niedziela, 15 lipca 2018

Piąta fala - film vs książka

Ta notka powstała już bardzo, bardzo dawno temu, ale kompletnie o niej zapomniałam, a szkoda żeby się zmarnowała w wersjach roboczych, więc publikuję ją dopiero teraz. 😂😂

Dzisiaj mam dla was porównanie pierwszego tomu książki z jej ekranizacją. Muszę przyznać, że obawiałam się trochę filmu, bo słyszałam o nim różne opinie - zarówno te pozytywne, jak i negatywne, więc nie chciałam się rozczarować i dość długo zwlekałam z obejrzeniem. W końcu po przeczytaniu trzeciego (i ostatniego) tomu trylogii, postanowiłam zabrać się za oglądanie. I oto przed wami podsumowanie filmu i porównanie go do książki.


!UWAGA NA SPOILERY!

W pierwszym tomie bardzo lubiłam Cassie i umieściłam ją nawet w spisie moich ulubionych książkowych bohaterek. W drugim tomie zachowywała się irytująco i nad wszystkim musiała sprawować kontrolę, co zaczęło mnie denerwować. Hamowała pozostałych i nie zgadzała się z ich opinią odnoście Evana, a kiedy w trzecim tomie nastąpiła sytuacja z Ringer i Benem, który był po jej stronie, ona demonstracyjnie pokazywała swoje niezadowolenie z obecnej sytuacji. No, ale jej wyczynem na końcu zyskała sobie z powrotem moją sympatię. Okej, a co z filmem?


Nie przepadam za Chloe Grace Moretz i mam wrażenie, że sztucznie gra, poza tym zupełnie inaczej wyobrażałam sobie Cassie. Nie byłam zadowolona kiedy dowiedziałam się, że to ona ma wcielić się w rolę głównej bohaterki. Powiem szczerze, że nie powaliła mnie jej gra aktorska. Za dużo otwartych ust (helloł druga Kiersten Stewart się szykuje? xD), jej miny były bardzo podobne w poszczególnych scenach, a płacz, czy inne emocje, które ukazywała nie były da mnie przekonujące. Ale były też momenty, w których całkiem mi się podobało jej "aktorzenie", więc nie jest najgorzej (chociaż najlepiej też nie xD).


Ben Parrish - wyobrażałam sobie go jako bardziej hmm... męskiego? Nie mam nic do zarzucenia Nick'owi (który wcielił się w rolę Bena) jeśli chodzi o jego grę aktorską, ale uważam, że jego wygląd był zbyt chłopięcy i delikatny jak na Zombie'ego. Do tej roli idealnie mi pasuje Bob Morley z The 100! Hmm, w sumie Eliza Taylor byłaby świetną Cassie, a Lindsey Morgan - Ringer. ^^ Pozostali aktorzy byli dobrze dobrani i nie mam zarzutów co do reszty. Ooo, a aktor grający Evana idealnie mi do niego pasował! I jaki on przystojny! *.*

Zakończenie w książce było tak emocjonujące i zaskakujące, że ledwo nadążałam za przewracaniem kartek! Oj działo się, działo. Wszystko było dokładnie opisane przez autora i dzięki temu bardzo łatwo było mi się wczuć w czytaną powieść i wejść do jej świata. W filmie zakończenie było słabe.


Po pierwsze - zbyt łatwo im to wszystko poszło. Cassie jak gdyby nigdy nic wchodzi sobie do gabinetu (tak to nazwijmy :D) i wali babkę w głowę, dusi ją kablem, potem łatwiutko sobie wychodzi i lata w tę i z powrotem jak podczas biegania na wf. Potem spotyka Bena, który dosłownie na nią wpada i razem uwalniają Sama (niee, to wcale nie podejrzane kiedy nastolatka w ciut za dużym mundurze zabiera nagle małego chłopca z tłumu i wybiega z nim przez drzwi). Przecież to wcale nie było dziwne i wcale nie rzucało się w oczy! Szkoda, że nie poszli sobie spacerkiem, po co było biec i tak nikt niczego nie zauważył! xD

Żeby nie było - film mi się podobał. Oprócz tych minusów, które wymieniłam u góry był naprawdę bardzo ciekawy i nie żałuję, że go obejrzałam, jednak prawda jest taka, że nie umywa się do książkowego pierwowzoru. Nie jest to obowiązkowa filmowa pozycja, ale w wolnym czasie można sobie obejrzeć, tym bardziej jeśli lubi się klimaty obcych i zagłady świata.

