dla mnie został wprowadzony zbyt szybko i chaotycznie.

Sporym zaskoczeniem było dla mnie to, że autorka postanowiła uśmiercić w tej historii całą masę postaci. Nie spodziewałam się, że niektórzy skończą tak jak skończyli, ale działo się to według mnie, podobnie zresztą jak wyżej wspomniany wątek miłosny, naprawdę błyskawicznie i zanim tak w zasadzie lepiej poznaliśmy daną postać, już jej nie było, a na jej miejscu pojawiał się kolejny bohater. W zasadzie do połowy książki skakaliśmy od jednego bohatera do drugiego co było dosyć irytujące, bo nie dało się poznać większości postaci - znikały równie szybko, jak się pojawiały.


Druga część Księżniczki była lepsza - tempo akcji zwolniło, mogliśmy lepiej poznać i przywiązać się do pewnych bohaterów, ale to wciąż nie była historia na jaką liczyłam. Lubię kiedy w książkach dużo się dzieje, kiedy tempo jest szybkie i pojawia się sporo zwrotów akcji, ale w tym przypadku było tego zdecydowanie za dużo przez co pierwsze moje skojarzenie na myśl o tej pozycji to - jeden wielki bałagan i chaos. Niestety już gdzieś w okolicy 50 strony fabuła poszła w zupełnie innym kierunku niż tego oczekiwałam i nie do końca do mnie trafiła.

Niewątpliwą zaletą tej powieści jest język i sposób w jaki została napisana. Podczas lektury czułam się jakbym czytała baśń. Nie mam pojęcia czy autorka ma po prostu taki styl, bo nie czytałam innych książek Danielle Steel, ale często odnosiłam wrażenie, że nie czytam sobie ot tak książki, ale że jest mi ona opowiadana w sposób w jaki często w dzieciństwie rodzice, czy też dziadkowie opowiadali mi bajki. Bardzo mi się to spodobało, choć przez to cała powieść wypadała trochę mało realistycznie i ciężko mi było wyobrazić sobie że akcja rozgrywa się (przynajmniej na początku) w czasie drugiej wojny światowej.


Niestety nie mogę Wam polecić tej pozycji, aczkolwiek to nie znaczy, że nie warto się za nią zabierać, bo myślę że trafią się czytelnicy, którym się spodoba. Mnie niestety nie urzekła, a ciekawy styl pisania to za mało żebym mogła się czuć usatysfakcjonowana. Tempo było zbyt szybkie i wprowadziło niepotrzebny chaos, a cała historia okazała się zupełnie inna niż się tego spodziewałam podczas czytania opisu. Moje pierwsze spotkanie z Danielle Steel okazało się niewypałem, ale może następnym razem będzie lepiej. Mam taką nadzieję, bo pomimo tego, że Księżniczka mnie rozczarowała, chętnie sięgnę po inne książki tej autorki. Liczę na to, że będą lepsze. :)

Udostępnij

czwartek, 2 sierpnia 2018

Wszystko to, co wyjątkowe - czyli książka, o której szybko zapomnę

Matthew Quick podbił moje serce książką Prawie jak gwiazda rocka, która jest jedną z moich ulubionych młodzieżówek i mieści się w czołówce najlepszych i najważniejszych dla mnie książek. Kiedyś postanowiłam, że przeczytam wszystkie jego powieści, jakie ukażą się w Polsce. To, oraz fakt, że Wszystko to, co wyjątkowe było w promocji, zadecydowało o tym, że sięgnęłam po historię Nanette. Powiem, wam, że przeczytałam ją kilka dni temu i w sumie niewiele już z niej pamiętam.


Nanette jest dziewczyną idealną. Wzorowa uczennica, gwiazda na boisku, kochana przez rodziców. Wydawać by się mogło, że ma wszystko, jednak pewnego dnia jej światopogląd ulega zmianie. Dzieje się tak za sprawą Kosiarza balonówki - niewydawanej już, kultowej powieści, którą dostała od swojego nauczyciela. Po przeczytaniu tej historii, Nanette pragnie - tak samo jak główny bohater ukochanej książki - stać się buntowniczką. Poznaje innych miłośników tej historii i z dnia na dzień staje się zupełnie inną osobą. Buntuje się przeciwko światu. Jednak czasami za bunt trzeba zapłacić wysoka cenę.

