"Istnieje 13 POWODÓW śmierci twojej przyjaciółki. Ty jesteś jednym z nich."

"Istnieje 13 POWODÓW śmierci twojej przyjaciółki. Ty jesteś jednym z nich."

Tytuł: 13 powodów
Autor: Jay Asher
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: Rebis

Istnieje 13 powodów śmierci twojej przyjaciółki. Ty jesteś jednym z nich.


Hannah Baker popełniła samobójstwo. Dwa tygodnie później Clay Jansen otrzymuje nietypową przesyłkę. W paczce znajduje się 13 kaset. Jak się okazuje nagrała je Hannah. W kasetach opisuje kolejno osoby, które przyczyniły się do jej śmierci. 13 powodów - 13 historii, które łączą się w jedną spójną opowieść. Życie Hannah, jej problemy, ludzie, których napotkała na swojej drodze, przyczyny samobójstwa czekają aż kolejne osoby odsłuchają kasety. Dlaczego Hannah zdecydowała się na ten krok? Co spowodowało, ze dziewczyna, która miała całe życie przed sobą postanowiła je zakończyć? Dlaczego Clay Jensen jest na taśmach?

Na sto procent każdy z was przynajmniej raz słyszał o 13 powodach. Książka osiągnęła olbrzymią popularność za sprawą serialu nakręconego na jej podstawie (który oglądałam i planuję zrobić o tym osobny post). Przypuszczam, że wiecie również o czym mniej więcej opowiada i jak trudny temat porusza. Samobójstwo. Wątek samobójstwa poruszany jest w wielu książkach. Zatem czym wyróżnia się ta pozycja? Czy nie jest podobna do innych historii, w których motyw odbierania sobie życia również się pojawia?

Zacznę może od technicznej strony tej książki, bo być może jesteście ciekawi jak wygląda tutaj sposób narracji, kto jest głównym narratorem... Cała opowieść rozgrywa się w ciągu około 24 godzin. Fragmenty mówiące o teraźniejszości te z perspektywy Clay'a są przeplatane nagraniami Hannah, które zostały podkreślone przez pochyloną czcionkę. Bardzo fajnym zabiegiem są też znaczniki - play, pauza, stop - takie jak przy walkmanach, co pozwala czytelnikowi bardziej wczuć się w akcję.

W trakcie kiedy Clay słucha taśm mamy możliwość razem z nim dokładnie przyjrzeć się życiu Hannah, oraz poznać motywy, które nią kierowały podczas gdy zdecydowała się odebrać sobie życie. Śledzimy jej losy oraz widzimy jak stopniowo zmieniał się jej sposób myślenia oraz psychika. 13 powodów to historia, która opowiada o tym, że niektóre nasze decyzje oraz zachowania mogą bardzo wpłynąć na życie drugiej osoby. Nikt nie potrafi czytać w myślach. Nikt nie wie co nastąpi za 5 minut, 5 tygodni, czy 5 lat. Czasem ktoś bliski, z kim mamy do czynienia praktycznie codziennie przechodzi przez naprawdę trudny okres, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, głusi na sygnały które taka osoba wysyła otoczeniu. Czasem wystarczy chwila, aby czyjeś życie rozsypało się na kawałki.

Depresja to choroba, która może dotknąć kiedyś każdego z nas. Ludzie są różni, każdy ma inną psychikę i sposób postrzegania świata, więc powinniśmy się liczyć z tym, ze coś co dal jednego będzie błahostką, sprawi że drugiej osobie zawali się świat. Książka pokazuje, że czasem nawet najdrobniejsze znaki mogą świadczyć o tym, że dany człowiek potrzebuje, a nawet prosi o pomoc.

