wtorek, 12 czerwca 2018

Jesteś moim światłem | Abbi Glines | opinia

W dzisiejszej notce zajmiemy się drugim tomem serii The Field Party autorstwa Abbi Glines. Recenzję pierwszego tomu możecie znaleźć tutaj. :)


Willa, Gunner oraz Brady w dzieciństwie byli nierozłączni. Niestety Willa była zmuszona wyprowadzić się z rodzinnego miasta. Po kilku latach wraca jednak z powrotem z bagażem traumatycznych doświadczeń. Dziewczyna została przygarnięta przez babcię i będzie próbowała jakoś uporać się z straszną przeszłością. Czy w jej życiu jest jeszcze miejsce na jakieś głębsze uczucie? Czy przyjaźń z Bradym oraz Gunnerem powróci po latach rozłąki?

Jesteś moim światłem to drugi tom cyklu The Field Party, ale uważam, że spokojnie można po niego sięgnąć nawet bez znajomości części pierwszej. W pierwszym tomie autorka skupiała się na Maggie oraz Weście, o których wspomina w tej części, ale główne skrzypce grają tutaj inne postacie - Gunner, Brady (których mogliśmy pobieżnie poznać w pierwszym tomie, czyli Kocham Cię bez słów), oraz Willa - dziewczyna z przeszłości, która powraca do miasta z okropnymi doświadczeniami, które na zawsze zmieniły coś w jej życiu. Autorka tworzy nam tutaj odrębną historię, z innymi głównymi bohaterami, a znajomość pierwszej części jej cyklu nie jest konieczna aby poznać ich losy.


Ten tom podobał mi się bardziej niż poprzedni - tutaj było zdecydowanie więcej zwrotów akcji i ta akcja nie stała w miejscu, bo cały czas działo się coś nowego. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj Gunner, który w pierwszej części został przedstawiony dość byle jak, a tutaj jego wątek był rozbudowany i mogliśmy poznać tego chłopaka bliżej. Miał sporo problemów, z którymi był zmuszony walczyć w pojedynkę. Nie był postacią wylewną, przez co nikt nie mógł mu tak naprawdę pomóc. Do czasu kiedy w jego życiu znów zagościła Willa. Na przykładzie Gunnera autorka ukazuje, że pieniądze szczęścia nie dają, a to co z pozoru wydaje się w miarę poukładane, tak naprawdę może okazać się niezłym bajzlem i dramatem.

Jeśli chodzi o styl autorki, to był on utrzymany na takim samym poziomie co w części pierwszej i podobnie jak tam, tutaj również dialogi bywały dość sztuczne, nierealne i irytujące. Nie było to jakoś szczególnie uciążliwe, bo fabuła nadrabiała te kiepskie dialogi, ale jednak rzucały się one w oczy i powodowały pewien niesmak. I znowu - podobnie jak w Kocham Cię bez słów - zwracałam na nie uwagę na początku czytania, potem albo były mniej denerwujące, albo przestałam się na nich skupiać, na rzecz akcji w książce.


Jesteś moim światłem to powieść o trudnej przeszłości, radzeniu sobie z traumatycznymi doświadczeniami, ponoszeniu konsekwencji swoich nieprzemyślanych i głupich czynów, o problemach rodzinnych, oraz szukaniu miłości i dorastaniu. Pojawia się tutaj wątek miłosny, który był dobrze wykreowany, mimo tego, że autorka wprowadziła znienawidzony przez większą część czytelników, trójkącik miłosny. Sama bardzo tego nie lubię, ale tutaj mi on nie przeszkadzał. Na pewno działo się więcej niż w pierwszym tomie i fabuła była ciekawsza, ale niestety dialogi dalej pozostały sztuczne i denerwujące. Nie zmienia to jednak faktu, że ta część podobała mi się bardziej niż poprzednia i chętnie przeczytam kolejne tomy serii Abbi Glines. Jeśli lubicie jej twórczość, albo szukacie ciekawego romansu z fajną akcją to śmiało mogę wam polecić książki z serii The Field Party. :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Pascal :)

Udostępnij

piątek, 8 czerwca 2018

Miłość to religia | Bogini niewiary | PRZEDPREMIEROWO

Dzisiejsza recenzja może być nieco chaotyczna, ale miałam z nią spory kłopot. Bogini niewiary wywołała w mojej głowie taki mętlik, że ciężko mi było napisać tutaj wszystko to co towarzyszyło mi podczas czytania. Ta książka jest niezwykła, a wy musicie ją poznać.