Moja ocena książki: 8/10
Moja ocena filmu: 5/10
Udostępnij

środa, 11 lipca 2018

Najbardziej wzruszająca książka roku? | Normalni inaczej

Z reguły nie wzruszam się przy czytaniu książek. Zabierając się za Normalnych inaczej nie oczekiwałam jakiejś porywającej lektury, liczyłam bardziej na coś, co pozwoli mi przyjemnie spożytkować wolny czas. Spodziewałam się, że będzie to kolejna z wielu młodzieżówek, o której szybko zapomnę. I wiecie co? Książka Tammy Robinson całkowicie mnie pochłonęła, wzruszyła, oraz okazała się jedną z lepszych powieści jaką miałam okazję przeczytać w tym roku.


Maddy nie jest jak inne nastolatki. Jej życie to głównie praca oraz opieka nad młodszą, autystyczną siostrą, którą dziewczyna kocha najbardziej na świecie. Bohaterka nie ma czasu na spotkania z przyjaciółmi - zresztą przyjaźni się właściwie tylko z jedną osobą - kolegą z pracy. Kiedy któregoś dnia poznaje Alberta, nie wie, że chłopak wywróci całe jej życie do góry nogami i nieodwracalnie ją zmieni.

Albert musi żyć ze świadomością, że jego ojciec nigdy go nie doceni. Choć bardzo się stara mu przypodobać, nie potrafi dostrzec uznania w oczach taty. Chłopak pragnie wyprowadzić się z domu i zacząć żyć na własny rachunek. Spotkanie z Maddy okaże się najlepszą rzeczą jaka mu się przydarzyła.

"Normalni inaczej" to historia o tym, że każdy może znaleźć miłość i każdy może pokochać, nawet jeśli wszystko sprzysięga się przeciwko niemu. To magiczna opowieść o ludzkich sercach, która złamie serce także tobie.


Powieść Tammy Robinson wciąga już od pierwszych stron. Autorka ma niesamowicie lekkie pióro, zachowania postaci, które stworzyła są naturalne i niewymuszone. Powiem wam szczerze, że jest to jedna z najlepiej napisanych książek, jeśli chodzi o styl pisania, jakie do tej pory czytałam. Historia pokazana w powieści wydaje się tak naturalna, że z olbrzymią łatwością możemy sobie ją wyobrazić w rzeczywistości. To niezwykłe, jak Robinson prowadzi narrację - wszystko wygląda naturalnie, bez problemu możemy wczuć się w historię Maddy i Alberta.

Maddy i Albert... Każde z nich dźwiga swój prywatny bagaż doświadczeń, każde z nich m swoje własne problemy z którymi musi się zmierzyć. Maddy  ma młodszą siostrę Bee, która ma autyzm. Dziewczyna kocha ją jak nikogo innego, nie przeszkadza jej choroba siostry, traktuje to jak najbardziej naturalną rzecz na świecie, nie patrzy na Bee przez pryzmat choroby. Albert zawsze stał w cieniu swojego brata. Jego ojciec nigdy nie wyraził się o nim z szacunkiem - zawsze znajdował jakiś powód aby mu dokuczyć. Matka chłopaka większą część dnia spędza w maleńkim pokoiku - pralni i choć widzi jak jej mąż traktuje ukochanego syna, niewiele robi aby temu zapobiec. Maddy  i Albert wspierają się wzajemnie - każde z nich potrafi zrozumieć tą drugą osobę. Relacja jaka stopniowo tworzy się między nimi jest czymś pięknym i niezwykłym. Nie będzie przesadą jeśli powiem wam, że ta dwójka tworzy jedną z najlepszych par literackich, o jakich do tej pory czytałam.