Książka Jay'a Ashera ma wielu zwolenników, ale i przeciwników. Ci drudzy uważają, zachowanie Hannah za egoistyczne i głupie. Chciałabym się teraz wypowiedzieć na ten temat, jestem też ciekawa waszego zdania na ten temat. Według mnie Hannah dawała sygnały, że coś jest nie w porządku. Sądzę, że chciała uzyskać pomoc, ale nie do końca wiedziała jak powiedzieć ludziom o co chodzi z jej życiem, jak bardzo czuje się zagubiona. Mogła uniknąć niektórych sytuacji, ale była w naprawdę kiepskim stanie jeśli chodzi o psychikę i nie potrafiła sobie poradzić. To nie jej wina, że była może nieco bardziej wrażliwa na pewne sprawy, ale również przeszła przez wiele przykrych sytuacji, które jeszcze bardziej ją dobijały. Można było zapobiec niektórym z wydarzeń, gdyby tylko przyjrzeć się temu głębiej. Niestety. Było za późno.
Niektórzy mówią, że 13 powodów gloryfikuje samobójstwo. To już jest bzdura totalna. Autor pokazuje jak wygląda ten cały proces jaki rozgrywa się w głowie człowieka i w końcu prowadzi do samobójstwa. Pokazuje, że powinniśmy bardziej zwracać uwagę na sygnały jakie dają nam inni ludzie. Powinniśmy patrzeć nieco dalej niż na czubek własnego nosa i zainteresować się drugim człowiekiem. Mówienie, że 13 powodów to gloryfikacja samobójstwa, pokazanie, że to idealny sposób aby zwrócić na siebie uwagę, jest po prostu głupie i wyssane z palca.

Jeśli jeszcze nie czytaliście książki, albo tylko oglądaliście serial to zachęcam was do nadrobienia zaległości. Według mnie serial jest trochę lepszy od książki, ze względu na dodatkowe wątki, które porusza, ale to nie znaczy, że na powieść szkoda czasu, ponieważ stanowi ona bardzo dobre uzupełnienie i dopełnienie całej historii oraz pozwala na chwile refleksji. Myślę, że zarówno serial jak i książka są warte uwagi i poruszają naprawdę trudny temat, który dotyczy nas wszystkich.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Rebis


Poruszająca historia kenijskiej imigrantki | [PRZEDPREMIEROWO] Dalila

Poruszająca historia kenijskiej imigrantki | [PRZEDPREMIEROWO] Dalila

!Premiera 25.08.2017!

Tytuł: Dalila
Autor: Jason Donald
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 487
Wydawnictwo: Kobiece

Kenia. Państwo, które znajduje się we wschodniej Afryce. Daleko, daleko stąd. Założę się, że większość z nas nie zna obyczajów panujących w tamtym kraju - po prostu nie interesujemy się tym. Nie wiemy przez co przechodzą mieszkańcy Kenii, jak są tam traktowani. Irene Dalila Mwathi pochodzi z Kenii. Jej życie w rodzinnych stronach było męczarnią. Była traktowana jak niewolnica przez własnego wuja. Łut szczęścia sprawił, że uciekła do Wielkiej Brytanii, gdzie marzy o rozpoczęciu nowego życia. Niestety nie będzie to łatwe. Ludzie, którzy mieli jej pomóc skrzywdzili ją i dziewczyna znów musi uciekać i szukać schronienia w zupełnie obcym kraju. Czy Dalila odnajdzie swoje miejsce na Ziemi? Czy będzie szczęśliwa?

Ostatnio zaczynam sięgać po książki, które poruszają dość trudne tematy. Kiedy zobaczyłam opis Dalili, mówiący o tym, że to historia o poszukiwaniu bezpieczeństwa i swojego miejsca przez kenijską imigrantkę, właściwie od razu zaciekawiłam się tą historią. Chciałam ją poznać i odłożyć na chwilę te wszystkie fantastyczne i młodzieżowe powieści, po które z czasem coraz rzadziej sięgam. Chciałam poznać losy dziewczyny niewiele starszej ode mnie, która przeżyła prawdziwe piekło na Ziemi. Chciałam trochę lepiej zaznajomić się z tematem imigrantów, o których ostatnio dość dużo się mówi. Zrobiłam to. Przeczytałam książkę. I teraz, pisząc tą opinię, chciałabym również Was zachęcić do poznania tej historii. Bo to co przeczytałam wprawiło mnie w osłupienie. Szok. Niedowierzanie. Musicie to przeczytać. Po prostu.
Od razu zaznaczę, że Dalila to cholernie smutna historia, dla nieco starszych czytelników, ponieważ porusza naprawdę ciężkie tematy, które mogłyby nie zostać do końca zrozumiane dla młodszych osób. Poza tym autor nie bawi się w łagodniejsze opisywanie niektórych scen - pisze prosto z mostu, nie owija w bawełnę. Ukazuje trudności z jakimi nasza bohaterka musiała się mierzyć na co dzień. Pokazuje brutalność i okrutność ludzi oraz ich obojętność na cierpienie innych, zwłaszcza z obcą narodowością, czy kolorem skóry.