!Premiera 20 czerwca!


Yara Philips nie wierzy w miłość. Podróżuje po świecie, w poszukiwaniu swojego miejsca na Ziemi, zatrudniając się jako barmanka w przeróżnych knajpach.

David Lisey jest początkującym muzykiem, który potrzebuje swojej muzy. Kiedy po raz pierwszy widzi Yarę, wie że będzie ona kobietą jego życia.

Dziewczyna od razu stawia sprawę jasno - nie chce wchodzić w poważny związek, wie że złamie Davidowi serce - mówi mu to od razu, nie chce się angażować. Nie może jednak zapomnieć o przystojnym muzyku, co powoduje w jej życiu niemały zamęt. Czy Yara - bogini niewiary, wreszcie uwierzy w miłość?

Przed chwilą, może z pięć minut temu skończyłam tę książkę. Postanowiłam, że od razu siadam przed laptopem, żeby napisać o niej kilka słów. Ta opinia może być nieco chaotyczna, bo najnowsza powieść Tarryn Fisher wywołała niezły bałagan w mojej głowie. Postaram się w miarę ładnie zebrać w jedną całość to co teraz chodzi mi po głowie o tej pozycji, ale będzie to nie lada wyzwanie. Od razu jednak zaznaczę - to nie jest typowa historia miłosna, ba! ta książka jest pełna sprzeczności - główna bohaterka jest pełna sprzeczności... Ehhh będzie ciężko napisać tę recenzję - ale lećmy z tym!


Yara... Miałam o niej bardzo różne zdanie. Najpierw wydawała mi się sympatyczną, nieco zwariowaną dziewczyną, która stara się odnaleźć w świecie i znaleźć idealne miejsce dla siebie. Potem uważałam, że sama nie wie czego chce, podejmuje głupie decyzje, nie rozumiałam kompletnie niektórych rzeczy jakie robiła, czy mówiła, była cholernie niezdecydowana i często zmieniała zdanie - gdzieś w połowie książki mocno działa mi na nerwy, czytałam i myślałam sobie - weź ty się dziewczyno ogarnij! Im bliżej końca tym bardziej doroślała, rozumiała błędy jakie popełniła i próbowała je naprawić. Z głupiutkiej, wkurzającej dziewczyny zmieniła się w osobę, która wie czego chce - dojrzała, zrozumiała samą siebie i chciała zmienić niektóre decyzje z przeszłości. Ta dziewczyna była pełna sprzeczności, wywoływała we mnie sprzeczne emocje i w sumie sama nie wiem, czy ją lubię, czy jednak nie. Jest postacią, którą raz się kocha, a kilka stron później nienawidzi i tak w kółko.

David to bohater, który wie czego chce - jest człowiekiem, który nigdy się nie poddaje, dąży do obranego celu i jest przy tym bardzo kreatywny. Podczas gdy Yara ciągle się zmienia, podejmuje wiele nieprzemyślanych decyzji i żyje pochopnie, on od samego początku robi wszystko aby zrealizować określony na początku cel. Czasem pozwalał sobie na zbyt wiele, co mnie irytowało i był trochę zbyt miękki jeśli mogę się tak wyrazić. Jest typem romantyka - zupełnym przeciwieństwem Yary. Jednak te ich odmienne charaktery sprawiają, że obydwoje uzupełniają się nawzajem i tworzą bardzo fajną parę.