Tammy Robinson pieruńsko mnie zaskoczyła. Końcowe strony jej powieści były zupełnie nieprzewidywalne i zaskakujące. To właśnie te ostatnie rozdziały wywołały u mnie wzruszenie. Przyznaję się bez bicia Normalni inaczej wzruszyli mnie do łez - nie pamiętam kiedy ostatnio jakaś książka wywołała u mnie takie emocje. Powieść Robinson jest po prostu piękna. Na skrzydełku okładki tej książki jest napisane: "Dla każdego kto pokochał "Gwiazd naszych wina" i "Zanim się pojawiłeś"." Podpisuję się rękami i nogami pod tym zdaniem - jeśli powieść Greena, czy też Moyes podobały wam się, to po prostu nie ma bata - musicie przeczytać Normalnych inaczej.

Jestem pewna, że kiedyś wrócę do tej powieści. To jedna z najpiękniejszych książek jakie przeczytałam w tym roku. Pióro i styl autorki są niesamowicie lekkie i przyjemne. Robinson sprawiła, że jej historia wydała mi się niezwykle naturalna i rzeczywista. Opowieść o Maddy i Albercie niesamowicie mnie poruszyła, wciągnęła od pierwszych stron i jestem pewna, że długo o niej nie zapomnę. To przepiękna powieść o miłości, poświęceniu, przyjaźni, marzeniach, bólu... Nie możecie przejść obok niej obojętnie, to jedna z najbardziej wartościowych i wzruszających powieści, jakie przeczytałam. Całkowicie zgadzam się ze zdaniem z opisu książki - "To magiczna opowieść o ludzkich sercach, która złamie serce także tobie". Gorąco polecam!  


Za książkę dziękuję wydawnictwu IUVI :)


Udostępnij

poniedziałek, 9 lipca 2018

Jak smakuje szczęście? | Kilka słów o Smaku szczęścia, Klaudii Kopiasz

Smak szczęścia to drugi tom cyklu autorstwa Klaudii Kopiasz, który opowiada o dalszych losach Mii oraz Willa. Jeśli jesteście ciekawi o czy warto po niego sięgnąć to zapraszam do dzisiejszej recenzji. A w razie gdybyście chcieli poczytać o pierwszym tomie, to zapraszam was tutaj. :)


!UWAGA NA SPOILERY!

Mia wraca do zdrowia. Kiedy dowiaduje się, że zawdzięcza życie Williamowi, pragnie kolejnego spotkania z ukochanym. Jednak nie wszystko układa się po jej myśli. Dziewczyna widzi Willa z inną kobietą. Postanawia raz na zawsze zapomnieć o wakacyjnej miłości i skupić się na nowym związku z kolegą z pracy.

Will nie może zapomnieć o Mii, która pozwoliła mu na nowo poczuć zapach i smak szczęścia na pięknej wyspie Zakynthos. Próbuje się z nią skontaktować, bo wie, że Mia nie jest jakąś tam zwykłą dziewczyną. Czy ta dwójka odnajdzie szczęście? Czy zasmakują szczęścia?

KONIEC SPOILERÓW :)


Pierwszy tom tego cyklu podobał mi się i uważam, że jest idealny na wakacyjne dni. Z drugim tomem jest natomiast mały problem. Nie zrozumcie mnie źle - Smak szczęścia to przyjemna książka, którą czyta się w błyskawicznym tempie, ale jednak czegoś mi w niej zabrakło. Bywały nawet momenty, w których akcja mnie nudziła, a dialogi wydawały się sztuczne przez co odkładałam tę książkę na półkę. Wszystko działo się tutaj bardzo szybko i mam wrażenie, że nawet trochę zbyt szybko.

Bohaterowie czasem denerwowali mnie swoim zachowaniem, inaczej ich odbierałam niż w pierwszej części. Wydaje mi się, że styl pisania pani Klaudii Kopiasz również uległ zmianie. Niestety była to zmiana na gorsze, ponieważ w przeciwieństwie do Zapachu szczęścia, tutaj bywały momenty, w których po prostu nudziła mnie fabuła i miałam ochotę jak najszybciej przerwać lekturę, a styl autorki troszkę mnie męczył i zamiast wyobrażać sobie sytuacje opisywane przez panią Kopiasz, myślałam o czymś zupełnie innym.