Nie każdy imigrant jest terrorystą - to wydaje mi się - główny przekaz jaki wynika z tej powieści. Wielu z nich cierpi, przeżywa swoje prywatne tragedie, potrzebuję oni pomocy. Historia Dalili oraz ludzi, których spotyka na swojej drodze wywołała u mnie mnóstwo emocji - szok, niedowierzanie, wzruszenie, smutek, poczucie wielkiej niesprawiedliwości... Kurde - nawet nie wiem jak do końca wyrazić to jak się czułam po skończeniu tej książki. Nigdy przedtem nie czytałam historii, która tak mocno by mną wstrząsnęła i wywołała tyle różnych emocji, że na końcu została tylko pustka i niedowierzanie, że takie rzeczy mają miejsce.
Czasami trzeba sobie zrobić przerwę. Przerwę od fantastyki, młodzieżówek, romansów, czy czegoś innego, po to aby sięgnąć po powieści takie jak Dalila. Po to aby uświadomić sobie niektóre rzeczy, coś przemyśleć, zastanowić się nad tym jakie życie mamy my, a jakie ludzie mieszkający wiele kilometrów od nas. Porównać jedno do drugiego po to żeby dojść do wniosku, ze to nasze nie jest takie złe, jak to zapewne często mamy w zwyczaju narzekać. Dalila nauczyła mnie, że choćby nie wiem co należy walczyć. Nawet jeśli wszystkie znaki na niebie i na Ziemi mówią inaczej, nigdy nie należy się poddawać. Trzeba czerpać z życia to co najlepsze i dawać od siebie tak wiele jak się tylko da.

Tym optymistycznym akcentem się z Wami żegnam i naprawdę zachęcam do sięgnięcia po Dalilę, która mocno wami wstrząśnie i poruszy was do granic możliwości. Nie spodziewałam się, że ta książka okaże się taka. Jestem pełna podziwu dla autora i sposobu w jaki to wszystko zebrał do kupy i opisał na kartach Dalili. Przeczytajcie. Warto.

Moja ocena: 9/10

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Kobiece

Książkowe miejsca, które chciałabym odwiedzić w wakacje ♥

Książkowe miejsca, które chciałabym odwiedzić w wakacje ♥

Cześć moi kochani!
Od kilku dni była cisza u mnie na blogu, a jest ona spowodowana tym, że na początku sierpnia zaczęłam moją pierwszą pracę, z której jestem ogromnie zadowolona, ale zabiera mi ona sporo wolnego czasu więc siłą rzeczy nie mogę pisać postów tak często jakbym chciała. Ale znalazłam dla Was chwilkę i postanowiłam, że czas zrobić sobie małą przerwę od ciągłych recenzji, a że mamy wakacje i z tej racji jeździmy do różnych ciekawych miejsc postanowiłam przygotować coś z tym związanego. Panie i Panowie przedstawiam Wam książkowe miejsca, do których chciałabym pojechać! ;D

Amsterdam (Gwiazd naszych wina)

To chyba jedyna realna opcja w tym zestawieniu. xD Już kiedy czytałam książkę czułam ten wspaniały klimat Amsterdamu zwłaszcza nocą, a kiedy oglądałam film i zobaczyłam ujęcia z tego miasta oczarowałam się jeszcze bardziej. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się i pojadę do Amsterdamu - od dłuższego czasu bardzo chciałabym to zrobić - kraj tulipanów, wiatraków, rowerów - idealna mieszanka jak dla mnie. *.* . Trzymajcie kciuki żeby się udało! xD

Hogwart

Każdy kto jest ze mną dłużej zapewne wie (a jak nie to teraz się dowie xD), że jestem wieeelką fanką przygód młodego czarodzieja , więc Hogwart musiał się znaleźć na tej liście musowo. Wyobraźcie sobie, że latacie miotłą po skończonych zajęciach, gdzieś na błoniach szkoły, abo odwiedzacie Harida w jego domku, lub - wersja dla leniuchów - odpoczywacie w Pokoju Wspólnym waszego domu, no ewentualnie jeśli lubicie ryzyko i strach możecie się wybrać do Zakazanego Lasu. Ahh marzenie każdego Potterheads <3

