wtorek, 18 lipca 2017

Zła krew - opinia | KOŃKURS

Tytuł: Zła krew
Autor: Sally Green
Tom: 1
Cykl: Zła krew
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Uroboros

Natan jest owocem zakazanego związku czarodziejki i czarownika. Jest w połowie biały, a w połowie czarny. Jego ojciec to najbardziej znany czarownik na świecie - nazywa się Marcus. To nie przynosi mu popularności wśród białych, z którymi mieszka oraz wychowuje się. Natan jest prześladowany - bicie i poniżanie to jedne z najbardziej łagodnych rzeczy jakie go dotykają w codziennym życiu. Kiedy wydaje się, że wszystko zaczyna się normować, nadchodzi niespodziewany cios, który dotknie Natana jeszcze bardziej niż wszystko co do tej pory przeżył. Czy chłopak ma szansę na normalne życie? Czy odnajdzie ojca? I o co chodzi z trzeba darami, które ma otrzymać w wieku 17 lat?

Zła krew to książka, która dość długo stała na mojej półce i wreszcie (za sprawą trzeciego zadania Bookathonu) doczekała sie przeczytania. Kiedy dopasowywałam ja do kategorii "Zła książka", miałam na myśli słowo "zło", które występuje w tytule, a nie sam fakt, że jest ona po prostu zła (mam nadzieję, że to zdanie nie wyszło jak masło maślane xD). Liczyłam na fajną książkę osadzoną w świecie magii i trochę podobną do Harry'ego, którego kocham, kocham, kocham x1000. No i moi kochani - zawiodłam się. I to bardzo.
Mimo iż rodziały tutaj są krótkie, to czesto miałam tak że trudno mi było dotrwać do kolejnego, przez monotonność i nudę. Bohaterowie nie wywarli na mnie jakiegoś więskszego wraażeni - byli po prostu zwyczani, płascy, czytałam już wiele książek z podobnymi postaciami, tak że te tutaj nie zapadły mi w pamięć. Początek zapowiadał się obiecująco i zainteresował mnie. Liczyłam na dużo akcji i jej zwrotów, no i niestety się przeliczyłam.

Wiele razy omijałam przydługie fragmenty opisów, albo dialogi, które kompletnie mnie nie interesowały. Szczerze mówiąc to nie wiem dlaczego ta książka ma aż 400 stron, spokojnie można by wszystko poskracać do mniejszej objętości. Pierwsze kilka stron było naprawdę obiecujące, ale potem robiło sie coraz nudniej i nudniej, a na końcu wyszły flaki z olejem zamiast dreszczyka emocji jaki zwykle dostajemy pod koniec książek fantasy. Tutaj końcówka absolutnie mnie nie porwała, wręcz przeciwnie - była dość przewidywalna i tak samo nudna jak pozostałe 3/4 książki.
Autorka nie wywołała u mnie żadnych emocji - czytałam jej powieść właściwie tak z automatu, odliczając strony do końca i omijając spory kawał tekstu. Liczyłam że szybko się z nią uporam, ale czytanie tej książki nie było przyjemne - robiłam to tylko po to żeby sprawdzić czy akcja jakoś się rozwinie, co się stanie na końcu. Teraz wiem, że trzeba było rzucić to w cholerę i zająć się czymś innym. No cóż - nie potrafimy przewidywać przyszłości. Tutaj ta umiejętność by mi się przydała, przynajmniej nie męczyłabym się z tą pozycją.

Piszę tą opinię kilka dni po skończeniu czytania i szczerze wam powiem, że w sumie to już nie bardzo pamiętam o czym ta książka właściwie była. Nie potrafię sobie też przypomnieć niektórych imion jakie tu się pojawiały. To chyba dowodzi, że ta lektura była kompletną stratą czasu. Nie polecam wam Złej krwi - uwierzcie są książki, które dużo bardziej wam się spodobają niż ta. Wiem że na pewno już nigdy jej nie przeczytam i odłożę gdzieś w najdalszy kąt mojej biblioteczki. Jedyny plus tej powieści to całkiem fajny początek oraz postać Aarona, który wydał mi się najbardziej barwnym i żywym bohaterem. Nie polecam.