Jedną z najważniejszych zalet pierwszego tomu były opisy wyspy, które pozwalały czytelnikowi wczuć się w klimat powieści i poczuć się, jakby był uczestnikiem wydarzeń, oraz odpoczywał z bohaterami na tej urokliwej wyspie. Na szczęście w drugim tomie nie zabrakło takich opisów i mogłam sobie bardzo dokładnie wyobrazić opisywaną przez autorkę rzeczywistość i piękno miejsc, w których bywali bohaterowie. To zdecydowanie największy plus Smaku szczęścia. Klaudia Kopiasz potrafi bardzo dobrze oddać piękno krajobrazów i miejsc, w których rozgrywa się akcja jej powieści.

Smak szczęścia wypadł gorzej od poprzedniego tomu - bohaterowie mnie irytowali, styl autorki był gorszy niż w pierwszym tomie, ale klimat i umiejętności pani Klaudii do działania na wyobraźnię czytelnika pozostały takie same jak w Zapachu szczęścia. Jeśli jesteście ciekawi co nowego wydarzyło się w życiu bohaterów z poprzedniej części to zachęcam do sięgnięcia po Smak szczęścia, jednak musicie liczyć się z tym, że nie jest to zbyt udana kontynuacja i możecie się przy niej troszkę nudzić. Tom pierwszy był ciekawy i wciągający, a drugi niestety wypada słabo, dialogi są sztuczne, a zachowania bohaterów dziwne, irytujące i momentami infantylne. Jednak klimat powieści jest bardzo wakacyjny, więc jeśli szukacie jakiejś książki na najbliższe dni to możecie się rozejrzeć za pozycjami pani Kopiasz. Szkoda tylko, że drugi tom wypadł kiepsko, bo miał potencjał aby stać się ciekawą kontynuacją.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Pascal :)


Udostępnij

poniedziałek, 2 lipca 2018

Książka idealna na wakacje? | Zapach szczęścia

Sięgnęłam po książkę polskiej autorki. Co więcej - mojej imienniczki! :D I, żeby było jeszcze lepiej - Zapach szczęścia bardzo mi się spodobał i z chęcią poczytam o dalszych losach bohaterów tej książki. :)


Mia ma przed sobą świetlaną przyszłość jako dziennikarka. Kobieta do pełni szczęścia potrzebuje jedynie miłości, której tak naprawdę w ciągu swojego życia jeszcze nie zaznała. Pewnego dnia dowiaduje się, że jest chora, a to zmienia cały jej świat.

William jest pisarzem. Pięć lat temu zmarła jego ukochana i do tej pory nie potrafi się z tym pogodzić, ciągle odczuwa wielki smutek i ból po stracie ukochanej i nie jest w stanie pisać kolejnych książek. Któregoś dnia postanawia wyjechać na Zakynthos, gdzie spotyka Mię.

Czy ta dwójka ma szansę na stworzenie szczęśliwego i trwałego związku? Czy pobyt na pięknej wyspie zmieni coś w ich życiu? Czy Mia i Willim poczują zapach szczęścia w urokliwych, niezwykłych zakątkach Zakynthos?


Jeśli jesteście ze mną dłużej to wiecie, że strasznie mnie drażnią... uwaga to będzie głupie... polskie imiona w książkach (mówiłam, że głupie :D). Dlatego kiedy przeczytałam opis i zobaczyłam, że imiona bohaterów tej powieści nie są polskie to stwierdziłam, że w sumie chętnie to przeczytam. Kiedy otrzymałam pięknie zapakowaną paczkę z książkami autorstwa Klaudii Kopiasz, oraz słodką niespodzianką, nie mogłam się doczekać aż poznam historię Mii oraz Williama. Zabrałam się za czytanie i nawet nie wiem kiedy dotarłam do ostatniej strony.

Powieść czyta się w błyskawicznym tempie. Autorka ma bardzo przyjemny i lekki styl dzięki czemu przez tę historię po prostu się płynie i nie odczuwa tych umykających stron. Główna bohaterka, czyli Mia, zmaga się z ciężką chorobą i aby o niej na chwilę zapomnieć wyrusza na wymarzone wakacje, gdzie spotyka pewnego pisarza. Kobieta jest pełna pozytywnej energii i stara się patrzeć optymistycznie na otaczający ją świat. William zmaga się z żałobą, nie może pogodzić się ze śmiercią ukochanej i podczas czytania książki widzimy jaki ból i smutek przeżywa związany ze stratą miłości swojego życia. Klaudia Kopiasz bardzo dobrze wykreowała postacie w swojej książce i wyraziście ich opisała przez co wydają się naturalni i realni.