XVI wieczny Londyn z książki Moja Lady Jane

 ...czyli powieści, którą niedawno przeczytałam i z miejsca się w niej zakochałam. Świat jaki jest w niej przedstawiony wprost ocieka magią zmiennokształtnych, Londyn przedstawiony w książce urzekł mnie swoim klimatem i został idealnie opisany przez autorki. Aż chciałoby się wskoczyć na jakiegoś konia i pogalopować przez ulice miasta i okoliczne pastwiska. xD

Wiktoriańska Anglia z Diabelskich Maszyn 

Zauważyłam, że większość z tych miejsc jest jeszcze ładniejsza i ma więcej uroku nocą. Wyobraźcie sobie, że jedziecie właśnie na jakiś wytworny bal do Magnusa, ubrani w przepiękne suknie z tamtego okresu, które baaardzo mi się podobają, lub - wersja dla panów - w jakieś szykowne garnitury, fraki, lub coś innego z tamtej epoki. A w dzień przechodzicie sobie głośnymi uliczkami wiktoriańskiego Londynu i oglądacie wystawy dajmy na to kapeluszy, czy coś. xD 

Dwór Wiosny

Ewentualnie Nocy, ale póki co wolę Tamlina, bo przeczytałam dopiero pierwszą część cyklu pani Maas. Dwór Wiosny to przepiękne miejsce, w którym każda minuta byłaby przepełniona radością. Mieszkanie w pięknym domu, spacerowanie po jeszcze piękniejszym ogrodzie, magia krążąca w okół... Ahh pomarzyć można... xD

Parthenia z Zakazanego Życzenia

Miejsce pełne magii, dżinnów, ludzi w śmiesznych strojach (wiecie coś takiego jak nosili w bajce o Aladynie - nie wiem jak Was, ale mnie w sumie śmieszyły te aladynki - w sensie spodnie - Aladyna xD), magicznych lamp... Na stałe bym tam nie pojechała, bo wydaje mi się, że mogłoby mi być zdecydowanie za gorąco, ale na kilkudniowy urlop z chęcią bym się tam wybrała. Opalenizna gwarantowana!

Araluen ze Zwiadowców

Co prawda całej serii nie przeczytałam, bo w sumie już mi się dłużyła, ale z chęcią przeniosłabym się do Araluenu - miejsca, które wyobrażałam sobie jak typowe średniowieczne królestwo, z przystojnym Will'em, dzielnym Horace'm oraz sprytnym Haltem. A gdybym mogła wybrać się do chatki Halta byłabym przeszczęśliwa! :D

--------
Znając mnie to na pewno jeszcze o czymś zapomniałam, ale mój mózg został już prawie całkowicie spalony przez ten diabelski upał, więc póki co zostawiam was z taką listą. Podzielcie się w komentarzach dokąd to Wy chcielibyście się udać jeśli mielibyście taką możliwość (czy to miejsca realne, czy też kompletnie fikcyjne xD). Trzymajcie się jakoś w te upały, do napisania! :*
O świecie, w którym możliwa jest druga młodość...

O świecie, w którym możliwa jest druga młodość...

Tytuł: Starter
Autor: Lissa Price
Tom: 1
Cykl: Starter
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Albatros

Z czym kojarzy Ci się wojna bakteriologiczna? Zapewne z czymś związanym z wirusami, medycyną, cierpieniem, groźnymi bakteriami, które wyciekły w jakiś sposób z tajnego laboratorium, z krzywdami oraz śmiercią niewinnych ludzi. Jednak co potem? Kiedy wojna się skończyła ocaleli jedynie ci poniżej 20 oraz powyżej 60 roku życia. Nauka oraz technika bardzo się rozwinęły - w świecie w jakim żyje Callie wraz z młodszym bratem Taylor'em, starsi ludzie mogą kupować ciała tych młodych oraz korzystać z nich jak z własnych za ogromne pieniądze. Czy Callie sprzeda własne ciało dla dobra braciszka? Co knuje "firma", która zajmuje się sprzedawaniem ciał żywych ludzi? Jak wygląda społeczeństwo po wojnie bakteriologicznej?