Moja ocena: 2/10 

A żeby nie było, że dzisiaj tylko narzekam, to na sam koniec zostawiam was z konkursem, w którym do wygrania pobyt na zamku, oraz kilka książkowych gadżetów (szczegóły na plakacie). ;)


Udostępnij

czwartek, 13 lipca 2017

Najlepsza ksiązka tego roku? | [PRZEDPREMIEROWO] Moja Lady Jane

Tytuł: Moja Lady Jane
Autor: Cynthia Hand, Brodi Ashton, Jodi Meadows
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: SQN

Król Edward umiera. Tak drogi czytelniku jego dni są policzone. Z tej racji musi wybrać swojego następcę, który po jego śmierci zasiądzie na tronie Anglii. W ten sposób wpląta swoją najlepszą przyjaciółkę i kuzynkę - lady Jane Grey - w związek małżeński, który będzie miał za zadanie zachować ciągłość jego dynastii, oraz zapobiec anarchii w kraju. Lady Jane Grey ma wyjść za... konia. Nie to nie jest błąd, ona naprawdę wychodzi za mąż za konia. No prawie. Ponieważ Gifford (ale mówcie mu G) jest Eðdianinem, czyli potrafi zmieniać się w zwierzę (jak mnóstwo innych ludzi w szesnastowiecznej Anglii). To tylko niewielki wstęp tej zwariowanej i niesamowitej historii, która serwują nam autorki.

Ta książka jest totalnie pokręcona. Wierzcie mi lub nie, ale bardzo rzadko śmieje się podczas czytania. Natomiast w przypadku Mojej Lady Jane po prostu nie mogłam się powstrzymać i co chwila wybuchałam śmiechem. Już sam opis sugeruje, że nie będzie to do końca normalna historia, lecz coś totalnie przeciwnego (hahah oczywiście w pozytywnym znaczeniu xD). Dialogi między naszymi bohaterami, przerywniki narratorek, oraz ich bujna (naprawdę bujna xD) wyobraźnia i wspaniały styl pisania czynią tę książkę jedną z najwspanialszych i najzabawniejszych jakie przeczytałam w tym roku.
Bohaterów nie da się nie lubić (no chyba, że mowa o tych złych gościach, których z założenia się nie lubi xD). Zarówno Jane, G, Edward, jak i Grace mają ogromny dystans do siebie oraz spore poczucie humoru. Przy tym wszystkim są bardzo wyluzowani oraz bardzo autentycznie wykreowani przez autorki. Nie potrafię wybrać kto z tej czwórki przypadł mi do gustu najbardziej, bo każdy z osobna był świetną postacią.

Rozdziały poświęcone są głównie Jane, G, oraz Edwardowi, a pisane są w trzeciej osobie. W ogóle narracja tej powieści to mistrzostwo świata. Biję pokłony autorkom. Właściwie od samego początku akcja porywa nas ze sobą i nie chce wypuścić aż do ostatniej strony (styl autorek jest tak świetny, że nawet podziękowania czytałam, a nigdy mi się to nie zdarza xD). Ta powieść was zachwyci za sprawą genialnego stylu w jakim jest napisana, historii opowiedzianej zupełnie inaczej niż dotychczas (i dużo, dużo ciekawiej), masie zabawnych dialogów czy sytuacji, wątkiem miłosnym, który jest jednym z najlepszych z jakim do tej pory się spotkałam, oraz świeżym pomysłem na akcję za sprawą Eðianinów.
Wydaje mi się ze tutaj nie ma nic więcej do dodania - ta książka to niesamowita przygoda, pełna magii, uroku, humoru, pozytywnie zakręconych postaci, oraz cudownego stylu i wyobraźni autorek. To powieść idealna dla fanów koni, fretek, pustułek, lisów, psów, a nawet mułów - dla każdego coś dobrego. xD Jeśli chcecie zanurzyć się w świecie szesnastowiecznej Anglii, który jest oparty na PRAWDZIWYCH WYDARZENIACH Z HISTORII TEGO KRAJU, oraz poznać historię na nowo, to po prostu musicie przeczytać Moją Lady Jane. Co ja gadam - tak czy siak powinniście to zrobić. Lektura porwie was z krzeseł i pozwoli na świetną zabawę przez kilka godzin. Na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę. <3

Moja ocena: 10/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu SQN!