Zapach szczęścia potrafi wciągnąć. Wyspa Zakynthos została przepięknie opisana - każdy zakątek w którym byli bohaterowie został dobrze opisany przez autorkę książki, dzięki czemu możemy sobie dokładnie wszystko wyobrazić i poczuć się jakbyśmy sami byli na tej przepięknej wyspie. Klimat tej powieści jest niezwykły, właśnie przez te dokładne, ale absolutnie nie nudne, opisy. Wydaje mi się, że książka pani Klaudii idealnie nadaje się na wakacje - możemy sobie wyobrazić Zakynthos i odbyć podróż na tę wyspę w naszej wyobraźni.

Nie twierdzę, że Zapach szczęścia jest jakąś wybitną książką, po którą koniecznie musicie sięgnąć, bo byłoby to wygórowane stwierdzenie, ale na pewno jest to niezwykle przyjemna książka, którą przeczytacie bardzo szybko i poczujecie jej niezwykły klimat. Dajcie się porwać w podróż na przepiękną wyspę i odwiedźcie ją wraz z Mią i Williamem, którzy przybyli tam z różnych powodów i na pewno nie spodziewali się takiego obrotu spraw jaki tam się wydarzył. Chociaż wątek miłosny mógł zostać lepiej dopracowany, a zakończenie jest przewidywalne, Zapach szczęścia na pewno zasługuje na uwagę, zwłaszcza w czasie wakacji, bo jest książką idealną na te najbliższe dwa miesiące - lekka, przyjemnie napisana, posiadająca wspaniały klimat, czegóż chcieć więcej? :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Pascal :)

Udostępnij

piątek, 29 czerwca 2018

Córka złodzieja - syndrom drugiego tomu, czy udana kontynuacja?

Pisząc o Trucicielce królowej, czyli pierwszym tomie cyklu Królewskie Źródło stwierdziłam, że seria ta może okazać się naprawdę interesująca i dobra i chętnie poznam kontynuację w postaci drugiej części, jaką jest omawiana dzisiaj Córka złodzieja. Jeśli jesteście ciekawi czy Jeff Wheeler utrzymał poziom to zachęcam do przeczytania mojej recenzji. :)


Owen Kiskaddon nie jest już małym chłopcem. Po latach szkolenia się na Północy, młody chłopak ma przed sobą swoją pierwszą bitwę, w której sprawdzi się jako dowódca. Jako diuk Marchii Zachodniej cieszy się uznaniem i szacunkiem ze strony króla Severna. Jednak nadciąga niespodziewane zagrożenie podczas którego Owen będzie poddany próbie lojalności. Chłopak jest zakochany w przyjaciółce z dzieciństwa - Evie - ale wie, że szansa na szczęśliwą przyszłość u jej boku jest niewielka. Na horyzoncie pojawia się tytułowa córka złodzieja, której tożsamość będziecie mogli poznać w trakcie lektury. Czy Owen dokona mądrych wyborów? Czy będzie szczęśliwy u boku Evie?

Pierwsza połowa tej książki strasznie mi się dłużyła. Czytałam, czytałam i miałam wrażenie, że cały czas stoję w miejscu. W sumie to niezbyt wiele się działo z początku i było sporo nudnych opisów, które starałam się omijać wzrokiem. Przez ten słaby początek, przeczytanie tej powieści zajęło mi dosyć dużo czasu, bo nie mogłam się skupić na czytaniu, a moje myśli były zupełnie gdzieś indziej. Na całe szczęście druga połowa zaczęła zdecydowanie przyspieszać - było mniej nudnych faktów z historii świata przedstawionego w tej serii, zaczęło się dziać dużo więcej rzeczy, dzięki czemu koniec końców mogę powiedzieć, że czuję się zachęcona do sięgnięcia po dalsze części przygód Owena, a powiem wam, że byłam co do tego sceptycznie nastawiona na początku.