Wszystko to, co wyjątkowe to cienka powieść, bo składa się z niewielu powyżej 250 stron. Stała na mojej półce już naprawdę długi okres czasu, aż wreszcie stwierdziłam, że pasuje się za nią zabrać. Liczyłam na to, że szybko ją przeczytam, tym bardziej że jak już wyżej wspomniałam, nie było to moje pierwsze spotkanie z Quick'iem i lubię tego autora. Podczas czytania tej książki spotkała mnie trochę niecodzienna sytuacja. Styl autora jest niezwykle lekki i przyjemny, miałam wrażenie, że dość szybko idzie mi czytanie, a okazywało się, że niewiele kartek za mną, chociaż miałam wrażenie, że przeczytałam ich o wiele więcej niż było w rzeczywistości. Nijak nie mogłam dokończyć tej książki i czytałam ją długi okres czasu jak na taką cienką pozycję.


Początek zapowiadał się bardzo obiecująco. Z czasem jednak zaczęły się pojawiać nowe wątki, które niekoniecznie mi się podobały. W bardzo młodym wieku w szkole, do której chodzi główna bohaterka, jej koleżanki zaczęły dość "niegrzecznie" spędzać czas z chłopakami sporo od siebie starszymi. Było to w sumie na porządku dziennym, a dziewczyny chwaliły się z kim poszły do łóżka i opowiadały swoje wrażenia z kolejnych nocnych zabaw. Było to dość niesmaczne, z racji ich młodego wieku. Poza tym kompletnie nie rozumiałam, w jakim celu Nanette robiła niektóre rzeczy. Wiele z nich wydawało mi się bez sensu - dziewczyna na siłę chciała być buntowniczką, tylko wydaje mi się, że sama do końca nie wiedziała przeciwko czemu tak właściwie się buntuje. Chciała się zmienić, tylko nie wiem po co i sądzę, że ona też sama tego nie wiedziała - tak jej się umyślało i koniec.

Nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć o tej historii, ale jestem pewna, że na spokojnie mogłabym ją sobie darować i przeczytać coś dużo bardziej ambitnego. Główna bohaterka była irytująca, sama nie wiedziała czego chciała, robiła naprawdę głupie i niedorzeczne rzeczy, ciężko czytało się rozdziały z jej perspektywy. Mimo, że autor ma bardzo lekki styl to ciężko było mi przebrnąć przez tę książkę. Teraz tak w myślach szukam jakiegoś drugiego dna tej historii, ale nic takiego nie znajduję. Nie mam pojęcia co miała nam przekazać ta historia - bunt czasem sporo kosztuje? Okej to byłoby całkiem dobre przesłanie, gdyby tylko zostało sensownie opisane. Tutaj prócz Nanette, buntownikiem jest również jej przyjaciel Alex, ale on działał nieco bardziej sensownie - choć też często bez logiki - jednak wierzył, że to co robi jest słuszne. Nie zmienia to jednak faktu, że zachowania bohaterów były cholernie irytujące i głupie.


Wszystko to, co wyjątkowe to nieudana historia, o której bardzo szybko zapomnę. Zachowania bohaterów były lekkomyślne, nieprzemyślane, chcieli na siłę się buntować i wszędzie szukali ku temu okazji. Nanette była irytującą dziewczyną, która raz robiła jedno, by potem zrobić coś zupełnie przeciwnego. Niestety zawiodłam się na Matthew Quicku, bo choć jego styl w dalszym ciągu był lekki i przyjemny, to historia, którą stworzył w tej książce była - powiem prosto z mostu - głupia. Pozbawiona sensu. Nie mam pojęcia co autor chciał nam przekazać w tej książce, ja nie wyniosłam z niej właściwie nic i cieszę się, że mam ją już za sobą. Zapowiadało się całkiem fajnie, a wyszło kiepsko. A może po prostu wyrosłam z młodzieżówek?
Udostępnij

sobota, 23 czerwca 2018

Przeklęci święci, czyli cuda i nuuuuuda

W dzisiejszej notce zajmiemy się najnowszą powieścią Maggie Stiefvater, którą możecie znać z książek Wyścig śmierci, albo Król kruków. Jak wypadła w Przeklętych świętych? Niestety nieźle się wynudziłam przy tej książce i sporo się namęczyłam żeby przeczytać ją do końca...