 Książka dostępna w przedsprzedaży tutaj. :)
Udostępnij

piątek, 7 lipca 2017

Pax - recenzja

Tytuł: Pax
Autor: Sara Pennypacker, Jon Klassen
Tom: 1
Cykl: -
Liczba stron: 296
Wydawnictwo: IUVI

Jestem Pax. Jestem niewielkim liskiem, zostałem uratowany przez Petera - mojego chłopca. Peter opiekował się mną przez pięć niezapomnianych lat, podczas których bardzo się zżyliśmy i pokochaliśmy. Mieszkamy razem z jego tatą, który bywa porywczy i wybuchowy. Pewnego dnia Peter i jego tata wsadzili mnie do samochodu - super, będzie wycieczka... Kiedy wysadzili  mnie gdzieś w lesie i zostawili małego żołnierzyka - moją ukochaną zabawkę, oraz gdy zobaczyłem łzy na twarzy mojego chłopca, zrozumiałem że to nie będzie zwykła wycieczka. Po chwili zostałem sam, widziałem tylko tył odjeżdżającego samochodu. Jak się później okazało - ludzi zostali zarażeni wojną, przez co musiałem radzić sobie sam. Jestem Pax. I oto moja historia.
Gdyby nie Bookathon, pewnie nieprędko zabrałabym się za tę książkę. Wydawało mi się, ze będzie to lekka i zabawna historyjka głównie dal młodszych dzieci. Jeśli też tak myślisz - jesteś w błędzie. Pax to nie bajka dla dzieci. To książka dla każdego - niezależnie od wieku. A tym bardziej dla miłośników zwierzaków i Małego Księcia, oraz książek z których można wynieść wiele nauk oraz lekcji życiowych.

Autorzy stworzyli piękną i smutną historię, w której pierwsze skrzypce grają Peter i Pax, a raczej przyjaźń i miłość jaka jest między nimi. To w jaki sposób Peter troszczy się o Paxa i Pax o Petera jest piękne i wzruszające. Książka ta pokazuje że dorośli powinni wielu rzeczy uczyć się od dzieci - między innymi miłości do zwierząt, wrażliwości, walki w słusznej sprawie. To pozycja przy której nie jeden raz uronisz łzy, ale z zapałem będziesz czytać dalej.
Pax prowadzony jest z dwóch perspektyw - Petera oraz jego liska, co było bardzo przyjemnym doświadczeniem i pozwoliło na bieżąco śledzić wydarzenia oraz akcje z dwóch punktów widzenia. Poza tym możemy przeczytać o uczuciach jakimi darzą się nawzajem bohaterowie. Czuć taką specyficzną więź między nimi. To uczucie było po prostu piękne. Prócz Petera i Paxa poznajemy także Vole, która wniesie dość sporo od siebie do całej powieści. Razem z nią będziemy poznawać samych siebie i uczyć się żyć dalej mimo iż wydaje się, że cały nasz świat legł w gruzach. Bo niektórych rzeczy nie da się cofnąć. Trzeba je zaakceptować i żyć dalej.

Jeśli szukacie historii z przesłaniem, takiej która da wam do myślenia, oraz będzie napisana w podobnym stylu co Mały Książę, to Pax będzie idealny dla Was. Nie ważne ile macie lat, ta książka nadaje się i dla starszych i dla młodszych czytelników. To cudowna historia o miłości człowieka i zwierzęcia, o trudach wojny, losie zwierząt w trakcie wojny, oraz o ludziach i ich psychice. Tylko nie zapomnijcie chusteczek, mogą wam się przydać. :)

Moja ocena: 8/10
Udostępnij

poniedziałek, 3 lipca 2017

Zapytaj blogera! #1 Co mi daje czytanie?

Ostatnio naszła mnie ochota na różne rozkminy i rozmyślania. Stąd pomysł na ten post i nowy cykl - Zapytaj blogera. Będę się starała żeby raz na jakiś czas pojawiała się notka, w której będziecie mogli poczytać nie tylko moje zdanie na jakiś temat (nawet niekoniecznie związany z książkami), ale również zdania i opinie innych blogerów książkowych (i nie tylko!xD). Kilka(naście) dni temu w mojej głowie narodziło się tytułowe pytanie - Co mi daje czytanie? Oprócz tego, że muszę na to poświęcić chwilę czasu, przez co często odkładałam jakieś szkolne pierdoły na bok xD, to co z tego mam?
Doszłam do wniosku, że czytanie pozwala mi na chwilę oderwać się od codzienności. Mogę przebywać w różnych miejscach - mniej i bardziej niesamowitych. Poza tym spędzam miło czas i szlifuję swój polski. Dzięki książkom założyłam tego bloga i jestem tutaj z Wami pisząc tego posta. Poznałam kilka osób, z którymi rozmawiam o książkach, ale nie tylko. Szczerze mówiąc książki to temat, który poruszamy najrzadziej. xD

Co na ten temat mają do powiedzenia inne blogerki?

