Restart to książka, którą zdobyłam zupełnie przypadkowo. Podczas zakupów w Biedronce zauważyłam ją w koszu z książkami i kiedy zobaczyłam, że kosztuje dokładnie 4,99, to nie wahałam się i włożyłam ją do koszyka. Długi czas stała na mojej półce, mimo tego że jest cienką książką, ale zawsze miałam pod ręką coś innego, albo brakowało mi weny i ochoty żeby po nią sięgnąć. No, ale w końcu doczekała się swojej kolejki i jeśli jesteście ciekawi jakie wrażenie na mnie wywarła, to zapraszam do czytania. :)
W książce Amy Tindera, śmierć człowieka, nie oznacza końca jego życia. Zdarza się, że osoba powraca po swojej śmierci. Restartuje i zyskuje dzięki temu nowe umiejętności - szybkość, siłę, umiejętność błyskawicznej regeneracji, a zabić może ją jedynie postrzelenie w głowę. Umiejętności te są większe u osób, które długo były martwe. Wren była martwa 178 minut. Jest to rekord, dziewczyna pracuje dla Korporacji Odnowy i Rozwoju Populacji i jest żołnierzem, wykonuje każdy rozkaz. Callum restartował po zaledwie 22 minutach. Jest to bardzo słaby czas, ale Wren postanawia wyszkolić chłopaka na dobrego żołnierza. Jednak Callum za dużo mówi... A gadulstwo oznacza śmierć...
Restart to książka, która pomimo tego, że jest dość krótka, dłużyła mi się. W pewnym momencie miałam wrażenie, że stoję w miejscu i w sumie nie wiem czym było to spowodowane, bo styl autorki był dość lekki, nie było zbyt wiele opisów, a mimo to czytanie szło mi tak topornie. Fabuła była ciekawa, pojawiały się zwroty akcji, aczkolwiek nie było to nic powalającego i sądzę, że dość szybko zapomnę o tej powieści, tym bardziej, że nie posiadam drugiego tomu i nie mam w planach go kupować.
Wren to typ bohaterki, która dość często przejawia się w książkach dla młodzieży - zbuntowana, silna, niezależna. Niby wie czego chce, jest bezwzględna, twarda.... Jednak wszystko ulega zmianie kiedy na horyzoncie pojawia się chłopak... Callum jest trochę ciapowaty, inni się z niego wyśmiewają, ma jednak w sobie pogodę ducha, jest optymistą i nie wykonuje rozkazów, które są sprzeczne z jego sumieniem. Chłopak przypomina Peetę z Igrzysk Śmierci. W sumie Wren też jest trochę podobna do Katniss, więc mamy tutaj widoczne podobieństwo do trylogii Suzanne Collins. Bardzo urocze było to, jak Wren opiekowała się Callumem, chociaż początkowo nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. Od pierwszego spotkania chłopak zapadł jej w pamięć i z czasem robiła dla niego wiele rzeczy, o jakich wcześniej nawet by nie pomyślała.
Pisząc opinię o tej książce muszę wam wspomnieć o pewnym może mało istotnym, ale zauważalnym elemencie. Otóż w książce prowadzona jest narracja pierwszoosobowa i zdarzyło się kilka razy, że Wren raz wypowiadała się jako kobieta, a raz jako mężczyzna. Mam tutaj na myśli słowa typu "powiedziałam, powiedziałem". Mam nadzieję, że wiecie mniej więcej o co mi chodzi. Nie było to dość częste, ale zdarzało się i było troooszkę irytujące i dezorientujące.
Restart to książka, która nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych młodzieżówek, czy też powieści fantastycznych. Postacie są podobne do bohaterów z Igrzysk Śmierci i myślę, że dość szybko o nich zapomnę, tak samo jak o całej fabule. Jednak uważam, że warto się za nią rozejrzeć, jeśli akurat macie ochotę na tego typu lekturę, bo jest to całkiem ciekawa, wciągająca historia. Niby nic odkrywczego, ale uważam, że nada się na nadchodzące jesienne wieczory. :)