Miałam dość spore oczekiwania co do tej książki. Liczyłam że będzie to powiew świeżości, coś nowego - nowe oblicze fantastyki, która powoli mi się przejada. Liczyłam na wspaniałą historię, pełną wzruszeń, zaskoczeń, lekturę od której nie będę się mogła oderwać. Lissa Price stworzyła ciekawą, ale troszkę niedopracowaną wizję świata po wojnie bakteriologicznej. Nie zawiodła mnie, ale mogło być troszkę lepiej.
Skoro mowa o wojnie, od której właściwie wszystko się zaczęło - uważam że jej wątek został potraktowany po macoszemu. Dostaliśmy tylko kilka wzmianek o tym, że takowa wojna miała miejsce, że po niej przeżyli tylko ci poniżej dwudziestu i powyżej sześćdziesięciu lat, ale oprócz tego kompletne nic. Nie wiemy dlaczego do niej doszło, jak wyglądała, kto z kim walczył. Niby była, ale nic o niej nie wiemy. A to według mnie jeden z najważniejszych wątków w książce, szkoda że został pominięty. Zamiast wprowadzać przewidywalny wątek miłosny, autorka mogła się skupić na opisaniu nam wojny bakteriologicznej oraz jej przebiegu.

Ale koniec o wojnie! Przejdźmy do Callie. Główna bohaterka to odważna dziewczyna, która buntuje się przeciwko systemowi. Zaraz, zaraz - to już kiedyś było! Taak, chociażby w Igrzyskach śmierci, do których porównywana jest ta dylogia (drugi tom - Ender wciąż przede mną). Nie zgadzam się z tym porównaniem, które nawet widnieje na okładce. Uważam że Starter to oryginalny i ciekawy cykl, którego potencjał nie został do końca wykorzystany przez autorkę. Przeczytałam Igrzyska chyba ze cztery razy i prócz podobnej bohaterki, oraz wątku buntowania się przeciwko władzy, nie zauważyłam innych podobieństw. To dwie zupełnie inne historie. Denerwuje mnie że większość nowszych książek ma poprzypinane łatki "podobna do...", podczas gdy większość z nich to zupełnie inna bajka.
Starter to powieść, przy której nie można się nudzić. Czytelnik absolutnie nie narzeka na brak akcji, ponieważ tam właściwie ciągle coś się dzieje, co jest wielkim plusem - nawet nie odczułam kiedy minęło te 400 stron. Nie brakuje również elementów zaskoczenia, zwrotów akcji, a nawet wzruszeń - raz byłam bliska płaczu. Bohaterowie są ciekawie wykreowani i posiadają różnorodne cechy charakteru - zarówno zalety jak i wady co dodaje im autentyzmu.

Jeśli szukacie historii z ciekawą fabułą, takiej przy której nie będziecie się nudzić to sięgnijcie po Startera. Mimo iż uważam, że niektóre wątki zostały napisane tak trochę "na odwal się" i nie poprowadzone do końca, przez co nie ma się wrażenia, że wszystko zostało dopięte na ostatni guzik i czuje się przez to lekki niedosyt, to jest to naprawdę intrygująca pozycja z oryginalną fabułą, ciekawym światem oraz pędzącą akcją. Jeśli kiedyś zobaczę Endera gdzieś w bibliotece to zapewne przeczytam, może niektóre wątki ze Startera nabiorą większego sensu po lekturze obu tomów.

Moja ocena: 7/10
Czerwień rubinu - szału ni ma

Czerwień rubinu - szału ni ma

Tytuł: Czerwień rubinu
Autor: Kerstin Gier
Tom: 1
Cykl: Trylogia czasu
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Media Rodzina

Zamknij oczy, usiądź wygodnie i wyobraź sobie, że mieszkasz w super, wypasionym domu wraz z całkiem sporą rodzinką, która jest dość pokręcona. Dlaczego? Już pomijając te wszystkie tajemnice i zagadki, o których istnieniu nawet nie masz pojęcia, pomijając to że twoja cioteczna babka czasem wpada w jakiś dziwny trans i... przewiduje przyszłość (?), oraz to, że wszyscy traktują twoją kuzynkę Charlottę jak najmądrzejszą, najpiękniejszą i najzdolniejszą osobę w całym wszechświecie, musisz żyć ze świadomością, że właśnie owa Charlotta jest nosicielką genu, który umożliwi podróże. Podróże. W. Czasie. Ale, ale! Pewnego pięknego dnia, kiedy wyskoczyłaś tylko na chwilke z domu żeby coś kupić (przyjmijmy, że to były bułki, bo niestety nie pamiętam xD) to ty przenosisz się kilka lat wstecz, a nie ona. Przypadek? Nie sądzę. xD