Cała książka opiera się na relacji między tą dwójką - autorka ukazuje ich wzloty i upadki. Z początku nic nie wskazywało na to, że ta historia będzie na swój sposób inna od reszty książek młodzieżowych/romansów, jednak przez drugą połowę mam teraz bajzel w głowie i kurczę, ciężko mi się pisze tą recenzję, bo nie potrafię ubrać w słowa tego co teraz kłębi mi się w głowie o tej książce. Z  początku przyjemne, posiadające kilka erotycznych scen czytadełko, potem irytująca historia miłosna, z bohaterką która wkurzała mnie swoim podejściem, oraz Davidem, który wydawał mi się cholernie naiwny, a na końcu powieść od której nie mogłam się oderwać i trzymałam kciuki, żeby wszystko potoczyło się jak najlepiej. Powiem wam więcej - koniec tej książki wycisnął mi łzy z oczu (a w moim przypadku to niezłe wyzwanie).

Ta książka mnie wkurzała. Główna bohaterka i główny bohater też mnie wkurzali. Jednak nie mogłam się oderwać od ich historii. Czytałam, czytałam i nie mogłam przestać. A na końcu nawet polała się łza, jedna, czy dwie. Mogę śmiało powiedzieć, że Tarryn Fisher spowodowała, że nie mogę się wysłowić o jej powieści, tak jakbym tego chciała. Kurde, w tym momencie chcę to jakoś ładnie podsumować, ale dosłownie brak mi słów. Bogini niewiary to powieść o miłości - pełnej sprzeczności, o związku osób, które są swoimi przeciwieństwami, o związku, który momentami bywał nawet toksyczny. To historia, którą w jednym momencie po prostu lubisz, kilka stron później masz ochotę wyrzucić ją przez okno, a następnie wyciska ci łzy z oczu i robi papkę z mózgu. Jest to książka, którą po prostu musicie poznać, aby doświadczyć tych emocji, których ja doświadczyłam. Nie pamiętam, żeby jakaś inna powieść zrobiła ze mną to, co zrobiła Bogini niewiary. Historia Yary i Davida na długo zostanie w mojej pamięci i coś czuję, że będę miała kaca książkowego po tej pozycji. Przeczytajcie ją. Dla tych emocji i dla tej historii. Dla bohaterów, których będziecie kochać i nienawidzić. Dla kaca książkowego, który jest nieuchronny po takiej powieści. Polecam, naprawdę warto, kurde to jest naprawdę mocna pozycja, obok której nie można przejść obojętnie.

Za egzemplarz przedpremierowy dziękuję portalowi Czytam Pierwszy


Udostępnij

wtorek, 5 czerwca 2018

Kocham Cię bez słów, czyli opowieść o miłości i smutku

Dzisiaj opowiem wam o książce, która z pewnością poruszy niejednego czytelnika i wywoła łzy w oczach. To powieść o miłości, przyjaźni, umiejętności radzenia sobie z osobistymi tragediami. Zapraszam was na moją opinię o Kocham Cię bez słów.


West właśnie przeżywa najgorsze chwile w swoim życiu - jego ukochany tata umiera na raka i z dnia na dzień czuje się coraz gorzej. Nastolatek stara się udawać, że wszystko jest w porządku, jednak nie udaje mu się ukryć swojego smutku, bólu i rozpaczy przed jedną dziewczyną, która widzi te wszystkie emocje w jego oczach...

Maggie była świadkiem jak jej ojciec zamordował ukochaną mamę. Od czasu tamtego traumatycznego wydarzenia, dziewczyna nie mówi. To jej sposób na przetrwanie - tak stawia czoła światu. Przeżywa żałobę, ból w samotności, do czasu kiedy poznaje Westa. Czy możliwa jest miłość między dwojgiem ludzi tak bardzo skrzywdzonymi przez los? Czy West i Maggie potrafią jeszcze kochać?

Ja wybrałam milczenie jako lekarstwo na ból, a on postanowił leczyć swój, raniąc innych.