Pytanie słyszane przeze mnie prawie każdego dnia. Od rodziców, znajomych,  a nawet pani bibliotekarki!  Nazbierałabym wiele zalet, ale kilka jest na podium tych statystyk, więc warto je przedstawić.
Książki, tak samo jak czytanie są dla mnie niezmiernie ważne. Zagłębiając się całe dnie w zawiłe zadania matematyczne lub wydarzenia historyczne, po jakimś czasie mam dość. Z tym problemem pomagają mi książki, odrywając od rzeczywistości. Zostawiam sprawy szkolne i przyziemne gdzieś w oddali i przenoszę  się w inne rejony, z tego co zauważyłam, najczęściej ląduję w USA. Wiem, że to brzmi banalnie,  ale drugi argument jest już bardziej skomplikowany :)
Czytam, więc kumuluje się we mnie milion opinii. Pragnę się nimi dzielić, więc prowadzę bloga o książkach; łatwo można wywnioskować,  że w takim razie piszę. Natomiast pisząc nawiązuję kontakt z innymi czytelnikami i molami książkowymi. Mogę się wygadać na nurtujące mnie tematy, a też ponarzekać na niektóre rozwiązania wprowadzone przez autorów. Wszystko to dzięki czytaniu. Dziękuję książki!
Co mi daje czytanie? Cóż, to na pewno dość ciężkie pytanie. 
Zacznę od tego, że książki towarzyszą mi od dzieciństwa i chyba już wtedy moja rodzina wiedziała, że będę czytała dużo i często. Czytanie to specyficzny rodzaj podróży, dzięki któremu rozwinęłam się, znalazłam pasję i wybrałam coś, z czym chcę wiązać swoje życie w przyszłości. 
Nie pamiętam wszystkich książek, które przewinęły się przez moje ręce, ale jestem pewna, że każda z nich coś wniosła do mojego życia. Czytanie dało mi wiele i cieszę się, że należę do mniejszości, która czyta książki. 
Początkowo czytanie było dla mnie umileniem sobie dnia. Lubiłam przyjść z biblioteki szkolnej lub miejskiej ze stosikiem książek i w czasie wolnym, kiedy się nudziłam, oddawałam się lekturze. Czytanie dawało mi chwilę spokoju, odpoczynku no i radości z poznawania nowych historii. W tamtym okresie książka nie była dla mnie zła lub dobra, lecz po prostu była. Teraz trochę się z tym pozmieniało. Naturalnie dalej czytanie daje mi spokój, jak i radość. Jednak teraz ta czynność dostarcza mi więcej emocji. Uwielbiam wczytywać się i poznawać nowe historie, ponieważ daje mi to doświadczenia, których w codziennym życiu nigdy nie będę mieć np. Czarowania z Harry’ego Pottera czy innej fantastyki. Dodatkowo kryminały dostarczają mi dreszczyku i tajemnic, których w większości filmów nie da się idealnie odwzorować. Reasumując, czytanie daje mi zaznawanie przygód niecodziennych w zwykły dzień.
Co mi daje czytanie? Przede wszystkim mnóstwo emocji - uwielbiam śmiać się nad książką, płakać czy też bać się o to, co zastanę na kolejnej stronie. Książki są prawdziwymi skarbnicami emocji i za to najbardziej je cenię. Uwielbiam to uczucie, gdy budzą się we mnie tak ogromne emocje, że nie wiem czym się zająć, żeby nie myśleć o skończonej książce. Poza tym czytanie jest dla mnie przyjemną odskocznią od codziennych obowiązków i relaksem na zakończenie dnia. Kiedy mam stresujący dzień książka jest jak lekarstwo, gdy kładę się wieczorem do łóżka i sięgam po lekką powieść dla rozluźnienia umysłu - od razu przyjemniej się zasypia ;) Czytanie nie tylko mnie odpręża, gwarantuje świetną zabawę, ale też niejednokrotnie poszerza horyzonty i pozwala spojrzeć na pewne sprawy z nowej perspektywy, uświadomić z jakimi problemami niekiedy muszą zmierzyć się ludzie. Często wczuwam się w role bohaterów i zadaję sobie samej pytanie: "co ja bym zrobiła na ich miejscu"? Krótko mówiąc - czytanie zapewnia mi przeżywanie niepowtarzalnych chwil, fascynujących przygód i pozwala zapomnieć na chwilę o całym świecie.