Właśnie to spotyka nastoletnią Gwendolyn, która jak się okazuje - posiada super umiejętność podróżowania w czasie. Jakby tego było mało, taką samą umiejętność posiada przystojny (jakżeby inaczej), inteligentny i nieznośny Gideon! Taa - absolutnie nie ma szans żeby Gwen chociaż pomyślała o nim w sensie - oo to mój przyszły chłop! Niee - gdzieżby tam - oni będą się nienawidzić, no a potem... Chyba nie trudno się domyślić. Przewidywalność jeden, Kerstin Gier zero.
Nasza kochana Gwen ma świetne poczucie humoru, które sprawiło, że ja Klaudia, która rzadko kiedy śmieje się przy czytaniu - wybuchnęłam śmiechem. Gwenny zaskoczyłaś mnie na plus! Kiedy już wydaje się, że życie dziewczyny bardziej skomplikowane być nie może - okazuje się że właśnie może! Dziewczyna będzie się musiała zmierzyć z tajemnicami z przeszłości, dziwnymi ludźmi, których było ciut za dużo jak na mój gust, i w sumie w jednym momencie naprawdę ciężko mi się było połapać kto jest kim, oraz zwykłymi codziennymi sprawami. Wraz z Gideonem i swoją przyjaciółką będzie stawiała czoło wszystkim przeciwnościom losu, które na nią czyhają. 

Przygody naszej Gwendolyn wciągają i intrygują aż do ostatniej strony, ale - tutaj znów na scenę wchodzi pani Przewidywalność - dość łatwo przewidzieć jak skończy się dana przygoda. Hej - Przewidywalność dwa, Kerstin Gier nadal zero... Muszę jednak przyznać autorce, że stworzyła bardzo interesujących głównych bohaterów, z których każdy miał swoje indywidualne cechy i nie byli oni sztuczni, albo płascy - ma sie wrażenie, że to trójwymiarowi ludzi, którzy żyją tak jak my, z tym że posiadają pewne niesamowite zdolności, których przeciętnym wyjadaczom chleba niestety brakuje. Słabi bohaterowie zero, pani Gier jeden!
Akcja pędzi na łeb na szyję - najpierw jesteś tutaj, potem już gdzieś indziej. Nie sposób się nudzić czytając, ale jak na książkę, która posiada 344 strony, spodziewałam się innego zakończenia. Mocniejszego. Z większą ilością akcji. Z różnymi zwrotami i niespodziankami. Pierwszy tom Trylogii Czasu kończy się tak... nijak. Nie zachęciła mnie ta końcówka do sięgnięcia po kolejny tom i w sumie nie wiem czy to zrobię. Jak na powieść, która swego czasu była tak trudno dostępna, że jedyne egzemplarze jakie były na sprzedaż kosztowały kilkadziesiąt złotych, jak na mnóstwo pochlebnych opinii o tej książce to cóż... jestem trochę zawiedziona. Spodziewałam się czegoś lepszego, a dostałam kilka podróży w czasie, nijakie zakończenie, które za nic nie zachęca do sięgnięcia po dalsze tomy, mnóstwo drugoplanowych bohaterów, których w większości już nie pamiętam, oraz dość rozwlekły wstęp do całej historii. Bo o ile akcja tutaj jest, to wszystko kręci się wokół jednej rzeczy i ciężko mi to wytłumaczyć, ale niby cały czas się coś działo, a jednak odczułam wrażenie że książka była dość nudna i rozwlekła - można było napisać coś więcej przez te 344 strony. Nie jestem usatysfakcjonowana tą historią, ale dla samej Gwenny i wątku podróży w czasie warto się z nią zapoznać. ;)

Moja ocena: 6/10 

Nie ładnie grzebać w cudzych śmieciach! | Indeks szczęścia Juniper Lemon - opinia