Bicho Raro to miasteczko, położone w Kolorado, gdzie dzieją się cuda. Mieszka tutaj trójka kuzynów - Daniel, Beatriz oraz Joaquin, którzy starają się wprowadzić nieco rozrywki do sennego Bicho Raro. Bohaterowie wywodzą się z rodziny Soria, w której rodzą się Święci, którzy są odpowiedzialni za "czynienie cudów". Jednak aby taki cud mógł się wydarzyć, pątnik, czyli osoba która pragnie cudu, musi najpierw zmierzyć się ze swoim własnym mrokiem.

"Za każdym Świętym stoi cud.
Za każdym cudem stoi człowiek.
W każdym człowieku jest mrok, z którym musi się zmierzyć."

Przeklęci święci to już trzecia książka Maggie Stiefvater, którą miałam okazję przeczytać. Chciałam zobaczyć tę autorkę w nowej odsłonie i przekonać się jak wygląda jej styl w najnowszej powieści. Już podczas czytania Wyścigu śmierci zauważyłam, że Stiefvater ma dość specyficzny sposób pisania, skupia się na opisach, a jej język momentami bywa dość ciężki. Niestety po lekturze Przeklętych świętych stwierdzam, że raczej nie zaliczę Maggie do grona swoich ulubionych autorek.


W tej książce niewiele tak naprawdę się dzieje. Mamy sporo rozwlekłych i nudnych opisów, które szczerze mówiąc często omijałam wzrokiem. Bohaterowie tej powieści też nie powalają na kolana - wydawało mi się, że byli dość sztucznie wykreowani, nie potrafiłam ich jakoś bardziej polubić i byli mi całkowicie obojętni. Akcja w powieści rozwija się bardzo powoli, co powodowało że ciężko mi było czytać tę książkę dłużej niż kilka minut, bo po prostu nic się tam nie działo i byłam znudzona, a co za tym idzie nie miałam ochoty na kontynuowanie czytania i odkładałam książkę na półkę, po czym za jakiś czas brałam ją do ręki z powrotem... i znów przerywałam czytanie po paru minutach.


Jest jednak jedna ważna rzecz, która sprawiła, że historia rodziny Soria była znośna i dało się ją jako tako czytać. Chodzi mi o klimat powieści. Akcja rozgrywa się w Kolorado w latach sześćdziesiątych i Maggie Stiefvater sprawiła, że poczułam się jakbym była uczestnikiem opisywanych przez nią wydarzeń oraz stworzyła świetny obraz Kolorado w tamtejszych czasach, z niewielkim Bicho Raro i cudach oraz mieszkańcach tego miasteczka. Jeśli więc szukacie jakiejś książki z oryginalnym klimatem i pomysłem (bo uważam, że Święci, pątnicy, cuda, oraz mrok czający się w ludziach to bardzo dobry, ale niestety kiepsko zrealizowany pomysł na książkę), to Przeklęci święci powinni wam się spodobać.


Najnowsza powieść Maggie Stiefvater nie powaliła mnie na kolana. Wręcz przeciwnie - sprawiła że nieźle się przy niej wynudziłam i nie byłam w stanie długo jej czytać. Akcji właściwie tutaj nie ma, wszystko toczy się w powolnym tempie. Styl i język Maggie są dość ciężkie i źle się czyta książkę napisaną takim językiem, autorka po prostu nie potrafiła mnie wciągnąć do świata jaki stworzyła w tej powieści, a szkoda bo pomysł na Przeklętych świętych miał potencjał, nie został on jednak wykorzystany. Największą zaletą książki jest niewątpliwie jej klimat, dzięki któremu jakoś udało mi się ją przeczytać do końca (chociaż było to dość trudne). Nie polecam wam tej powieści, ale myślę, że znajdą się tacy, którym najnowsza powieść Stiefvater przypadnie do gustu, ze względu na oryginalny pomysł i fajny klimat. Dla mnie niestety było to za mało.

Za egzemplarz dziękuję zazyjkultury.pl


Udostępnij
Designed by Blokotek. All rights reserved.