Owen Kiskaddon - w pierwszym tomie mały, zagubiony i nieśmiały chłopiec. Tutaj spotykamy go po latach, kiedy stał się mężczyzną i genialnie wyszkolonym żołnierzem, który jest gotów poświęcić życie dla dobra sprawy, dla którego lojalność jest wyjątkowo istotna, i który musi zmierzyć się z dużo poważniejszymi problemami niż w dzieciństwie. Zniknął tamten zagubiony chłopczyk, pojawił się mężczyzna, który niby wie czego chce, ale czasem nie potrafi tego pokazać. Evie również się zmieniła, choć w jej przypadku zmiana ta nie jest aż tak widoczna jak w przypadku Kiskaddona. Stała się kobietą, która potrafi podporządkować sobie ludzi, ale robi to w sposób subtelny i pokojowy. Jest waleczna, żywiołowa i szalona, choć czasem może zbyt lekkomyślna. Wolałam ją chyba w pierwszym tomie, tutaj były momenty kiedy mnie irytowała.

Jeśli mowa o irytowaniu... Niestety nie obyło się bez tego. Sam początek, który jak już wspomniałam dłużył mi się i był dość nudnawy, jest pierwszą rzeczą, która denerwowała mnie podczas czytania. Kolejną taką rzeczą są imiona i nazwiska, na które zwróciłam uwagę już przy okazji omawiania tomu pierwszego. Musicie wiedzieć, że autor powymyślał sobie naprawdę dziwne i ciężkie do wymówienia, a co dopiero do zapamiętania imiona i nazwiska niektórych bohaterów. Było to frustrujące, bo czasem zdarzało mi się że już nie pamiętałam kto był i kim i co zrobił.


W tytule tego posta postawiłam pytanie czy Córka złodzieja jest przykładem syndromu drugiego tomu, czy może udaną kontynuacją i powiem wam, że po części jest i tym, i tym. Na pewno ten nieszczęsny początek wypadł bardzo słabo na tle Trucicielki królowej, ale druga połowa na szczęście wszystko nadrabia, przez co nie mogę powiedzieć, że ten tom był gorszy od poprzedniego. Powiedziałabym, że autor stoi na tym samym poziomie z niewielką tendencją spadkową, ale myślę, że po trzecim tomie Królewskiego Źródła rozwieją się moje wątpliwości (mam taką nadzieję) co do tej serii i będę mogła jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czy jest ona dobra. Na tę chwilę sami musicie się przekonać, czy seria Jeffa Wheelera wam się spodoba i czy macie ochotę po nią sięgnąć. Jest to ciekawa historia, ale nie należy do takich, które koniecznie trzeba poznać, jednak mile spędziłam czas podczas lektury tych dwóch pierwszych tomów i chętnie przeczytam kolejny. :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar :)


Udostępnij

wtorek, 26 czerwca 2018

Dwie historie w jednej, czyli Replika | Lauren Oliver

Replika to książka napisana w bardzo specyficzny sposób. Możemy poznać tę historię czytając ją w normalny sposób - począwszy od przodu, ale możemy również odwrócić ją i czytać od końca. Mamy tutaj dwa różne spojrzenia na świat - widzimy go oczyma Gemmy oraz Liry i poznajemy te dwie bohaterki oraz ludzi, którzy są im bliscy...


Poznajcie Gemmę - dziewczynę, która całe życie miała pod górkę, była dość chorowita, nie miała zbyt wielu przyjaciół, a chłopcy się nią nie interesowali. Jej rodzice są w stosunku do niej bardzo nadopiekuńczy, więc kiedy pozwalają jej na wycieczkę do Florydy ze swoją przyjaciółką, dziewczyna jest wniebowzięta. Niestety sprawy przybierają niespodziewany obrót, ponieważ rodzice w ostatniej chwili zakazują jej wyjazdu, co ma związek z tajemniczą kliniką w Heaven....

Lira jest repliką. Odkąd pamięta mieszka w ośrodku Heaven. Panują tam bardzo surowe warunki, dziewczęta i chłopcy nie mogą się widywać, wszystko owiane jest nutą tajemnicy. Kiedy trafia się okazja, dziewczyna wraz z przyjaciółką Kasjopeją i repliką o numerze 72 uciekają z kliniki...