Nie ładnie grzebać w cudzych śmieciach! | Indeks szczęścia Juniper Lemon - opinia

Tytuł: Indeks szczęścia Juniper Lemon
Autor: Julie Israel
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 372
Wydawnictwo: IUVI

Minęło dokładnie 65 dni od wypadku, który zmienił życie Juniper Lemon na zawsze. Straciła swoją siostrę Camillę i od tamtego czasu jej życie oraz całe otoczenie zmieniło się o 360 stopni. Juniper stara się dzielnie stawiać czoło codziennej rutynie oraz żyć bez Cami. Pomaga jej w tym Indeks Szczęścia, który powstał jeszcze kiedy jej siostra żyła. Nasza bohaterka zapisuje w nim wszystkie dobre chwile, które spotkały ją w danym dniu. Jednak pewnego dnia jedna z fiszek, które wchodzą w skład Indeksu znika. Niby nic strasznego, ale to właśnie na tej fiszce, dziewczyna zapisała swój największy sekret i tajemnicę. Do tego odkryła, że jej siostra spotykała się z tajemniczym "ty". Do czego może doprowadzić grzebanie w cudzych śmieciach? Czy Juniper odnajdzie zaginioną fiszkę?

Kiedy widzę taką okładkę (tak, tak nie oceniaj książki po okładce! xD), od razu przychodzi mi na myśl, że książka będzie lekka i przyjemna, w sam raz na te piekielne upały, które ostatnio nie dają mi normalnie funkcjonować. Powiem wam, że Indeks szczęścia okazał się właśnie taką pozycją - spotkałam tutaj sympatyczną główną bohaterkę, ciekawą historię, oraz tajemnice które rozwiązywałam wraz z Juniper i jej paczką. Śmiało więc mogę powiedzieć, że Indeks szczęścia Juniper Lemon to idealna książka na upalne dni.
Autorka wciąga czytelnika w swoją historię. Dzięki temu, że ma bardzo lekkie pióro, jej powieść czyta się w błyskawicznym tempie co jest kolejnym plusem tej książki. Nie będę ukrywać - to nie jest lektura wyższych lotów, taka którą musicie koniecznie przeczytać i nie zapomnicie o niej przez długi czas. To po prostu przyjemna młodzieżówka, która nada się idealnie aby wziąć ją do ręki i usiąść wygodnie na tarasie, balkonie, czy kocu i zatracić się przez kilka godzin w świecie jaki wykreowała autorka.

Bohaterowie tej książki nie wyróżniają się niczym szczególnym - mnóstwo podobnych możemy poznać w innych książkach tego typu, więc raczej żaden z nich nie zostanie w mojej pamięci na dłużej, ale mimo to bardzo miło spędziłam czas odkrywając różne tajemnice i grzebiąc w śmieciach razem z nimi, w poszukiwaniu odpowiedzi na liczne pytania. Głowna bohaterka czasem denerwowała mnie swoją bezmyślnością i wściubianiem nosa tam gdzie nie powinna - bo prywatność to bardzo ważna sprawa! - ale koniec końców polubiłam ją. Inne postacie były mi raczej obojętne i czuję, że dość szybko o nich zapomnę.
Jeśli szukacie młodzieżówki, która pozwoli wam spędzić miło czas przy czytaniu, zwłaszcza w te upały, to Indeks szczęścia Juniper Lemon będzie idealny dla was. To jedna z tych książek, które czytasz z zapałem, za sprawą przyjemnego stylu autorki, oraz ciekawej historii, ale po kilku dniach o nich zapomnisz. Nie jest to lektura, która koniecznie musi się pojawić w waszej biblioteczce, ale nie zaszkodzi się za nią rozejrzeć gdzieś w księgarni czy bibliotece - to pozycja do relaksu i nada się idealnie jeśli szukacie czegoś niezobowiązującego i lekkiego. Powinna się spodobać fanom twórczości Greena, albo Rowell, jednak mistrzostwo świata to to nie jest. ;)

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu IUVI! 
Zła krew - opinia | KOŃKURS

Zła krew - opinia | KOŃKURS

Tytuł: Zła krew
Autor: Sally Green
Tom: 1
Cykl: Zła krew
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Uroboros