Pierwszy raz sięgnęłam po książkę tej autorki i od razu mogę wam powiedzieć, że jej styl pisania bardzo przypadł mi do gustu. Przeczytałam całą powieść w jeden dzień - autorka posługuje się lekkim, prostym językiem, co powoduje, że Kocham Cię bez słów czytało mi się bardzo dobrze i szybko. Powieść pisana jest z perspektywy dwójki głównych bohaterów - Westa i Maggie, dzięki czemu możemy dokładnie poznać myśli i osobowość każdego z nich.


Ludzie, którzy byli zniszczeni, nie można było uratować. Wiedziałam o tym zbyt dobrze. Każdy kto próbował go naprawić, przegrywał z kretesem. Ale ludzie nie przychodzili na świat z misją bycia okrutnym. Życie ich takimi uczyniło.

West jest bohaterem, który udaje, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Poza domem zdaje się być wyluzowanym, szczęśliwym i lubianym graczem futbolu. W domu przeżywa koszmar. Boi się każdego kolejnego dnia o to, czy dane mu będzie porozmawiać z tatą, czy przeżyje kolejną noc i dzień. Maggie była świadkiem czegoś okropnego - za jednym zamachem straciła zarówno mamę, jak i tatę. Nie chce współczucia od ludzi - sama próbuje stawiać czoło światu - nie wypowiadając przy tym ani jednego słowa. Między tą dwójką od razu zaczyna rodzić się pewna więź, która pomoże zarówno Westowi, jak i Maggie. Autorka bardzo dobrze wykreowała te dwie postacie - nadała im indywidualne cechy, sprawiła, że nie wydawali się sztuczni i dobrze wykreowała uczucie rodzące się między nimi - niby wszystko działo się dość szybko, ale było to pokazane w subtelny i naturalny sposób.

Nadejdzie kiedyś dzień, że na wspomnienie tych ciężkich chwil, nie będziemy już tak dotkliwie odczuwali bólu. Szkoda, że już dziś nie mogliśmy przenieść się do przyszłości.

Początkowo miałam wrażenie, że dialogi między bohaterami powieści były dość sztuczne. Trochę mnie to denerwowało w czasie czytania, ale potem, albo autorka lepiej tworzyła te dialogi, albo ja przestałam zwracać uwagi na tą sztuczność, a skupiłam się bardziej na fabule powieści. Akcja nie jest zaskakująca, można przewidzieć niektóre rzeczy, ale mimo to, książkę czytało mi się dobrze, a wątek miłosny miedzy Maggie i Westem podobał mi się i kibicowałam im. Pani Abbi Glines opisała kilka smutnych scen, takich, które powinny wzruszać. Ja jednak nie uroniłam ani jednej łzy podczas lektury, ale jeśli jesteście ze mną dłużej, to wiecie, że bardzo rzadko kiedy wzruszam się podczas czytania, jednak założę się, że niejednemu czytelnikowi poleci łza, podczas niektórych scen w powieści.


Czyny mówią głośniej niż słowa.

Kocham Cię bez słów to książka o miłości, przyjaźni, wsparciu i bliskości drugiej osoby, oraz olbrzymiej stracie. To historia o umiejętności radzenia sobie z tragediami, o stawianiu czoła każdej godzinie w czasie smutku i rozpaczy. Czyta się ją szybko i przyjemnie, chociaż dialogi bywają sztuczne. Autorka potrafi wzruszyć czytelnika, a wątek miłosny jaki wykreowała jest dobrze poprowadzony. Jeśli szukacie niebanalnej historii miłosnej, która was wciągnie na kilka godzin to polecam wam powieść pani Glines. Bardzo chętnie przeczytam drugi tom tej serii i poznam losy innych bohaterów. Polecam. :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Pascal :)


Udostępnij

piątek, 1 czerwca 2018

Piątek z piątką, czyli 5 książek, które przypominają mi dzieciństwo :)

Witam Was książkoholicy w ten upalny czerwcowy dzień!