Jaki związek mają ze sobą te dwie historie? Co łączy Lirę oraz Gemmę?

Replika to książka, która od razu zaintrygowała mnie tym, że znajdują się w niej dwie historie. Jedna z nich opowiadana jest z perspektywy Gemmy, a druga, z perspektywy Liry. Wystarczy tylko odwrócić książkę, żeby poznać punkt widzenia drugiej bohaterki. Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałam, dlatego chętnie zakupiłam powieść Lauren Oliver. Powiem wam szczerze, że cała historia jest dość krótka i wszystko dzieje się bardzo szybko, czasem trochę chaotycznie.


Losy dwóch dziewczyn splatają się ze sobą. W pewnym momencie spotykają się i czytelnik może zobaczyć to spotkanie oczami zarówno Gemmy, jak i Liry, co jest fajnym zabiegiem, bo widzimy dwa różne punkty widzenia na taką samą sytuację, a to pokazuje nam, że każdy człowiek odbiera identyczne zdarzenia w nieco inny sposób. Fabuła rozwija się szybko - w niektórych momentach jest za bardzo pokręcona i mało prawdopodobna. Tak szczerze to liczyłam na coś bardziej interesującego, bo powieść pani Oliver, czytałam trochę z musu - żeby ją zakończyć i zabrać się za coś ciekawszego, albo żeby zabić nudę.

Zakończenie mi się niezbyt podobało. Niewiele mamy w nim tak naprawdę powiedziane. To tak jakby autorka urwała akcję w połowie i nie wiedziała co dalej z nią zrobić, więc zostawiła takie trochę nieprzemyślane i według mnie niedokończone zakończenie (dziwnie to trochę brzmi, ale nie wiem jak inaczej ubrać to w słowa). Akcja nagle się urywa i nie wiemy co się w końcu stało, jak dalej to wszystko będzie funkcjonować - za mało konkretów. Można było wydłużyć książkę o kilka stron, ale skończyć ją porządnie, z przytupem. No chyba, że Lauren Oliver miała jakiś wyznaczony limit stron, w którym musiała się zmieścić i poupychała wszystko tak, żeby nie przekroczyć tego limitu. :D No i zostawiła czytelników z najbardziej znienawidzonym przeze mnie otwartym zakończeniem. Bo po co wyjaśniać jak potoczyły się losy bohaterów, po co się wysilać, lepiej niech czytelnicy sami je sobie dopowiedzą.


Bohaterowie też nie byli jakoś super wykreowani. Gemma była raczej naiwną, infantylną i troszkę głupiutką nastolatką, a Lira przez to w jakich warunkach została wychowana nie wiedziała o życiu praktycznie nic. Postacie były dość płaskie, sztuczne i mało wyraziste, brakowało im niepowtarzalnych cech charakteru, czegoś co by je wyróżniało z tłumu - były nudne. Tak teraz myślę, ale chyba nie potrafię wskazać postaci, którą polubiłam w tej książce. Po prostu nikogo w niej nie lubiłam. :D No cóż, życie.

Powieść Lauren Oliver dłuży się trochę, ale bywają też ciekawsze momenty. Da się przeczytać tę książkę, ale bez fajerwerków. Przeczytasz i po kilku dniach o niej zapomnisz. Pomysł na dwie historie w jednej, opowiadane przez dwie różne bohaterki był naprawdę dobry i myślę, że dla niego warto zapoznać się z Repliką. Jeśli jednak liczycie na fajnych bohaterów, ciekawą akcję i jej zwroty, to raczej się zawiedziecie. Ta historia mnie nie powaliła na kolana i gdybym wiedziała, że taka będzie to nie czytałabym jej. Nic niezwykłego, ale można nią zabić czas.

Udostępnij

sobota, 23 czerwca 2018

Przeklęci święci, czyli cuda i nuuuuuda

W dzisiejszej notce zajmiemy się najnowszą powieścią Maggie Stiefvater, którą możecie znać z książek Wyścig śmierci, albo Król kruków. Jak wypadła w Przeklętych świętych? Niestety nieźle się wynudziłam przy tej książce i sporo się namęczyłam żeby przeczytać ją do końca...