Natan jest owocem zakazanego związku czarodziejki i czarownika. Jest w połowie biały, a w połowie czarny. Jego ojciec to najbardziej znany czarownik na świecie - nazywa się Marcus. To nie przynosi mu popularności wśród białych, z którymi mieszka oraz wychowuje się. Natan jest prześladowany - bicie i poniżanie to jedne z najbardziej łagodnych rzeczy jakie go dotykają w codziennym życiu. Kiedy wydaje się, że wszystko zaczyna się normować, nadchodzi niespodziewany cios, który dotknie Natana jeszcze bardziej niż wszystko co do tej pory przeżył. Czy chłopak ma szansę na normalne życie? Czy odnajdzie ojca? I o co chodzi z trzeba darami, które ma otrzymać w wieku 17 lat?

Zła krew to książka, która dość długo stała na mojej półce i wreszcie (za sprawą trzeciego zadania Bookathonu) doczekała sie przeczytania. Kiedy dopasowywałam ja do kategorii "Zła książka", miałam na myśli słowo "zło", które występuje w tytule, a nie sam fakt, że jest ona po prostu zła (mam nadzieję, że to zdanie nie wyszło jak masło maślane xD). Liczyłam na fajną książkę osadzoną w świecie magii i trochę podobną do Harry'ego, którego kocham, kocham, kocham x1000. No i moi kochani - zawiodłam się. I to bardzo.
Mimo iż rodziały tutaj są krótkie, to czesto miałam tak że trudno mi było dotrwać do kolejnego, przez monotonność i nudę. Bohaterowie nie wywarli na mnie jakiegoś więskszego wraażeni - byli po prostu zwyczani, płascy, czytałam już wiele książek z podobnymi postaciami, tak że te tutaj nie zapadły mi w pamięć. Początek zapowiadał się obiecująco i zainteresował mnie. Liczyłam na dużo akcji i jej zwrotów, no i niestety się przeliczyłam.

Wiele razy omijałam przydługie fragmenty opisów, albo dialogi, które kompletnie mnie nie interesowały. Szczerze mówiąc to nie wiem dlaczego ta książka ma aż 400 stron, spokojnie można by wszystko poskracać do mniejszej objętości. Pierwsze kilka stron było naprawdę obiecujące, ale potem robiło sie coraz nudniej i nudniej, a na końcu wyszły flaki z olejem zamiast dreszczyka emocji jaki zwykle dostajemy pod koniec książek fantasy. Tutaj końcówka absolutnie mnie nie porwała, wręcz przeciwnie - była dość przewidywalna i tak samo nudna jak pozostałe 3/4 książki.
Autorka nie wywołała u mnie żadnych emocji - czytałam jej powieść właściwie tak z automatu, odliczając strony do końca i omijając spory kawał tekstu. Liczyłam że szybko się z nią uporam, ale czytanie tej książki nie było przyjemne - robiłam to tylko po to żeby sprawdzić czy akcja jakoś się rozwinie, co się stanie na końcu. Teraz wiem, że trzeba było rzucić to w cholerę i zająć się czymś innym. No cóż - nie potrafimy przewidywać przyszłości. Tutaj ta umiejętność by mi się przydała, przynajmniej nie męczyłabym się z tą pozycją.

Piszę tą opinię kilka dni po skończeniu czytania i szczerze wam powiem, że w sumie to już nie bardzo pamiętam o czym ta książka właściwie była. Nie potrafię sobie też przypomnieć niektórych imion jakie tu się pojawiały. To chyba dowodzi, że ta lektura była kompletną stratą czasu. Nie polecam wam Złej krwi - uwierzcie są książki, które dużo bardziej wam się spodobają niż ta. Wiem że na pewno już nigdy jej nie przeczytam i odłożę gdzieś w najdalszy kąt mojej biblioteczki. Jedyny plus tej powieści to całkiem fajny początek oraz postać Aarona, który wydał mi się najbardziej barwnym i żywym bohaterem. Nie polecam.

Moja ocena: 2/10 

A żeby nie było, że dzisiaj tylko narzekam, to na sam koniec zostawiam was z konkursem, w którym do wygrania pobyt na zamku, oraz kilka książkowych gadżetów (szczegóły na plakacie). ;)


Copyright © 2014 Recenzje Klaudii , Blogger