Hej! Mamy już czerwiec - Dzień Dziecka i nie mam pojęcia jakim cudem ten czas tak szybko zapierdziela. Ale nie o tym dzisiaj. Z okazji tego, że wszystkie dzieci dziś świętują (pochwalcie się, kto tak jak ja wciąż czuje w sobie wewnętrzne dziecko! :D), oraz mamy piątek, to postanowiłam, że druga odsłona mojego cyklu Piątek z piątką, będzie związana z dniem pierwszego czerwca. Panie i Panowie zapraszam na 5 książek, które przypominają mi dzieciństwo! :)

Harry Potter



Pewnie myślicie sobie teraz - "no nie znowu Potter - on jest wszędzie!", ale kurcze, nie mogłam nie dać tutaj serii Rowling. Harry Potter przypomina mi dzieciństwo, ze względu na szkolne przygody głównych bohaterów, ich beztroskę w początkowych tomach, chęć zabawy, radość z życia. Harry'ego czytałam po raz pierwszy w drugiej klasie gimnazjum i już wtedy pozwolił mi wrócić do czasów mojego dzieciństwa.

Był sobie pies



Ja ogólnie mam tak, że kocham pieski i nie potrafię sobie wyobrazić życia bez nich. Bailey przypomniał mi o moim Kapselku - czarnej, kudłatej kuleczce, z którą bawiliśmy się z siostrami i kuzynem jak byliśmy mali. Pamiętam jak braliśmy kiełbasę do ręki i uciekaliśmy z nią, a Kapselek gonił nas i umyśleliśmy sobie, że to taka nieco zmieniona wersja zabawy w berka - z tym, że goniącym był piesek. Powieść Bruce'a Camerona przypomina mi jakie to jest niesamowite uczucie - beztroska zabawa z psiakami, podczas której o niczym nie myślisz - po prostu się cieszysz. ;)

Cud chłopak



Historia Auggiego przypomniała mi czasy kiedy chodziłam do podstawówki i każdy dzień w niej spędzony przynosił co innego - nowe doświadczenia. Dzięki tej książce wróciłam myślami do budynku mojej szkoły podstawowej i wspomnień z nim związanych ( a jest ich całkiem sporo). Fragmenty pisane z dziecięcej perspektywy dodatkowo tworzyły niesamowity klimat tej powieści i przypominały mi siebie jako małą Klaudusię z palemką na głowie (której nienawidziłam, bo inne dzieci się ze mnie śmiały w tej fryzurze xD).

Opowieści z Narni


Lektura z czwartej klasy, która strasznie mi się spodobała - film zresztą też. Kiedy tylko widzę okładkę tej książki wspominam jak czytałam ją w czwartej klasie. Z wielką chęcią przewracałam wtedy kolejne kartki tej książki, aby poznać dalsze losy bohaterów. I powiem wam, że dość sporo z tej książki pamiętam, mimo że minęło tyle lat odkąd ją czytałam (może to dlatego, że sporo się naoglądąłam ekranizacji xD).

W pustyni i w puszczy


Z tego co wiem, to niektórzy uczniowie bardzo lubą tę lekturę, a inni wręcz nienawidzą. Ja należę do tej pierwszej grupy. Przygody Stasia i Nel bardzo mnie wciągnęły i z zapałem odpowiadałam na pytania nauczyciela na temat tej książki - podobała mi się, przeczytałam ją całą, no i mogłam się o niej rozgadać na lekcji, a dodatkowo zarobić piątkę. Była to chyba lektura, którą omawialiśmy w piątej klasie, a przynajmniej z piątą klasą mi się kojarzy - ahh te podstawówkowe czasy.. ;')

...................................................................................................................................................................

No i na tym kończymy moje wspominki z dzieciństwa. Powiem wam, że zawsze chciałam choć na jeden dzień cofnąć się wstecz i jeszcze przez chwilkę pobyć dzieckiem. Też tak macie? Dajcie znać w komentarzach - napiszcie też jakie książki przypominają wam dzieciństwo - jestem tego bardzo ciekawa. No i nie zapominajcie - wszyscy mamy w sobie wewnętrzne dziecko, a więc cieszmy się wszyscy naszym dzisiejszym pierwszo-czerwcowym świętem! I wyluzujmy się choć przez ten jeden dzień w roku! :)


Udostępnij
Designed by Blokotek. All rights reserved.