Bicho Raro to miasteczko, położone w Kolorado, gdzie dzieją się cuda. Mieszka tutaj trójka kuzynów - Daniel, Beatriz oraz Joaquin, którzy starają się wprowadzić nieco rozrywki do sennego Bicho Raro. Bohaterowie wywodzą się z rodziny Soria, w której rodzą się Święci, którzy są odpowiedzialni za "czynienie cudów". Jednak aby taki cud mógł się wydarzyć, pątnik, czyli osoba która pragnie cudu, musi najpierw zmierzyć się ze swoim własnym mrokiem.

"Za każdym Świętym stoi cud.
Za każdym cudem stoi człowiek.
W każdym człowieku jest mrok, z którym musi się zmierzyć."

Przeklęci święci to już trzecia książka Maggie Stiefvater, którą miałam okazję przeczytać. Chciałam zobaczyć tę autorkę w nowej odsłonie i przekonać się jak wygląda jej styl w najnowszej powieści. Już podczas czytania Wyścigu śmierci zauważyłam, że Stiefvater ma dość specyficzny sposób pisania, skupia się na opisach, a jej język momentami bywa dość ciężki. Niestety po lekturze Przeklętych świętych stwierdzam, że raczej nie zaliczę Maggie do grona swoich ulubionych autorek.


W tej książce niewiele tak naprawdę się dzieje. Mamy sporo rozwlekłych i nudnych opisów, które szczerze mówiąc często omijałam wzrokiem. Bohaterowie tej powieści też nie powalają na kolana - wydawało mi się, że byli dość sztucznie wykreowani, nie potrafiłam ich jakoś bardziej polubić i byli mi całkowicie obojętni. Akcja w powieści rozwija się bardzo powoli, co powodowało że ciężko mi było czytać tę książkę dłużej niż kilka minut, bo po prostu nic się tam nie działo i byłam znudzona, a co za tym idzie nie miałam ochoty na kontynuowanie czytania i odkładałam książkę na półkę, po czym za jakiś czas brałam ją do ręki z powrotem... i znów przerywałam czytanie po paru minutach.


Jest jednak jedna ważna rzecz, która sprawiła, że historia rodziny Soria była znośna i dało się ją jako tako czytać. Chodzi mi o klimat powieści. Akcja rozgrywa się w Kolorado w latach sześćdziesiątych i Maggie Stiefvater sprawiła, że poczułam się jakbym była uczestnikiem opisywanych przez nią wydarzeń oraz stworzyła świetny obraz Kolorado w tamtejszych czasach, z niewielkim Bicho Raro i cudach oraz mieszkańcach tego miasteczka. Jeśli więc szukacie jakiejś książki z oryginalnym klimatem i pomysłem (bo uważam, że Święci, pątnicy, cuda, oraz mrok czający się w ludziach to bardzo dobry, ale niestety kiepsko zrealizowany pomysł na książkę), to Przeklęci święci powinni wam się spodobać.


Najnowsza powieść Maggie Stiefvater nie powaliła mnie na kolana. Wręcz przeciwnie - sprawiła że nieźle się przy niej wynudziłam i nie byłam w stanie długo jej czytać. Akcji właściwie tutaj nie ma, wszystko toczy się w powolnym tempie. Styl i język Maggie są dość ciężkie i źle się czyta książkę napisaną takim językiem, autorka po prostu nie potrafiła mnie wciągnąć do świata jaki stworzyła w tej powieści, a szkoda bo pomysł na Przeklętych świętych miał potencjał, nie został on jednak wykorzystany. Największą zaletą książki jest niewątpliwie jej klimat, dzięki któremu jakoś udało mi się ją przeczytać do końca (chociaż było to dość trudne). Nie polecam wam tej powieści, ale myślę, że znajdą się tacy, którym najnowsza powieść Stiefvater przypadnie do gustu, ze względu na oryginalny pomysł i fajny klimat. Dla mnie niestety było to za mało.

Za egzemplarz dziękuję zazyjkultury.pl


Udostępnij
Designed by Blokotek. All rights reserved.