Czytanie od zawsze jest czymś co kocham. Miłością do książek zaraziła mnie mama i tak mi już zostało. Po za tym, że według badań czytanie przynosi wiele korzyści (zmniejsza stres, powiększa zasób słownictwa itd.), to dla mnie książki są przede wszystkim odskocznią od rzeczywistości. Po za tym, mam wrażenie, że gdyby nie niektóre książki, to nie byłabym teraz tym kim jestem. Czytając potrafię całkowicie stracić poczucie czasu. Mogę zapomnieć o wszystkim wokół mnie i całkowicie przenieść się do świata opisanego w powieści, a później żyć w nim jeszcze kilka dni na tzw. "kacu książkowym". Książki to dla mnie ten rodzaj magii, do którego nie potrzeba różdżki ani szklanej kuli, a działa równie dobrze.
Czytanie książek jest dla mnie najcudowniejszą rzeczą na świecie.  Gdy czytam mogę znaleźć się w dowolny miejscu i czasie. Wchodzę w kogoś życie i czuję się jakbym była uczestnikiem tych zdarzeń. Książki pozwalają mi rozwinąć moją wyobraźnię do tego stopnia, że mogę znaleźć się gdziekolwiek. Odkąd nauczyłam się czytać nie wyobrażam sobie życia bez książek. Ksiązki traktuje jak tlen potrzebny do życia. Czytam dlatego, ponieważ książki dostarczają mi prawdziwych emocji i doświadczeń życiowych. Uważam, że książki czyta coraz więcej osób i myślę, że to dzięki internetowi i nam blogerom, ponieważ możemy zarazić kogoś naszą pasją. Właśnie to jest najlepsze w czytaniu.
Weronika z weruczyta
Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć, co daje mi czytanie. Jest bardzo dużo korzyści z niego płynących. Po pierwsze: to idealna, relaksująca forma rozrywki, która potrafi umilić czas i sprawić, że na moment zapomina się o codziennych problemach i „odpływa” w inny świat. U mnie sprawdza się świetnie jako reduktor stresu – po ciężkim dniu otwarcie książki od razu poprawia humor :)
Wiadomo powszechnie, że dzięki czytaniu stajemy się lepszymi ludźmi nie tylko, jeśli chodzi o naszą wiedzę, ale także o sferę emocjonalną. Sięganie po różne powieści w jakiś sposób też uwrażliwia i zmienia sposób, w jaki postrzegamy świat. Już samo to daje odzwierciedlenie w naszym codziennym życiu. Oczywiście, książki są też kopalnią niezliczonej ilości informacji, które przyswajamy w ciekawy i niezniechęcający sposób. Przecież różnica w uczeniu się o postaci historycznej z podręcznika, a z dobrze napisanej biografii jest ogromna…
 Czytanie pozwala też podszkolić języki obce. Już nie raz miałam tak, że czekanie na polskie wydanie kolejnego tomu ukochanej serii wydawało mi się za długie, więc zamawiałam wersję oryginalną z zagranicy. Mimo tego, że na początku takie czytanie szło opornie, to jednak całość zawsze udało mi się pochłonąć bez większych problemów. To niezawodny sposób na oswojenie się z budową zdań charakterystycznych dla m.in. języka angielskiego i poznanie ogromnej ilości nowych słów. Później podczas lekcji samemu można się zdziwić, jakim cudem te wszystkie wyrazy się pamięta ;)
Nic, tylko brać się za kolejne tytuły czekające na półce :)
 ****
Dziękuję dziewczynom za poświęcony czas na napisanie tych odpowiedzi! :) Dajcie znać czym dla was jest czytanie i jak wam idzie Bookathon (o ile bierzecie w nim udział xD). Może macie pomysły na to o czym mogłabym wraz z innymi blogerami napisać w kolejnej odsłonie Zapytaj blogera? W takim razie dajcie znać w komentarzu! :) Teraz już nie zabieram wam czasu, miłego poniedziałku! :)
Udostępnij
Designed by Blokotek. All rights reserved.